nie przegap
Home / AZJA / Indonesia / Tsunami

Tsunami

 

Banda Aceh. 26 grudnia 2004

Najpierw było trzęsienie ziemi. Silne, tak silne, że najstarsi ludzie takiego nie pamiętali. W prowincji Aceh, tego ranka większość mieszkańców już była na nogach. Jak na gorliwych muzułmanów przystało, mieli już za sobą dwie modlitwy i śniadanie. Część z nich pracowała, część właśnie spieszyła się do pracy, dzieci w szkołach zaczynały lekcje. Ziemia trzęsła się długie 3 minuty z niespotykaną wściekłością, rozwalając domy, szkoły i urzędy, grzebiąc pod gruzami setki ludzi.

A potem cofnęło się morze.

Ci, którzy byli akurat przy brzegu, ze zdumieniem przyglądali się niecodziennemu widokowi. Tam, gdzie kiedyś falował ocean, teraz odsłaniała się pełna leżących na niej ryb plaża. Nie zastanowiając sie wiele, ludzie rzucili się zbierać ryby. Dla siebie, swoich rodzin, na handel.

Nie wiadomo kto pierwszy krzyknął, nie wiadomo też, czy w ogóle ktoś krzyknął na widok wypietrzającej się, 20 metrowej ściany wody. Ściana przełamała się i z ogłuszającym sykiem ruszyła na miasto.

Ludzie nie zdawali sobie sprawy z nadciągającego niebezpieczeństwa. Wciąż w strachu przed kolejnymi wstrząsami,  szukali bliskich, a spod zwalonych domów wyciągali rannych i tych, którzy odeszli już do Allaha. Fala zaskoczyła ich zupełnie, wpływając z dużą prędkością, na swym grzbiecie gnając tkankę miasta – domy, samochody, statki, ludzi i zwierzęta.

 

 

Reuhat Tuha, Sibreh

Reza szedł wtedy na zajęcia. Był piękny dzień – jak zwykle o tej porze roku w prowincji Aceh. Reza nie mieszał w samym mieście, jego wioska leżała dalej, u stóp gór. Tego ranka ziemia trzęsła się mocno, ale w jego okolicy obyło się bez zniszczeń. Gdy wstrząsy ustały, złapał teczkę i ruszył w drogę, ale gdy doszedł do szkoły, nikogo tam nie było.

– Czego głupcze szukasz? – krzyknął starzec zza płota – Lekcji Ci się zachciało?

– A co w tym dziwnego? – odkrzyknął Reza, który akurat uczyć sie lubiał.

– Tsunami weszło do Aceh! Całe miasto pod wodą, ten do szkoły przychodzi.

Rezie teczka wypadła z ręki. Jak stał, rzucił się w dół, w kierunku miasta. To co zobaczył, wracało do niego przez wiele nocy, nim wreszcie mógł zasnąć płytkim, szarpanym snem.

 

aceh big ship left by tsunami indonesia

Olbrzymi statek, przeniesiony przez tsunami kilka kilometrów w głąb lądu, obecnie przemianowany na obiekt muzealny. Banda Aceh, Indonesia.

 

Krueng Tunong, Lamno

Muradi mieszkał w Krueng Tunong, malutkim przysiółku zwanym Lamno, rozłożonym na na nizinie zamkniętej pierścieniem stromych gór. Wioska rozsiadła się przy ujściu rzeki, dzięki temu było pod dostatkiem słodkiej wody, by uprawiać ryż, główny składnik jedzenia okolicznych ludzi. Tego dnia jak zwykle soczysta zieleń pól zlewała się z kipiącą zielenią dżungli, a na turkusowym niebie nie było nawet śladu chmurki.

Muradi także przygotowywał sie do szkoły. Wyglądało, że trzęsienie ziemi skończyło się na dobre, dom miał zaledwie parę pęknięć, a godzina rozpoczęcia zajęć zbliżała się nieubłagalnie. Muradi kończył właśnie śniadanie, gdy usłyszał hałas. Wyjrzał przez okno – ludzie z wioski w panice biegli ulicą. Chłopiec wypadł na ganek.

