Home / AZJA / Laos / Jedzenie szczura

Jedzenie szczura

Czy jedzenie szczura budzi w Was obrzydzenie? Czy kiedykolwiek myśleliście o myszy jako o źródle pokarmu?

Nie?

Ja też nie.

Aż do pewnego poranka..

***

Przed budzikiem, który nastawiłam na 6.30 budzi mnie trąbienie. Najpierw jedno tru- tu-tu, mija kilka minut – potem drugie: tratatata. Tratatata. Potem kolejne, jeszcze inne truuuututu – truuuuututu.

– Aaaaa.. – zaspana głowa obraca znane mi skądś poranne dzwięki – Sprzedawcy obwoźni…

Przez moment mam wrażenie, że znów jestem w Latinoameryce. Tam też, od 6.30 trąbili, buczeli, gwizdali handlarze, sprzedając bezpośrednio do domów tamale, tortille, słodkie bułeczki i inne śniadaniowe wiktuały.

 

Obwoźny sprzedawca, Laos. (Jedzenie szczura)

Obwoźny sprzedawca, Laos. (Jedzenie szczura)

 

Jest zimno. Wypełzam z mojego śpiwora, rozpinam troszkę kurtkę Gai, za to naciągam jeszcze wyżej jej śpiwór. Obie jesteśmy w polarach, kurtkach i puchowych śpiworach.  Laos to w wiekszości góry i choć jest o niebo cieplej w ciągu dnia, nocami jest bardzo zimno. Wychodzę przed chatkę, rozglądam się. Ugh, ochydnie. Niebo spowite szarymi chmurami, wilgotno i zimno.

Ognisko się już pali, przy ognisku siedzi mąż Mosquito – Khom i dwójka małych chłopców. Dosiadam się do ognia, chcąc złapać trochę ciepła. Nagle wzrok mój przykuwa kawałek czegoś, co Khom nad tym ogniem opieka. Fokusuje spojrzenie i zamieram. Nie, to nie może być prawda..  Ale jeśli to nie jest to, co myśle – to co to, u licha, jest?.. Niby od niechcenia zaglądam więc do koszyka stojącego obok jego nogi i nagle zatyka mnie z wrażenia.

A jednak.

Koszyk jest pełen szczurów.

A z drugiej strony leży kopczyk czarnych, opieczonych już kształtów.

Otwieram szeroko oczy, wciąż nie dowierzając.

Szczury?

No nie, są małe. Więc myszy.

Khom piecze myszy na ogniu!!!

 

 

Nie mogę się oswoić z tym zjawiskiem. Z jednej strony przypominam sobie moje własne twierdzenie, że mięso to mięso. Z drugiej jednak – ugh, jedzenie szczurów w mym mózgu zasocjowane jest z czasem wojny, biedy, głodu. Ale z drugiej strony – mięso to mięso. Skoro jest – czemu nie korzystać. Widziałam, jak wczoraj chłopaki wychodzili gdzieś wieczorem ze strzelbą na ramieniu. Pytam o to Alejandra, który właśnie ziewając podszedł do ognia.

– Jak to skąd się wzięły?! Poszli wczoraj i upolowali! Wiesz, świecisz światłem, one nieruchomieją i bach. I gotowe.

Upolowali myszy. No pięknie. W sumie żałuję, że tego nie widziałam. Myślę, że trudno jest upolować mysz. Tak po prostu. Ale te podrostki, to dzieci lasu, dzieci natury. Są niezależne, potrafią masę rzeczy, których my, Europejczycy już nie potrafimy. Jak na przykład zdobyć jedzenie, przygotować je i zjeść.

