Home / Ameryka / Meksyk / Aleppo

Aleppo

 

 

Żyję w strachu. Wielkim, który na codzień chowa się gdzieś pod poduszkę podróżniczych wyzwań, rozprasza się w setce obowiązków, rozpływa w serdeczności spotkanych ludzi. A jednak jest on we mnie i wyłazi na wierzch, ciągnąc  za włosy i zabierając oddech, gdy tylko otworzę internet i dopadną mnie wieści ze świata.

Ze strachem żyję od dawna. W zasadzie odkąd pamiętam. Z tym największym strachem – przed wojną – którego przez tyle lat, w spokojnej przecież Polsce nie umiałam ani oswoić, ani ujarzmić. Bo choć wojny nie przeżyłam, od zawsze wiem o czym ona jest. Z teorii póki co i modlę się, by tak zostało.

Niewiele pamiętam z dzieciństwa. Różne migawki, kolory, ułamki chwil. To, co pamiętam doskonale ma datę 13 grudnia, choć o tym dowiedziałam się dużo później. Wtedy nie miałam pojęcia jaki to był dzień. Pamiętam tylko rodziców, którzy nagle zatrzymali się nad radiem. Mieliśmy taki srebrnoczarny radiomagnetofon. Grundig sie nazywał. No więc zamarli nad tym Grundikiem, przy którym i ja, zupełnym zbiegiem okoliczności siedziałam. Patrzyłam na nich uważnie, bo nigdy się tak nie zachowywali. A oni skamienieli nad tym radiem ze ściagnietymi strachem, białymi twarzami. I wówczas ja też zaczelam słuchać.

„.. Oglaszam stan wojenny!” – raptem tyle usłyszałam. I natychmiast zrozumialam.

Nie mam słów by opisać przerażenie dzieciaka, którym wtedy byłam. Miałam bardzo mało lat, ale to nic, doskonale wiedziałam, ze czeka nas niewyobrażalne cierpienie. Że będą nas bili, że będą do nas strzelac, ze zabiją moją mamę i mojego tate, i babcię, i dziadka i że ja będę uciekać, ale to nic nie pomoże, bo i tak mnie znajda, nawet jak się schowam w piecu, znajdą mnie i zabiją, bo nie będzię gdzie uciekać, bo nikt mi nie pomoże, bo każdy będzię uciekał, i będą strzelać wszędzie, i będą wybuchać bomby, i płonąć domy, i mój spokojny świat zniknie i zacznie się niewypowiedzialny koszmar.

To wszystko śmigało mi w mojej małej główce, a w ustach miałam tak sucho, ze ledwo byłam w stanie wykrztusić:

– Bedzie wojna??? – i posikałam majtki. Ze strachu, z przerażenia zwierzęcego, które tak ścisnęło mi gardło, że aż odebrało władzę zwieraczom.

Długo nie mogłam się uspokoić. Rodzice, widząc co sie ze mna dzieje, tulili, tłumaczyli, że to tylko stan wojenny, a nie wojna, że po prostu nie wolno będzie dzieciom chodzić po ulicy, że wszystko będzie po staremu, ale długo do mnie to nie docierało, tak jakbym nie slyszała ich glosu. Dla mnie nie było różnicy, czułam ich lęk, miałam swoją wiedzę i płakałam, i trzęsłam się z przerażenia, i płakałam..

Kilka dni temu otworzylam internet. Dobre, domowe łączę, wreszcie, po 3 tygodniach prawie bez netu. Odpowiedziałam na maile, załatwiłam bieżące rzeczy, ach, pomyslałam, dla relaksu rzucę okiem na fejsa.

Rzucilam. A potem kolejne godziny spedzilam w internecie na przemian czytając, ogladając i płacząc.

 

chlopiec

 

Dlatego jak widzę tego chłopca z Aleppe, który pyta: „ Czy ja umrę?” – widzę siebie. Tam na jego miejscu, z mokrymi majtkami, przerażoną, zaszczutą – bo przecież to mogłam być ja. Wystarczyłoby, gdybym się tam własnie urodziła. Albo gdyby historia mojej części Europy potoczyła się trochę inaczej.

Poznajcie proszę tego chłopca. Poparzcie na tą małą, wygrzebywaną spod gruzów dziewczynkę. Poznajcie też Mohammada Alaa Aljaleel. Byc moze juz go znacie. Ja go poznalam dopiero dziś. Z opowieści koleżanki, to jej znajomy. A potem z fejsbuka i ze zdjęć. Od rana siedze w necie i czytam. Ale nie doniesienia prasowe. Tam nie ma nic, okrągłe słówka. Czytam to, co piszą ludzie. Ci, którzy tam są lub byli, a zapomniany podróżą strach wypływa nagle z zakamarków umyślu, szarpiąc trzewia przerażeniem. Obrazy ryją się w mózgu, a najgorsza chyba jest swiadomosc, ze to wszystko się dzieje TERAZ. Dokladnie teraz, gdy siedze i piszę, i łzy zalewają mi klawiaturę. Z bezsilności, z wściekłości, z rozpaczy, że to się dzieje, a ja nie mogę im pomóc. I ze strachu, że to piekło rozleje sie po świecie.