– Tsunami! TSUNAMI!!! – usłyszał

Nie było sekundy do stracenia, wodę było już widać. Brązowożółta fala z sykiem płynęła w kierunku kolejnych domów, niosąc deski pożartych ścian, konstrukcje połkniętych dachów, przedmioty, śmieci, utopione już zwierzęta.

Muradi, siostra i rodzice jak stali, rzucili sie do ucieczki. Ten dzień i kolejne trzy noce przekoczowali w górach.

Popołudniem pierwszego dnia ojciec wraz z wujkiem zeszli na nizinę. Dom Muradiego stał blisko gór, tsunami zaledwie go liznęło. Zabrali więc wszystkie koce, cały zapas jedzenia i co sił w nogach wracali w kierunku gór. A potem zeszli po raz drugi – szukać tych co jeszcze żyli. Ludzie wiedzieli doskonale, że po pierwszej fali mogą przyjść następne, więc tylko najodważniejsi lub najbardziej zdesperowani odważali się iść do wioski. To co opowiadali po powrocie, przechodziło ludzkie pojęcie. Zrujnowane domy, szlam i wszędobylski smród rozkładu. I wszędzie ciała – tych co nie zdążyli uciec. 

Ludzi z Lamna odcięło od świata. Dwie drogi prowadzące do wioski zabrało tsunami, pierścień stromych gór uniemożliwiał dotarcie od lądu. Muradi nie zdawał sobie wówczas sprawy, że w takiej samej sytuacji są dziesiątki tysięcy ludzi wzdłuż wybrzeża Oceanu Indyjskiego. Nie było jedzenia, wodę pito prosto z rzeki. Nie było lekarstw, w zakażone rany wdawała się gangrena, chorzy wyli z bólu. Topikalne słońce grzało jak opętane, a słodkawy smród rozkładu doprowadzał do mdłości. Mało kto jednak zapuszczał się tam, gdzie kilka dni temu stała wioska. Bo tam był ocean, a on w każdej chwili mógł wznieść dwudziestometrową pięść i pozbawić życia tych, co cudem przetrwali.

 

Linia brzegowa Lamna przed i po tsunami 2004. źródło: https://steemit.com/@putraabdal

 

A ci, co przetrwali, mowili że to kara Allaha za lata wojny domowej, że to potop, który zesłał Bóg, by zniszczyć niesprawiedliwych i przywrócić pokój w nękanej konfliktem prowincji. Faktycznie, skala tragedii była niewyobrażalna. W przeciągu kilku godzin tsunami obróciło w ruinę całe zachodnie wybrzeże Sumatry, zmiatając życie z wysp, zalewając wioski, wchodząc głęboko w ląd, zabierając tysiące żyć zupełnie zaskoczonych nim ludzi. Dokonało czegoś, czego nie dokonały lata wojennej zawieruchy, konfliktu w którym cierpieli najbardziej zwykli, mieszkający w rozsianych po Aceh wioskach muzułmanie, a potem popędziło siać zniszczenie dalej – na wybrzeże Tajlandii, Birmy, Indii, Sri Lanki, a nawet oddalonej o 4500 km afrykańskiej Somalii.

 

Mapa krajów dotkniętych uderzeniem Boxing Day Tsunami. Źródło: Wikipedia.

 

 

Banda Aceh 2018

W Aceh nie ma turystów. Są piękne, białe plaże, turkusowa woda, dziewicze wyspy, gęsta dżungla z populacją orangutanów, tygrysów sumatryjskich i dzikich słoni, ale mało kto się tu zapuszcza. Lata wojny domowej, co jakiś czas nagłaśnianej w zachodniej prasie, tragedia bożonarodzeniowego tsunami oraz oficjalnie obowiązujące prawo szariatu pospołu sprawiły, że turyści wciąż trzymają się od tej prowincji z daleka. I może by się to już zmieniło, gdyby nie podsycały strachu podawane z ust do ust stare ostrzeżenia rządowe, od dawna zdjęte ze stron zagranicznych ambasad.

Pewnie i ja – wiedziona troską o Gaję – bym tu nie zawitała, gdyby nie couchsurfing. No bo gdzie najlepiej zasięgnąć języka na temat bezpieczeństwa, jak nie u lokalnych ludzi?

