Home / Ameryka / Kolumbia / Barkostatkieeeem w długi reeeejs…

Barkostatkieeeem w długi reeeejs…

 
 
 
 
70
Zaczelo sie zle. Bardzo zle. Z glebokiego snu wybudzil mnie krzyk Hugo
-Asia, wstawaj, szybko wstawaj!!! Emigrant sie odprawia!!! Wyplywaja!!!
Wyskoczylam z kojki jak sprezyna. Jak to sie odprawia??? Jak to tutaj??? Przeciez mial wyplywac za 2 dni!!!
-Biegnij do nich, blagaj, moze Cie jeszcze wezma!!!
Cudnie. Wybiegam z barki. Gaja w ryk. Wracam na barke, przytomnie lapie pokrowce przeciwdeszczowe, Gaje na rece i gazem w gore, na skarpe do stanowiska zoldakow. Dobieglam, zziajana jak kon po wyscigach. Amigos – tlumacze przerywanym glosem – moja barka jest tam na dole. Ja z nimi mam plynac. Puscie mnie do nich.
A figa. Wiec krzycze do tej barki w dole, z nadzieja, ze mnie uslysza. Uslyszeli. I chca zabrac, jeno moj duzy plecak na przechowaniu w La Playa zostal, bo przeciez stamtad mieli wyplywac. Dobry Boze, prawie 3 tygodnie czekania na transport i kicha???!!! Bacnelam przed kapitanem na kolana, blagajac o godzine czasu. Akurat, by skoczyc po plecak i wrocic. Kapitan krzywil sie i krzywil, az wydarzyl sie cud.
 
 
71
Od swojej duzej barki odcumowal male czolno i podplynal do brzegu. Wsiadaj. Plyniemy po plecak. A Emigrant??? – zapytalam z glupia nie wierzac wlasnemu szczesci
– Dogonimy go.
Kapitan odpalil motor, pomknelismy do przodu. Siedzialam tylem do kierunku jazdy i dziekowalam Bogu za zlapane w ostatniej chwili pokrowce. Biedna Gajka, nie bardzo wiedziala co sie dzieje. Lodz skakala, Gaj piszczal przestraszony, w dodatku zaczelo padac. Zawijalam Malucha w , oslanialam cialem od siekajacych kropli. Niedospany Maluch zasnal..

Plecak na szczescie czekal w umowionym miejscu. Wrocilismy na barke, po drodze wylewajac hektolitry wody z przeciekajacej lodki. Ze zdumieniem obserwowalam wdzierajace sie przez milion dziur Rio Putumayo i spokoj kapitana, ktory przez caly czas podrozy machal czerpakiem. Ostatecznie nie zatonelismy i po szacunkowo 2 h, zmarznieci na kosc dopedzilismy El Emigrante..
 
 
 
72
Kapitan przycumowal lodke do burty, pomogl nam wyciagnac plecaki i zniknal. Nikt sie nami nie interesowal, dla paru osob z zalogi bylysmy przejzroczyste jak lustro. Hm.. Po rodzinnej atmosferze na Parce – prawdziwy zimny prysznic. Ale najwazniejsze, ze plyniemy. Jakos damy rade, prawda Peppa?:)
 
 
73
Niemniej jednak glowe mialam pelna czarnych mysli. Wszystko stalo sie tak nagle, nie mialam kupionego jedzenia na droge, oprocz butelki wody mineralnej nie mialam ze soba nic. Musialam jakos dogadac sie z kapitanem. Musialam od nich jakos kupic jedzenie. Przynajmniej dla Gajki, ja bez zarcia jakos bede musiala przebidowac.
 
 
74
I na prawde nie rozumialam o co chodzi, jak nagle przede mna wyrosla Kapitanowa z wielka porcja kurczaka i ryzu..
 
 
75
Gdy poszlam do kuchni dziekowac, usmiechnela sie figlarnie. Kazala nie przejmowac sie jedzeniem i wogole popukala sie w glowe, gdy wspomnialam o zaplacie. Jak chce, to moge pomagac. Tak to zalatwimy, stwierdzila wraz z Kapitanem.
 
 
76
Chwilowo jednak nie bylo co robic. Usiadlysmy na burcie same, wszyscy sie gdzies pochowali, jedynie za kolkiem siedzial zgryzliwy sternik. Wyciagnelam ksiazke o Luboludzie. Poczytamy sobie z Gajka, a co:)
 
 
77
Gdy nam sie znudzilo czytanie, zaczelysmy rysowac, a potem robic origami z papieru, a potem nadziewac koraliki..
 
 
78
.. a potem dawac wystepy taneczno-wokalne, bo ilez mozna bylo siedziec plackiem na burcie i nie przeszkadzac:)
 
 
79
Putumayo rozlewalo sie coraz szerzej. Czasem mialam wrazenie, ze wcale nie jestem na srodku Amazonii, ale ze plyne sobie spokojnie po naszych kochanych Mazurach.. Bo rzeka miejcami nie przypominala rzeki, ale Mamry na przyklad..
 
 
80
 Po Rio Putumayo kluczylismy jak po labiryncie. Barka robila uniki, plynela z pradem, potem zmieniala kurs o 90 stopni, by zygzakowac az pod brzeg. Z uwaga wpatrywalam sie w wode, ale dla mnie wszedzie byla taka sama. Gdy zapytalam, dlaczego sie tak plynie, skad sternik wie, gdzie skrecic i co ominac, bo przeciez rzeka wciaz sie zmienia, a znakow nawigacyjnych brak, tenze tylko usmiechnal sie z wyzszoscia..
 
