Home / Ameryka / Meksyk / Stopem przez Chiapas

Stopem przez Chiapas

 

 

 

Chłopaki odwieźli mnie na rozstaje dróg.

– Asia, ja  z Wami pojadę – Pika patrzył mi głęboko w oczy – Przejedziemy razem przez te góry.

Spojrzałam zaskoczona. Żartuje?! Nie, nie żartował.

– Stary, daj spokój. Nie od wczoraj podróżujemy. Damy radę. – skwitowałam krótko.

Nie miałam ochoty na towarzystwo w drodze. Czułam, że przychodzi mój moment oddalenia, kiedy chcę być tylko z Gajką i z Drogą, z dala od ludzi, nawet tych lubianych. Potrzebowałam momentu samotności, wyciszenia, zapatrzenia oczu w dal, bez obowiązku odpowiadania na pytania i reagowania na żarty, zanim zakotwiczymy u naszego przyszłego hosta, po drugiej stronie gór. 

– Ale Ty masz dwa plecaki i dziecko. Jak Ty sobie z tym poradzisz?..

– No jak to jak? Jak zwykle. Pika, nie przesadzaj. Masz robotę w San Christobal,to jeszcze nie Twój czas na wyjazd. Jeśli chcesz, spotkamy się w Villahermosa.

– Stoi – odpowiedział Pika, ale dalej patrzył na mnie zatroskanym wzrokiem. Znałam ten wzrok. Należało ewakuować sie w sposób najszybszy z możliwych. Akurat na rozstaje wjechał biały pick-up. Zwolnił, po czym prawie stanął, wolniutko wtaczając się na tope (próg zwalniający). Nie było chwili do stracenia.

– Oye!.. Buenas tardes!.. (Słuchaj!.. Dzień dobry!..) Jadą Państwo może w strone Juarez?.. – zapytałam dopadając samochodu.

– No nie, jedziemy znacznie bliżej – do Jitotol. Odpowiada Wam? Jak tak, to wsiadajcie! – z okienka wychyliła sie ciemna, pobrużdżona twarz mężczyzny, mrużąca oczy od mocnego słońca.

– Pika, pomóż prosze! – krzyknęłam. Stali z Fernando obok bagaży, przyglądając się z daleka sytuacji. Gajeczka wciąż szalała z dziećmi. – Gajka, mamy stopa, wskakuj na pakę! Pika! Fernando! Kochani! Do zobaczenia!!!

I tak, już po chwili zapierając się na licznych zakrętach pięliśmy się wolno w kierunku przełęczy.

 

 

 

Niestety nasza radość była przedwczesna. Ów Jitotol pojawił się na horyzoncie po zaledwie po 15 minutach jazdy, w postaci pięknej bramy wjazdowej do wioski. Cóż było robić – wyładowałyśmy bagaże, podziękowałyśmy Majowi i stanęłyśmy znów na poboczu. Nie same.

– Taxi? Taxi? – zaszemrali na mój widok kierowcy.

– Amigos, gracias. (Przyjaciele, dziekuję.) Nie mamy kasy na taksówke. Jesteśmy artesanias. (Zajmujemy się rękodziełem.)

– Artesanias? A co robicie? – zainteresował się jeden z nich. Odpowiedziałam więc – i od słowa do słowa popłynęła opowieść o naszej podróży.

– A wy zawsze tak stopem jeździcie? – pytali zaciekawieni kierowcy. – Nie boicie się? A macie namiot? Nie? To gdzie śpicie?

 

jitotol

 

Ruchu nie było żadnego, kolory miękły w ciepłych promieniach popołudniowego słońca, wiedziałam już, że do celu nie dotrzemy, że trzeba nam szukać noclegu po drodze. Do następnej wioski dzieliło nas 20 minut jazdy samochodem. Siedziałyśmy więc z kierowcami i gawędząc, czekałyśmy na okazję. Okazja pojawiła się jednak z najmniej spodziewanej strony.

– Słuchaj, jak chcesz, to was zabiorę ze sobą – powiedział nagle jeden z kierowców. Na oko miał jakieś 18 lat.

– Dziękuje, ale poczekam na raid (okazję). Na prawdę nie mamy kasy.

– No ja o tym mówię. Zabiorę was na stopa. Tyle że musicie poczekać, aż mi sie pozostałe 3 miejsca wypełnią.

Nie posiadałam się z radości. Pół godziny później mknęłyśmy z sympatycznym Manuelem prosto do Pueblo Nuevo taksówką, która nas złapała na stopa.

 

 

Manuel, kochany chłop, gdy wysadził pasażerów na postoju, odwrócił się do nas i zapytał:

– A wy? Gdzie was podwieść?

Oniemiałam. Nie dość, że taksa na stopa, to jeszcze z dowozem na miejsce. Tyle, że myśmy tego miejsca jeszcze nie miały.

– Manuel, znasz tą wioskę, prawda? Mogłbyś nas podrzucić do jakiegoś taniego hosteliku? Coś w granicach 100 peso max.

Manuel chwilę drapał się po głowie. W końcu podjął decyzję. 

– Zawiozę Was na druga stronę. Tutaj, przy trasie wszystko po 300 pesos jest. A tam dużo taniej. Rano weźmiecie mototaksę i za 5 peso wywiezie was na wylotówkę. Może być?

Czy mogło być? Dioses! (Bogowie!) Rękami i nogami błogosławiłam tego młodego chłopaka o empatycznym serduchu. Manuel nie dość, że zawiózł nas na miejsce, to jeszcze wtachał plecaki na górę, po czym stargował nam cenę na 60 pesos  (pokój bez TV i wentylatora)  i uściskawszy serdecznie – odjechał.

 

manuel

 

Rozglądałam się podejrzliwie po pokoiku. Cena niska, faktycznie, ale pokoik bez zarzutu. Faktycznie – ku mojej radości nie ma telewizji. Nie ma też wentylatora, ale górska temperatura tegoż nie wymaga. Czysto, świeżo. No super. Zostajemy.

cdn

posada-pueblo-nuevo

 

 

 

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Agnieszka Molenda Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Gość

Niesamowite to Wasze życie… 🙂 Gaja ma nieprawdopodobne szczęście – głównie do mamy 🙂

x

Check Also

Andy

– Słuchaj, Asia. Musze wpaść do domu po drodze. Do Mazatlan. Zmienić ...