Home / AZJA / Indonesia / Zgubiony bagaż

Zgubiony bagaż

Dawno nie ojadłam się takiego strachu.

Ale po kolei.

Kochany host odebrał nas z przystanku. Oczywiście przyjechał swoim motorkiem, więc my – chcąc być przewiezione razem z bagażem musiałyśmy zastosować znaną i wielokrotnie przećwiczoną opcję z ojkiem, czyli tutejszą motocyklową taksówką. Sprawa tym razem była prosta, bo nasz host – jako miejscowy znał ceny i reguły gry, więc w sekundzie mieliśmy dodatkowy motor, na który wrzuciłam nasz transportowy plecak. My z resztą dobytku wskoczyłyśmy na motor naszego hosta.

Jakież było nasze zdumienie, szok i niedowierzanie, gdy pod domem zameldowałyśmy się my, ale bez ojka! A w bagażu z cennych rzeczy – rzecz bardzo cenna – paszporty. Kasę, aparat, nawet karty miałam przy sobie, ale paszportów nie – były schowane głęboko w bagażu. A bagażu ani sladu.

Serce mi stanęło.

– Spokojnie – myślę sobie – to Indonezja, małe miasteczko, wszyscy się tu znają. To nie Ameryka Łacińska, gdzie oczy trzeba mieć 24h naokoło głowy. Zaraz sie znajdzie i ojek, i plecak – i wszyscy się bedziemy śmiac z całej sytuacji.

No cóż, rozsądek wskazywał na zachowanie spokoju, ale noc wywoływała strachy.

A co jeśli się nie znajdzie?.. A co jeśli ojek skręcił celowo nie w tą uliczkę co trzeba?.. A co, jeśli ojek uznał, że bagaż białej na pewno zawiera interesujące go przedmioty?..

 – Asia, wracamy! – zarządził bez wahania host, najwyraźniej przestraszony obrotem spraw. Odpalił maszyne i obraliśmy kurs powrotny. W ciemnościach wpatrywaliśmy się w każdy, pędzący z przeciwka motor, ale żaden nie był naszym ojkiem. W końcu wróciliśmy do punktu wyjścia.

 

ojek indonesia

Ojki czekają na klientów. Zagubiony bagaż jest tu sytuacją bardzo niecodzienną. /Zagubiony bagaż/

 

Kolesia nie ma. Bagażu tym bardziej. Klnę na siebie, że nie kontrolowałam sytuacji. Zagadałam się z hostem na maksa. Host klnie na siebie, że nie wziął numeru telefonu. Tak był zaaferowany naszym przyjazdem, że w ogóle nawet mu to przez myśl nie przeszło.

– No cóż, niezła nauczka na podróżniczą przyszłość!  – pomyślałam zgryźliwie – Oby tylko ta przyszłość zaistniała, bo szkoda bardzo będzie kończyć podróż z tak prozaicznego powodu, jak utrata paszportu.

Nie tracąc czasu, host ruszył pomiędzy ojki wypytywać o naszą zgubę. Z daleka widziałam jak kierowcy robią wielkie oczy i przecząco kręcą głowami.

– Iman, zapytaj ich o imię i nazwisko. – krzynkęłam – Może ktoś ma do niego numer telefonu?

– Coś ty, nie ma szans! – odkrzyknął host, ale rzucił pytanie po indonezyjsku, po czym po chwili był już przy nas.

– Słuchaj! – powiedział podekscytowany – Jego telefon jest tu! Ładuje się w knajpce obok!

Nadzieja wstąpiła w me przerażone serce.

– Asia, ja jadę do domu, może on tam czeka! Ty zostań tutaj, jakby wrócił! Są dwie drogi, mogliśmy się rozminąć! Jestesmy w kontakcie – dam znac znać smsem, jaka sytuacja!

– Dobra! – przystaję na plan – Chodź Gaja, zostajemy tutaj!

Siadamy obok gościa z tofu. Sprzedawca się uśmiecha, po czym znów zanurza nos w telefonie.

Siedze jak na szpilkach.

Mijaja minuty.

–  Aaaaa! Komary! – stado brzęczących owadów otacza mnie i Gaję – Jeszcze tego brakowało!  – wkurzam się, pod naszymi taboretami widząc stojący ściek. – Dobrze, że choć spray mam przy sobie.. – mrucze pod nosem wyciągając niewielką buteleczkę. Pryskam gołe nogi Gai, potem spryskuję siebie. Bedzie chwila spokoju.

Ale spokoju tylko od komarów, bo wewnętrzny niepokój szarpie moje trzewia.

– Spokojnie. – mówię sobie – to nie Ameryka Łacińska. Tam po plecaku nawet śladu by nie było, a ojki nabrałyby wody w usta. Tu jednak jest inaczej. Tu żyją spokojni i uczciwi ludzie, choć nieuczciwych też łatwo znaleść – kończy zdanie mój wewnętrzny glos. – Pożyjemy, zobaczymy jak będzie..

Pik – pik – pik!

Sms!

– ZNALAZLEM OJKA!!! BIERZCIE TRANSPORT I WALCIE DO DOMU!!! ŚWIETUJEMY!!!

Ulga, jaką poczułam była niewyobrażalna.

Więc to nie koniec naszej przygody. Więc jedziemy dalej. Paszporty sa, zabawki Gajki są, nasze rzeczy są. My jesteśmy. Co za ulga, co za wielka ulga.

Po drodze rozważałam, co uśpiło mój rozsądek.

Chyba te 16 godzin drogi, 3 transporty i 5 gum, które nasz przeładowany trzykrotnie busik złapał po drodze, wyłączyły mi któryś z bezpieczników. Dostałam kolejną lekcję od życia, bogom dziękować, że niebolesną, ale na tyle znamienną, że że zostanie zapamiętana na zawsze.

Nigdy nie trać z oczu bagażu, nawet jak czujesz się bezpiecznie.

Niby takie proste, prawda?

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o
x

Check Also

man and a girl, carita indonesia

Nie mam męża

– Hello! Czarno-czerwony motor zatrzymuje się tuz przed ławką, na której siedzimy ...