Home / Ameryka / Meksyk / San Cristobal

San Cristobal

Niewątpliwą zaletą Couchsurfingu jest fakt, że w wyszukiwarce można ustawić odpowiadające nam filtry. Tak więc moje pierwsze działanie przy poszukiwaniu nowych hostów to selekcja osób na te logujące się w trakcie ostatniego tygodnia i na te po 30tce. A dlaczego? Bo jest większe prawdopodobieństwo, że zareagują na mój list, a po drugie – jest duże prawdopodobieństwo, że będą mieć.. dzieci! Wielka była więc moja radość, gdy okazało się, że Brunina nie dość, że ma córeczkę, to jeszcze praktycznie w wieku Gai.

Z Bruniną nie mogłyśmy się nagadać.Okazała się być bardzo ciekawą kobietą, która najpierw dla podróży, a potem dla spokojnego życia na prowincji porzuciła pracę na uniwersytecie oraz ciepłą posadkę badacza w firmie farmaceutycznej, osiadając ostatecznie w San Cristobal i ucząc się tu rękodzieła. A wszystko to ze swoją małą córeczką, bo gdy mała skończyła pół roku – zostały same. Dużo podobieństw w tych naszych losach widziałyśmy, pomimo że na dwóch stronach świata plecionych. No i zaplotły się te nasze życia na 2 wspólne wieczory, w dalekim, spowitym deszczem San Cristobal de las Casas.

 

p6130217

 

U Bruniny, mimo, że w CS-owej korespondencji prosiłyśmy o dłuższy pobyt, widziałam, że nie możemy zostać dłużej. W malutkim mieszkanku 4 osoby stały się tłumem, które bardzo musiały uważać, by nie wpadać na siebie, nie potrącać się, czy nie zrzucić czegoś na ziemie. Do tego – gdy otworzyłam nasz plecak, fontanna rzeczy zatopiła kącik pokoju, dodatkowo zmniejszając jego powierzchnię. Na to wszystko jeszcze dołożyły się ściągane z półek zabawki, które nie wracały na czas na miejsce, śmiechy i piski dziewczynek oraz deszcz walący strumieniami z nieba tak, że wyjście z ciasniutkiej norki i danie oddechu drugiej osobie było niemożliwe. Brunina starała sie nic nie mówic, ale widziałam, że jej oczy – z natury duże – ogromniały jeszcze bardziej, gdy spoglądała na zasypane zabawkami łóżko i dwie małe królewny sprawujące nad nim władzę.

Należało więc szukac czegos nowego. Ponieważ turystów w San Cristobal dużo, z Csem nie miałam wiele szczęścia – oprócz Bruniny nie odpisał mi nikt. No więc hostel. Jeno który? Wiadomo który – najtańszy. Tylko jak go znaleść. Z pomocą przyszła mi moja ulubiona wyszukiwarka, wrzuciłam tam swoje kryteria, po czym ona, międląc troche w wolniutkim internecie wyrzuciła mi w końcu wyniki. Do tego popytałam jeszcze ludzi, no i wyszło mi z tego wszystkiego, że od jutra zamieszkamy w hostelu Shaman, gdzie nocleg zamyka się w zgrabnych 5 dolarach, ale póki co, dziś jeszcze idziemy z Bruniną na urodziny pewnego znajomego przedszkolaka.

Newątpliwą zaletą Couchsurfingu jest fakt, że można uczestniczyć w normalnym, codziennym życiu naszych hostów. Można – jeśli się chce, a my zawsze chcemy bardzo.  W zwiazku z tym Gaja miała okazję pobawić sie z dzieciakami, zaśmiewać się z umousanej ciastem twarzy solenizanta (zwyczaj mordidy – solenizant gryzie tort bez pomocy rąk) rozbijać piniatę (kartonową lub glinianą figurka wypełniona słodyczami),  zbierać rozsypane na podłodze piniatowe cukierki oraz obżerać słodkim i smażonym bez umiaru. No i na tych urodzinkach wydarzyło się coś niezwykłego..

 

p6120210

 

Otóż gdy tak sobie siedziałam w miejscu przeznaczonym dla rodziców, a Gaja oglądała kolejne zabawki solenizanta, podeszła do mnie pewna kobieta, po czym rzuciła w mym ojczystym języku:

– To Ty jesteś z Polski, prawda?