 

Upolowane myszy, Laos. (Jedzenie szczura)

Upolowane myszy, Laos. (Jedzenie szczura)

 

Przyglądam się wiec z ciekawością, wszystkim czynnościom Khoma. Temu jak trzyma zabitą mysz, jak ją nadziewa na patyk, jak ją opala, ściągając skórę z ogona, a potem jak zeskrobuje gałązką zwęgloną sierść. W końcu zbieram się na odwagę i pytam, czy mogę mu pomóc. Dostaję jedną mysz do opieczenia. Opiekam więc jak mogę, ale jestem dzieckiem polskich przedmieść, i choć moja babcia miała jeszcze konia i krowy, a druga kury, nie mam wiedzy jak dobrze opalić mysz. Khom pomaga mi, ale kolejnej myszy do opieczenia już mi nie daje.

 

 

Opalone myszy, Laos. (Jedzenie szczura)

Opalone myszy, Laos. (Jedzenie szczura)

 

Gdy kupka czarnych kształtów jest gotowa, mały chłopak wstaje i zabiera wszystko do kuchni. Nie wiem ile ma lat. Może z osiem, może z dziesięć. Za chwilę dołącza do niego drugi. Biorą z ociekarki noże i po kolei ściągają z trucheł skórę, a potem czubkiem noża zręcznie otwierją im brzuchy. Przyglądam się i z zaskoczeniem konstatuję, że oprócz myszy, jeden z nich patroszy także malutkie pisklęta. Uważnie zagląda do środka, wygrzebując palcem niepotrzebne wnętrzności, a potem płuka je pod mocnym strumieniem wody.

– No tak – myślę – w miejcu gdzie nie ma jedzenia, każde mięso jest jedzeniem. Nic tu się nie zmarnuje..

 

 

Chwile potem do kuchni zagląda Mosquito. Wielkim nożem tnie myszy na drobno, waląc jak wlezie. Fakt, że są to myszy, wciąż można zidentyfikować po fragmentach ogonów i małych łapek. Wciąż dziwnie się czuję, przyglądając się temu widowisku. W głowie mam fragmenty „Dżumy” Camiego, przed oczami migają mi filmy wojenne z jeńcami polującymi na szczury w barakach.

 

 

Pół godziny później posolone i pociachane na drobno myszy lądują na ogniu. Khom podlewa je odrobinką wody i przez kolejne pół godziny zawartość garnka dusi się na malutkim płomyku ogniowej kuchni. W końcu kroimy oboje pietruchę z zieloną cebulką, dorzucając to wszystko do uduszonego właśnie mięsa. Trzy ruchy łyżką, by wymieszać zawartość i danie jest gotowe.

 

 

Patrze na nie z niepokojem. Laotańczycy jak niby nigdy nic przynosza stół, stawiają na nim sicky rice, uduszone myszy i zabierają się do jedzenia. We mnie natomiast ciekawość walczy z obrzydzeniem. Jakoś łatwo mi było z żabą i ślimakiem, nie miałam problemu z jaszczurką, obrzydzały mnie nieco smażone insekty, ale szczury? Przepraszam, myszy, ale chwilowo w głowie nie widzę różnicy.

W końcu decyduję się.

– Mosquito, mogę spróbować? – wyduszam z siebie, wskazując palcem ich śniadanie.

– Jasne, jasne – zapraszająco kiwają wszyscy Laotańczycy, a mi żołądek podjeżdża do gardła. Dobra, teraz już nie mam wyjścia. Starając się zachować spokojną twarz, dosiadam sie do stołu, biorę wolny talerz i nakładam sobie dwa kawałki szczurka. Po chwili namysłu dokładam sticky rice. Gaja przejmuje rolę dokumentatora, w swoich małych łapkach dzierżąc kamerę. Nie, ona zdecydowanie nie chce próbować szczura.

Ja jednak chcę. Biorę więc w palce pierszy kawałek i starając się koncentrować na myśli, że mięsto to mięso, wkładam go do ust.

Chrup – chrup – chrzęszczą mi w zębach delikatne kostki zwierzaka.

Nooo.. Smak jest, że tak oględnie powiem, oryginalny. W pierwszym momencie uważam go nawet za dobry. Taki.. Hmm.. Przypominający troszkę wołowinę.. mocno pietruszkowo-kolendrowy.. W pierwszej chwili nawet myślę, że niezły, ale po chwili na pierwszy plan przebija się zapach i smak, którego nie znam. I który już mi tak nie smakuje.

