Home / Ameryka / Kolumbia / Lagartococha – powrot do cywilizacji

Lagartococha – powrot do cywilizacji

Somos Dos: Lagartococha - powrot do cywilizacji

Gdybym tylko przewidziala, ze w poltora godziny od pobudki nie dotrzemy do Puerto Leguizamo, rozegralabym ranek inaczej. Spokojnie zrobilabym nam sniadanie, a i jeszcze na droge spakowala male conieco. A tymczasem Consuela zarzadzila wyjazd o siodmej, wiec zdarlam ta moja bide jak najpozniej, tak by plecak zdazyc dopakowac i wsadzic nas na lodke. I siedzial ten moj czlowiek maly, nieprzytomny z niewyspania, bo w ostatnia noc dzieciaki hulaly do pozna, a ja kolanem upychalam rzeczy w plecaku.


 

Somos Dos: Lagartococha - powrot do cywilizacji

Wiec zrozumialym byla moja irytacja, gdy czas plynal i nic sie nie wydarzalo. Z niepokojem patrzylam tez w niebo. Od rana, a w zasadzie od 2 tygodni z niewielkimi przerwami padal deszcz, no i teraz nam wlasnie sie takie okno pogodowe, idealne na przeskoczenie do Leguizamo robilo. Ale co z tego, rodzina Consueli zbierala sie w takim tempie, ze czolno wypelnilo sie rzeczami dokladnie w momencie, gdy zaczynal sie nowy deszcz. Co wiecej, ku mojemu zaskoczeniu, rzeczami wypelnilo sie nie to czolno, ktorym przyplynelismy – porzadne, ekhm, bo zelazne, ale malutka, drewniana lancha tu i owdzie dobrze nadgryziona amazonskim zebem czasu


 

Somos Dos: Lagartococha - powrot do cywilizacji

Usadowilam sie wiec z Gaja w okolicy dziobu i tylem do kierunku jazdy, wyciagajac wnioski z poprzednich podrozy czolnami. Tak powinno byc nam cieplej i mniej mokro. Ojciec rodu szarpnal za linke, motor zacharczal przerazliwie, kichnal prychnal i zgasl. Kolejne szarpniecie linki poparte odpowiednim slowem – i wystartowalismy, obciazeni jak muly, wolno kierujac sie do pierwszego kanalu.


 

Somos Dos: Lagartococha - powrot do cywilizacji

Nagle silnik zgasl – juz na dobre. Kolejne szarpniecie, pyr-pyr i nic. Kolejne – pyr-pyr i nic. Nurt rzeki zwolna niosl nas na wysterczajace z wody krzaki. Mlodszy syn chwycil za wioslo i pomalu zaczelismy przesuwac sie z pradem czarnej wody.


 

Somos Dos: Lagartococha - powrot do cywilizacji

Patrzylam z niepokojem na Viktora, a on na mnie. Jego oczy, podobnie jak i moje powoli robily sie coraz bardziej okragle. Niby byl bardziej zaprawiony ode mnie w bojach, bo w Amazonii od pol roku mieszkal, niemniej jednak oboje mielismy wypisane wielkimi literami na twarzach – NO I CO TERAZ???


 

Somos Dos: Lagartococha - powrot do cywilizacji


Pan tata nadaremnie szarpal sie z silnikiem, natomiast syn skierowal lodke do jednej z waziutkich odnog kanalu. Tam, na jego koncu stal szwagier.
– O! -ucieszylam sie – moze wymienimy tam silnik na dzialajacy. W koncu szwagier lodke tez ma.
Nic bardziej mylnego. Nie dosc, ze nie wymienilismy silnika, to jeszcze szwagier dorzucil nam bagazu, po czym sam, wraz ze swoja malzonka i 3miesiecznym niemowlakiem radosnie dosiadl sie do lodzi.


