Home / Ameryka / Meksyk / Pluskwy

Pluskwy

Kolejna lekcja biologii czekała na nas tuż za progiem.

Kładąc się jeszcze do łóżka, przy słabym świetle żarówki Gaj zaanonsował:

– Mamuś, tu są jakieś robaczki na ścianie!

Mama od razu zwróciła ku nim swoje czułki, obserwując je przez moment. Jednak katalog pamięci nie wświetlił żadnego obrazu, nie połączył faktu z żadną obecną w milionach neuronów informacją. Robaki były niewielkie, ot jak mały paznokieć, szare i płaskawe, miały nożki i wędrowały sobie rzędem w stronę łóżką. Zmęczone drogą, pragnące snu ciało postanowiło zastosować więc metodę prewencyjna i ukatrupić wędrujące ścianą okazy. Tak więc sandałek w rękę i łup!

Ku  mojemu zdziwieniu okazy sobie niewiele z tego zrobiły. Były jakieś takie.. dziwne, jeden padł, a inne spadły – na łóżko.

Aghrr.. Nienawidzę takich robali. Ni to owad, ni to stawonów, zresztą klasyfikacja niepotrzebna. Łazi mi tu, może być zagrożeniem. Więc mordowałam okazy na łóżku, a one jakoś tak wcale na to nie reagowały, wraz z łóżkiem elastycznie poddając się moim morderczym zapędom. Wreszcie, używszy dwóch sandałków Gai zanotowałam 75 procentowe zwycięstwo. 25 procent spadło za łóżko, a że łóżko było na nieprzesuwalnej, glinianej podstawie, darowałm im życie, po czym sama zamknęłam oczy. Intensywny dzień autostopowania do cna wyczerpał nasze bateryjki.

 

posada-pueblo-nuevo

 

Rano budził mnie Gajonek.

– Mama, si! Siiii! Quero mucho!.. (Chcę bardzo!)

Jak dziecko chce bardzo, to znaczy, że trzeba działać błyskawicznie.

Wyskoczyłam z łóżka i w sekundzie byłam za przepierzeniem z maluchem na rękach, bo jednym z moich fiksów podróżniczych są własnie owe miejsca ulgi. Gaja korzysta z nich sama tylko w domach naszych hostów, i to w dodatku tylko u tych, którzy przejdą pozytywną weryfikację higieniczną. W hostelach więc i większości domów procedura – pomimo samodzielnościowych zapędów Gajki – jest nieubłagana.

– Gajku – tłumaczę, gdy maluch wierzga w protestach, chcąc samodzielnie opróżnić moczowy pęcherz – popatrz, ta ubikacja jest brudna czy czysta?

– Brudna! – wykrzykuje zgodnie z prawdą Gaj.

– No właśnie. A jak ubikacja jest brudna, to pupa może się zarazić różnymi chorobami i boleć. No i potem będziemy musiały iść do pana doktora, szukać jego pomocy. Choć kochana, pomogę Ci zrobić siku, a potem samodzielnie umyjesz rączki.

Mycie rączek to druga moja fiksacja. Po ubikacji. Przed jedzeniem. W trakcie dnia, jak kran dostępny, a w mamowym łebku informacja, że ręce długo wody nie widziały. Tym bardziej, że ręce dotykają wszystkiego, a w międzyczasie i warg, i zębów, i ziemi, i patyczków, i poręczy, i tysiąca innych rzeczy. W końcu po to te ręce są, niech więc dotykają wszystkiego, ale nim dotkną ust, albo pokarmu – woda z mydłem konieczna.

Tak więc złapałam malucha i pobiegłam do ubikacji, rozbierając ją w locie. Gdy dokonałyśmy tego co należało i już miałam dziecko ubierać, moją uwagę zwróciła dziwna wysypka.. Brzuch, trochę plecki, trochę rączki. Co to, do cholery jest?

– Czy Ciebie coś swędzi? – zapytałam dyplomatycznie.

– Nie – odpowiedział Gaj.

Hmmm.. Co to mogło być.. Uczulenie na miód? Nie, wysypka po miodzie wyglądała inaczej. Jadłyśmy coś innego? Ha, codziennie jemy coś innego, nigdy takich reakcji nie miała. Więc?.. A może to różyczka, ospa czy inna dziecięca choroba?

– Nie ma co się mądrzyć – walimy do większej wioski i natychmiast do lekarza. Zobaczymy, co na to powie – medytowałam na głos, ściągając z siebie garderobę z zamysłem wzięcia prysznica, omjatając wzrokiem to ściany, to widok za oknem, to zardzewiałą, wiszącą nade mną, wodną instalację.