Napisałam więc do dziesięciu losowo wybranych z CS osób:

Jestem białą kobietą, chrześcijanką i samotną matką. Podróżuję tylko z moją córeczką. Bardzo chcialabym przyjechać do Aceh, ale cały świat mówi, że u Was jest niebezpiecznie. Czy to prawda? Nie spieszcie się proszę z odpowiedzią. Zapytajcie rodziców, imama, policję. Zasięgnijcie języka i dopiero jak upewnicie się, jak jest – odpiszcie.

I dziesięc osób, w przeciągu kilku dni odpisało:

Aceh jest pięknym, bezpiecznym miejscem. Zły czas to już przeszłość. Przyjeżdżaj, czekamy na Ciebie.

 

gaja i ryz

Gaja i ryż. /Tsunami/

Przyjechałam więc i spędziłam w Aceh piękne 3 tygodnie. Dzięki Rezie, Dewie, Muradiemu i Armadzie zobaczyłam kawał prowincji, a teraz stoję nad brzegiem morza w Lamnie. To prawda, życie tu spokojne, ludzie – choć konserwatywni – to bardzo życzliwi, a dzieci ciekawe świata. Acehański couchsurfing działa w najpiękniejszym wydaniu, choć oczywiście i nie brak tu naciągaczy. Tych na szczęście łatwo odróżnić po couchsurferowych referencjach.

Stoję nad brzegiem morza i napatruję się wyrastającymi wprost z wody, dzikozielonymi górami, turkusowym niebiem, białym pieszczącym oko piachem i falującymi zielenią ryżowymi polami. Tylko na ocean nie mogę patrzyć ze spokojem. Od tragedii tsunami dzieli nas już czternaście lat. Już opłakano i pogrzebano zmarłych, na gruzach miast i wiosek – z pomocą wstrząśniętego skalą nieszczęścia świata – powyrastały nowe domy, potrzaskane śmiercią najbliższych rodziny zrosły się w nowe.

 

Puszczamy latawiec. Banda Aceh, Indonezja.

 

Świat rękami NGO-sów zrobił mnóstwo dobrej roboty, dając ludziom domy, prace i możliwość odbudowania życia. I życie odrodziło się tu znów – w pięknej postaci. Niemniej jednak drzemiąca siła oceanu nie daje mi spokoju. Stoję więc nad jego brzegiem, tuż obok chłopaków, woda z regularnym rykiem wtacza się na plaże. Dzis jest wietrzny dzień – wieje od morza, dwumetrowe fale straszą swym rozmiarem. A dwudziestometrowe? Wyobrażacie sobie dwudziestometrową falę?.. Wyobrażacie sobie taki ogrom wody z impetem spadającą na Kraków, Poznań czy Warszawę? Wyobrażacie sobie żółtobrązowe morze z prędkością pociągu ekspresowego zalewające zrujnowane trzęsieniem ziemi ulice?..

 

Wieczór nad Oceanem, Lamno, Aceh, Indonezja.

 

Stoję nad brzegiem oceanu i mam ciary na plecach. W oczach, w myślach mam tsunami. I jeśli we mnie, tylko na podstawie opowieści chłopaków i eskpozycji widzianej w Muzeum zrodził się taki lęk, to z jakich rozmiarów traumą zmagają się Ci, którzy kataklizm przeżyli? Obejmuję w myślach Muradiego, obejmuję Rezę. Każdy z nich stracił w tsunami członków rodziny, kogoś z przyjaciół, z sąsiadów i znajomych. Obejmuję w myślach – bo prawo szariatu nie pozwoli zrobić mi tego w rzeczywistości – ale nie ukrywam łez, wracam do tematu kilkanaście razy. Chłopaki cierpliwie odpowiadają na moje pytania, odsłaniają kolejne obrazy tragedii sprzed lat. Dziękuję im, że mi o tym mówią. Oni dziękują, że chcę słuchać. A potem siedzimy nad brzegiem wieczornego oceanu, wpatrzeni w dal, a ja wciąże próbuję ogarnąć nieogarnialne – rozmiar traumy, przez jaką oni – jako chłopcy przeszli. I myśli moje biegną do jeszcze jednej osoby, której nie znam osobiście, ale na której tsunami też odcisnęło swoje piętno. 