 

Somos Dos: Lagartococha - powrot do cywilizacji
Nie wierzylam wlasnym oczom! Lodka zanurzyla sie po listwe odbojowa. Co wiecej, pomiedzy listwa odbojowa a burta rejstrowalam kilka calkiem sporych szpar, ekhm, mowiac wprost – dziur. Poki co byly one nad linia wody, ale przed oczami mialam plywajace po Putumayo barki i jakos tak cieplo mi sie robilo, gdy do tego dorzucalam sobie rwiacy nurt tejze rzeki oraz obecnosc mojego dziecka na pokladzie. Srodki ratunkowe? Chyba zartujecie:)


 

Somos Dos: Lagartococha - powrot do cywilizacji

Nie wygladalo to wszystko dobrze. Wciaz w sobie mialam nadzieje, ze ojciec rodu gdzies ten silnik wymieni (gdzie???), bo przeciez nie mozna po Putumayo plywac bez silnika, tym bardziej, ze my teraz w 6 doroslych i w 5 dzieci jestesmy, o bagazach nie wspominajac. Jedna falka i my na dno pojdziemy -rysowaly mi sie w glowie makabryczne scenraiusze – dobry Jezu, przeciez jak nas prad zlapie, to wyhamujemy w Atlantyku, no bez jaj, przeciez nie mozemy po Putumayo na wiosle dralowac.
A tu zaczelo sie okazywac, ze chyba i owszem – mozemy. W zasadzie to nie mamy innego wyjscia, jak tylko zacisnac zeby, naprezyc muskuly i napierac do przodu. W dodatku zaczal padac calkiem spory deszcz. Opatulalam Gajke moimi slawnymi pokrowcami na plecaki, zastanowiajac sie ile nam zajmie podroz. Dzieki Bogu, plynelismy z pradem – rzucilam okiem na wode, robiac blyskawiczna kalkulacje – niemniej jednak nie szybciej niz 2 wezly. Biorac pod uwage fakt, ze na silniku prulismy tu z godzine, czas powrotu rozwlecze sie do 3 godzin. Jesli nie dluzej..
-Bierz, pada – nad moja glowa wyladowala gruba, czarna folia. Przynajmniej w ten sposob problem deszczu zostal chwilowo zalatwiony, tego z gory deszczu, bo w Amazonii – jak w Forescie Gumpie – pada z gory, z dolu i z boku..


 

Somos Dos: Lagartococha - powrot do cywilizacji

A czas uplywal. Deszcz przestal padac, a my jak duchy przesuwalismy sie waskimi przesmykami przez zalana woda dzungle. Bylo ciemno i ponuro, dookola nas, prosto do wody wyrastaly ciemne korzenie, pochylone pnie tworzyly kolejne bramy, a sciana zieleni zlowrozbnie pochylala sie nad woda, tworzac scenerie jak do horrorow.
Grozy zreszta przydawala sama woda, ktora w diabolicznie ciemnym kolorze wolno przesuwala sie wsrod drzew – a my, jak muchy w smole – wraz z nia..


 

Somos Dos: Lagartococha - powrot do cywilizacji

-Mama! Comida! – martwa cisze przerwal stanowczy glos Gai. Zaklelam w duchu. No tak, nie przewidzialam rozwoju wydarzen, w kieszeni mialam 3 ostatnie czekoladki. Uplywala nasza pierwsza godzina podrozy. Kiszki mi tez marsza graly, ale ja przetrwam, ale Gaj?.. Wyciagnelam z kieszeni pierwszy batonik. Gaj zachwycony pozeral zawartosc, a ja ze strachem myslalam, co bedzie dalej..


 

Somos Dos: Lagartococha - powrot do cywilizacji

Z malego kanalu wydostalismy sie na wieksza rzeke. Niby powod do radosci, ale mnie wciaz ze strachu cierply posladki. Za kolejna godzine wyplyniemy na Putumayo i co? Trafimy na naglowki gazet???


 

Somos Dos: Lagartococha - powrot do cywilizacji

Przynajmniej chwilowo rozwiazal sie nam problem z deszczem. Niesmialo wyszlo slonce, a Gaj zajal sie wyglupami i puszczaniem patyczkow – nie przerywalam, by nie przypomniala sobie przypadkiem, jaka jest glodna. Atmosfera sie nieco rozluznila, wiec w nieco weselszym nastroju plynelismy dalej, a ja prowadzilam swoje rozwazania.


 

Somos Dos: Lagartococha - powrot do cywilizacji

Rozwazania byly na temat zaufania. Nie mialam wyjscia, musialam tym osobom wlasnie.. zaufac.
Logika podpowiadala, ze jestem w dobrych rekach. Ze przeciez tym ludziom nie raz psul sie silnik i nie raz w gorszych warunkach plywali, ze sa obeznani z woda, i wiele razy na wioslach pewnie ta trase juz robili. Tak mowila logika. Musialam tym ludziom zaufac, nie bylo innego wyjscia, choc i tak w glowie po raz setny obmyslalam algorytm dzialania na wypadek fikolka na Putumayo, TFU!


