Home / Ameryka / Meksyk / Trzęsienie ziemi

Trzęsienie ziemi

 

pb100774edited

 

Pizzernia nie była dużym miejscem. W zasadzie byla malutkim, obskurnym lokalikiem, gdzie za przepierzeniem z kartonu stal piec i stół, na którym robiono pizze. Na składniki i kule ciasta juz nie bylo tam miejsca, wiec leżaly one rozrzucone bezładnie w czesci dla klientów, w której przyparty do ściany zmiescil się tylko jeden mały stolik. W tymże to punkcie robiono pizze głównie do domów, ale że napis głosił: Vendemos rebanadas de pizza (Sprzedajemy pizze w kawałkach), więc któregoś wieczoru postanowiłyśmy tam zaglądnąć. A że cena była dobra i jakość w zasadzie też – szybko stałyśmy się jej stałymi bywalcami.

Lubię takie miejsca, malutkie i ciasniutkie, przejaw pomysłowości ludzkiej i także ludzkiej przedsiębiorczości. Dwóch chłopaków, ciasniutkie wnętrze i całkiem dobra pizza. I to nic, że obskurnie, my też czasem obskurne na zewnatrz w tych naszych połatanych, nie smakiem, ale koniecznoscią połączonych rzeczach. Ważne było dla nas, że w tej mikroskopijnej pizzerni pracował człowiek – zwykły, więc bardzo ciekawy.

Zachodziłyśmy tam co wieczór, kupowałam Gai kawałek pizzy, a potem zasiadałyśmy, zajmując wiekszość wolnego miejsca i, pogadując z panem – zjadałyśmy tąże. To znaczy – Gaj zjadał, a ja zjadałam obwódkę.

– O, witajcie viajeras!(podróżniczki!) – przywitał nas Juan Carlos. Z poprzednich spotkań wiedział już sporo o nas, zresztą z wzajemnością – Hawajana? Już się robi!

Zasiadłyśmy z Gajonem na dwóch ogrodowych krzesłach. Nad nami dyndało turystyczne radio, przemyślnie podwiązane do sufitu, podłączone do zwisającego z przepierzenia przedłużacza. W radiu – sones, jarabes, chilenas, najpopularniejsze gatunki tutejszej muzyki.

– Dziś niespodzianka. Drugi kawałek na koszt firmy. – wychylił się po chwili Juan Carlos ze swojego maciupkiego zaplecza. – Czas by i mama coś zjadła.

– O druga pizza! – ucieszył się Gaj – Mama, to ja zjem środki, a obwódki ty, dobra?

Mamie taki układ oczywiście nie przeszkadzał, co więcej była szczęśliwa, że dziecko wsuwa, aż mu się uszy trzęsą.

Juan Carlos tym razem nie pogadywał z nami, siedział za przepierzeniem, a nas dolatywały tylko strzępki prowadzonej przez niego rozmowy.

– Że co? Trzęsienie ziemi? Tu w Oaxaca? 9 stopni? Zwariowałes! Skad wiesz? Strona Instytutu?..

O ŻESZ TY!!!

– Juan Carlos! – wskoczyłam wręcz za przepierzenie, jak tylko zakończył swą konwersacje – Juan Carlos, cuenta me! (Opowiadaj, gadaj!) Jakie trzęsienie ziemi??? Gdzie??? Kiedy???

– No.. tu. Dziś w nocy, lub jutro.. 

– Jak to??? Skad wiesz???

– No, mówi znajomy, że na stronie Instytutu Sejsmologii podali. Ale wiesz, tego nigdy nie przewidzisz.. – próbował mnie uspokoić. Na darmo. Fraza „trzęsienie ziemi” nie budziła we mnie dobrych skojarzeń. Przeżyłam kilka – nieświadomie, świadomie tylko jedno, któtkie, 3 w skali Richtera. Bardzo nieprzyjemne uczucie, jedno z tych, które swą potęgą stawia włosy na głowie, błyskawicznie uświadomiając niezwykłą kruchość życia.

– Jakie silne ma być?

– 9…

– ILE??? PRZECIEŻ TO BARDZO SILNE!!! MEGASILNE!!! NIE WIEM CZY MOŻE BYC SILNIEJSZE!!! – byłam autentycznie przerażona.

– Słuchaj, trzęsienia nie da się przewidzieć. Czasem robią dużo hałasu, a nic sie nie dzieje. Było jakieś silne trzęsienie w Peru i Ekwadorze, mówią, że teraz mogą być wstrząsy wtórne w Ameryce Centralnej i w całym południowym Meksyku.

– W PERU I EKWADORZE??? – moje przerażenie sięgneło zenitu – Jezu, co się tam stało??? Mam tam masę przyjaciół!!!

