nie przegap
Home / AZJA / Indonesia / Wodospad Sekumpul – ósmy cud świata

Wodospad Sekumpul – ósmy cud świata

Wodospad Sekumpul nie bez kozery zwany jest ósmym cudem świata. Leżący na północy Bali, długi czas znany był tylko miejscowym ludziom, relatywnie niedawno został dopiero przygotowany do odwiedzin dla szerszej publiczności.

Z gustami generalnie się nie dyskutuje, więc macie prawo stwierdzić, że Wodospad Sekumpul wcale ósmym cudem świata nie jest. Na nas rzucił jednak czar, więc bezwzględnie uznałyśmy go za numer jeden na naszej liście ulubionych wodospadów na Bali. Przynajmniej na tą chwilę.

Do Sekumpul można dojechać z dwóch kierunków – od trasy Singaraja – Mengwitani – Denpasar, co jest wygodne przy podróży z południa oraz z północy, lokalnymi drogami, od północy.

 

Sekumpul, Bali, Indonesia

Do wodospadu Sekumpul można dostać się z drogi północ-południe, w oznaczonym miejscu skręcając w kierunku miejscowości Lemukih. Zejście do wodospadów oznaczone jest wyraźnie, w okolicy są domki, nie ma problemu by dopytać o drogę. Można też dojechać od północy, wjeżdżając w wyspę na wysokości miejscowości Kerobokan, albo Giri Emas.

 

My, mieszkając w Lovina wybrałyśmy oczywiście lokalne dróżki, na których mnóstwo pięknych świątyń i balijskiego, nieturystycznego życia. Zaletą podjazdu od morza jest także brak specjalnych wystromień, co może mieć znaczenie przy zjeździe w przypadku wysłużonego skutera z automatyczną skrzynią biegów. Hostka przestrzegała mnie przed ciągłym hamowaniem hamulcami ręcznymi (innej opcji automat nie ma) oraz ich awarią. Mówiła z autopsji, bo sama miała wypadek przy zjeździe, bogom dziękować, niegroźny.

 

mapa dojazdu do wodospad Sekumpul

Mapa dojazdu do południowego wejścia na wodospad Sekumpul.

 

Wycieczka na wodospady – bo jak się okazuje, obok Sekumpul jest jeszcze kompleks innej podtrójnej kaskady, zajęła nam cały dzień, ale tylko dlatego, że non stop zatrzymywałyśmy się – to zajrzeć do świątyńki, to kupić ryż z kurczakiem, to popatrzyć na piękny widok, to zachwycić się tytoniowym polem. Bo sama jazda po Bali to przygoda, więc celebrowałyśmy ją niespiesznie, ciesząc się każdym momentem!

 

W drodze na wodospad Sekumpul. Indonezja, Bali.

 

W efekcie do Sekumpul dojechałyśmy juz mocnym popołudniem. Wejście na wodospady zaczyna się od parkingu (5 tyś/motor). Część pojazdów parkowała jednak przy drodze, poza strzeżonym miejcem. Po zaparkowaniu motoru najpierw musiałyśmy przebić się przez grupę zapraszających w drogę przewodników (nie bierzcie, droga prosta jak bat), a potem po prostu iść przed siebie. W zasadzie idzie się pomiędzy rozsypanymi przy drodze domami, by przy jednej z jadłodajni, adekwatnie do wskazań z Maps.me, skręcić asfaltową dróżką w lewo. Potem już wystarczy trzymać się owego asfaltu, maszerując najpierw wzdłuż nawadniającego kanału, a potem – schodząc stopniami w dół. Z czasem dochodzi się do kasy, gdzie po zapłaceniu 20 tyś rupii/os dorosłą (dzieci gratis) za wstęp, można ruszać dalej.

 

on the way to Sekumpul Waterfall, Bali, Indonesia

Śmigus-Dyngus po drodze na wodospad Sekumpul. Bali, Indonesia

 

Schody, po których się idzie są betonowe, dobrze przygotowane, w większości miejsc jest barierka, a prowadza one zygzakami w dół doliny. Potem jeszcze wystarczy przejść 2 strumienie (nam się suchą noga nie udało, chociaż są płytkie) i bach, jest się pod wodospadem, chociaż zarówno Sekumpul, jak i ten drugi można śmiało podglądać ze schodów, które same w sobie służą za doskonały punkt widokowy. 

