Home / AZJA / Indonesia / Halo Polonia

Halo Polonia

Zostałyśmy zaproszone do programu „Halo Polonia”. Bardzo się z tego ucieszyłam, ponieważ telewizja jest najlepszym narzędziem docierania do szerokiej publiki, a mi ogromnie zależy na tym, by zachęcać samotne mamy do podróżowania z dziećmi. Wierzę i wiem z autopsji, że dużo dobrego z takiej wyprawy wynika, nawet gdyby była tylko do Pcimia Wielkiego (który notabene bardzo lubie), bo nie o odległości tu chodzi, ale o fakt wyjścia z domu i znalezienia się z maluchem w niecodziennej sytuacji. Wspólne odkrywanie nowych miejsc, poznawanie ludzi, mierzenie się z problemami, dzielenie radością buduje między rodzicem a dzieckiem coś więcej, więź, której w codziennej rutynie trudno powstać. A ponieważ najmniejszym gronem wśród znajomych podróżników są samotne mamy, dawno już postanowiłam dodawać im otuchy – że mogą, że warto i że się da podróżować z dzieckiem.

 

Muradi. Próba pierwsza.

Do wywiadu przygotowalam sie najlepiej, jak umialam. Zakupilam 10 gigabajtów internetu, zadzwonilam do domu – dźwiek i obraz był odskonaly. Naladowalam baterie, zalałam kolejną filiżankę kawy i cierpliwie zaczęłam czekać na 3am.

O pierwszej siadł prad, choć ku mojemu zdumieniu Internet działał nadal.

– Ok – pomyślałam – Nic się nie dzieje. Zrobimy wywiad przy świeczce. Bedzie nawet ciekawiej.

O 1.30 prąd wrócił. Internet dzialał nadal. 

O 2.30 am zaczęły sie kolejne akcje. Tym razem niknal net w laptopie, choć komórka wciąż sygnalizowała jego obecność. Na to wszystko przyjechal umeczony jak pies host. Gdy zobaczyl mnie w stanie paniki, probowal pomoc jak mógł. Sam grafik koputerowy cos tam o IT wiedzial. Laptop zbiesil sie jednak na caly swiat – nie akceptowal żadnego telefonicznego hotspotu, a sam telefon zaczal świrować.

O 3 am miało być połączenie.

– Aska, jedziemy do drugiej wsi. Tam jest nowa wieza nadawcza. Gazem!

No to gazem! Hidzab na glowe, koszula na ramiona, elektronika w plecak – moja i na wszelki wypadek jego. Wpadam do auta, Muchadi stoi.

– Jedziemy?.. – pytam zdziwiona

– Juz, juz.. – odpowiada, niecierpliwie spogladajac na dom. Za chwile zza otwartych drzwi wytaczają się totalnie zaspani kumple, po czym ładują się na tylne siedzenia.

– Ale przecież oni nie muszą.. – dziwie sie, pełna poczucia winy, po czym nagle mnie olśniewa – O Boże.. Szariat!.. No tak, rozumiem, przepraszam!.. I dziekuje..

Z tego wszystkiego wylecialo mi z glowy, ze jestesmy w Aceh, najbardziej konserwatywnym zakatku Indonezji. No jasne, ze nie moge jechac sama z chlopakiem samochodem. Musi być „przyzwoitka”. Chłopaki uśmiechają się krzepiaco.

– Nie martw sie nami. – mówia – Wazne, by wywiad sie udal!

W coffiee shop witaja nas ze zdziwieniem. Pora faktycznie niefafuśna. Chlopaki zamawiają kawy, odpalają papierosy. Ja ustawiam sprzęt. Cholera – mój lapek bez zmian. Odpalam wiec lapka Muhadiego. Działa, ale ulga.

Ale TV nie dzwoni. Czas płynie, a tu nic. Co jest grane?

Zerkam na fejsa – o nie – tam wiadomość, że nie moga sie do mnie dodzwonic! Co u diabla!