– Nie, tam nic poważnego, 5.7 było tylko. Ale mówią, że teraz tu może się trząść.

Cholera. To co mówił, miało sporą doze prawdopodobieństwa. Co robić? Dom w którym mieszkamy jest nowy. Ale czy udźwignie takie wstrząsy? Czy zdążymy z niego uciec? W oknach wszędzie kraty, ciasniutka uliczka z rzędami dwupiętrowych bliźniaków, na dodatek zamknieta bramą na klucz. Dobry Boże, co robić?

– Juan Carlos.. – zaczęłam zbierać informacje. W końcu miejscowi najlepiej wiedzą, jak sobie z takimi rzeczami radzić – A co wy robicie, jak dostajecie takie ostrzeżenia?

– Jak to co? Idziemy spać, a jak się zacznie, to uciekamy.

Nie pomogła mi wiele ta odpowiedz. Patrzyłam z niepokojem na ściany pizzerni, na małą chatkę na przeciwko, na dwupietrowy budynek obok. Zawalą się, czy wytrzymają. A nasz dom?

– Jakie najsilniejsze trzęsienie przeżyłeś? – zaczęłam się dopytywać

– 5,6. Tak z 13 lat temu. Trzęsło się dobrych kilka sekund.

– Dużo budynków się zawaliło?

– Nie. Kilka, w samym centrum, takich starych. Wszędzie popękały mury, ale nic poza tym.

To co słysze troszkę mnie uspokaja. Ale zaraz konstatuję, że przecież teraz spodziewamy się 9 R.

– Juan Carlos, ale teraz maja byc wstrząsy prawie dwa razy silniejsze! Może nie skończyc sie na popękanym murze.

– No może.. – stwierdził Juan Carlos i dodał – Na prawdę się nie przejmuj. Czesto gadają, ostrzegają, a nic sie nie wydarza. Na prawde śpijcie spokojnie.

 

pb100780

 

Nie, do spokoju było mi daleko. Oczami wyobraźni widziałam obrywający się sufit, roztrzaskujący Gajce głowę, widziałam blok betonu spadający na mnie i miażdżący moje nogi, widziałam nas pod kilogramami gruzu, duszących się pyłem, moja wyobraźnia tańczyła, należało nad nią zapanować!

Jezu, co robić???

Po pierwsze potwierdzić. Internet! Nie mam. Cafe net? Zamknieta! Telefon? Bez impulsów! Trzeba doładować! Na wszelki wypadek. Na szczęście spożywczy, gdzie sprzedawali recargas (doładowania) był jeszcze otwarty.

– Proszę 10 peso!

– 12 peso. Z prowizją.

Unikam prowizji jak ognia. Tym razem w ogóle nie zwracam na nią uwagi. Co tam głupie 2 peso w perspektywie trzęsienia ziemi.

– A co to jest trzęsienie ziemi? – pyta Gaja, gdy wyszłyśmy ze sklepu.

– To Gajku jest wtedy, kiedy ziemia się trzęsie – odpowiadam, być może niezbyt inteligentnie.

– I domy? I samochody? I drzewa? I psy? Wszystko się trzęsie?

– Tak córeczko. Wszystko się trzęsie.

– I to jest niebezpieczne? – pyta po chwili cichym głosem Gajonek

– Może być córeczko – odpowiadam zgodnie z prawdą – ale nie musi. Często jest tak, że zapowiadają, a trzęsienia ziemi nie ma. Ale nie martw się, nawet jak będzie, to zdążymy uciec – mama złapie Cię na rączki i nic się nie stanie  – dodałam z uśmiechem, miałam nadzieję, że przekonywującym.

Dobra, telefon naładowany. Kto może nam pomóc? Kto ma internet o tej porze, by do niego zajrzeć. W Polsce przecież środek nocy. Nie, bez sensu. Trzeba kogoś stąd. Kto ma net w domu i jeszcze nie śpi.. Gorączkowo przeszukuję pamięć. Cholera, kto???

Nagle przyszło olśnienie.

PIOTR!!!

No tak, Piotr z Puerto Escondido był rozsądnym, myślącym gościem, otrzaskanym w życiu i władający biegłym hiszpańskim. I biegłym angielskim, co w tej sytuacji także było przydatne.

– Piotr!!! Błagam! Wejdź na strone amerykańskiej ambasady! Oni mają zawsze podane ostrzeżenia. Zobacz, czy przypadkiem nie podają czegoś o trzęsieniu ziemi w Oaxaca.

Piotr był więcej niż zdziwiony. Wyłuszczyłam więc całą historię.

– Dobra, poczekaj. Wydaje mi się to nieprawdopodobne, ale zaraz rzucę okiem. Oddzwonie za 10 minut.

