nie przegap
Home / Ameryka / Meksyk / Mam w sobie coś z kota, czyli krótka opowieść o Guanajuato

Mam w sobie coś z kota, czyli krótka opowieść o Guanajuato

Guanajuato to bezdyskusyjnie najpiekniejsze miasto znanych mi Ameryk. Ma w sobie dużo z Krakowa – radosną hałaśliwość studentów, czar wąskich przesmyków, tętniące życie kulturalne, tysiące malutkich kafejek i cafe-restauracji, ma tez strome zbocza, na których jak ptaki przycupnęło tysiące domków, rozległe widoki, po które wystarczy wspiąć się parę metrów w górę i kolory, od których aż mieni się w oczach – i to wszystko do społu i jeszcze więcej czynią Guanajuato bajkowe.

 

 

A że Guanajuato studentami stoi – stoi też i couchsurfingiem. I tak właśnie zamieszkaliśmy z Olafem – studentem ekonomii, który trafił tutaj prosto z maleńkiej wioski w California Baja. Razem z nim w studentchatce mieszkało 3 innych chłopaków, wśrod których czułyśmy się, a szczególnie Gaja – jak królowa. Codziennie rano chłopcy wysmykiwali sie na zajęcia cichutko, by tylko nie obudzić Gai. Codziennie wieczorem wracali z nowym filmem na DVD, żeby książniczce na dobranoc sprawić odrobinę przyjemności. O słodyczach, na które musiałam wprowadzić ograniczenie, nie wspomnę. A gdy mieli czas – włóczyliśmy się razem po Guanajuato szlakami turystycznymi oraz znanymi im tylko drogami.

 

621

 

 

Taka własnie turystyczno – nieturystyczna droga doprowadziła nas do Muzeum Mumii. Zastanowiałam się, jak Gaja je odbierze. Na niektorych blogach pisano, że dzieci płakały i w panice z muzeum uciekały. Na innych, że zwiedzający mieli poźniej koszmary. Wszystko to sprawiło, że kilka dni zastanowiałam się, czy iść tam z Gają, czy raczej samej. Ale że miałam w sobie dużo ciekawości dla tego miejsca i także obeznanie z ciałem (studia), uznałam, że możemy iść tam razem. Mumie Gaja znała z Peru (choć nie pamiętała), miałam wiec opowieść do której mogłam się odwołać, miałam swoją ciekawość i spokój, miałam też świadomość, że przecież nie karmię Gai żadnymi strasznymi opowieściami – ani złymi panami, którzy zabierają niegrzeczne dziecko, ani piekłem, w którym smaży się za karę, ani duchami, które wyłaniają się z ciemności i porywają dzieci, które nie zjadły obiadu. Selekcjonuję jej też filmy, dokładając wszelkich starań, aby Gajki nie eksponować  niepotrzebnie na przemoc.

A mumie? Być może straszne z wygladu, ale są częścia życia, być może to bedzie doskonała okazja, by porozmawiać o życiu i śmierci tak zwyczajnie,  bez zadęcia?..

 

 

Ku mojej radosci Gaj spogladał na mumie z ciekawoscia. Opisywałyśmy je sobie, zwracając uwagę na szczegóły anatomii, szczegóły ubioru, wymyślałyśmy historie, jakimi osobami były za życia, czym się trudniły, co lubiały, gdzie mieszkały. A po wizycie w muzeum pomknęłyśmy radośnie do domu, bo w planach była dziś – na specjalne życzenie księżniczki Gai – „Moana”:)

Tak więc ja – w przeciwieństwie do kilku napotkanych po drodze blogów – polecam owo muzeum zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Bez wątpienia wizyta w nim będzie doskonałą okazją do rozmowy i nauki. Bezpośredni link do strony muzeum znajdziecie TU, koszt dla doroslych na tą chwilę to 55 peso, studenci, nauczyciele i dzieci pomiedzy 6-12 rokiem życia placą 36 peso (trzeba miec dokumenty potwierdzające status lub wiek), seniorzy – 17 peso. Opłatami za robienie zdjęć sie nie przejmujcie – nikt przez cały pobyt w Meksyku nigdy i nigdzie tegoż nie wymagał.

Do Guanajuato wpadłam na trzy dni, a zostałam dwa tygodnie. Wszystko to dzięki genialnemu hostowi oraz szkole jezykowej, w której postanowiłam zaznajomic sie wreszcie profesjonalnie z tajemniczym „subcuntivo”. Tam trafilam na najgenialniejsza pod słoncem nauczycielke – Meksykanke, która mając za soba lata doświadczeń w nauczaniu obcokrajowców przekazuje wiedzę skutecznie i zrozumiale. I nie, nie miałam tam lekcji sponsorowanych. Przez 3 lata podróży po Latinoameryce od czasu do czasu miałam zrywy ku językowym szkołom, bo pomimo że mowiłam coraz lepiej – popełniałam wiele błędów wynikających z niedostatecznej wiedzy na temat gramatyki. Szłam wiec na lekcje próbne, a potem ruszałam dalej, uznając iż proponowany mi nauczyciel nie spełnia moich wcale nie wygórowanych kryteriów. Pani Olga Torres Damian nie dość że kryteria spełniała, to w dodatku wychodziła daleko poza nie. Polecam, uczy w szkołach, daje lekcje indywidualne, także przez skypa. Gdyby ktoś chciał do niej namiar, służe – piszcie na priva.

 

3a

 

Z Guanajuato wyjechać jest bardzo łatwo. Można oczywiście autobusem, ale zachęcam do bardzo popularnego na tym odcinku autostopu.  Z Guanajuato –  miasta kulturalno – studenckiego – do Leon – miasta mieszkalno – przemyslowego prowadzi jedna droga. Troche tak jak z Krakowa do Tarnowa. Wystarczy stanać na wylotówce z karteluszkiem w garści i po paru minutach już się jedzie w pożądanym kierunku. Tak więc wyjechałyśmy z niego – niestety błyskawicznie, wyściskując kochanego Olafa, który odprowadził nas do samych wyjazdowych bramek..

 

 

 

***

 

Ps. Usmiecham się własnie do Konrada o zmontowanie zgrabnego filmiku z owego muzeum, tak byście mieli poglad, czym to pachnie. Jak tylko sie uda – pospiesze, by Wam o tym ogłosic 🙂

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Mam w sobie coś z kota, czyli krótka opowieść o Guanajuato"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Gość

Zgadzam się Guanajuato piękne miasto byłam w marcu

Gość

O prosze! 😀

x

Check Also

Tepic

  U Christiana, wesołego studenta tepickiej stomatologii spędziłyśmy cztery dni, ostatecznie przygotowując ...