 

 

– Więc to jest duszona mysz – myślę sobie w głowie, przełykając z niejakim trudem ostatnie kęsy. Nie proszę o dokładkę, nie chcąc zjadać Laotańczykom cennego mięsa, ale i też nie mając ochoty na kolejne szczurze doświadczenia. Wiem, że jeśli nie muszę ich jeść – to wolę nie jeść. Wszystko oczywiście jest w głowie, w wieloletnich nawykach żywieniowych, we wdrukach kulturowych, jakie w sobie noszę. Gdybym była naprawdę głodna, wcinałabym te myszy, aż by się kurzyło. Inna sprawa też, że można było je przyrządzić lepiej. Bogactwo przypraw azjatyckich, dostępnych tu sosów daje olbrzymie pole do popisu – ale tu znów przeze mnie przemawia europejskie podniebienie, a ci ludzie, wychowani w lesie, przyzwyczajeni do takiej kuchni, wcale nie musząc zabijać smaku myszy ziołami czy sosami. Jest to przecież smak natury, smak laotańskiej wioski, smak prostego, dobrego, czesto bardzo cieżkiego, ale wciąż pięknego tutejszego życia.

 

Boisko, Laos.  (Jedzenie szczura)

Boisko, Laos. (Jedzenie szczura)

 

 

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

43
Dodaj komentarz

avatar
19 Comment threads
24 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
NataliaSzymon | zamiedzaidalejNasz Mały ŚwiatAnia | Petrykivka.plAsia Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Natalia
Gość

Najpierw pomyślałam „fuj”, ale szybko zdałam sobie sprawę, że… Mięso to mięso. Wszystko siedzi w naszych głowach.

Szymon | zamiedzaidalej
Gość
Szymon | zamiedzaidalej

w sumie nie wiem, czy bym spróbował – z jednej strony chciałbym, a z drugiej… jednak człowiek się nie przyzwyczaił do jedzenia szczurów 😀

Nasz Mały Świat
Gość
Nasz Mały Świat

Niczym scena ze Shreka!

„-Co to? -Szczur polny. Moja specjalność.”

No w tym wypadku to może bardziej mysz… mysz w sosie własnym… 😛

Ania | Petrykivka.pl
Gość
Ania | Petrykivka.pl

Ach, dziewczyny. Wy to z Gajką macie przygody!
Ja tylko bardziej się upewniam, że… kurczę, chciałabym wreszcie przejść na stałe na wegetarianizm. Teraz lecimy do Kirgistanu i Uzbekistanu, trochę się obawiam, bo są megamięsni, i to jeszcze taki typ mięsa, którego nie tknę 🙁

Asia
Gość
Asia

Niesamowite, że dla nich to normalne, a my krzywimy się i hamujemy przed odruchem wymiotnym 😀 Z drugiej strony, oni równie dobrze mogliby patrzeć np. na ogórka kiszonego

blogierka
Gość
blogierka

O fujj!! przepraszam, ale nie dałam rady obejrzeć filmów :/

Ewelina
Gość
Ewelina

Jezuniu! ja bym chyba nie spróbowała. ale co tam ze szczurem, myszą! jak opowiedziałaś tą historię, to jest dopiero hit. Pozdrawiam serdecznie i do uslyszenia!

Anonimowo
Gość

Szczury myszy wróble larwy…

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

O! Wróble – to gdzie?..

Anonimowo
Gość

W Kambodży, Wietnamie, Sajgon, Laos, Hanoi zjeść skorpiona, żmiję, żaby, robaki to normalność

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Skorpiony, żmije jeszcze przede mną 🙂 Larwy, karaluchy, świerszcze różnych rozmiarów, szczur duszony, waran, swinka morskie, żaba już za mną (pieczona, nie w fromie napoju) 😀 Choc i tak odnosze wrazenie, ze najpopularniejszy wszedzie jest gaj,hehe czyli kurczak 😀

Anonimowo
Gość

Samos dos – migawki z podróży Małej i Dużej
W Kambodży gonił mnie waran 2 M. Okazało się, że on jak pies chciał abym jego pogłaskała. Mnie by doprowadził do zawału. Nie wspomnę o krokodylach, sępach w Meksyku czy na Kubie.