 

on the way to Sekumpul Waterfall, Bali, Indonesia

W drodze na wodospad Sekumpul. Bali, Indonesia

on the way to Sekumpul Waterfall, Bali, Indonesia

W drodze na wodospad Sekumpul. Bali, Indonesia

 

Wodospad zaparł nam dech w piersiach. Zbliżał się wieczór, parę osób, które były przy wodospadzie powoli zbierało się do odejścia. Nim mineło kilka chwil, zostałyśmy same. Wpatrywałyśmy się w spadające w dół tony wody z podziwem i jakąś taka nabożnością. Gaj próbował nadążyć wzrokiem za kropelkami, potem pobiegł sprawdzić jej temperaturę z nadzieją na kąpiel. Woda, jak przystało na góry, była lodowata.

 

Wodospad Sekumpul. Bali, Indonesia.

 

– Mama, jeść! – żołądek Gajki zaczął domagać się swych praw. Wieczorem, przytłumiony przez upał apetyt wracał ze zdwojoną siłą. Wyciągnęłam więc, kupiony w lokalnej restauracji smażony kurczak z ryżem, który wciąż był gorący i rozpoczęłyśmy piknik. Późny obiad smakował doskonale!

 

Piknik pod wodospadem Sekumpul. Bali, Indonesia

 

Gdy schodziłyśmy w dół, wzrok moj odkrył schody na przeciwległym zboczu. Byłam pewna, że prowadzą na górę Sekumpul, choć sam początek drogi znajdował się jakieś 300 m dalej od miejsca, gdzie spadał. Zmobilizowałam więc Gajke i – nieco z mozołem, bo stopnie były stromsze – zaczęłyśmy wspinać się w górę. Gdy wreszcie wdrapałyśmy się na wypatrzone z przeciwległej skały miejsce , ku naszemu zdziwieniu nie było tam żywego ducha. Otworzyłyśmy więc sobie brame prowadzącą do progu skalnego, z którego woda obsuwała się z łomotem w dól, usiadłyśmy sobie na ławeczce obok i zaczęłyśmy oglądać niebiański spektakl barw zachodzącego za górami słońca.

Nie dane nam było jednak cieszyć się długo ani widokiem, ani spokojem i pięknem tego miejsca. Wciąż miałam z tył głowy, że za kilkanaście minut będzie zupełnie ciemno. W zasadzie problemu nie było, droga prosta, wszędzie barierki i wygodne stopnie, latarka w komórce. Zgubić się nie zgubimy, ale mimo wszystko chciałam przy resztkach światła dojść przynajmniej do pierwszych zabudowań.

Schodząc, zauważyłyśmy dróżkę odchodzącą w bok, biegnącą… no właśnie, już nie było czasu sprawdzac. Gaja poleciała jeszcze kawałek, ale zawołałam ja z powrotem. Musiałyśmy się spieszyć.

Z tego samego powodu, gdy już dotarłysmy na dno wąwozu, nie poszłyśmy w kierunku drugiego wodospadu, który był w odległości maksymalnie 10 minut drogi. Gdybyście tam szli – pamiętajcie, że po drodze prawdopodobnie spotkacie kolejną kasę, gdzie trzeba będzie uiścić następną zapłatę (przypuszczam, że też 20 tys rupias – jeśli jest inaczej, pls, napiszcie w komentarzu) 

Westchnęłyśmy więc ciężko i, przekroczywszy strumien wygodnym mostkiem, zaczęłyśmy piąć się w górę. Nagle zaskoczyła nas strzałeczka EXIT, prowadząca w zupełnie innym kierunku.

– Co robimy mamo? – zapytał Gaj – Wracamy, jak przyszłyśmy, czy idziemy nową ścieżką?

– Nową! – zadecydowałam. Nawet jak nas wyprowadzi na manowce, wciąż będzie łatwo się wrócić.

