Home / AZJA / Nakrzyczałam na Gaję

Nakrzyczałam na Gaję

Nakrzyczałam wczoraj na Gaję.

Zdarza mi się to czasami, nie jestem mamą idealną, choć każdą taką sytuację strasznie potem przeżywam, starając się wyciągać wnioski.

Wczoraj jednakże nakrzyczałam na nią straszliwie.

Poszłyśmy do Decatlonu. 

Nie taka to prosta sprawa była, bo Decatlon od naszego hosteliku 15 kilometrów dalej leży, ale uparłyśmy się, że tam pojedziemy bo primo: Gaj potrzebował stroju kąpielowego, secundo: Gaj marzył o jeździe na rolkach. Ostatni strój kąpielowy Gajki kupiony w Decatlon Mexico przetrwał 3 lata, więc lepszej rekomendacji jakości nie potrzebowałam, a rolki? Są w każdym Decatlonie, a oprócz tego rowerki, hulajnogi, piłki i inne cudeńka, które niezmiennie wywołuja banana na naszych twarzach.

Tak więc wsiadłyśmy do autobusu wiozącego nas przez śmierdzącą i zakorkowaną Manilę później niż zakładałyśmy, bo najpierw malec pospał zacnie, potem musiałyśmy skonsultować Jej Niewielkość z lekarzem, upolować jakieś jedzenie – bo okazało się, że Ate-Sąsiadka nie gotuje w weekend, a na koniec jeszcze – wrzucić nowe zdjęcia do wpisu o Staruszkach, bo niespodziewanie wyszedł mi dwa razy dłuższy, niż planowałam.

Suma sumarum wyjechałyśmy późnym popołudniem, ale wciąż z żarem w duszy, bo Decatlon otwarty przeca do 22.

Gdy po dwóch godzinach upojnej jazdy w manilskim smogu wchodziłyśmy do sklepu, zachodziło już słońce.

No ale do 22 jeszcze trochę czasu było.

Najpierw więc rzeczy obowiązkowe. Gaj złapał 8 strojów kąpielowych i pognał do przymierzalni. Po czwartym stroju przymierzonym na wyginającym się przed lustrem ciałku decyzja została podjęta. Niebiesko-różowy ze złotą nitką zostaje. Zerknęłam dyskretnie na metkę: przeceniony! Dobra jest!

 

bikini decatlon

Gajkowy nowy strój kąpielowy, wybrany tylko i wyłącznie przez nią.

 

– Teraz mama! – zarządził Gaj i pognał do sekcji WOMEN. Gdy dotarłam na miejsce maluch trzymał już przygotowane naręcze strojów. 

– Kochanie, dla mnie tylko majteczki. – poprosiłam – Górę mam ciągle dobrą.

Gajce wydłużyła sie mina, a kupka strojów zredukowała się do dwóch par czarnych majtek. 5 minut później decyzja była podjęta.

Już prawie wyszłyśmy z sekcji wodnej, gdy Gaj nagle zawył:

– Okulaaaaarkiiii…

No tak, jej kultowe okularki z Kaczorem Donaldem miały pęknięty nosek. Próbowałam reanimować je gumką recepturką, ale czy takie rozwiązanie sprawdzi się w trakcie wodnych harców – wątpiłam. No więc okularki.

– Te, TE! Jakie piękne! – złapała Gaja pudełeczko z błekitno różowymi googlami. Zerknęłam na cenę. Hmm… Zerknęłam na cenę różowych leżących obok. Hmmm…

– Gajcia, a co powiesz o tych? – zaproponowałam tańszy zestaw.

– No… nie takie ładne. – odrzekła zgodnie z prawdą córka.

– Przymierzmy. Pamiętasz, co mówił Bartek, który uczył mamę nurkować? Że prawidłowo dobrana maska przysysa sie do twarzy. Pewnie tak samo jest z okularkami. Spróbujmy je przyssać.

Ku rozpaczy Gai tańsze przyssały się idealnie, a droższe, ładniejsze – nie. 

– No to co Gajon? Bierzemy różowe? Nie będą przeciekać. – zachęcałam.

– A które są tańsze? – zapytała z nadzieją Gaj

– Różowe.. – pogrzebałam nadzieje córki.