Anonimowo
Gość

Peru, Boliwia przysmakiem są świnki peruwianki co nasze dzieci mają w klatce.

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Otóż to. A jakże, konsumowałysmy. Wg mnie – PYCHOTA 🙂

Anonimowo
Gość

Samos dos – migawki z podróży Małej i Dużej
Wszystko próbowaliśmy nie wiem czy przyprawy sprawiły ale smakowało. Krokodyl smak kurczaka, świnki też, robale, skorpiona, żmije, żaby – smaczne.

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Małgoś Pieńkowska Obstawiam sposob przyrządzenia. Jadłam np. larwy przepyszne, a trafiły mi sie takie, ktore nie mogły mi przejść przez gardło..

Anonimowo
Gość

Samos dos – migawki z podróży Małej i Dużej
Ja 100%przyprawy bo skorpion czarny i smakował trochę zgrzytał. Żmije w Tajlandii najpierw w hurtowni róż pełzała a oni ją do worka i gryl. Ale największe wrażenie odebrałam na Kubie. Krokodyle to norma zjeść.

Anonimowo
Gość

Ale małpki nigdy nie zjem to śliczne, rozrabiaki. Znają się na firmach 🙂 już w 1 min mi zabrała czapkę, okulary.

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Małgoś Pieńkowska Hahaha, widzisz, ja nie mam obiekcji – zeżrę te wstrętne złodziejachy przy pierwszej nadarzającej sie okazji, to ile nam krwi napsuły to nasze

Anonimowo
Gość

Ta przejęła kierownicę i moją pomadkę. Doprowadziła mnie do płaczu że śmiechu . Wymalowane usta oj cudownie:-))) =

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Małgoś Pieńkowska I znowu prywatne doswiadczenia sie wlaczaja. Nam kradły wszystko, atakujac na bezczelnego. Dopiero jak zaczelysmy – wzorem miejscowych – chodzic z kijem, ataki ustaly 🙂

Anonimowo
Gość

Nie radzę wchodzić po kwiaty Wietnam-Kambodża….. krokodyle

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Aaaaa!.. Słuszna rada! Masz tam jakies wystajace znad lustra wody oczy na zdjeciu? Studiuje, ale nie moge znalesc..

Anonimowo
Gość

Też spróbowałam i niezbyt mi smakował (w sensie szczur, nie mysz). Taki gorszy kurczak… Ale np. węża nie odważyłam się zjeść. Za to struś i krokodyl są bardzo smaczne. Wszystko jedzone w Wietnamie.

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Uuu, to przede mna wąż, struś i krokodyl. Na pierwszy rzut oka nic z tego zestawu mnie nie obrzydza, zobaczymy jak bedzie w praniu

Anonimowo
Gość
Anonimowo
Gość

Jedzenie robali gorsze ;] .

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Zalezy ktorych. W Meksyku sciagalismy gniazdo os, w srodku oczywiscie byly larwy. Miejscowy chlopak zrobil je na maselku – mi sie ostaly 2, bo Gaja wtrążoliła wszystkie 😀 Pyszne były, serio 😀 A te tajskie jakos mi nie smakuja. Mysle, ze chodzi o sposob przyrządzenia – laotański szczur byłby duzo lepszy, gdyby przysmażyć go z cebulką i z dodatkiem warzyw, przypraw i sosów. Ale znow – to moje europejskie podniebienie przemawia 😉

Anonimowo
Gość

A, z cebulką muszą być dużo lepsze. =]

Anonimowo
Gość

Dzisiaj w Wietnamie przy drodze widziałem właśnie taką dość sporą klatkę że szczurami 🙂 niestety jechałem autobusem i nie byłem w stanie ani spróbować ani zrobić zdjęcia 😉 jak się uda to też opiszę wrażenia ;D #zyjpokizyjesz