Patrzę przez okno.  Gaj biega po podworku w stroju diablicy. Radosny, uśmiechnięty. Patrzę na nią i myślę, ile nam jeszcze tego spokoju będzie dane. Ile nam jeszcze będzie dane tej radości i uśmiechu, zanim koszmar wojny dotknie i nas. Już zresztą dotyka, wypełniając trzewia przerażeniem, tyle tylko, że jeszcze od niego dzieli mnie szklany ekran.

Tak jak Was.

pb181238

 

***

 

Z wymiany zdań na fb i prywatnej korespondencji:

Mam przyjaciol w Aleppo, sanitariusze Syria Charity… Aktywnie wspieramy I pomagamy jak sie da…to sa normalni ludzie tacy jak my, dopadnieci przez Assad I Rosjan… Szpitale, karetki, lekarze, pielegniarki, dzieci, celowo I z premedytacja atakowane(…)  Ogladacie video a my patrzymy na krztuszacego sie od gazu Abu…paramedyk… Alaa paramedyk…Jasser paramedyk (stracil noge), znam kobiety w video, znam dzieci i wyje z bolu! (…) Sytuacja tragiczna, nie ma juz szpitali, ostatni zbombardowany dzis, 5 karetek na 300000 ludzi, brak jedzenia, wody, of wczoraj zrzucili gaz z chlorem z bombami(…) Lekarze siedza z dziecmi z inkubatorow w piwnicach, pomoc UN nie jest w stanie dotrzec(…)My wyjemy z bolu bo znamy ludzi, znamy sytuacje, znam reporterow, paramedykow, znam ludzi za kamera, oni chca zyc w spokoju w swoim kraju I tyle!..

 

ruiny

 

To taktyka rezimu Assad z pomoca Rosjan: zbombardowac szpitale, karetki, bank jedzenia, pozostawic ludzi bez pomocy glodujacych (…) Lekarze I pielegniarki sa tez celem snajperow. (..) Nie ma juz jedzenia . Nie mozna ich wydostac, wschodnie Aleppo jest calkowicie zablokowane. (..)Nikt nie moze sie wydostac. Teraz juz nikt. Prasa tez juz nie, jest kilku reporterow ktorzy zdaja sobie sprawe ze raczej z tego nie wyjda(…)

 

Jak pomóc? Przez Syria Charity i paramedykow w Aleppo (Mohammad, Abu, Jasser) docieraja pieniadze, I teraz glownie pieniadze Ida na jedzenie dla ludzi ktorych nie stac na kupno jedzenia na black market, to paramedycy kupuja I rozprowadzaja zywnosc I butelki wody, bo nie ma wody do picia. Tak to teraz wyglada(…)

 

Wszyscy razem, paramedycy charity sa znani w calym wschodnim aleppo z tego ze sie ludzmi zajmuja , teraz to juz glownie chodzi o jedzenie. Jezdza po rejonie rozwazac jedzenie, wode, leki (jak jest dostep). Cywile to sa biedni ludzie. Oni nic nie maja, zeby sie wydostac z rejonu trzeba zaplacic odpowiedniej grupie, na to nikogo nie stac. A charity jest tolerowana bo duza liczba ludzi zwiazana z organizacja to ludzie lokalni, nie obcy. I tak wszyscy uciekaja przed bombami, teraz I gazem. A swiat patrzy.(…)

 

Nie da sie wydostac nikomu. Nikogo teraz nie wypuszcza. Juz tak jest ponad 80 dni. Byl wzgledny spokoj jak przestali zrzucac bomby, od kilku dni teraz wznowione bomby I gaz. Mohammad to juz mi teraz w wiadomosciach wysyla serce, nie rozmawia, nie jest juz w stanie.(…)

 

W srode zniszczony mial dom od wybuchu I nowa karetke, Abu o malo nie umarl od gazu, Jasser stracil noge ale dalej mocno do przodu opiekuje sie ludzmi.(…)

alaa-karetka

Potwornie mnie boli jak Europa traktuje refugees(…)

(…) byl czas gdzie sanktuarium pieknie dzialso, plac zabaw pelen dzieci glaszczacych koty (oni wszyscy uwielbiaja koty, kazda rodzina przed wojna mialo kota), imprezy urodzinowe w podziemnej szkole, wizyty w klasztorze (pelnym starszych ludzi chrzescijan), budowa 3 studni dzieki dotacjom, rozwoz jedzenia, wody, lekow, formuly dla niemowlat , (…) wszystko padlo