– Aaaaawww… – zobaczyłam jak w Gajce walczy poczucie praktyczności z chęcią posiadania pięknego przedmiotu. Bo te droższe okularki faktycznie są piękne. – Awwwww… – grochy potoczyły się po twarzy – Awwww… – i Gaj bohatersko ulokował w koszyczku tańsze okularki.

Serce mi się kroiło. Różnica w cenie to 80 peso. W Polsce to raptem 6 złotych, dla nas – obiad. Z drugiej strony nie kupuje się okularków codziennie, a ile radości będzie z pływania. Mi już dawno zobojętniało czy ciuchy które mam pasują do siebie czy nie – cieszę się, że w ogóle je mam i mogę używać, ale Gaj jest na początku swojej drogi. Dopiero poznaje siebie, swoje możliwości, cieszy się swym wyglądem i z tym wyglądem eksperymentuje. Jak każdy człowiek uwielbia też kolorowe, ładne rzeczy i choć pomału uczy się, jak ważny jest praktyczny wymiar przedmiotów, wciąż umiłowanie do piękna przeważa.

– Gajenka! Gajenka, wróć! – zawołałam za nią – Możemy wziąść te droższe!

– Nie, bo nie będą dziaaaałaaać!.. – płakało moje dziecko

Faktycznie, mogą puszczać wodę. W mojej opinii różowe zdecydowanie lepsze. Ale ta rozpacz..

Zawołałyśmy pana z obsługi na pomoc. 

Pan uważnie wsłuchał się w przyczyny dramatu, po czym zawyrokował:

– Proszę brać śmiało kolorowe. U nas są zwroty, jeśli komuś coś nie działa. Nikt jeszcze nie zwrócił tych okularków, więc możemy zakładać, że będą dobre.

Na twarzy Gajenki widać było wyraźną walkę. W końcu włożyła kolorowe okularki do koszyczka.

Była 20.15 pm.

 

rolki, rollerskate, decatlon

Rolki. Marzenie Małej i Dużej.

 

Z okrzykami radości poleciałyśmy do sekcji rolkowej.

Tam zonk. 

Miejsce do jazdy malutkie, dodatkowo zamknięte, bo świeżo zmywane.

Załamka.

Łzy wielkie jak grochy znów poleciały z małych oczek.

W akcie desperacji zapytałam więc pana, czy można wypróbować jakieś rolki poza wydzielonym obszarem.

Ku mojemu zdziwieniu pan sie zgodził.

Ku jeszcze głębszemu – nie było problemu, że Gaj nie ma skarpetek, pomimo tablic „no helmet-no ride”, nikt nie kazał zakładać jej kasku ani ochraniaczy. 

Zaczęło się szaleństwo. Szaleństwo miało wymiar superwolny, bo Gaj początkujący był, ale skupienie i żar w jej oczach zdradzały, ile radości miał ten dzieciak. 

 

decatlon, girl on scate roller

Gaja na rolkach. Decatlon Manila.

 

Chodziłam za maluchem przez pierwsze 20 minut. Gaj skorzystał z mej pomocy raz, więc w końcu, uznając, że dobrze sobie radzi, wykończona usiadłam pod ścianą. 

Była 21.15.

Siedzenie sprzyja myśleniu. W Decatlonie fajnie, ale dom 2 godziny dalej. Trzeba by do niego jakoś wrócic. W głowie zadzwięczały mi słowa konduktorki: „Tylko proszę  uważać przy powrocie”. Zawsze trzeba uważać, szczególnie w wielkim mieście. W tej części było dworzec, galerie, targ i mnóstwo ludzi, gorzej koło naszego hostelu. Tamta okolica nie należy do najmilszych.

– Gajuś, 5 minut więcej i musimy iść na autobus! – ogłosiłam. Niby wszystko powinno byc ok, ale jeśli nie będzie autobusu? No nie, zganiłam się w myślach, będzie. Raz kuż wracałam z lotniska do domu o 2am jeepneyami i busikami, ku mojemu zdziwnieniu okazało się, że Manilia nocą jest całkiem nieźle skomunikowana. Ale – może lepiej nie kusić zła?

– Gajuś, 5 minut minęło, idziemy!

-Awwwwwww! – z oczu wytrysnęła fontanna łez – NIEEEEEEEEE!!!

– No dobrze.. – powiedziałam pełna wyrzutów sumienia – Jeszcze pięć minut..

W końcu Gaja tak się na to cieszyła. W końcu ostatni raz w Decatlonie byłyśmy w Bangkoku, ponad rok temu. W końcu nie chcę by płakała.

