nie przegap
Home / Polecam / Gościnnie / Wolontariat jezykowy w Hiszpanii

Wolontariat jezykowy w Hiszpanii

Podróżnicy dążą do doświadczenia każdego kraju jak najgłębiej. Zamiast zostać w bezosobowym hotelu wolą zobaczyć autentyczne, intymne zakamarki miast i wsi, niedostępne dla przeciętnego turysty. Pragną skosztować prawdziwego życia, nie pomijając jego brzydkiej strony. Nie chcą stać się celem łatwego zarobku, a częścią lokalnej społeczności. Przy odrobinie determinacji istnieją na to liczne sposoby, z których ja zdecydowałam się wybrać wolontariat językowy w Hiszpanii.

Miałam wielkie szczęście urodzić się w rodzinie backpackerów. Miałam szczęście, bo nie musiałam zaczynać od rzucenia pracy w korpo czy przerwania studiów, by pełna niepewności kupować bilet w jedną stronę – gdzieś bardzo daleko. Uczyłam się podróżowania od dzieciaka, tak jak Gajka. Bez taryfy ulgowej dźwigałam plecak, chodziłam dziesiątki kilometrów. Jeździłam stopem, trzecią klasą tajskiego pociągu, na pace pick-upa, ewentualnie siedmioosobowym autem w piętnaście osób. Odwiedziłam sześć kontynentów. Mam zaledwie 18 lat… i blisko 18 lat doświadczenia w podróżowaniu. I teraz przyszedł czas na moją pierwszą, samotną podróż.

 

Rodzina turecka

Dzieciństwo w podróży – z rodzina naszych tureckich hostów.  Fot. Archiwum rodzinne pp. Wojdyłów /Wolontariat językowy w Hiszpanii/

 

Na początek zdecydowałam się na wolontariat językowy. Nie za daleko – bo w Europie, nie za długo – bo jedynie na miesiąc. Zaczęłam od szukania szczęścia przez workaway – fajna strona – za minimalną opłatą wstępną łączy podróżników z hostami, którzy potrzebują niewielkiej pomocy. Rodzina, z którą się umówiłam nie mogła mnie przyjąć aż do września, co nie do końca odpowiadało moim planom, ale od nich właśnie usłyszałam: ‘’Hania, mam koleżankę w innym mieście, ona też ma córkę, która musi ćwiczyć angielski. To cudowni ludzie, zaopiekują się Tobą”. Uwierzyłam jej, zawsze wierzę, przecież tyle razy przekonałam się w podróży, że ludzie są dobrzy.

I tak stałam się częścią andaluzkiej rodziny. Zasady były proste – w zamian za gościnę i jedzenie, miałam rozmawiać z dwunastoletnią Maribel i codziennie przeprowadzić z nią lekcję angielskiego. Zostałam trochę nauczycielką, poniekąd starszą siostrą. Żyłam tak jak oni. Razem gotowaliśmy i celebrowaliśmy posiłki. Odwiedzaliśmy znajomych, wkrótce znałam całą dzielnicę. Razem świętowaliśmy zakończenie szkoły Maribel i oglądaliśmy ją w finale konkursu tańca. No właśnie, taniec… podziwialiśmy flamenco, na dachu miejscowego klubu artystycznego – to była ich ulubiona piątkowo nocna aktywność. Obowiązkowo, cali wymalowani kibicowaliśmy Hiszpanii w mistrzostwach. Wygłupialiśmy się w wodzie, z resztą, kiedy my się nie wygłupialiśmy? W Noc Świętojańską bawiliśmy się do rana na imprezie u sąsiadów. To był moja ostatni wieczór, bikini leżało głęboko w plecaku, właśnie wysuszyłam włosy i choć zazwyczaj nie mam – tym razem miałam makijaż. Gotowa do wyjścia, usłyszałam serdeczny śmiech: ‘’Oj Hania, nie wiedziałaś, że przyjęcie jest na basenie? I, że o północy polewamy się wodą z morza, bo to tradycja?”