Osłupiałam. Tak nagle, ni stąd ni z owąd, na urodzinach pewnego malucha poznałam Monikę, jedną z kilku Polek zamieszkujących San Cristobal. Monika, z dwójka dzieci i mężem Meksykaninem zakotwiczyła w magicznym miasteczku, gdzie razem postanowili spełnić jedno ze swych życiowych marzeń. Właśnie w San Cristobal, który przyciąga turystów i włóczęgów ze wszystkich stron świata odważyli się.. otworzyc hostel!  Na początku nie było lekko, bo i nie było się od kogo uczyć sztuki prowadzenia przybytku dla turystów. Z czasem, analizując własne błędy, nabierali coraz więcej doświadczenia i – idąc za ciosem – postanowili otworzyć nowy hostel. I tak już od dłuższego czasu Iguana i Mirador są miejscami, gdzie chronią się podróżujący Polacy – tam zatrzymała sie najpierw Ola Synowiec, autorka bloga Mexico Magico, tam też spała Rodzina bez granic oraz kilku innych polskich podróżników.

Tam też i Polacy pracują – Monika poprzez workaway.org szuka osób chetnych do pomocy recepcji czy w hostelu. Więc zatrzymują się tam niebieskie ptaki, pracując tydzień, dwa, trzy i odlatują, lub – tak jak Ola, czy Marta – zakotwiczają w Meksyku na dłużej.  I ja, szczerze mówiąc, chciałam ją o taką pracę poprosić, ale Monika miała inny pomysł.

– Słuchaj, jeśli oczywiście chcesz, zatrzymaj się u nas w domu. Dzieciaki sie ucieszą, a my bedziemy mieć wiecej czasu dla siebie.

I tak oto zamieszkałyśmy razem z rodziną Moniki. Gajka, kiedy tylko nie buszowałyśmy po San Cristobal i okolicy – znikała w pokoju z zabawkami, a gdy dzieci wracały z przedszkola – zaczynały się zabawy we trójkę. Ja więc miałam czas dla siebie i bloga, a gdy Monika wycinała chwilkę z jej szalonego dnia – dla niej. I tak mijały nam dni na niezwykłym uczuciu zwykłego życia – w domu, w którym mówi sie takze po polsku, gdzie są wszelkie udogodnienia, ciepły prysznic, sprawna kuchnia, dobry internet, własny pokoik – a nade wszystko – ciepłe, pełne serdecznosci osoby.

 

p6280941

 

O San Cristobal pisze się, że jest czarną dziurą Meksyku. Że przybywa się tam na chwilkę, a potem zostaje na lata. Że jest taka fuzją świata expatów, Meksykanów i tamtejszych Indian. Mieszanką, która fascynuje, usidla i wciąga. Takim małym Krakowem, ze swoimi przekupkami, handlarkami, darmowymi koncertami life, teatrem i wydarzeniamy kulturalnymi z pogranicza światów. Miejscem, gdzie wszyscy się znają, pozdrawiają sie na ulicy i oczywiście wszystko o sobie wiedzą. I w końcu – zwyczajnie ładny miejscem, gdzie zabudowa nie wyskakuje ponad pierwsze pietro, a parę ulic starówki jest zadbane i bardzo przyjazne odwiedzającym. Ja co prawda nie podzielałam owych zachwytów nad samą urodą San Cristobal – w mych oczach niewiele się różnił od kolonialnej Grenady, Leon czy innych tego typu miasteczek, które widziałyśmy z Gają, natomiast na pewno zostanie mi w pamięci jako miejsce, gdzie poznałam Bruninę i jej małą córeczkę, Monikę i jej rodzine, Olę, Pica oraz – ponieważ spędzałam dużo czasu na targu artesanias – mnóstwo lokalnych, sprzedających tam kobiet.

