Home / Ameryka / Panama / Cud podróży

Cud podróży

P8270008edited

– Nie, nie, ona naprawdę nie jest zmęczona, to tylko 3 quadry* przecież – uspokajałam czekającą na przystanku autobusu dziewczynę – Po prostu zasnęła biedaczka w samochodzie i teraz jeszcze jest pomiędzy światami. Gaj, maluszku – zwróciłam się do mojej córki skrzywionej grymasie niechęci – kochana, odpoczniemy jeszcze troszkę tutaj i zaraz ruszamy do hostelu. To już bliziutko, tylko trzy quadry..
-Aaaaaaaaaaaaaaaa!!!! – rozdarł się mój dziec w proteście.

Siedziałam wiec i czekałam wiedząc, że na histerie najlepiej robi kombinacja spokoju z czasem. Niestety tego czasu nie miałam zbyt wiele, za 2 godziny miałam się spotkać z Justyna, która przyjechała jakiś czas temu do Panamy. Chwilę popodróżowałyśmy  razem, a teraz nasze drogi się rozdzielały ostatecznie, ja ruszałam na północ, Justyna przymierzała się do wejścia na Baru. Chciałam z nią zamienić parę słów i na spokojnie się pożegnać, a tu wszystko wskazywało, ze może to nie być takie proste..

-Gaja. Chodź córeczko. Opowiem Ci bajkę po drodze – kusiłam malucha, ale maluch był bardzo rozespany i wyjątkowo do współpracy niechętny. Nie było wyjścia – należało czekać. No wiec czekałam , głaskałam wyjca po łebku, a w międzyczasie gawędziłam z dziewczyną. Jej autobus nie przyjeżdżał, więc rozmawiałyśmy o wszystkim, skacząc z tematu na temat.

-Słuchaj, może weźmiesz taksówkę?-nie wytrzymała wreszcie Juana

-Nie, cos ty.. To blisko jest. W naszym zasięgu. Taksa ze dwa dolce kosztować  będzie. Jest ok, pójdziemy-bo faktycznie hostal był w zasięgu naszych obciążonych plecakami nóg. Dziewczyna jednak nie była do tego przekonana.

-Wiesz co? Zapytam. Pojadę kawałek z Wami, mojego autobusu i tak nie ma.

No dobrze, zapytać zawsze można. Inna sprawa, gdy się jeździ po kraju dolarowym, a zarabia w złotówkach, co innego gdy się zarabia w walucie, którą się wydaje.

-Chodź, chodź, wsiadajcie! – Juana była człowiekiem czynu. Zatrzymała taksówke, uzgodniła cene, pomogła mi wsadzić plecaki i już siedziała z tyłu, wesoło gawędząc z taksiarzem i z góry płacąc uzgodnioną stawkę –siadajcie koło mnie!

No więc usiadłyśmy obok, na co nagle Juana wysiadła, a taksiarz ruszył z kopyta do przodu. Zdążyłam jeszcze zobaczyć jej uśmiechniętą twarz i machającą na pożegnanie ręke..

Podstęp? Porwanie? Uprowadzenie? Ukartowana akcja mająca oskubać nas z ostatnich groszy?

Nie. Przydarzył nam się właśnie jeden z cudów podróży, jeden z tych małych cudów, które rozświetlają życie i przywracają wiarę w ludzi. Spotkało nas bezinteresowne w swoim założeniu dobro, bo przecież nie będzie okazji zrewanżować się, odwdzięczyć ani nawet podziękować. Kolejna lekcja od życia, która zakotwiczy we mnie na zawsze. Najczystsze dobro świata – nieoczekujące, uczynione w piękny, spontaniczny sposób, które rozchodzić się będzie po ziemi. Bo przecież jakoś tak my, ludzie działamy – jeśli ktoś nam pomoże, rośnie w nas radość i ta radość tak pięknie przekłada się na zachwyt nad światem i chęć czynienia dobrych rzeczy, bez oczekiwania na rewanż, nawet jeśli miałoby to być zwykłe” dziękuje”.

 

*quadra – tutejsza umowna miara odleglosci w miescie. Ponieważ tutejsze miasta budowane sa na planie szachownicy,  ulice przecinają się pod kątem prostym, a domy – patrząc z góry – układają się po kwadracie (lub prostokącie). Stad wzięła się quadra właśnie. Po naszemu byśmy powiedzieli „trzy przecznice dalej”.

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o
x

Check Also

Tylko jak tu pisać bloga?..

  Z tym założeniem bloga wcale nie było łatwo. Gdy planowałam swą ...