Home / Ameryka / Kolumbia / Dziewczynek wycieczka do dziadków.

Dziewczynek wycieczka do dziadków.

1

Przestalo padac. I choc w szkole jest mnostwo miejsca do zabawy i nawet trzydniowy deszcz w niej nie przeszkadza, fajnie byloby sie wybrac na wycieczke. Tylko gdzie, hmmm?..
– Chodzmy do dziadkow – zaproponowala Tereska. Gaj na pomysl przystal z radoscia, spakowal plecaczek i dziewczynki ruszyly w droge.

 

 

2

Najpierw nalezalo przejsc przez szkolne podworko, potem przez wielka lake i boisko do kosza (dzugla, Dios mio, z 7 domow moze w okolicy), a potem jeszcze kawal, by wreszcie dotrzec do najwiekszej chaty.

 

 

3

To miejsce to cos na ksztalt.. sama nie wiem. W srodku jest mnostwo miejsca, przygotowane sa paleniska do robienia jedzenia, mozna tez ja latwo przerobic w kryty dachem targ, czy tez – w razie potrzeb – w gigantyczne miejsce noclegowe. To chata wspolna, gdzie odbywaja sie narady, wiece, wesela, zebrania i obrzędy..

 

 

4

Dziewczynki przeszly wiec przez gigantyczna chate, po czym, przy cytrynowym drzewie skrecily w prawo, wprost w sciezke w pampie..

 

 

5

Pozniej szybciutko, niezaczepione przez wilka przebiegly przez las..

 

 

6

.. by znalesc sie przy opuszczonej chacie.. Na szczescie nie byla to chata babci.

 

 

7

Chata babci byla jeszcze dalej, za siodmym drzewem, siodmym strumykiem i za siodma mrowcza autostrada..

 

 

8

Tam wlasnie skrzypica brama prowadzila do innego swiata, pieknego w swej prostocie swiata, choc jednoczesnie trudnego..

 

 

9

Dziadek opowiadal, jak 2 tygodnie lezal bez zycia, bo mu cos na plucach siadlo. Lekarz? Pomoc? Leki? Przydalby sie, ale ostatecznie nie doplynal.

 

 

10

Swiadkowalam tez sytuacji, gdy do naszej szkoly, juz po zmroku przyszla mama z 3 miesieczna moze dziewczynka. Mala z goraczka, dusznosciami i szczekajacym kaszlem. Zdretwialam. Sama nie mialam przy sobie nic, co temu malenstwu mogloby sie przysluzyc, dretwialam, slyszac dzwieki, ktore wydawala. Do lekarza? Tak, ale rano. W nocy sie nie plywa, bo niebezpiecznie. Niemowle przetrwalo do rana i wraz z budzacym sie dniem warkot silnika znaczyl droge do szpitala.. Nie zobaczylam ich juz, Malutka z masywnym zapaleniem pluc zostala na oddziale..

 

 

11

Trzy pokolenia, dwa kontynenty. Serdecznosc, usmiech i wzajemna ciekawosc. I zupa z platano dla wszystkich. Jeszcze chwila rozmowy, zartow, wspolnych zdjec i dwa male, pelne brzuszki z trzecim wiekszym, pozegnane serdecznie przez dziadkow ruszyly w droge z powrotem.. W droge do miejsca, ktore na moment stalo sie naszym domem..

 

 

 

 

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o
x

Check Also

Tylko jak tu pisać bloga?..

  Z tym założeniem bloga wcale nie było łatwo. Gdy planowałam swą ...