nie przegap
Home / Ameryka / Meksyk / Strzelanina

Strzelanina

Asia, która przygarnęła nas na samym początku naszego pobytu w Queretaro, mieszkała na obrzeżach miasta. Aby stamtąd dojechać do części historycznej, należało złapać autobus i 40 minut poźniej wysiąść pod mercado, a potem iść jeszcze całkiem dobrą chwilę. Ale ze w miłym towarzystwie poranek przeciągnął nam się aż do południa, przystanek na mercado (targ), gdzie można kupic obiad w nienachalnej cenie był nam bardzo na rękę.

Tak więc wysiadłyśmy w opisanym przez Asię miejscu i stojąc na chodniku rozglądałyśmy się wkoło.

– Mama, siku! – usłyszałam nagle z dołu. Nie było czasu do stracenia. Wiadomo, dorosły przetrzyma troche, zanim znajdzie ubikację. Dziecko – nie. Na szczęście w przypadku dzieci za ubikację może służyć dosłownie wszystko.  Gdy więc Gaj schowany za hałdę piasku robił co należy, uwagę mamy zwrócił biegnący do autobusu tłum ludzi.

– Czemu oni tak biegną? – zadała sobie pytanie mama – Może w godzinie szczytu jest dużo ludzi i trudno do niego wsiąść?.. Pewnie to autobus który rzadko kursuje – podpowiedział jej szybko zdrowy rozsądek, każąc zając sie kucającym za górą piachu stworkiem.

Ale gdy wyszliśmy zza hałdy, chcąc przekroczyc ruchliwą dwupasmówkę, znów dziwnym trafem znalazłyśmy się w rzece biegnących ludzi, tyle że my kroczyłyśmy pod prąd. Ludzie biegli, ale się śmiali, żartowali i jakoś nie wzbudzili we mnie nic, poza chwilowym zdziwieniem.

Kolejne zdzwienie, już dłuższe, przyszło moment później.

– Mamuś, czy już idzie noc? – zapytało mnie moje dziecko

– Noc?.. – odpowiedziałam zaskoczona. Było parę minut po trzeciej – Niee.. Dlaczego tak myślisz córeczko?

– Bo popatrz, wszyscy się pakują!

Faktycznie. Szłyśmy przez rząd straganów w kierunku głównego budynku merkado. Normalnie takie budki otwarte były do poźna, dziś jednak działo się coś dziwnego. Wszyscy sprzedawcy, ale to dosłownie wszyscy uwijali się jak w ukropie, składając stragany, w opętańczym biegu ładując rzeczy do samochodów.

– Rzeczywiście, wszyscy się pakują. Jak dziwnie. – potwierdziłam obserwacje córeczki – Przecież jeszcze jest wcześnie. Ale może tu są inne zwyczaje? Może tu kończy się pracę o trzeciej, a potem wszyscy idą do domu? – szukałam rozsądnego wyjaśnienia, ale czułam, że to co mi przychodzi do głowy jest totalnie wbrew logice. Na całym świecie handluje się do upadu, szczególnie jeśli ma się własny stragan. Dlaczego więc Queretaro miałoby być wyjątkiem? Bardzo to dziwne było.

 – Wiesz co Gajku? Jak wrócimy do domku, to zapytamy o to Asię, co? Ona na pewno będzie wiedzieć.  A tymczasem chodźmy szybciej, bo jeszcze okaże się, że jedzenie też nam zaraz zamkną. – rzuciłam do malucha, koncentrując się na praktykaliach tej części drogi.

Budynek mercado był całkiem okazały. Wiadomo – duże miasto. W takich mercado należało z góry wiedzieć gdzie iść, bo poszukiwanie właściwej sekcji zwykle wiązało się z długim błądzeniem wąskimi, pełnymi ludzi alejkami. Należało więc kogoś zapytać. Rozglądnęłam się w koło. Jak na złość pusto. Po drugiej stronie uliczki, tuż pod mercado, starsza kobieta w pośpiechu składała straganik z tortiami. Wzięłam Gajkę za rękę i szybko poszłyśmy w jej kierunku.

