Home / Ameryka / Kolumbia / Tierradentro – cz.2

Tierradentro – cz.2

Kontynuacja części pierwszej

 
Kolejnego dnia budzik zadzwonil dosc wczesnie. Zaklinajac dobre duchy zwleklam sie z lozka i.. az podskoczylam z radosci.  Zaklecia pomogly, pogoda byla jak brzytwa, ostatnie tumbas, wysoko od niebem na nas czekaly!
 
Godzine pozniej, zegnane rzewnie przez gospodynie (oj, bo Pani takie ciezary dzwiga.. Nie lepiej to zostac w domu?..) juz maszerowalysmy w kierunku szlaku. W zasadzie wiedzialam mniej wiecej, co nas czeka, bo pierwsze podejscie moglam obserwowac wprost z podworka. Zielona gora wznosila sie stromo, a szlak ostro zygzakowal wsrod nielicznych drzew. Potem byl widoczny maly punkt widokowy z laweczka. Wyzej juz nie dalo sie podgladnac, niemniej jednak z wczorajszej wycieczki na stoki po przeciwnej stronie doliny pamietalam, ze odcinek od podnoza do romantycznej laweczki stanowil niewielki promil drogi, jaki mialysmy przed soba.
 P7251065edited
Gaj pod gore wchodzic nie chcial. Nie pomogly zaklecia, ani proszenia, ani wymyslana w napredce bajka. Wzdychajac ciezko wlozylam Malca do  nosidla i posapujac ruszylam sciezka do gory. Musze powedziec, ze uwielbiam takie szlaki. Uwielbiam, gdy z kazdym krokiem nabiera sie wysokosci, gdy co rusz odslaniaja sie nowe widoki, gdy mysli sie, ze jest sie tak wysoko, ze bardziej sie juz nie da i ze jest tak przepieknie, ze bardziej juz byc nie moze… Wiec wedrowalam sobie wolno, chlonac swiat i wpatrujac sie w coraz to nowe, wynurzajace sie zza juz widocznych lancuchy gorskie i lezace pomiedzy nimi, glebokie doliny. Szlo sie wolno, ale dobrze. Slonce co rusz chowalo sie za chmurki, wiatr chlodzil spocone czolo, a ja cieszylam sie, ze nasze zuzycie wody bedzie mniejsze od przewidywalnego. Po drodze Gaja znalazla patyczka, ktory stal sie jej Palo Magico, wiec gdy po jakims czasie zorientowala sie, ze nie ma go w lapce, jej rozpacz byla wieksza niz najwyzszy widoczny szczyt, a glos owej rozpaczy  niosl sie po Koldyrierze Centralnej, jak ona dluga i szeroka…
P7251078edited
Nie pomoglo szukanie innego patyczka. Nie pomoglo odwracanie uwagi, ani karmienie cukierkami. Palo byl jedyny na swiecie, najlepszy, najwspanialszy i bez niego Gaja nie mogla zyc. Ja chyba wiedzialam, w ktorym momencie naszej wspinaczki mogla go zostawic. Niestety to miejsce bylo juz z pol godziny drogi za nami, wiec stanowczo odmowilam powrotu i jego szukania. I w takim wlasnie stanie glebokiej rozpaczy spotkal nas pewien mily student z Francji. Pomogl mi litosciwie zarzucic zaplakanego Gaja na plecy, otarl jej lezke kolejna czekoladka i tak juz w trojke ruszylismy w gore. Student sam isc nie chcial, bo bal sie, ze sie zgubi. Ja w duchu mocno sie zdziwilam, bo trudno bylo sie zgubic idac sciezka widoczna na kilometr do przodu, ale co mi tam – moge go wspierac swoim towarzystwem. Wiecej do zaofiarowania nie mialam, bo kat nachylenia sciezki rozmowe wszelaka skutecznie nam uniemozliwial.
P7251090edited
I dobrze. Gdy sie rozmawia, mnostwo rzeczy umyka i z oczu i z glowy. Dlatego lubie wedrowac z Gajka sama. Widze wtedy wiecej i mysle wtedy wiecej, przestrajajac zmysly na odbior otaczajacego nas swiata. Kiedys twierdzilam, ze do pelni podrozy potrzebuje drugiego czlowieka – by dzielic sie swym zachwytem i przez to go mnozyc, ale dzis juz rozumiem, ze drugi czlowiek to rozproszenie. Ze energia wowczas ucieka do niego, ze widzi sie mniej i czuje sie mniej. Wiec gdy w natruralny sposob rozdzielilismy sie i student poszedl szybciej – ucieszylam sie. Znow bylysmy sam na sam z podniebnoscia, wiatrem i niebem..
 P7251104edited
Pielysmy sie dlugo i w zasadzie nie chcialam, by ta droga sie skonczyla. Bylo pieknie, widoki zapieraly dech, idac grzbietem sycilam oczy to jedna, to druga strona swiata. Tyle tylko, ze oczywiscie na drugiej stronie bylo.. jakby to powiedziec.. zdecydowanie mroczniej.. ciemniej.. Mowiac wprost – bylo deszczowo i ponuro. Uzywajac sformuowania Karoliny Tabaszewskiej (Slonecznik, pozdrawiamCie! Myslalam tam Tobie:))) nadciagal Armaggedon. Czarna, nisko wiszaca chmura czolgala sie dolina, zahaczajac krawedziami o wysokie szczyty. No nie, wiedzialam! Zawsze tak jest ze po drugiej stronie gory jest inny swiat. Ile razy to juz mialam takie niespodzianki w Andach? lle razy zwiewalam co sil w nogach, byle nizej, byle blizej cywilizacji, jakiegos schronienia? Ale i z wydarzeniami przybywalo doswiadczenia, wiec tym razem nie panikujac pielam sie dalej, uwaznie obserwujac sinego potwora.. Byc moze nie jest taki szybki? Byc moze zmieni sie wiatr? Byc moze pojdzie swoja droga, nie zahaczajac o moja?.. Nigdy nie zapomne, jak w Tantamayo, jednym z moich ulubinych, nieturystycznych miejsc z gigantycznymi ruinami na 4 tysiacach scigaly nas deszcze. Bylam przygotowana, mialam kurtke i pokrowiec na nosidlo, ale deszcz to i mgla, ktora zmienia percepcje swiata. Wiec pomimo ze zaznaczylam sobie kierunek na problematycznym rozwidleniu i mimo ze wiedzialam, gdzie nalezy isc, truchlalam schodzac z tych 4 tysiecy, mysla biegnac do Adasia Bieleckiego i trudnych momentow, ktore nie raz zmuszony byl sie mierzyc.. Wowczas obeszlo sie bez jednej na nas kropelki. Wszystkie chmry deszczowe przesuwaly sie jedna za druga dolina, tuz u naszych stop, nie dotykajac nas nawet strzepkiem chmury. Natomiast w dolinie trwal Armageddon..
 P7251152edited
 
