Home / Ameryka / Panama / Z piratami w dal

Z piratami w dal

Kontynuacja tekstu http://somosdos.pl/2015/11/ustupu-epopei-ciag-dalszy/

 

 

– Asia.. – przebudza mnie z pierwszego snu wyraźny szept Danieli – Asiaaaa..

– CO? Co się dzieje???

– Asiaaa.. Przepraszam, że Cię budzę.. Ale wiesz, nie mogę spać i tak o tym wszystkim myślę.. A co jeśli ten statek wypłynie wcześniej. No wiesz, żeby nie musieć wywiązywać się z zobowiązania?..

No tak, nie tylko mnie gnębiła ta myśl. To powszechny proceder – naobiecywać, wiedząc że i tak się z tego obiecujący nie wywiąże. W ten sposób przecież odpłynęło nam 5 barek z Puerto Leguizamo – każda umawiała się z nami na godzinę, a potem dziwnie znikała. Logistyka pilnowania wówczas nie wchodziła w grę – koczowanie na kei, w dżungli, w nocy i w dodatku w strugach deszczu zdecydowanie odpadało. Tu natomiast miałyśmy pewną przewagę – wiedziałyśmy, że piraci w nocy nie odpłyną. Archipelag San Blas jest trudnym obszarem do żeglugi, nawet jak się zna go na pamięć. Mielizny, skały podwodne, wąskie przejścia między wyspami, prądy i zero świateł nawigacyjnych. Żaden stateczek – jeśli na prawdę nie musi – nie będzie ryzykował wypłynięcia nocą. O brzasku tak. Nocą nie. Tak więc musiałyśmy być na kei jeszcze o zmroku.

Budzik zadzwonił o 4.30. O 5 am ruszyłyśmy tachając plecaki na pirs. Statek stał uśpiony. Daniela została na straży plecaków i stateczku, a ja wróciłam się po nosidło i śpiącą Gajkę. 5.40 meldowałyśmy się już na pomoście. Stateczek dalej spał jak zabity. Czas płynał. 6.00, 6.30, 7.00. Gaj już się dawno obudził, a stateczek spał. Dopiero o 7.30 zaczął się tam nieśmiały ruch.

 

 

– No, ciekawe ile to jeszcze potrwa – skomentowałam sytuację. Chłopaki wolno wychodzili na keje, przeciagali się, zaspanym wzrokiem omiatali rzeczywistość. Wyglądało na to, że nikomu nigdzie się nie spieszy, także wielkie było moje zdziwienie, jak 10 minut później nasze plecaki były już na pokładzie, a po kolejnych 10 minutach, cumy leżały już grzecznie na burtach, a Ustupu wolno odsuwało się w dal.

 

 

Jakaż ulga! Żegnałam Ustupu bez żalu, choć już tylu znajomych tam było, nasze ścieżki wydeptane, Gajkowi przyjaciele. Żegnałam bez żalu, bo pomimo tego żyłam tam w nastroju minorowym – czułam się źle, padał, mżył bądź lał deszcz, a wilgotność była gigantyczna. Wszystkie nasze rzeczy – jaki i cały tamtejszy świat – były upstrzone czarnymi plamkami i śmierdziały pleśnią. Mój patent suszenia z tyłu lodówki zawiódł – na Ustupu to cudo techniki mieli tylko najzamożniejsi. I tak właśnie po raz kolejny dotarło do mnie, skąd bieże się popularność ubrań ze sztucznego materiału – w tym trudnym do życia klimacie schną na grzbiecie o niebo szybciej niż bawełna.

 

pb190980

 

Motor terkotał tak głośno, że trudno było rozmawiać, do tego doszedł jeszcze rozkołys od przybiegających z boku fal. Delikatny, ale na tyle zauważalny, że Gai zaczęły ogromnieć oczy. 

– Gaja – zaczęłam snuć opowieść, widząc strach w oczach malucha – a wiesz, że zabrali nas na okręt piraci? Tak, prawdziwi piraci. Będziemy teraz płynąć od wyspy do wyspy, a z każdej z nich coś zabierzemy. A potem, z tymi wszystkimi skarbami popłyniemy na jedną z tysiąca wysp rozsianych wokół nas. Kapitan zna tam drogę. I na tej wyspie, wśród kokosowych palm jest wielka skała, a w tej skale głęboka jaskinia.. Wiesz co w niej jest?..

Opowieść rozwijała się wielowątkowo i coraz bardziej fantastycznie, osiągając swój cel. Drgająca bródka uspokoiła się, a oczy rozszerzała tym razem ciekawość.

– Mamo, a na tej wyspie też jest jaskinia? – pytało mnie dziecko, gdy mijaliśmy kolejna z wysp – A na tej? A na tej? A na tej też zatrzymują się piraci?

-Na tej? Nie, na tej piratów nie było, za to kiedyś żył tutaj pewien człowiek.. – zaczęłam kolejną opowieść, nie mogąc oderwać oczu od przesuwających się wokół nas wysp.

  • pb191082

Archipelag San Blas to przepiekne miejsce. Nas co prawda siekało co chwilę deszczem, a niebo było zasnute  chmurami, ale – uczciwie mowiac – przeprawiałyśmy sie przez niego w trakcie pory mokrej, wiec czegóż innego mogłyśmy oczekiwać. A i pomimo tych niedogodności dalej promieniował pięknem, niezwykłością i tajemnicą.

Legendy mówią, że to tu właśnie rozbił się statek Robinsona, a on sam został wyrzucony na jedna z wysp. A wysp jest tuaj mnóstwo – mówi się że około 400. Trudno jest je wszystkie policzyć, bo niektóre są tak małe jak moja kuchnia, są w zasadzie malutką hałdą piachu wystającą nad lustro wody, czasem na nich nic nie rośnie, a czasem przyozdabia je przypominająca wykrzyknik, samotna palma. Pięknie wyglądają te wyspy nawet w deszczu, a gdy pomyślę, jak mogą wyglądać w porze suchej, gdy świeci słońce, a pogodny błękit nieba zlewa się z klarownym turkusem wody – zapiera mi dech.

Życie turystyczne toczy się głównie na północnym końcu archipelagu, gdzie znajdują się hostele, hotele i campingi, natomiast San Blas jest tak duży, że każdy znajdzie tam miejce dla siebie. Samotnicy czy osoby chcące odciąć się od hałasu świata rzeczywistego i wirtualnego –  mogą wynająć taką malutką wyspę dla siebie. Będąc tu, na miejscu jest to łatwe – miejscowi ludzie błyskawicznie przekierowują do właścicieli takich miejsc. Z odległości jest to nieco trudniejsze – wówczas być może warto poprosić o pośrednictwo któreś z biur podróży.

 

cdn

pb191055

 

 

 

 

 

 

 

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o
x

Check Also

Tylko jak tu pisać bloga?..

  Z tym założeniem bloga wcale nie było łatwo. Gdy planowałam swą ...