– Buenas tardes! – zagadałam – widzę, że pani już do domu idzie. Gdzie tu możemy coś o tej porze zjeść.

– Zjeść??? – roześmiała się staruszka w jakiś taki ponury sposób – Teraz??? Nic pani nigdzie nie zje!!!

Czułam, jak brwi podjeżdzają mi do góry w wyrazie kosmicznego zdziwienia. Jestem na mercado w środku dnia i nie ma jedzenia? Co u licha w tym Queretaro za zwyczaje mają?

 – Niech się pani do domu zbiera!!! – kontunuowała staruszka – hay balazo en el mercado! Wszyscy uciekają, a pani chce tam iść???

Hmm. Balazo. Słyszałam już to słowo, zdaje się że w odniesieniu do Acapulco. Zaraz, zaraz, co ono znaczyło???

– Que significa „balazo”? (Co oznacza „balazo”?) – zapytałam, woląc wyjść na durnia, niż zgrywać mądrego.

– Balaso? BALAZO??? Co to znaczy??? O, to znaczy!!! – staruszka ze swej dłoni uformowała mały pistolecik i zaczeła strzelać do biegnącej po drugiej stronie ulicy grupki ludzi.

Stałam oniemiała. Rozumiałam już co oznacza to słowo, nie mogło do mnie dotrzeć jednak, że to faktycznie się dzieje.

– Niech pani ucieka! – krzyknęła do mnie kobieta zwijająca stragan z butami – Strzelają w środku! Stragany demolują! Kradną, co popadnie!

– A policja? – zapytałam z głupia.

– Policja nic pani nie pomoże! Wszycy tacy sami! Niech pani ucieka, bo zastrzelą panią i zabiorą dziecko!

Nie, ta perspektywa nie podobała mi się zupełnie. Nie zwlekając więc ani chwili złapałam małą rączkę i ile sił w nogach pognałam w kierunku przystanku.

A na przystanku dziki tłum. Wszycy podenerwowani, część ludzi rozładowuje emocje żartując, inni gryzą paznokcie, z niepokojem wyciągając głowy w oczekiwaniu na autobus.

– Panie, co na tym mercado się dzieje? – zagaduję stojącego obok meżczyznę

– Strzelają! Przyjechali narcotraficantes z Mexico Ciudad i zbierają haracz! – odpowiada mi przez ramie, przepychając się w kierunku nadjeżdżającego autobusu

Narcotraficantes?.. Haracz?.. Mam wrażenie, jakbym nagle znalazła się w jakimś sensacyjnym filmie.

– Pani.. – zagaduję kolejną osobę – Co na tym mercado się stało?

– Nie wiem – odpowiada dziewczyna w moim wieku – Cholera wie, co na prawdę się stało. Ludzie mówią, że strzelanina, ale wie pani, jacy są ludzie. Coś komuś sie przewidzi i już wszyscy w panice. Tak czy inaczej, lepiej dmuchać na zimne, niech pani wraca do domu, zawsze to bezpieczniej.

– Na wszystkich mercado strzelaniny! Córka własnie dzwoniła, że mówili w radio! Trzeba uciekać! – wtrąca się do rozmowy kobietka z wielkimi siatkami – To jakiś skoordynowany napad!

Z oczami jak pinpongi i z burczącym z głodu brzuchem wsiadam do autobusu. Narcotraficantes? Strzelaniny? Skoordynowany napad? O co chodzi w tym Queretaro?

Gdy wracamy do domu z hiobową nowiną, Asia nie wygląda na zdziwioną. Otwiera internet, kilka lokalnych stron, czyta.

– Wiesz – mówi – niedawno rząd ogłosił podwyżkę cen benzyny. I to o sporo. Najpierw strajkowały stacje benzynowe i nigdzie nie mogłaś kupić paliwa. Teraz paliwo możesz kupić, ale ceny wszystkiego poszły do góry. Więc ludzie się burzą. Ten napad wygląda na sfingowany. Przez rząd, rozumiesz?