 

p6220570

 

Na straganach sprzedają całe rodziny. Jeden obsługuje mama, drugi ciotka, trzeci najstarsza córka, nad czwartym czuwa babka. A obok chmara dzieci. Ich życie upływa na targu. Tu spędzają cały dzień – z mamą, która pracuje, bo pojęcie urlopu macierzyńskiego tam, gdzie bieda aż piszczy nie istnieje. Potem, gdy już większe są – nadal tu spędzają całe dni – pod opieką mamy i wszystkich sprzedawców, bo przecież każdy wie, które dziecko jest czyje. Tak wygląda ich podwórko. Tu na targu, pomiędzy straganami się wychowują. Młodsze śpią, starsze odrabiają lekcje, tu jedzą, i tu hasają z innymi dzieciakami ile wlezie. Do nich to właśnie dołączyła Gaja – pomimo, że dzieciaki między sobą mówiły głownie w tzotzil, jednym z majańskich języków.

 

 

 

Pięknie było znów zobaczyć, że na całym świecie dzieci są takie same, bawią się tak samo i komunikują znakomicie, nawet jeśli są z innych zakątków globu. Uwielbiam w Gai tą otwartość i empatyczność, która sprawia, ze w grupce obcych jej dzieci  odnalazła się błyskawicznie. Nie minęło parę minut, a dziewczynki już były jej koleżankami i zabawa wrzała w najlepsze, a mama mogła spokojnie wybierać branzoletki.

 

p6220591

 

 

 

 

 

 

Zresztą, te wszystkie rękodzieła powstają po troszę na targu. Jest część handlarek, które dedykują się tylko sprzedaży, ale gdzieniegdzie można zobaczyć kobietkę, która nie marnując ani chwili dzierga, szyje albo misternie splata węzełki. Sztuka makrame (splatanie nici bez użycia narzędzi), w której przodują uliczni artyści z Argentyny, a której moimi prywatnymi mistrzami są Majowie z Chiapas nigdy nie była moją mocną stroną. O ile mam cierpliwość do chaquiras (cekiny), co więcej, robienie takowych kolczyków czy wisiorów przynosi mi wiele radości, tak makrame jest poza moją wytrzymałościa psychiczna. Tym bardziej z wielkim podziwem obserwowałam Indianki, które rozmawiały ze mną, pilnowały dzieci, prowadziły sprzedaż, a jednoczenie wyplatały porywające mnie kolorami i formą branzoletki, pasy i kolczyki.

 

p6240696

 

 

 

 

Zresztą – co tu mówić, w zasadzie cały wolny czas spędzałyśmy z Gajką albo na targu rękodzieła, albo tym zwykłym, gdzie kupić można wszystko – od warzyw po otwieracze do konserw. Tu jadłyśmy, podgadując z naszą ulubioną Panią Od Zupy Pomidorowej, tu przesiadywałyśmy – Gaja bawiąc się, a ja buszując wśród cudeniek rozłożonych na straganach, tu też zajadałyśmy się tonami włochaczy, które obrodziły wyjątkowo, a my szczęśliwie trafilyśmy na szczyt sezonu.

 

liczi1

 

 

 

p6150372

 

 

p6130240

p6130251editedTak, targowisko było naszym ulubionym miejscem, gdzie spędzałyśmy wolny czas – czyli taki, gdy nie wyprawiałyśmy się na wioski, albo gdy nie nadrabiałam internetowych zaległości. Albo gdy nie gawędziłam z Moniką. Albo gdy nie ruszałyśmy z nią i jej rodziną odkrywać kolejnych cudów Chiapas. Ot, chociażby Kanionu Sumidero..

 

 

 

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

3
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Bestia PeludaBeataAga Lawryno Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Beata
Gość
Beata

Niesamowite:-) Spędziliśmy w Iguanie parę dni 6 lat temu, to były zdaje się ich początki, a synek Moniki był wtedy malutki. Bardzo się cieszę, że udało im się otworzyć drugi hostel i są tam szczęśliwi. Nie często zaglądam na Twojego bloga więc tym bardziej miło czytać wpis, który przywołuje dobre wspomnienia. Chyba najwyższy czas zaplanować kolejną podróż w tamte rejony:-) Pozdrawiam serdecznie!

Gość

Pięknie, Asiu!

x

Check Also

Andy

– Słuchaj, Asia. Musze wpaść do domu po drodze. Do Mazatlan. Zmienić ...