– 5 minut minęło! Gaja, chodźmy!

– AWWWWWWWWWW!!! Nie chceeeee!.. Tu jest tak faaaaaaaajnieeeee!…

– Ale nie będziemy miały jak wrócić do domu!….

– JESZCZE PIEEEEEEEEC MINUUUUUUUT!..

– Ale Gaja, jest późno!.. Jest noc!.. Jesteśmy daleko od domu!..

– AWWWWWWW… Błagaaaaaaaaam!…

No dobrze. Pięć minut. I pięć. A potem po drodze hulajnoga stała. I jeszcze kolejne pięć.

 

decatlon girl on skateboard

Gaj na hulajnodze. Decatlon Manila.

 

Gdy wreszcie zapłaciłyśmy za rzeczy, wyjście ze sklepu było zamknęte. Obsługa wypuściła nas swoimi drzwiami, a my wylądowałyśmy po drugiej stronie gigantycznego, wieloodnóżowego manilijskiego mall’a, na mrocznym parkingu pustym już o tej porze. 

Nieliczne latarnie rozświetlały noc, odór moczu drażnił nozdrza.

– No jasny gwint! I co teraz???

Gaj wpatrywał się we mnie swoimi wielkimi oczami.

– No i co teraz???? No pytam, co teraz??? Pięć minut i pięć minut – zaczełam przedrzeźniać głos i miny Gajki – I ciągle „awwwwwwwww” i „awwwwwww” no i widzisz, gdzie wylądowałyśmy?! – zmęczenie całym dniem plus wykończenie sklepowym wypraszaniem Gajki wyskoczyło ze mnie zanim zdążyłam je opanować – Nie wiem gdzie teraz iść!!! Nie wiem gdzie jesteśmy!!! NIE WIEM CO ROBIĆ!!! Gdybyś mnie posłuchała, byłybyśmy bezpiecznie już na przystanku!!! Tyle podróżujesz, a nie wiesz, że noc jest niebezpieczna!!! No, do jasnej cholery!!!- szarpnęłam za rękę Gai.

– Tyle podróżujesz, a nie wiesz, że noc jest niebezpieczna!.. – odezwało mi się w głowie – Tyle podróżujesz.. Przecież to nie tego dziecka wina.. To Ty, nie dziecko, jesteś odpowiedzialna.. To nie jest aż tak niebezpieczna sytuacja, o co tak naprawdę chodzi?.. Jaką Twoją prawdziwą potrzebę przykrył ten krzyk, po co przerzuciłaś winę dla malucha?..

Gaja obok zachłystywała się płaczem.

Otworzyłam telefon, sprawdziłam pozycję, rozglądnęłam się po wysokich blokach, zapisując w głowie układ zdobiących je neonów. Trzeba było iść w prawo.

– Chodźmy! – rzuciłam szorstko, choć w mojej świadomości narastało poczucie winy – Nie ma czasu!

Gaj zrobił parę kroków i nagle gwałtownie się zatrzymał. 

Wciąż zachłystywał się płaczem.

– Ga.. Ga.. Gajusia nie jest niewolnikiem mamusi!.. – usłyszałam między łapanymi chałstami powietrza – Ma.. Ma.. Mamusia nie może obrażać Ga.. Ga.. Gajusi! Mamusia musi Ga… Ga… Gajusię szanować!..

Poczułam, jak osuwam się na ziemię. Cała moja wściekłość i zaślepienie zniknęło w sekundzie, zastąpione przez miękkość i czułość. I olbrzymią RADOŚĆ!

Bo moje 6 letnie dziecko potrafiło OBRONIĆ swoje granice! Bo moje 6 letnie dziecko potrafiło mi powiedzieć, że NIE GODZI SIĘ na moje zachowanie! Bo moje 6 letnie dziecko POSTAWIŁO MI WYMAGANIE, jak chce być traktowane! Powiedziało to mi – swojej mamie, swojemu autorytetowi, dowódcy tego bombowca, osobie starszej i teoretycznie przynajmniej mądrzejszej. Oznajmiło mi swoją niezgodę na moje działanie i określiło swoją potrzebę.

Przyklęknełam przy Małej, spojrzałam prosto w jej mokrusieńkie od płaczu oczka.