Nie, nic z tego nie rozumiałam.

– Rząd wynajmuje ludzi, żeby zrobili rozruchy. Strzelano w powietrze, w zasadzie nie wiadomo czy faktycznie z broni, czy ze straszaka. W zasadzie to nie wiadomo, czy faktycznie strzelano. Wiadomo, że wpadli na mercado jacyś ludzie, krzycząc, żeby uciekać, bo strzelają.. Narobili paniki i wszycy zaczeli uciekać.

Dalej nie rozumiałam, o co w tym wszystkim chodzi.

– Chodzi o to, by zastraszyć ludzi – rozumiesz? To taka taktyka rządu, stosowana od dawna. Bo jak się będą bać, to nie będą robić prostestów i podwyżka przejdzie gładko. Ludzie są wkurzeni ponad wszelką miarę i chcą wyjść na ulicę. A teraz już nie wyjdą, bo się boją. I sprawa z głowy. Taktyka stara jak świat. – skwitowała Asia i zamknęła laptopa, zostawiając mnie z myślą, że faktycznie takie manewry uprawiają rządy jak ziemia długa i szeroka. W historii Polski też można znaleźć tego typu kwiatki. Ot, chociażby Pogrom Kielecki, na temat którego Piotr Piwowarczyk i Jerzy Śladkowski zrobili kiedyś świetny dokument. „Amnezja” nosi tytuł, bo i faktycznie nie ma być z czego dumnym, kusi, by zapomnieć, że taka historia kiedykolwiek, gdziekolwiek miała miejsce. Zapomnieć, że poddatni jesteśmy na prowkacje, że łatwo nami manipulować, zastraszyć albo wzbudzić nienawiść. Kusi, by wyprzeć, zostawić, niepamiętać, choć ja akurat jestem przeciwnego zdania.

Lepiej pamiętać, by na to nie pozwalać.

Lepiej pamiętać, by taka i podobne historie nie wydarzyły się już nigdy.

 

 

 

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Majewska BarbaraAgnieszka Anna TrepkowskaDaga Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agnieszka Anna Trepkowska
Gość

Asiu oby to bylo ostatnie takie doświadczenie. Całuję.

Daga
Gość
Daga

Ja trafilam w srodek strzelaniny w 2015 r. W Belize na Caye Caulker. Policja zabila 16latka i na wyspie rozpetaly sie zamieszki. Wyszlam wieczorem niczego nie swiadoma na spacer i tak jak Ty zobaczylam tlumek ludzi biegnacych w moim kierunku, ja szlam w przeciwnym ,ale nagle uslyszalam strzaly. Strzaly? Tutaj? Jak to mozliwe? Pytalam siebie i szlam dalej. Nagle kolejna grupa ludzi, juz szybciej przmieszczala sie najwyrazniej uciekajac przed policja, zaczeli sie chowac do sklepikow, malutkich pralni, wiec ja z nimi. Co sie dzieje? pytalam…ktos mi w koncu wyjasnil. Musialam wyjsc z ukrycia i dotrzec do domu, a Caye Caulker… Czytaj więcej »

Majewska Barbara
Gość

tak zrobiono z wojna w Syri, propaganda nienawisci poszla w Europie w stosunku do musimow , nazywano ich terrorystami itp i zaczela sie wojna miedzy Rosja i „przyjaciolmi” a Ameryka i „przyjaciolmi”, ludzie sie nie sprzeciwiali bo „terror” i mordowano i morduja dzieci, kobiety ,mlodych, starych , wszystko w obronie wolnosci i demokracji. Dzisiaj Syria wymordowana i nagle okazuje sie ze kolej na NAS , bo „zabawa” poszla za daleko , europa w „zimnej” wojnie z Rosja, a ta ma DUZE ambicje , teraz jest mocna i pewna siebie, Ameryka w „zimnej” wojnie” z Chinami, a ci sie nie boja… Czytaj więcej »

x

Check Also

Andy

– Słuchaj, Asia. Musze wpaść do domu po drodze. Do Mazatlan. Zmienić ...