Wiec teraz uwaznie obserwowalam swiat, probujac ocenic czas, ktory jeszcze nam pozostal. Ostatnia stroma byla krotka, ale wymagajaca. Gaj ciagle siakal nosem za patyczkiem.
– Coreczko – powiedzialam pomiedzy jednym, a drugim sapnieciem – jesli chcesz, to gdy bedziemy wracac, pojdziemy na miejsce, gdzie sie bawilas i poszukamy Palo Magico. Moze tam jeszcze jest, dobrze? Ale to jak bedziemy wracac.
-TEEEEERAAAAAZ!!!
– Teraz nie mozemy, bo idziemy do gory. Jak bedziemy schodzic, dobrze? Tylko musisz mi przypomniec o tym. Przypomnisz, prosze?
Posiakiwanie niespodziweanie ucichlo, za to co pare minut slyszalam:
-Palo!
-Palo!
-Palo!
 P7251203edited
Gaj wiec skupil sie na przypominaniu, a ja w miedzyczasie wlazlam na ostatnia stromizne i.. zdebialam. Na gorze na laweczce siedzialy sobie trzy dziewczyny, ktore skads znalam… Zaraz, zaraz.. One na moj widok poderwaly sie radosnie:
-Ojej!!! To Ty??? Tu??? O jej!!!
Pstryk! Przeciez to dziewczyny z Mocoa! Zaczepilam je, gdy szukaly noclegu! Dwie niemieckie rowerzystki jadace z Meksyku na poludnie, oj fajnie nam sie rozmawialo.. I prosze, nagle spotykamy sie wysoko pod niebem, przy grobowcach Tierradentro!
– Mamo, to nasza kolezanka z Polski. Wedruje z Gaja w plecaku – i tak wlasnie dowiedzialysmy sie, kim jest trzecia osoba na szczycie. Mama. Przyleciala odwiedzic corke, dziewczyny zawiesly wiec rowery na kolku i przez miesiac podrozuja razem do roznych fantastycznych miejsc Kolumbii w sposob bardziej tradycyjny. A gdy mama wroci do Niemiec- ruszaja dalej. Ze smutkiem pomyslalam, ze moi rodzice nie moga mnie tak odwiedzic. Nie raz namawialam ich do takich 2 miesiecy z nami, ale zdrowie i inne wzgledy nie pozwalaja im na miedzykontynenalna podroz i zycie w badz co badz wymagajacym klimacie gor wysokich lub tropiku. Zostaja nam wiec tylko maile i od czasu do czasu rozmowy.. Albo az – w zaleznosci od nastawienia..
P7251117edited
Posiedzialysmy wiec z Niemkami, zjadlysmy wszystko, co wtachalam na gore, a potem zegnajac sie serdecznie ruszylysmy penetrowac tumbas.
 