Anonimowo
Gość

Asiaaa wow, jak smakowały? Czy Gaja też wzięła gryzka? 🙂

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Nie kochana, Gaja zrejterowala 😀 A ja .. Wiesz, w pierwszym momencie uznalam, ze niezle, troche jak intensywnie pachnaca wolowina, ale chwile potem uznalam, ze jednak nie. Smak jest.. jest.. jest na tyle inny od znanych mi smakow, ze nie sprawil mi przyjemnosci. No mowiac wprost – nie smakowalo mi. Ale pamietaj, to byl szczur przyrzadzony w bardzo prosty sposob – uduszony z sola i odrobina zieleniny. Nie jestem dobrym kucharzem i w dodatku nie lubie gotowac, ale jestem bardziej niz pewna, ze – majac gotowe mieso – przyrzadzilabym tego szczura znacznie lepiej 😀

Anonimowo
Gość

Wow it looks as delicious as the crickets that you eat at Cholula. Keep one for me.

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

To my amazment rats were more tasty, huh 😉

Anonimowo
Gość

Maybe you are right but crickets with tortilla and salsas are better jajaja

Anonimowo
Gość

Asia szaleństwo !!!Podziwiam za odwagę , powiem ci ,że przedstawiłaś to w bardzo ludzki i taki normalny sposób , z szacunkiem do tych ludzi, brawo !Twój najlepszy film i reportaż !!Oglądałam kiedyś film ze spożywania świnek morskich,ale zostawiło to do we mnie poczucie niesamku….Twój reportaż jest na wskroś autentyczny , bardzo do mnie przemawia , skłania do refleksji….aby jeszcze bardziej docenić to co się ma ….I to nawiązanie do wojny i tego ,że właśnie takie pożywienie niekiedy było luksusem wręcz w ciężkich czasach.

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Karolina, dziekuje za Twoje slowa. Wiesz, to bylo bardzo cenne dla mnie doswiadczenie, znow ukladajace mi w glowie priorytety i pokazujace, w jak wygodnym swiecie przezylam wiekszosc swego zycia. Ale to doswiadczenie obnazylo i moja bezradnosc. Ja – dziecko natury – jestem odpępiona i odsunieta od niej tak daleko, ze zostawiona z nia sam na sam, prawdopodobnie bym nie przezyla – w przeciwienstwie do rodziny El Capitana, ktorzy poradziliby sobie swietnie. Nie umiem polowac, oprawianie zwierzat znam z teorii, gotowanie na ogniu – troszke lepiej, znajomosc flory – ziół i roslin jadalnych – zerowa. Strasznie daleko odeszlismy od natury w… Czytaj więcej »

Anonimowo
Gość

A leczymy się chemią z laboratorium, zamiast wrócić do natury. I dziwimy się, że ciągle chorujemy.

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Beata Hanichet Wiesz, wiedza która mamy jest bardzo cenna. „Chemia z labolatorium” w wielu miejscach pomaga, medycyna takze. Co nas wykancza w mojej opinii – zwariowany tryb zycia plus zanieczyszczenia. Znów tu optować będę za złotym środkiem (och, ta Azja;)

Anonimowo
Gość

Wow , ale dałaś radę!!!

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Ciekawosc zwyciezyla. Mowi sie, ze to pierwszy stopien do piekla, ale mi sie wydaje, ze to pierwszy krok do wiedzy 😉

Anonimowo
Gość

Odważna!!! Najgorzej właśnie obalić własne przekonania…cóż za doświadczenie Asiu! Niech się Cejrowski i Halik schowają

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Cejrowski moze tak, ale do Halika mam wielki szacunek. A miedzy nami mowiac, do jego pierwszej zony jeszcze wiekszy.. A doswiadczenie, ha, zostanie na cale zycie. Wraz z know-how na temat tego doswiadczenia 😉

x

Check Also

Kura

Kura umierała dwa dni. Nim się zorientowałam, że jest z nią tak ...