– Masz córeczko rację. Najzupełniejszą rację. Nie jesteś niewolnikiem nikogo, jesteś piękną i wolną osobą. Nie wolno mamusi obrażać Gajusi. Nikomu nie wolno obrażać ani Gajusi, ani nikogo na świecie. Mamusia Gajusię szanuje, pomimo że krzyczała. Ale nie powinna krzyczeć. Mamusia bardzo przeprasza Gajusię. Przepraszam Cię córeczko za moje zachowanie. Nie miałam prawa się tak zachować. Czy mi wybaczysz?..

Małe rączki wylądowały na mojej szyi, teraz płakałyśmy już obie. Podniosłam Małą i pomimo zakazu lekarzy poszłam tak z nią przylepioną jak małpka, czując jak się pomału uspokaja. W końcu brakło mi sił i siadłam z nią prosto na chodniku.

Ludzi patrzyli uważnie co się dzieje, bo maluch jeszcze trochę chlipał, ale widząc moje uśmiechnięte oczy, uśmiechali się do nas i odchodzili w swym kierunku.

A ja – dbając o to, by Gaja nie dostrzegła – śmiałam się do siebie od ucha do ucha.

Moja córeczka umie się bronić! Udało się, udało! Lata nauki nie poszły na marne! Czy obroni się przed poważniejszym zagrożeniem, jakie przyniesie jej życie – nie wiem. Każda sytuacja jest skomplikowana i wieloczynnikowa, nie przewidzimy tego, co czeka nas w przyszłości. Na tą chwilę jednak tańczyłam z radości, że potrafiła tak asertywnie i pięknie poprosić o coś, co należy się każdemu z nas.

O szacunek.

 

Post scriptum

Była jeszcze jedna sprawa, która nie dawała mi spokoju.

– Gajuś – zapytałam już, gdy bezpiecznie leżałyśmy w naszym hostelowym dormi – dlaczego myślisz, że jesteś moim niewolnikiem?

– Nie myślę tak mamusiu.

– Ale powiedziałaś, że Gajusia nie jest niewolnikiem mamusi. No bo to prawda, nie jest. Ale tak powiedziałaś… Ciekawi mnie, dlaczego tak powiedziałaś…

– Nie wiem mamusiu. W „Pustyni i w puszczy” byli niewolnicy i tak mi się powiedziało.

– Tak Ci sie powiedziało?

– No .. tak.

– A myślisz że jesteś moim niewolnikiem?

– Nie, skądże!

Oddycham z ulgą.

Kurtyna.

 

 

 

 

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Monika KolodziejskaAniaGośka Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Monika Kolodziejska
Gość
Monika Kolodziejska

Asia czytam twojego bloga juz kilka dobrych lat ( wciagnal mnie jeszcze jak umieszczalas wpisy na FB). Jestem pelna podziwu jak potrafilas ciezkie momenty zycia pozostawic za soba i zdobylas sie na taka odwage by dokonac zmiany. Masz wspaniala, madra dziewczynke ktora dzieki zaradnej, opiekunczej mamie poznaje i na codzien zdobywa wiedze jaka zadna absolutnie zadna szkola jej by nie przekazala. Kontynuuj wasza podroz przez zycie i dostarczaj nam dalej emocji i wrazen i badz inspiracja dla innych matek ktorym ciezko podjac taki krok . Zycze Wam zdrowia i pelnych wrazen kolejnych lat po bezdrozach.

Ania
Gość
Ania

Czemu mowicie do siebie w 3 osobie?
Gajusia moze i sie obronila ale niepotrzebnie prowokujesz taka sytuacje…

Gośka
Gość
Gośka

Asiu, czytam Twojego bloga od dłuższego czasu i jestem pod wielkim wrażeniem Twojej odwagi, podejścia do życia, ale też sposobu, w jaki wychowujesz Gaję. Kiedy o niej czytam i oglądam filmy, widzę dziecko, które rozumie więcej niż inne dzieci w jej wieku, jest bardzo zaradne, ale przy tym cieszy się dzieciństwem na maksa. Ta jej radość z prostych rzeczy, podczas gdy niejeden jej polski rówieśnik żyje grami na tablecie czy smartfonie, jest niezwykła. Znam sporo dzieci, które nie umieją się pogodzić z rozstaniem rodziców, bo to rozstanie zachwiało ich całym poczuciem własnej wartości, poczuciem bezpieczeństwa. Tak się zastanawiam, czy Gaja… Czytaj więcej »