Te grobowce nie mialy straznikow. Niektore mialy zadaszenie i plotek zagradzajacy wejscie, ale wyobrazam sobie, ze ciekawscy ludzie i tak wlazili do srodka. Ku mojej radosci jednak zaden z grobow nie byl upstrzony testem w stylu „Wisla pany” czy „Zydzi do gazu” jak to ma miejsce w naszym pieknym kraju. Odnosilam wrazenie, ze tutejszym ludziom bardzo zalezy na zachowaniu swojego dziedzictwa – ze wzgledu na turystyke oczywiscie, ale tez ze wzgledu na szacunek do przodkow.. Nie wszystkie groby byly jednak otwarte. Do niektorych prowadzila wyslizgana dziura, nawet bez wycietych w ziemi stopni, niektore z roznych wzgledow pozostawaly zasypane i tylko inna roslinnosc – tak jak w Beskidzie Niskim – opowiadala historie tego miejsca.. A bylo tych grobow cale mnostwo, pustych, pelnych duchow, szeptajacych nam historie o ludziach, ktorzy grzebali swych zmarlych hen wysoko, pod gorskim niebem..
P7251139edited
Schodzic mi sie nie chcialo. I nie byla to kwestia zmeczenia, ale zachwycajacego piekna tego miejsca. Siedzialam na ziemi i napatrywalam oczy, wiatr glaskal mnie po twarzy, a siny demon burzy cofal sie do doliny. Widzialam przed soba jak na dloni nasza jutrzejsza droge do Popayan, az po horyzont trawersujaca zbocza doliny, widzialam domki rozsiane gdzieniegdzie, sciezki wijace sie w kierunku przeciwlezacej przeleczy i tak sobie myslalam o tych ludziach gor, od pokolen zyjacych w pieknym, ale trudnym miejscu..
-Mama! PALO!!!
Gaj pamietal. Poza tym nalezalo schodzic, by upolowac jeszcze jakas goraca kolacje. Wiec westchnawszy,  raz ostatni omiotlam wzrokiem horyzont, wiedzac, ze to miejsce, oprocz Fin del Mundo bedzie moim drugim ulubionym miejscem w Kolumbii.
P7251089edited
A Palo sie znalazl. Lezal faktycznie tam gdzie myslalam. I Gaj nie dal sie zbyc czymkolwiek, bo najpierw, bedac skonfundowana, proponowalam mu dwa, ktore zostaly natychmiast odrzucone. Po chwili poszukiwan natrafilam wreszcie na ten wlasciwy, ktory z radosna aprobata zostal przyjety, po czym sturlalysmy sie juz spokojnie prosto do naszego obejscia, gdzie Gaj natychmiast zalegl przed telewizorem, a Palo Magico na zawsze poszedl w zapomnienie..

About admin

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o
x

Check Also

Tylko jak tu pisać bloga?..

  Z tym założeniem bloga wcale nie było łatwo. Gdy planowałam swą ...