– To ja liczę schody! – zadecydował maluch, bo niedawno opanowana umiejętność liczenia do stu napawała go olbrzymią dumą

Światło gasło. Pod drzewami zwisającymi nad ścieżką panował mrok.

– Sześćdziesiąt siedem.. Sześćdziesiąt osiem.. – sapało moje dziecko – Sześćdziesiąt dziewięć..

– Mamo, patrz! Jaka fajna wieża widokowa! – zakrzyknęła Gaja dokładnie przy dziewięćdziesiątym dziewiątym stopniu – wdrapiemy się?

– Jasne, że się wdrapiemy! 

Co prawda na stopniach naklejona karteczka żądająca 5 tyś rupii za tą przyjemność, jednakże o tej porze nie było tu żywego ducha. Na wieży za to były.. cymbały.  Gaj nie zastanowiając się wiele złapał za pałeczki, i na balijskich ksylofonach zaczął wygrywać swoje melodie, które płynęły gdzieś w stronę zachodzącego słońca, rozpływając się w okrywającym nas z wolna mroku. Ale tn mrok już nie miał znaczenia. Byłyśmy przy pierwszych domkach, a tu, na platformie działa się magia. Siedziałam więc sobie z Gajonem, malec grał, a ja patrzyłam w przestrzeń, tak po prostu sycąc się tą chwilą..

 

 

Do motoru wracałyśmy już po ciemku. Oczywiscie, jak to w niemuzułmańskiej wiosce były psy. Kilka razy obszczekały nas z bezpiecznej odległości, ale gdy już prawie byłyśmy na parkingu, stanęła przed nami grupa czterech dużych psich rzezimieszków. Widziałyśmy ją z daleka, było ciemno, grupa szła w naszą stronę. Mając bardzo złe doświadczenia z psami, wycofałam się czym prędzej i zaczęłam myśleć co dalej. Gdy już miałam zapukac do pobliskiego domu z prośbą o pomoc, z przeciwka nadjechał motor. Psy rzuciły natychmiast za nim, ujadając zaciekle, motor jednak był szybszy. Zamachałam ręką, maszyna zatrzymała sie tuż przy nas. W słabym świetle latarni dojrzałam ciemne, sympatyczne oczy.

– Dobry wieczór. Potrzebujemy pomocy. Nie możemy dostać się na parking. Boimy sie psów. Przewiózł by nas Pan na drugą stronę?

Szczęściem chłopak mówił po angielsku.

– Wsiadajcie, zawiozę Was na miejsce. Nogi do góry! Te psy po zmroku to zawsze problem.

Nieco przestraszona usiadłam za kierowcą, Gaja natomiast dostała miejsce przed. Nasze nogi od razu powędrowały w górę. Motor rozpędził się i wiuuuu…

– HAU HAU HAU!!!.. – rozległo się wściekłe szczekanie i dwa psy rzuciły się do naszych nóg. Na szczęscie ścigały nas tylko parę metrów i zawróciły. Gaja piszczała przestraszona. 

– Już po wszystkim Gajku, po wszystkim.. Dziękuje, możemy już wysiąść. Tu już jest bezpiecznie.

– Daj spokoj! – uśmiechnął się kierowca – Podrzucę Was już na parking.

Jak rzekł – tak zrobił. W parę chwil byłyśmy na parkingu, a godzinę później meldowałyśmy się pod lovińska statułą delfina, u Liny, naszej hostki, na wspaniałych lodach Antarctica Ice Cream, które oczywiście Gaja własnoręcznie nam zrobiła. 

 

 

 

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Kamila Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kamila
Gość
Kamila

Cudowne zdjęcia i opis 💚 w końcu ktoś wpadł na to żeby zaznaczyć na mapce gdzie w rzeczywistości można znaleźć dane miejsce. Dziękuję! 😊

x

Check Also

Wodospad Aling Aling w całej swojej mrocznej krasie. Bali, Indonezja.

Wodospad Aling Align

Wodospad Aling Aling jest łatwo dostępny zarówno od strony głównej trasy Singaraja ...