– Muradi, tolong!!! (pomocy!!!) – macham rękami, bo mój host akurat przy ladzie – Mogę pożyczyć Twój telefon? Jaki masz numer?..

 – Ale ja nie mam roamingu! – przeraża się nagle Muradi

– Nie musisz – uspokajam, wklepując ciąg cyfr w fejsbukowe okno – oni dzwonią, więc rozmowa jest na ich koszt.

Dring – dring..

Jest polaczenie! Słyszę Warszawę świetnie! I widzę też dobrze! Juhu!

– Pani Asiu, proszę jeszcze ściągnąć ten kaptur z głowy! – słyszę w słuchawce – dźwiękowiec narzeka, że coś nie tak!

– Ale to hijab!

– Cooo?.. – słyszę w słuchawce. Najwyraźniej Warszawie jednak coś odbiór zakłóca – Kaptur proszę ściągnąć! Jest problem z dźwiękiem!

– Ale to hijab.. – próbuję jeszcze raz, po czym zdecydowanym ruchem ściągam nakrycie głowy. Nikt tu, w cafe internet nie będzie miał o to pretensji, wszyscy już wiedzą, po co bule (biała) przyjechała tu o 3 am.

Dźwięk się poprawia, napięcie rośnie. Za minutę wchodzimy na antenę!

Chlopaki siedza wokół mnie, kelner wyłacza muzę, wszystkim udziela się ekscytacja. Słyszę w słuchawce, jak prowadzacy kończy watek. Teraz my!

TRZASK!

Bip – Bip – Bip

Po ptakach.

Rozłączyło nas. Widzę swoje liczko w telewizorni, ale nie slysze nic. No to się uśmiecham szeroko, pokazuje na uszy. Może zaraz dźwięk wróci. Nie wraca. Jasny gwint, ślicznie wpatrzona w ekran pisze wiadomość do telewizorni. Fejs sle wiesci do Polski. Za chwilę przychodzi odpowiedź: nie możemy się dodzwonić!!!

Polaczyłyśmy się dokladnie wtedy, jak zaczął grac zespół, wszyscy zdumieni obrotem wydarzeń, rozgoryczeni niepowodzeniem. 

– To może spróbujemy w poniedziałek jeszcze raz?.. – zaproponowała pani wydawca – Zdąży się Pani przygotować?..

Nie wierzyłam własnym uszom. Druga szansa? W programie live?

– Zdążę! – odpowiedziałam zdecydowanie – Na pewno zdążę. W poniedziałek będę już w Banda Aceh, a to duże miasto. Tam się uda.

Odłożyłam słuchawkę. Chłopaki patrzyli na mnie współczująco.

– Przepraszamy Cię.. – powiedział jeden z nich z zawstydzeniem – Indonesian wifi isnt so great.. (Indonezyjskie wifi nie jest zbyt dobre..)

 

TVP Polonia – materiał archiwalny z programu pt „Halo Polonia”, 26.07.2018 r

 

Ale to nie była wina wifi, byłam pewna. Ale co się stało? W którym miejcu zawiodła technika, nie miałam pojęcia. Zresztą, nie był to czas, by się nad tym zastanowiać. Dopiliśmy kawkę, po czym ruszylismy z powrotem do Lamna. Zrobila sie 5 am, a ja jeszcze musiałam skończyć materiały na lekcje, które obiecałam zrobić w szkole.

Po 3 godzinach snu wstawałam nieprzytomna. Poranne zajęcia czekały, a ja czułam sie jak zombi. Podobnie czuł sie i Muradi, ktory wiózł mnie do szkoly. Ale nie bylo wyjscia – obiecaliśmy mamie – nauczycielce, że będziemy – to musieliśmy być. I byliśmy. I było super.

 

school in indonesia, sumatra, lamno

Fantastyczne dzieciaki. Szkoła podstawowa w Lamno. Prowincja Aceh, Sumatra, Indonezja.