 

Michał

Poznajcie proszę Michała Przedlackiego. Poznajcie go i znajcie, i śledźcie to co robi z wielu powodów. I wspierajcie go w działaniu, bo jest taką naszą ręką docierającą tam, gdzie my nie docieramy. Michał od lat pracuje dla czeskiej organizacji humanitarnej „People in Need”, regularnie jeździ do Syrii, także do Aleppo, robiąc niewyobrażalne – czyli pomagając ludziom TAM, na miejscu. O Michale poczytacie w wielu miejscach internetu, między innymi TUTAJ, i TUTAJ i TUTAJ, a TUTAJ zobaczycie zwiastun filmu dokumentalnego „Aleppo. Notatki z ciemności.”, którego Michał jest współtwórcą. Za jego zgodą publikuję też link (TUTAJ) do jego wstrząsających i bardzo osobistych wspomnień ze Sri Lanki, z owego fatalnego dnia, kiedy uderzyło tsunami. 

 

lamno indonesia aceh

Lamno, z pomocą NGO-sów zostało odbudowane, ale nie w starym miejscu, ale w głębi lądu, przy głównej szosie. I choć minęło tyle lat, wciąż są ludzie, którzy z niepokojem spoglądają w kierunku Oceanu.. Lamno, Aceh, Indonezja. 

***

Jeśli zaplanujecie przyjazd na Sumatrę – odwiedźcie i Aceh. Wejdźcie w dżunglę nie w turystycznym Bukit Lawang, ale w dzikim, acehańskim Ketambe z Armadą, który pokaże Wam żerujące orangutany, pojedźcie do Banda Aceh i oprócz objadania się tamtejszym jedzeniem, koniecznie zaglądnijcie do Muzeum Tsunami oraz zobaczcie barki i statki, które fala zaniosła daleko w ląd. Stoją tam do dzisiaj, otoczone domami, przypominając o potwornej sile oceanu. Wyskoczcie też na Pulau Weh, na której nie byłam, trafiając akurat na kilkudniowy sztorm, ale o której wszyscy mówią, że piękna jest, albo pojedzcie na jedną z acehańskich plaż, które w różnych odsłonach ciągną się aż do Sibolgi. Po drodze, podziwiając zielone, strome góry i falujący błękit oceanu, zahaczcie też o CRU Sampoiniet, gdzie możecie wykąpać słonie w rzece i pobyć głęboko w dżungli, przy okazji wspomagając ten ubogi ośrodek Waszymi finansami, albo odwiedzcie Takengon, by spróbować jedynej w swym rodzaju kawy, uprawianej tam przez lud Gayo. Aceh ma wiele do zaoferowania, a jak wygląda same Lamno, malutki skraweczek prowincji, zobaczyć możecie tutaj:

 

 

Post scriptum

W jaki sposób dotyczyło mnie prawo szariatu? W taki sam – jak i w całej muzułmańskiej Indonezji. „Podróżuj globalnie – ubieraj się lokalnie” – sugerują gdzieniegdzie bilboardy. Tak więc podkoszulek z rękawkiem, spódnica/spodnie za kolana i było ok. Gdy mieszkałam z Muradim w jego wiosce ubierałam często chustkę na głowę, wiedząc, że będzie to odebrane jako ukłon w stronę żyjącej tam społeczności. No i – robiąc różne wypady w okolicę, zawsze jeździliśmy w obstawie kumpli „przyzwoitek”, jako że mężczyzna i kobieta nie mogą zostać sam na sam. Ale znów z Reza podróżowalismy sami i nie było z tym żadnego problemu, tak więc nawet w konserwatywnym Aceh „co dom to zwyczaj”. Zachęcam Was serdecznie do couchsurfingu i otwarcia się na lokalnych mieszkańców, którzy chętnie dzielić sie będą opowieściami o regionie. A chętne na wspólne spotkanie, mówiące po angielsku osoby na bank przez couchsufring znajdziecie. 

 

crusampoiniet aceh indonezja

Kąpiel słonia. CRU Sampoiniet. Aceh, Indonezja.

gaja and armada trekking ketambe aceh indonesia

Gaja i Armada szukają orangutanów. Trekking w Ketambe, Aceh, Indonezja

english lesson lamno aceh indonesia

Lekcja języka angielskiego. Lamno, Aceh, Indonezja.