Wreszcie omiotłam wzrokiem siebie. I zamarłam. Mój brzuch, pośladki i plecy były w żywoczerwonych plackach.

– JASNY SZLAG!!! – zaklęłam, dodając szpetnie to i owo.

No tak. Puzzle układanki wskoczyły na swoje miejsca. Alergia pokarmowa? Różyczka? Grzybica? Nie, nic z tych rzeczy, kochani. To te małe, szare robaczki, które pokazała mi paluszkiem moja Gajka. Szkoda, że wtedy nie wiedziałam, jak owe się nazywają, bo gdybym wiedziała, zmykałabym z tego hostelu gdzie pieprz rośnie.

Pluskwy. Bedbags. Jak to po hiszpańsku będzie? Mój mały, podręczny słowniczek przyszedł mi szybko z pomocą. CHINCHES!!!

Z czym to się wiąże, wie tyko ten, kto doświadczył.

Ja doświadczyłam dwa razy w życiu. Kiedyś, dawno temu na Wyspach Kanaryjskich, w domu naszego hosta nadgryzały nas co noc. Host zaklinał się, że to komary. Ja wiedziałam, że nie. Komary nie tną w pośladek uzbrojony w spodenki i przykryty kocem. To musiało być coś innego. I było. Internetowe śledztwo szybko wykazało niezwykłe podobieństwo pomiędzy naszymi ugryzieniami, a zdjęciami. Pluskwy. Bedbugs. Straszne świństwo.

Reakcja na pluskwy, a dokładnie na ich ugryzienia zależy od kilku czynników. Rozmiar owego placka, który się pojawia oraz stopień świądu zależy od stopnia reakcji alergicznej organizmu, natomiast ilość pogryzień – oprócz stopnia wygłodzenia tychże kreatur, zależy chociażby od grubości skóry. Widziałam to na własne oczy – ja byłam pogryziona najbardziej, potem zaraz mama, a tata w ogóle nie wiedział, o czym my mówimy. W jego stronę pluskwy nawet nie spoglądały, wybierały sobie natomiast kobietki o skórce gładkiej, cienkiej i nieowłosionej. Gaj też miał wówczas ugryzienia, ale sporadyczne  – śpioszki malucha uniemożliwiły inwazję potworom.

Tym razem pogryzione byłyśmy obie. Gaja, o dziwo, świądu praktycznie nie miała. Nie było zaczerwienienia, widziałam tylko miejsca ugryzień. Charakterystyczne bardzo, liniowe, bo tak właśnie robi pluskwa. Idzie sobie ciałem i gryzie – więc w prostej linii układają się dwa, trzy, cztery ugryzienia. Natomiast moje ciało było jak ogień. Każde z ugryzień otaczał żywoczerwony okrąg reakcji alergicznej, poparty świądem. Jeszcze nie mocnym, ale wiedziałam, że za kilka godzin, w moim przypadku rozpęta się piekło.

Otworzyłam prysznic. Brrr.. Woda była lodowata, ale nie miałyśmy wyjścia. Całe ciało należało starannie umyć wodą z mydłem, by zmyć wszelkie odchody szanownych insektów. Do tego dezynfekcja oktaniseptem, przywiezionym jeszcze z Polski. A potem hydrokortyzol zapobiegawczo, jakby zaczęło swędzieć. Jeszcze tylko znaleść internet, by zapytać Piotra-lekarza, czy coś jeszcze należy w takiej sytuacji zrobić i w w drogę, do naszego hosta –  czas zacząć podróżniczy dzień.

 

transport1

 

 

Ps. By dokończyć temat pluskw wyprzedze nieco czas. Otóż, jak wspomniałam, za ugryzieniem pluskwy może iść różnie nasilony świad, jako wyraz reakcji alergicznej organizmu. Swędzenie może utrzymywać się w niezwykle upierdliwym natężeniu nawet od 2 tygodni, jak to było kiedyś, w moim przypadku. Wówczas dzielnie przetrwałam ten czas, bo miałam zaledwie kilka ugryzień. Teraz obawiałam się, że może być gorzej.