 
91
Zblizala sie noc. Dobilismy do zarosnietego brzegu, przyplynelo kilka czolen. Kazdy zabral to co zamowil, pieniadze przeplynely z rak do rak. Przyszedl czas sie polozyc, maly Gaj padal ze zmeczenia, ja nie bylam lepsza. Jeno gdzie, gdzie mozemy sie polozyc..
 
 
92
Spicie na burcie – mrukna Kapitan. Popatrzylam zszokowana. Na zimnej, metalowej podlodze? No nie, nie poloze tak Gajki spac, nie ma mowy! W takim razie bede musiala przesiedziec noc ze spiaca Mala na kolanach. Trudno, jakos damy rade. Najwazniejsze, ze plyniemy, ze tu jestesmy:)
Dobre serce kapitanowej, widzac co zamierzam, ulitowalo sie i wyciagnelo z zezowych czylusci nieco smierdzacy materacyk, na co ja, z usmiechem od ucha do ucha, wyciagnelam nasza moskitiere i tak oto powstala komnata dla ksiazniczek. Bylo w niej dosc rzesko i bardzo przewiewnie, dobre serce Kapitanowej wyszabrowalo wiec kawalek folii, ktora wspolnie przymocowalysmy na burcie. Zrobilo sie nieco zacisznie, ale bardzo zimno. Po raz setny wiec w ciagu tej naszej wloczegi dziekowalam bogom za nasze porzadne, puchowe spiwory, targane ze soba nawet do selvy:)
 
 
93
I wszystko byloby dobrze, ja w sweterku puchowym Gaj w kurtce jakos przetrwalybysmy zimna noc, gdyby nie deszcz, ktory przyszedl z nienacka. Obudzila mnie wilgoc spiwora. Deszcz zacnal tak, ze i puchowka i spiwor byly po prostu mokre. Coz bylo robic. Westchnelam w duchu i przytulilam sie do Gajki sucha strona mojego odzienia. Na szczescie do niej deszcz nie dochodzil. I tak, troche spiac, troche sluchajac glosow rzeki dotrwalam do rana..
 
 
94
Barkostatkieeeeeeeeeem w dlugi reeeeeeeeejs..:)))
 
 
96
Ranek wstal mokry i mroczny.
 
 
97
Zgryzliwy sternik odpalil maszyne, a zmoknieta mama, wraz z ziewajacym Gajem udaly sie do kuchni przygotowac cos cieplego na sniadanko.
 
 
81
Tak, sniadanie to byl swietny pomysl. Morale od razu skoczyl do gory:)))
 
 
104
Czas bylo popracowac. Sam szef i pol zalogi malowalo delfinka na dachu…
 
 
84
..natomiast Kopciuszko-mama wraz z Kopciuszko-gajem, w zamian za transport do Puerto Leguizamo, mialy za zadanie ogarnac brudna, halasliwa i smierdzaca paliwem maszynownie..
 
 
105
W miedzyczasie zdarzylo sie nam minac malutka wioseczke..
 
 
98
By potem znow dac sie otoczyc dzikiej zielonosci amazonskiego lasu.
 
 
99
Tajemnica swiezego miesa zostala szybko odkryta..
 
 
106
Gajowi, z pelnym brzuszkiem, oczka zaczynaly sie szybko lepic.. Ukolysany terkotem maszyny Malec spal, a rzeka nas niosla i niosla..
 
 
101
Gdzieniegdzie, ponad poziom dzungli wyrastaly brokulopodobne drzewa. Byly gigantyczne, bardzo stare, a z ich galezi zwisaly grubasne, widoczne nawet z wody liany.. Ilez historii moglyby opowiedziec te drzewa, ilez one widzialy..
 
 
102
Tecza!!! Tecza!!! Tylko dwie gringi krzyczaly i wskazywaly palcami to niezwykle zjawisko. Niezwykle dla nich, bo ludzie znad Putumayo do teczy przywykli,bo tu kolorowe luki tworza sie co chwile, duze, male, pelne i fragmentaryczne..
 
 
103
Wreszcie, po 3 dniach zeglugi zza zakretu wynurzyly sie zabudowania…
Puerto Leguizamo.
Doplywamy.
Czulam radosc i jednoczesnie smutek, ze nasza przygoda na El Emigrante dobiega konca. Ale to tylko ja. Zaloga barki pozegnala nas ozieble, jedynie kapitanowa wysciskala nas serdecznie.
Zaczynamy nowy rozdzial podrozy pt. Puerto Leguizamo:)
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Emilia BuszNasze wędrowanieAnja Justyna Pl Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anja Justyna Pl
Gość

Czytałam z zapartym tchem i trzęsłam portkami na samą myśl ;-)) No, ale Puerto Leguizamo zostało szczęśliwie zdobyte przez dwie zdobywczynie z Polski, a jakże! 😉

Nasze wędrowanie
Gość

świetnie się czyta, jedziemy sobie z Darwiną z Włóczykija i czytamy

Emilia Busz
Gość

Twarde dziewczyny, eh aż gęsia skórka się robi! Trzymamyy kciuuuuki cały czas za Was!

x

Check Also

Tylko jak tu pisać bloga?..

  Z tym założeniem bloga wcale nie było łatwo. Gdy planowałam swą podróż, w myślach ...