 

Somos Dos: Lagartococha - powrot do cywilizacji

Wyplywalismy na Wielka Rzeke.. W dali juz widac bylo Puerto Leguizamo, a tuz przy brzegu.. ktos pomykal czolnem.. pieszkom – identycznie jak my.
I to pod prad! Paradoksalnie ten widok dodal mi odwagi. Wciaz sie balam, bo nic juz nie zalezalo ode mnie, ale jakos tak uwierzylam bardziej, ze faktycznie sie da. I – by sie nie katowac dalej – swiadomie zdecydowalam sie rozmyslac o czyms innym, co uwierzcie, przyszlo mi z duzym trudem. (Katarzyna Elżbieta Mikrut, mysl moja do Ciebie:)


 

Somos Dos: Lagartococha - powrot do cywilizacji

-Asia, Asia, patrz.. Jak pieknie sie te dwie wody mieszaja – zawolal mnie Viktor.


 

Somos Dos: Lagartococha - powrot do cywilizacji

Faktycznie, palcem mozna bylo narysowac granice miedzy wodami dwoch rzek – zoltej i czarnej.. Tak sobie przez moment plynelismy wzdluz tej linii, ktora nagle rozmyla sie w brudnobrazowym Putumayo, a potem skoczylismy do przodu jak kon wyscigowy. Prad rzeki zlapal nas w swoje szpony.


 

Somos Dos: Lagartococha - powrot do cywilizacji

Pedzilismy do przodu jak mala wyscigowka. Minelismy odwieczna Ceibe i nagle bach! Zaczelo nas obracac i w przeciagu kilku sekund dryfowalismy bokiem. Przyznam, ze na takie ekscesy nie bylam jednak gotowa. Wpilam sie reka w burte, druga reka przycisnelam Gaje i – gryzac wargi z nerwow – przyczailam sie do skoku, obserwujac sytuacje.


 

Somos Dos: Lagartococha - powrot do cywilizacji

Sternik machal wioslem ile wlezie. Powoli, centymetr po centymetrze wysuwalismy sie z najszybciej pedzacej wody. Jeszcze troszeczke pelnych napiecia chwil – i bylismy pod brzegiem.


 

Somos Dos: Lagartococha - powrot do cywilizacji

A pod brzegiem zaskoczenie – Putumayo podniosla sie bardzo wysoko. W zasadzie brakowalo jeszcze 2-3 dni deszczu i realnym stawalo sie wlanie rzeki do domu. Ot tak, zwyczajnie, przez drzwi..


 

Somos Dos: Lagartococha - powrot do cywilizacji

Ludziska jednak niewiele sobie z tego robili. Byc moze – , bo i tak nie bylo co robic. Byc moze tez byli do tego – nie wiem, przyzwyczajeni – bo Putumayo zmienialo swoj poziom calkiem szybko. Po prostu stali i obserwowali rzeke, a potem szli do swoich zajec..


 

Somos Dos: Lagartococha - powrot do cywilizacji

A my zblizalismy sie do portu w ekspresowym tempie. Jeszcze pare metrow, kilka ruchow wiosel i juz. Jestesmy. Cale, zdrowe i glodne jak wilki. Po 3 godzinach machania wioslami docieramy wreszcie do cywilizacji, alleluja!:) A w cywilizacji jest co? Merkado! A w merkado jadlodajnie z obiadkiem za 6 mil pesos. Pognalysmy tam z Gajem glodne jak wilki. Ja bohatersko nakarmilam najpierw malucha, nastepnie polknelam resztki, po czym skonstatowalam, ze tych resztek wyjatkowo niewiele zostalo. I tak wlasnie dostrzeglam kolejna zmiane, ktora przynioslo zycie. Gaj zaczal jesc jak smok i jedna porcja na dwie przestawala wystarczac. Ale to byl problem chwilowo drugoplanowy, bo to o czym marzylam nazywalo sie DUCHA. I chyba chwilowo mi nie przeszkadzalo, ze w kranie czeka na mnie tylko zimna woda. Zebralysmy sie wiec z Mercado do naszego hosteliku, by sie wysuszyc i doprowadzic do porzadku, a potem dac znac naszym znajomym, ze my cale i zdrowe i ze byc moze juz czas ruszyc dalej..

 


 

About admin

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o
x

Check Also

Tylko jak tu pisać bloga?..

  Z tym założeniem bloga wcale nie było łatwo. Gdy planowałam swą ...