 

La noche de San Juan, Espania

La noche de San Juan – świętujemy Noc Świętojańską. Fot. Archiwum rodzinne pp. Wojdyłów/Wolontariat jezykowy w Hiszpanii/

 

Nie wiedziałam, ale teraz już wiem. Mimo, że wcześniej byłam wiele razy w Hiszpanii, to właśnie po tym miesiącu wiem o niej dużo więcej. O ludziach, zwyczajach, o normalnym, codziennym życiu. Choć to ja miałam występować w roli nauczycielki, wyniosłam nie mniej niż moja uczennica. Przez codzienne sytuacje, nieustanną konieczność używania języka, wzbogaciłam hiszpańskie słownictwo. Pomagając w kuchni nauczyłam się przygotowywać tradycyjne i nowoczesne dania.

 

Koniec szkoły Maribel -zdjęcie z moją hostką Lolą (1)

Moja hostka Lola.  Fot. Archiwum rodzinne pp. Wojdyłów/Wolontariat jezykowy w Hiszpanii/

 

Czy zawsze było kolorowo? Nie, ale to normalne. Zwykle decydujemy się na samotną podróż, żeby uciec od społeczeństwa, zyskać niezależność. Ale ja nie mieszkałam w hostelu, gdzie byłabym kolejnym gościem, tylko w domu. U prawdziwych ludzi, którzy o mnie dbają, którzy się starają, których mogę niechcący urazić, z którymi mogą mnie skłócić różnice kulturowe. Ale właśnie tego brakuje nam w klasycznej wyprawie, prawda? Ludzi, z którymi budujemy rodzinną więź, o którą trzeba dbać.

Wszystkim, którzy chcą spróbować innej formy podróży, szczerze polecam wolontariat językowy. Albo każdą inną formę wolontariatu, oczywiście taką, która nie opiera się na wykorzystywaniu osób o dobrych sercach [czy krzywdzeniu innych (uwaga, praca w domach dziecka!)- dop. Somos Dos], a współpracy lokalnych ludzi z wolontariuszami.

Dla osób, które nie czują się wystarczająco pewnie w angielskim żeby go nauczać, a chciałyby poznać jakiś kraj od innej strony, proponuję np. pomoc na małej, rodzinnej farmie lub w hostelu. Fajną organizacją, dzięki której można podróżować bardzo tanio, bardzo autentycznie i przy okazji pomóc mieszkańcom jest workaway. Wypróbowałam ją od obu stron – byłam i będę wolontariuszką, a moja rodzina działa w Polsce jako host (co jest również świetnym doświadczeniem – kiedy nie możemy akurat podróżować – podróże przyjeżdżają do nas same!)

Bardzo dziękuję pani Asi za zaproszenie mnie do podzielenia się moją historią.

Hanna Wojdyła

 

***

Post scriptum

A ja serdecznie ze swej strony zapraszam Was do poczytania o spotkanym na naszej drodze Wolontariacie w Indonezji (klik) oraz o niezapomnianym wolontariacie w Mari – Mari – maciupkim resorcie na malezyjskiej wyspie. To historie o dwóch z kilku wolontariatów, w których wzięłyśmy z Gajonem udział.

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

5
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Somos dos - migawki z podróży Małej i DużejMarta Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marta
Gość
Marta

Wolontariat jest świetnym rozwiązaniem, aby poznawać świat. Moja przyjaciółka studiuje medycynę, przez co ma możliwość jako wolontariusz medyczny podróżować do Afryki, gdzie pomaga tutejszym dzieciom. Co prawda musi pewną część kosztów pokryć, ale z pewnością są to wspomnienia do końca życia.

Anonimowo
Gość

Ja działałam ba workcampach przy SCI, polski odpowiednik „Jeden Świat org”. Nie wiem czy nadal działają, ale na pewno warto brać udział w prawdziwym wolontariacie! I workaway jest super!❤️ Dzięki za ten post o wspaniałym dorosłym z dziecka podróżnika

Gość

O widzisz! Nie miałam pojęcia o takiej opcji! Dziękuję! A co do podziękowań, to ja Hance dziękuję, że jej się chciało:)

Anonimowo
Gość

Dopiero co przeszukiwalam internet w poszukiwaniu wolontariatu i faktycznie są wyłącznie płatne programy. Dziękuję za tą wiedzę ❣️

Gość

Prawda? Nóż się w kieszeni otwiera, grrr!..