Home / Ameryka / Meksyk / Grzebień

Grzebień

– Mamo, mamo! Jak to otworzyć? – przybiegła do mnie Gajka, trzymając w ręce puszkę z tuńczykiem. Cebulka już skwierczała w maślanej kąpieli, a ja szybciutko, na kuchennym tarasie hosta siekałam czosnek na nasz pierwszy od kilku dni, domowy obiad.
– Gajciu, paluszkami. Albo czymś musisz podważyć to otwarcie – rzuciłam, kończąc ostatni ząbek
– Acha – mruknęła moja córka i zniknęła w czyluściach kuchni. Zebrałam więc czosneczek i posiekaną kolendrę, i czując intensywniejący cebulkowy zapach, pobiegłam w kierunku patelni.

– GAJA!!! NIE!!! – wrzasnęłam, widząc jak moja córka usiłuje otworzyć puszkę nożyczkami – To zły pomysł. – dodałam już spokojnie. Nożyczki mogą zsunąć się i wbić się w Twój paluszek! Musisz użyć jakieś bezpiecznej rzeczy, nie wiem, łyżki, drewienka, ale nigdy noża czy nożyczek, dobrze?

– Dobrze – rzekła posłusznie moja córka, na której wizja czerwonej cieczy wypływającej z rozciętych paluszków zawsze robiła wstrząsające wrażenie, po czym zniknęła, tym razem w łazience.

Chwilę potem słyszę sapanie:

– Casi.. Casi.. (Prawie.. Prawie..) – zaniepokojona, wychodzę na taras, po czym widzę, jak moja córka otwiera puszkę moim ukochanym grzebieniem, a dokładnie jego ząbkam. Już w przerażeniu miałam biec do niej, bo przecież mój ulubiony grzebień nie przetrwa na bank takiej próby, gdy nagle dotarł do mnie bezsens tego działania, bezsens ocalania rzeczy, przedmiotu, który miał tylko i wyłącznie nam służyc. Więc jeśli miał służyć – niech służy, do zdobywania nowych doświadczeń także.

Stanęłam cicho w progu i obserwowałam. Nagle.. Trrrach! W tym samym momencie poddała się i puszka, i grzebień. Zabek odskoczył i łagodną parabolą poszybował za okno. Z puszki na posadzkę wyciekło nieco oleistej cieczy.

– Mami, mira!!! (Mamo, patrz!!!) OTWORZYLAM!!!  OTWORZYŁAM SAMA!!! PIERWSZY RAZ!!!- Gaja podskakiwała z radości – Ale zepsułam grzebień.. – dodała zmartwiona, wyciągając łapkę z narzędziem zbrodni.

No tak. Zepsuł się grzebień. Mój ulubiony. Kiedy go kupowałam na mercado (na targu) w pewnej malutkiej wiosce, Gaja koniecznie nalegała, by wybrać go w kolorze różowym. Mi podobał się niebieski. I nawet przez moment myślałam, że mogłabym sprawić przyjemności mojemu dziecku i faktycznie kupić różowy, ale po chwili uznałam, że grzebień ten ma być dla mnie przecież i mi ma się podobać, a nie Gajence. Tak więc spełniłam moją potrzebę i tak oto grzebień w fantastycznych szafirowo-granatowych odcieniach stał się częścią naszego plecakowego wyposażenia. A teraz to moje cudo nie miało ząbka..

Zrobiło mi się smutno, ale zaraz oprzytomiałam. Przecież to jest grzebień. Nic innego, tylko grzebień. Przecież to jest tylko rzecz, zwykła rzecz. Z zabkiem czy bez, będzie nam dalej służył. Może już nie będzie taki ładny, ale wciąż będzie użyteczny. Fakt, nie przetrwał Gajkowej próby, ale jakie to ma znaczenie w obliczu nowego, zdobytego właśnie doświadczenia?..

 

puszka

 

 

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Sylwia Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Sylwia
Gość

Haha no cóż… grzebień przydał się bardziej niż tylko do czesania 😛
Pozdrawiam i oczywiście gratuluje nagrody! Należy wam się 🙂

x

Check Also

Andy

– Słuchaj, Asia. Musze wpaść do domu po drodze. Do Mazatlan. Zmienić ...