 

Ale potem to już tylko marzyłam o spaniu. Więc gdy wrócił Khairul, chłopiec mieszkający z rodziną Muradiego i maluchy pobiegły się bawić, rzuciłam się do łóżka w naszym maluśkim pokoiku, w sumaryjskiej wiosce, wśród pieknych ludzi Islamu, przyjaciół, którzy tak serdecznie i bezinteresownie o nas dbali..

 

Dewie. Dwa dni później.

Siedzieliśmy u Dewie, naszej acehańskiej hostki i debatowaliśmy wszyscy, co robić.

– Ja mam świetne wifi w domu, ale mam superkonserwatywnych teściów – mówił Reza w zadumie – u mnie się nie da. W pracy by się dało, ale nie mogę o 3 w nocy zabrać Was do roboty. Dewi, jakieś pomysły?..

– Aaaa… – dobiegł na nagle jęk młodszego z jej synów.

– AAAAAAAAA! – zagłuszył go ryk wściekłości starszego.

– Chyba tylko zostaje hotel.. – westchnęła Dewie, ruszając do dziecinnego pokoju, po raz tysięczny godzić zwaśnionych – Tak będzie najłatwiej..

family, indonesia sumatra

Rodzinna narada. Banda Aceh, Sumatra, Indonezja.

 


Reza

W poszukiwaniu dobrego WiFi Reza zabrał nas więc do hotelu. Miałam przed oczami takie zwykłe hoteliki w których od czasu do czasu (z niechęcią) zostawałyśmy na noc. Zatęchnięte, z małymi, ślepymi pokojami i śladami pleśni na ścianach. Niepodważalną ich zaletą jednak jest znośne/dobre WiFi.

Gdy zatrzymał się przed budynkiem, w aucie zapadło milczenie. Stałyśmy przed pałacem, ale takim arabskim, rodem z Baśni Tysiąca i Jednej Nocy. Żółtawy kolor ścian przywodził na myśl pustynię, a okna, przysadziste, zakończone charaktestycznym łukiem, zabierały nas na Bliski Wschód.

Ja nie mogłam wykrztusic słowa. A Gaja? Gaja powiedziała tylko:

– Ajajaj.. Pałac Alladyna..

Tak, niewątpliwie trafiłyśmy do pałacu..

 

 

 

Nie było czasu do stracenia. Gdy Gaj, ucieszony jak nie wiem co, skakał po olbrzymim łóżku, my z Rezą zabraliśmy się do sprawdzania sprzętu. Mój laptop, po 7 godzinach pracy Mariusza, działał świetnie, wifi było doskonałe. Rezy laptop również sprawował się bez zastrzeżeń. Sprawdziliśmy skypa na obu – było znakomicie. Jedynie telefonu nie mogłam sprawdzic, no bo jak tu prosić kogoś z Polski, bo do mnie zadzwonił. Należało być dobrej myśli i modlić się o okno pogodowe o 3 am naszego czasu, bo od 5 dni w Aceh szalał sztorm.

– Dobra – rzekł wreszcie Reza, uśmiechając się pod nosem na widok Gai wciąż skaczącej po królewskim łożu – muszę wracać do pracy. Zaglądnę do Was później. – I nim zdążyłam wyksztusić z siebie słowo, zniknął.

Wciąż lekko oszołomiona obrotem wydarzeń spojrzałam na Gaję.

– Prysznic?.. – zaproponowałam Maluchowi. 

 – A jest gorąca woda? – zapytał asekuracyjnie Maluch. Żadna z nas nie lubiała kąpać się w zimnej, szczególnie jak temperatury powietrza nie rozpieszczały. W efekcie włosów nie myłyśmy od miesiąca, wyznając szokującą niektóre osoby zasadę: ” Lepiej być brudnym i zdrowym, niż czystym i chorym”.

– Biegnę sprawdzić – krzykneła, zanim cokolwiek odpowiedziałam.

