Home / Ameryka / Meksyk / Dzieci

Dzieci

 

 

– Dzień dobry – zagadałam stojącą przed bramą, huicholską nauczycielkę – czy moja córka mogłaby wejść, pobawić się z dziećmi?

Nauczycielka mierzy mnie wzrokiem, po czym odwraca się plecami.

– Przepraszam – nie daję za wygraną – chciałam się zapytać, czy moja córka mogłaby się pobawić z dziećmi. Widzę, że mają przerwę.

– Dzieci zaraz będą odrabiać zadania domowe – mowi nauczyciekla w przestrzeń, podczas gdy ja grzecznie stoję z tyłu. Kątem oka widzę, jak oczka Gajki wypełniają się łzami.

– O której zaczynają odrabianie? – pytam

– O czwartej.

– Świetnie, to za pół godziny. Czy moja córka mogłaby wejść, pobawić się z dziećmi?.. –  powtarzam z uporem zaciętej płyty

Kobieta milczy, udając, że nie słyszała pytania, a we mnie narasta irytacja – wpuści nas – nie wpuści – okej, ale jak ona nas traktuje? W końcu jest nauczycielką w pracy,  jaki ona przykład daje tym dzieciom?

 

 

P1250426edited

 

 

Stoję tak chwilę w oczekującym milczeniu, po czym odpuszczam. Nie mam ochoty nawracać świata, chcę natomiast, by Gajka pobawiła się z dzieciakami. Rozwiązanie samo przychodzi mi do głowy. Siadamy z małą na chodniku, Gaj wyciąga laleczki i ich ubranka. Po chwili otacza nas grupka dziewczynek. Niektóre stają do nas bokiem, udając, że nie patrzą, inne chichrają się po dziewczyńskiemu,  te najodważniejsze kucają przy nas.

– Hola – zagajam sytuację – Jestem Asia, a to moja córeczka Gaja. Jesteśmy z Polski. Chcecie się pobawić z nami? – formuuję jasno pytanie i nie czekając na odpowiedź mówię do Gajki po polsku – kochanie, podaj im laleczki i ubranka..

Gaj podaje laleczkę, drugą jednak – ulubioną – zostawia sobie.

– A drugą? Dasz dziewczynkom drugą? – pytam Gajkę wciąż po polsku, chcąc jak najwięcej dzieci wciągnąć do zabawy. Gaja daje, ale widzę, że to był błąd. Dzieci zaczynają się bawić jej zabawkami, a ona jakaś taka wykluczona, smutna.. Daję im chwilę, po czym interweniuję:

– Przepraszam – mówię do dziewczynki, która trzyma jedną z laleczek, po raz kolejny zmieniając jej sukienkę – czy mogłabyś dać Gajce Elzę? To jej ulubiona laleczka..

Dziewczynka z uśmiechem oddaje zabawkę, po czym zajmuje się oglądaniem lalczynych ciuszków. Gajka siedzi w środku grupki dzieci, ubierając Elzę, ja pomału wycofuję się z grupki i zajmuję się zdjęciami. Dzieciaki bawią się w najlepsze – co rusz ktoś nowy dołącza, ktoś sobie idzie.

 

 

 

 

Przyglądam im się z boku. Jest zimny dzień. My obie ubrane na cebulkę, w podwójnych getrach, w polarkach i bandamkach na głowach. Dzieci? W swoich tradycyjnych strojach – dziewczynki w długich spódnicach i kolorowych górach, chłopcy w pięknie haftowanych spodniach i bluzach, wszyscy z gołymi nogami, w wytwarzanych w okolicy z opon i skóry sandałkach. Dzieciaki co prawda przyrzucone są jakimiś polarkami, albo cienkimi kurteczkami, ale jest to dla mnie zupełnie nieadekwatne do lodowatego wiatru, owiewającego nas wszystkich. Konsekwencje tego są takie, że w zasadzie wszystkie dzieciaki – od najmniejszych do tych dużych chodzą cieknącym z nosa katarem i kaszlem. Zresztą – my nie jesteśmy wyjątkami. Od czasu feralnego couchsurfingu w Zacatecas, gdzie temperatury spadały poniżej zera, obie kaszlemy i obie mamy katar po pas. Ot, frycowe, jakie płacą nasze organizmy od miesięcy przyzwyczajone do tropikalnych temperatur.

 

 

Przyglądam się dzieciom z odległości, nie chcąc przeszkadzać w zabawie, tak sobie rozmyślając o standardach opieki nad nimi w różnych rodzinach. Tu dzieci są same. Ojcowie zajmują się pracą lub piciem, matki prowadzą dom – gotują, piorą, robią biżuterię na sprzedaż. Nie mają czasu dla dzieciaków, bo te wszystkie czynności o tyle proste w Polsce – tu zabierają mnóstwo czasu. No bo, by zrobić naprostszą tortię, trzeba najpierw rozpalić ogień, podgotować kukurydzę z wapniem, wypłukać z niej skórki, zemleć, rozetrzeć na specjalnym, kamiennym narzędziu, uformować placuszki, rozgnieść je w specjalnej prasie, a potem dopiero ogniu upiec. Tak wygląda proces robienia tortii, które się je od rana do nocy, tak jak u nas chleb. Zrobienie tortii na cały dzień dla 2 dorosłych i 4ki dzieci zabiera sporo czasu, podobnie jak ugotowanie kilkulitrowego gara zupy czy frejoles (fasoli). Zresztą, je się jednodaniowo i bardzo prosto – to co akurat jest. Rano może być zupa z wczoraj, jajecznica z tortias, parówka, ciastka czy słodka bułka z kawą. Obiad?  Frejoles z tortillas czy ryżem, puszka tuńczyka odsmażana na cebuli, cukinia, zupa.. Kolacja? To co zostało z obiadu, a jak nie, to znowu kawałek tortillas z czymkolwiek, a do popicia woda z orenżadą w proszku. Owoce, warzywa, zbilansowana dieta dziecka? To wymysły cywilizacji, miejsc gdzie jest dostępność jedzenia i wiedzy, tu gdzie nie ma ani jednego, ani drugiego je się to, co jest i się z tego cieszy.

cdn

 

dziewczynka

 

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o
x

Check Also

Andy

– Słuchaj, Asia. Musze wpaść do domu po drodze. Do Mazatlan. Zmienić ...