 

.

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

22
Dodaj komentarz

avatar
13 Comment threads
9 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
OlgaMartynaAgataRenia Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Olga
Gość
Olga

Piękny filmik z Aceh! Wzruszylam się! Widać jak bardzo jesteście tam szczęśliwe. Pozdrawiam i ślę Wam dobre myśli 🙂

Martyna
Gość
Martyna

Asia! Jestem tak poruszona każdym Twoim wpisem, a teraz jeszcze to cudowne nagranie <3 Nie chcę nic mówić, ale jak w końcu wrócicie do Krakowa i zapragniesz zrobić slajdowisko to czeka Cię chyba wynajem Audytorium Maximum 😀

Anonimowo
Gość

Asiu, jak zawsze Twoje historie czytam z zainteresowaniem i przejęciem. Bardzo Ci dziękuję za przybliżenie tak odległego świata

Anonimowo
Gość

Pokora wobec ziemi i natury.

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Szalona.. I lęk.. Wciąż go tu czuje..

Anonimowo
Gość

Pięknie TO opisałaś…♥️

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Dziękuję Agata..

Agata
Gość
Agata

Pięknie opisałaś TO co zobaczyłaś…

Anonimowo
Gość

Piękny wpis.Pamietam to tsunami były to moje pierwsze święta w Irlandii.Kiedy mój syn rano mnie obudził i powiedział mamo włącz telewizor coś strasznego stało się w Indonezjii. Dla mnie te pierwsze święta już nie były tak radosne,kiedy zdałam sobie sprawę z ogromu tragedii ☹

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Tak.. Tsunami przyszło w Boże Narodzenie. Jasne, że dla muzułmanów to dzień jak codzień, ale dla mnie data tragedii była powodem do zadania sobie dodatkowych pytań..

Anonimowo
Gość

Piękna opowieść Asiu

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Piękna i smutna zarazem..

Renia
Gość
Renia

Piękna opowieść Asiu O strasznym dla tych ludzi czasie. Do tej pory czytałam i oglądałam opowieści o tsunami z punktu widzenia turystów którzy je przeżyli. Przerażające, tragiczne, ale… oni w końcu wrócili do swoich domów, świata nietkniętego katastrofą. Ludzie o których piszesz oprócz niewyobrażalnej traumy musieli żyć i budować swoje życie od nowa w spustoszonym miejscu.

Anonimowo
Gość

Dzięki Asieñko za podzielenie się tym przypadku przejmującym wpisem…. Też mi skóra cierpła i ciarki chodziły na wyobrażenie sobie tej tragedii… Dzięki że byłaś tam czuję że jakby i w naszym imieniu, wspaniale że dane Ci było poznać tych wszystkich dobrych prostych ludzi. Och Asiu, robisz tyle dobrej roboty dla innych ludzi…♥️

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Głowa mała Kasienka, co oni przeżyli. Głowa też mała jak się z nimi zwiazałyśmy, tęsknię za nimi przeokropnie..

Anonimowo
Gość

Somos dos – migawki z podróży Małej i Dużej nie dziwię się, rozumiem…

Anonimowo
Gość

Ten fim z tsunami jest porażający…

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

W necie jest ich więcej. Wszystkie równie przerażające..

Anonimowo
Gość

Dziękuję.
Wszystkiego dobrego Dziewczyny.

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Magda, to my dziękujemy. Serdeczności!.

Anonimowo
Gość

I smutno i pięknie. Mieszają mi się uczucia po tym wpisie. Ale chciałabym bardzo to miejsce odwiedzić, poczuć, odczarować po swojemu tę tragedię.

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Przyjedz, pobądź, posłuchaj ich opowieści.. Choć tak możemy pomóc, przez bycie z nimi, słuchanie I zwykle ludzkie współodczuwanie.. Nigdy nie zapomnę tych opowieści, twarzy chłopaków i Aceh..

x

Check Also

Wodospad Sekumpul – ósmy cud świata

Wodospad Sekumpul nie bez kozery zwany jest ósmym cudem świata. Leżący na ...