Te 10 minut dłużyły się jak cała wieczność.

– Nie kochana, nie ma nic na ten temat. Wyluzuj. Wiesz, jak to jest z Meksykanami, jeden coś rzuci, a potem plota idzie w świat. Oni lubują się w straszeniu ludzi. No, także dziewczyny, do spania. Jutro nowy dzień.

W domu rodzinka tradycyjnie okupowała telewizor. Akurat leciał dziennik. Wszyscy siedzieli wyluzowani, na pół sennie popijali kawę.

– Mówili coś o trzęsieniu ziemi u nas?

– Trzęsieniu ziemi? A było? – zainteresował się ojciec rodu.

– No nie. Mówią, że ma być. Silne, 9 w skali Richtera.

– Nie, nic nie mówili. A skad Ty wiesz?

– Od chłopaków z pizzerni.

– Nie, to jakaś plotka. Jakby wiedzieli, to by w noticias (dziennik) od razu było. – skwitował wysiorbując resztki kawy. –Trzęsienie ziemi będzie dopiero, jak wygra Trump. Jutro wybory w Stanach.

Popatrzyłam na migające pudełko. Faktycznie – z ekranu wyzierały zdjęcia Clinton i Trumpa i podpis „Ella o el muro”. Bardzo znamienny podpis, doskonale oddające latynoskie, podszyte machismem spojrzenie. Ona albo mur. Kobieta albo mur. Z dwojga złego Meksyk woli kobietę, bo wizja muru wywołuje w tutejszych ludziach całą skalę gwałtownych odczuć – od pukania się w czoło do werbalnej agresji. Mnie także tak wyrażony nacjonalizm mocno dotyka. Czym bowiem różni się emigracja Latynosów od emigracji Polaków? I oni i my tak samo szukamy spokojnego, szczęsliwego życia. I oni i my przechodzimy przez piekło upokorzenia. I oni i my łapiemy na czarno byle jaką robotę, byle się utrzymać i jakoś na tej Obiecanej Ziemi egzystować. Na czarno, pozbawieni podstawowych praw, kryjąc się jak szczury przed Home Office. Trudne, pełne upokorzeń życie nielegalnego emigranta – widziałam, doświadczyłam w Anglii, jeszcze przed 2004 rokiem.

Tak więc szanse na trzęsienie są niewielkie. Ale faktycznie jutro może zatrząść się ziemia, bo chyba wybory w USA są jedynymi chyba, których wynik przekłada się na los świata. Zmieniła moje życie elekcja Busha Juniora lat temu 15 w sposób, którego skutki odczuwam do dziś, przychodzi mi teraz trwać w nadziei, że kolejne wybory w Państwie Pierwszego Świata nie wywrócą mojego życia do góry nogami. I życia Gajenki. „Obyś żył w ciekawych czasach” – głosi nie bez powodu chińskie bodajże przekleństwo. Obyśmy żyły w nieciekawych czasach. Spokojnych, bez nienawiści, podżegania i niepewności – czego życzę Wam i nam w przeddzień prognozowanego trzęsienia ziemi.

***

Jasne, że nie możemy przewidzieć trzęsienia ziemi, ale zasiane we mnie ziarnko strachu kiełkowało. Gdy wchodziłam do domu, spojrzałam łakomym okiem na pickup sąsiada. Na pace było wystarczająco miejsca, by się dobrze wyspać. Wystarczy tylko ubrać nas ciepło, zabrać spiworki i już. Spi się na środku parkingu i żadna cegłówka nie spadnie na głowę. Zdrowy rozsadek jednak nakazał mi udać się do łóżka. Gdyby bylo niebezpiecznie, wszyscy Meksykanie spaliby teraz w swoich pickupach.

Natomiast po północy, gdy pogasły wszystkie okna, wyślizgnęłam się z domu i otwarłam główną brame. Tak, na wszelki wypadek, by łatwiej było uciekać..

 

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

4
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Aga BkLidia MakaAnna Baranlavinka Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Gość

Piekna spodnica ma Gajka. Rosnie jak po drozdzach – chyba tych z pizzerii

Gość

Dzielne dziewczyny

Gość

Znam ten strach….

lavinka
Gość

Jest taka fajna strona z ostatnimi wstrząsami. http://www.ign.es/resources/sismologia/tmundiales/lejanos_pg.html Niedawno było porządne w Nowej Zelandii i Argentynie. Moim zdaniem daleko od Was, ale zliczając trzęsienia we Włoszech i innych krajach, rzeczywiście planeta się jakby ożywiła.

x

Check Also

Andy

– Słuchaj, Asia. Musze wpaść do domu po drodze. Do Mazatlan. Zmienić ...