– JEST!!! – dobiegło mnie spod prysznica – Chodź mamusiu, chodź najszybciej jak umiesz!

Nie trzeba było mi tego dwa razy powtarzać! W momencie stałyśmy obie pod prysznicem, a strugi gorącej wody spływały nam po ciele..

– Mmmmm.. – mruczał Gaj z ukontentowania – Bosko.. Bosssssssssko…

Bo było bosko. Ciepła woda obmywała nas, rozmiękczając warstwy zużytej skóry, która niedomyta zimną wodą i niedotarta szybkoschnącym ręcznikiem zalegała na naszych plecach, nogach i ramionach. Namydliłyśmy się hotelowym mydełkiem, pachnącym pomarańczą i bergamotką.

– Bossssssssssko.. – Nie ustawała w zachwycie Gaja – O jak bossssssssko… I jak to wszystko cudownie pachnie!… Teraz włoski, mamusiu!..

No to były włoski i cała reszta Malucha, który potem dostał gruby, biały ręcznik i polecenie dalszej samoobsługi. 

Ja wróciłam pod prysznic.

– O ciepła wodo, lecąca strumieniem z góry – pomyślałam – czy ktokolwiek z nas, tam w Polsce, zastanowia się, jakim jesteś rarytasem? Jesteś obecna w naszym życiu od zawsze, wraz z czystą łazienką i pachnącym mydełkiem, jako coś zupełnie oczywistego. A tymczasem w wiekszość świata w zimnej się myje, nabierając cie z wiadra, tak jak to kiedyś nasi dziadkowie czynili, myjąc się pod studnią.. Ech..

– Maaaamoooo.. – przerwał moje rozmyślania cienki głosik – Wyjdź już wreszcie! Głodna jestem!

No tak, z tych emocji zapomniałam zupełnie, że i ja jestem głodna. Podniosłam więc twarz do góry i tak stojąc w strumieniu gorącej wody przez parę sekund jeszcze chłonęłam moment, po czym zdecydowanym ruchem zamknęłam kurek. 

Nadszedł czas zająć się żołądkiem.

 

Królewny wypucowane na dziesiątą stronę.

 

Na jedzenie w Pałacu Alladyna nie było nas oczywiście stać, za to po drugiej stronie szosy zobaczyłyśmy znajomy widok – szereg straganików malutkich ze znajomym smażonym ryżem i makaronem. A obok zwykłe sklepiki i kramy z owocami, wszystko w miejscowych cena. Hulaj duszo więc, a raczej żołądku!

w palacu Alladyna

W palacu Alladyna. Banda Aceh, Sumatra, Indonezja.

 

I dopiero po powrocie do hotelu zorientowałam się, że Reza nie zostawił nam zapasowego telefonu. A co, jesli na mój numer nie będzie można się znów dodzwonić?..

Była 22, gdy Reza znów zapukał do naszych drzwi.

– Jest telefon! Teraz już musi się wszystko udać! – rzekł stanowczo, siadając na łóżku. – Zaparz mi kawę, proszę. Dopiero wyszedłem z roboty, ale jestem wykończony!

I udało się! 

Efekty możecie poniżej ocenić sami:

https://www.youtube.com/watch?v=tacPUZAMc3M

 

Post scriptum

Tak więc kochani – takie były kulisy tych paru minut na antenie TVP Polonia. W nasze oba występy w programie „Halo Polonia”zaangażowały się bezpośrednio trzy muzułmańskie rodziny naszych hostów, a do tego całkiem zacne grono ich – i już naszych także znajomych. Bez ich pomocy nasz udział w programie byłby zwyczajnie niemożliwy. A wszystko to działo się w Banda Aceh, w najbardziej konserwatywnym zakątku muzułmańskiej Indonezji, o którym nie potrafię myśleć już inaczej jak z tęsknotą i czułością.