Gdy dojechałyśmy na miejsce, nasza hostowa rodzinka pokiwała nad nami głową, uspokoiła, że to się zdarza, po czym poszłyśmy spać. W nocy obudził mnie gigantyczny, niewypowiedziany, odbierający zmysły świąd. Gdzieś kiedyś słyszałam, że w dawnych czasach kobiety w ciąży, cierpiące na cholestazę, od tego niewyobrażalnego świadu, który jest jednym z objawów schorzenia dostawały pomieszania zmysłów albo odbierały sobie życie. Przyznam, że uważałam to za lekką przesadę. Do owej kolejnej nocy, już po pogryzieniu przez pluskwy. Świąd, jakim zareagował mój organizm był nieopanowywalny, potworny, odbierający zmysły. Krzyczałam w swoim pokoiku, pokrywając się kolejną warstwą hydrokortyzonu, czekając na poranek i otwarcie pierwszych aptek. I mimo mojej świadomości zagrożenia – rozdrapałam się tu i ówdzie. Nie umiałam, nie mogłam, nie byłam w stanie tego powstrzymać. Horror i koszmar do kwadratu, kto nie przeżył – nie wie.

„Aska, hydrokortyzon? Wapno? Zapomnij. Kup anythistaminik doustny. Natychmiast, bo zwariujesz.” – dostałam nocą esms. No więc z pierwszymi promieniami świtu stałam pod apteką i czekałam na pana w białym kitlu. Małą, niepozorną tableteczkę łyknęłam zanim jeszcze zapłaciłam. Pan aptekarz osobiście przyniósł mi wodę.

Od tego czasu w naszej rutynie podróży pojawił się kolejny podpunkt. Pluskwy. Gdy tylko wchodzimy do pokoju, wachamy. Jeśli nasze nosy zwęszą słodkawy, malinowy zapach, już wiemy, że będzie źle. Zanim zapłacimy – podejrzliwie ilustrujemy cały pokój czy aby dzieś nie widać owych znajomych robaczków, albo ich śladów. W prawdziwego Sherlocka Holmesa zamieniamy się natomiast, gdy dochodzimy do łóżka. Bezlitośnie zdzieramy warstwy pokrywające materac, badając je pod kątem czystości i brązowawych śladów. Jeśli są, szczególnie w środkowych partiach prześcieradeł od razu zapala nam się czerwona lampka, bo to nic innego jak slad po napitej do rozpuku pluskwie, przygniecionej śpiącym ciałem ofiary. A potem, obnażywszy szpetotę materaca starannie sprawdzamy jego szwy oraz to, co dzieje się pod spodem. I jeśli odkryję tu jakiekolwiek ślady życia – zmykam jak najdalej. Czasem na inne piętro, a czasem po prostu z hostelu, woląc dopłacić za nocleg, niż zmagać się z konsekwencjami ugryzień – tych natychmiastowych i ewentualnych opóźnionych.

Gdy, mając już sprawny, domowy internet poczytałam trochę o pluskwach, okazało się, że doświadczeń z tymi insektami ludzie mają mnóstwo – zarówno Ci niepodróżujący, jak i ci, którzy podróżują, także naszą polską koleją. Także nie trzeba koniecznie wybierać się w tropiki, by doświadczyć ich niezapomnianej obecności – czego zresztą Wam zdecydowanie nie życzę.

 

 

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

4
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Filip ChaAgnieszka Anna TrepkowskaJulita BorkowskaDominika Łysek Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Gość

Oj te pluskwy. Największy zmasowany atak przeżyliśmy w jednym z tanich hosteli. Robactwa było tak dużo, że musiałem pęsetą wyciągać małych gości z każdego zakamarka w plecaku. Od tego czasu po wejściu do nowego noclegowego miejsca, sprawdzam dokładnie prześcieradła (czy nie ma nich śladów krwi) oraz obrazki ścienne (z lubościa chowają się na meblami i własnie obrazami na ścianach). Dla niewtajemniczonych dodam jeszcze, że gdy poczujecie w pokoju dziwny słodki zapach podobny do maliny, to również będzie oznaka ogromnego zarojenia pluskwami- sam myśłąem że to chyba jakiś odświeżacz powietrza. Nie życzę nikomu, bo to chyba jedna z bardziej obrzydliwych i… Czytaj więcej »

Gość

Kochana współczuję Wam bardzo. Mam nadzieję, ze to ostatni raz w Waszym życiu.

Gość

Mi wystarczył pociąg relacji Krk-Kato by zapoznać się bliżej z owymi istotami. Nie zaprzyjaźniliśmy sie 😉

Gość

Tak, mnie tez to spotkało w pociągu relacji Zakopane-Gdańsk 😉

x

Check Also

Andy

– Słuchaj, Asia. Musze wpaść do domu po drodze. Do Mazatlan. Zmienić ...