Wszystkie dzieci stracily kogos z rodziny, niektore cale rodziny.(…) Takiej skali bombardowania wlacznie z gazem wczesniej nie bylo!

ameer

Alaa przed wojna byl mechanikiem samochodowym, wojna wybuchla, wyslal zone i 2 dzieci do turcji, Sam zostal w Aleppo z synem, bratem i brata rodzina. Jezdzil karetka Syria Charity, zaopiekowal sie zwierzetami I teraz to juz trwa 4 lata. Jak sie wojna zaczela I ludzie zaczeli opuszczac miasto, Alaa zaczal dokarmiac zostawione zwierzeta. Wtedy z wlasnej kieszeni, juz tez jezdzil karetka i ratowal ludzi. Ludzie sie dowiedzieli I dzieci zaczely Alii przynosic koty zeby sie zaopiekowal i po wojnie dzieci i ich rodziny koty odbiora. Wiekszosc rodzin teraz jest w Turcji, Grecji, sporo w Niemczech. Zblizenia na konkretne koty to nie przypadek, to dla tych dzieci, one ogladaja codziennie zdjecia w naszej grupie i mozesz sobie wyobrazic jak sie te dzieci musza cieszyc. Alaa zrobil sie popularny, grupa mocno rozrosla i dotacje pozwolily zbudowac sanktuarium, posadzic drzewa, zbudowac plac zabaw, organizowac imprezy dla dzieci w podziemnej szkole. Dla tych dzieci poszarpanych wojna (wiekszosc stracila rodzicow, rodzenstwo) te koty to ogromny komfort psychiczny. Alaa z dotacji karmil zwierzeta (jak najtaniej ryz z mielonka), rozdawal jedzenie, wode, leki itd. Dopiero teraz sytuacja zrobila sie tragiczna.(…)

 

alaa9a

 

Jest duzo klipow Alii jako paramedyka, poczytaj o ostatnim ogrodniku Aleppo – Abu i jego synie Ibrahimie (Abu nie zyje, grupa opiekuje sie Ibrahimem, jego mama I rodzenstwem. Sidra ktora alaa wyciagnal ze zbombardowanego domu teraz jest jak jego dziecko (cala jej rodzina zginela), jest klasztor pelen starych ludzi tez grupa nimi sie opiekuje. Jedyny sposob na pomoc Alii to nasza grupa, wtedy kazdy cent dociera do Alii przez umowe z charity, nic nigdzie po drodze nie znika.(…)

 

alaa6a

 

 

Alaa wysyla nam prywatne wiadomosci bardzo proste, poczciwe, pokazujace ogromne serce…
I tak utknal ten czlowiek w piekle, ale za nic nie zostawi ludzi i zwierzat, powiedzial ze zostanie do konca.”(…)

 

***

 

„Wiesz, u nas mieszka koleś, który na bieżąco rozmawia przez telefon z Aleppo, ja już powoli nie mogę, jeszcze chwilę i się spakuję chyba” – napisala do mnie wtedy Anna Alboth.

Czulam dokładnie to samo. Trzeslo mnie z bezsilnosci i przerażenia. Kazde dziecko ze zdjeć miało oczy Gai.

– Co moge zrobic??? – pytałam sama siebie – CO MOGE ZROBIC???

Sama niewiele moglam. Moglam informować, udostepniac, modlic sie, podpisywac petycje. Moglam i robiłam to, gryzac palce z bezsilności, widząc obojetność tych tam na górze, wożących sie limuzynkami i popijających krewetki winem przy okazji kolejnego durnego, nic nie przynoszącego spotkania.

A tam kolejny atak, kolejni ludzie, już nie obojętny tlum, ale LUDZIE – Bana, Alaa, Arief, Khaled, Ahmad, Yahia! Kiedys nawet nie wiedziałam, że takie imiona istnieją, a teraz kurczy mi sie żołądek w lęku o nich.

Nie jestem sama. Nie tylko ja płaczę przed laptopem, ze świadomoscią, że mój płacz nikomu w Aleppo nie pomoże. Ale możemy pomóc inaczej – narzędziami, które mamy.

 

Info: http://civilmarch.org
FB: https://www.facebook.com/CivilMarchFo…
FB event: https://www.facebook.com/events/97958…
Twitter: @AleppoMarch
Insta: @CivilMarchForAleppo

#CivilMarchForAleppo
#StopTheBombs

logo1

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o
x

Check Also

Andy

– Słuchaj, Asia. Musze wpaść do domu po drodze. Do Mazatlan. Zmienić ...