 

 

 

 

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

21
Dodaj komentarz

avatar
10 Comment threads
11 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Renia Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowo
Gość

Uwielbiam Cie i Gajke ale TVP nie ogladam…

Gość

To migawka o kulisach naszych dwoch wystąpień w TVP 😉

Anonimowo
Gość

Wiec zaryzykuję i popatrzę. Moje dwie ulubione podróżniczki więc można zrobić wyjątek <3

Anonimowo
Gość

Oglądałam i właśnie po tym polubiłam Somos dos! A teraz śledzę Wasze podróże.

Gość

Ogromnie nam miło! Zapraszamy w nasz świat!!!

Anonimowo
Gość

Na Bali

Na początku pomyślałem, żę sąsiad mocno szarpie za drzwi swojego balkonu. Chwilę później zaczęli szarpać już wszyscy, aż balkon, na którym siedzieliśmy zaczął się trząść. Wtedy dotarło do mnie, że to trzęsienie ziemi. Zaczęliśmy uciekać z budynku przy akompaniamencie głośnego dudnienia i skrzypienia. Na schodach zaczęło pojawiać się coraz więcej ludzi … aż znaleźliśmy się na zewnątrz.

I wszystko umilkło. Dziwne uczucie.

Dziś rano obudziło mnie wrażenie, że ziemia pływa … pomyślałem, że mi się wydaje … sprawdzam po chwili było kolejne o 8:28 …

Gość

Właśnie widziałam w TV. Od wczoraj tylko newsy od Was, ciary mam na plecach, gdy widzę jak to wyglądało.. Dobrze, że choć tsunami tym razem wszystkich ominęło..

Anonimowo
Gość

I znów …

Anonimowo
Gość

Właśnie jesteśmy na Lomboku. Oj była to dłuuuga noc

Gość

I ranekpewnie też.. Słyszałam, że też wstrząsało.. Cieszę się, że już wszystko za Wami, Inshallah ..

Anonimowo
Gość

Ale sie dzieje… alez tenswiat jest mały!!!!

Gość

Zaskakująco mały. I zaskakujący jest przepływ informacji w tym świecie..

Anonimowo
Gość

Nawet ta migaweczka tv oddała Twój serdeczny stosunek do świata i uśmiech, uśmiech ❤❤

Gość

Z tego stresu nie wyjaśniłam na antenie że wywiad ten był możliwy tylko i wyłącznie dzięki pomocy przyjaciół-muzułmanów. I że w tym ortodoksyjnym Aceh tyle dobra i troski ludzkiej doświadczamy..

Renia
Gość
Renia

Z przyjemnością obejrzałam i wysłuchałam. GRATULUJĘ!

Anonimowo
Gość

Wspanialy wywiad! Gratuluje ogromnie, niech sie wiesci o Was rozchodza! Jestescie inspiracja dla wielu. A choroba dziecka jest wyjatkowo ciezkim przezyciem…Zycze Wam, aby nigdy sie to juz nie przytrafilo…uwazajcie na siebie i niech Los sie Wami opiekuje. sciskam mocno z drugiej polkuli!

Anonimowo
Gość

tutaj w Belize huragan w 1961 r byl tak ogromny, ze zdewastowalo caly kraj (tak, jest maciupki) Jedna wyspa przepolowila sie i teraz to miejsce nazywa sie Split, a stolice przeniesiono z Belize City wglab kraju do Belmopan. Zywioly to nie zarty absolutnie, a jak informacja plynie w podrozy to tez mnie niejednokrotnie zaskakuje!

Gość

Nie żarty. Trzęsę portami przed tsunami. Taka moja nowa, mała obsesyjka.

Anonimowo
Gość

Uwazajcie na siebie! Sa strony z tsunami/hurricane monitoring, mozesz sprawdzac na biezaco.

Anonimowo
Gość

Nie ogladamy tvp.

Gość

To post na blogu

x

Check Also

pick up salak sumatra indonesia

Salak

Obudziło mnie wściekłe pianie koguta i dobiegające zza ściany głosy. – Która ...