nie przegap
Home / Ameryka / Meksyk / Zimna noc w huicholskiej chacie – czyli jak przygotować siebie i malucha do nocy w niskiej temperaturze

Zimna noc w huicholskiej chacie – czyli jak przygotować siebie i malucha do nocy w niskiej temperaturze

Noc była zimna. W takie noce śpię bardzo czujnie, budząc się po kilka razy i sprawdzając jak się ma maluch. Jeśli się rozkryje, będzie źle, bo się zaziębi. Jeśli będzie przykryty za bardzo – też źle, bo się spoci. A spocone dziecko w zimną, ciemną noc to poważny problem. Trzeba łyskawicznie rozebrać zaspanego malucha, a potem – równie błyskawicznie ubrać go w suche ciuszki, bo jak się tego nie zrobi – przeziębienie murowane.

Niestety suche ciuszki – jeśli wieczorem zapomni się o włożeniu ich do własnego śpiworka – są zimne jak okład z lodu, więc o tym trzeba pomyślec jeszcze przed pójściem spać. Jeśli ta drobna, acz ważna czynność wyleci nam z głowy – przed przebraniem ubranka trzeba przynajmniej na chwilkę włożyć pod własny podkoszulkę – by zagrzały się od ciała mamy.

O wielu rzeczach trzeba pomyślec przed taką zimną nocą. Trzeba nagrzać wody do butelek – tak by przyjemne ciepełko choć trochę rozgrzewało marznące stopy i ręce, w nogi mamy trzeba wsadzić czystą wodę do picia, by – gdy maluch zażyczy sobie zaspokoić pragnienie nocną porą – woda miała przyjemną, pokojową temperaturę, należy w śpiwór, a najlepiej pod swój własny podkoszulek wsadzić wspomnianą zmianę ubrań dla dziecka, bo przecież może się spocić, a do tego należy jeszcze obłożyć dzieciaka „wiatrochronem: – jeśli spodziewamy się napływu zimnego powietrza z jednej strony. W namiocie od ściany Gajenkę zastawiam nosidłem, od głowy buduję wał z rzeczy – tak by jej nie dmuchało w łebek kochany. Z drugiej strony za wiatrochron zawsze służy mama. Zawsze oczywiście maluchowi mogę zwyczajnie ubrać czapkę, ale ryzyko zapocenia szkraba rośnie wtedy geometrycznie. Podobnie, jeśli za bardzo „opakuję” mu szyję.

Zimna noc z małym dzieckiem przypomina nieco taniec na linie, w którym wyważamy starannie wszystkie czynniki, przewidujemy zmiany i balansujemy działania, chcąc by malec spał spokojnie i wstał rano zdrów jak ryba. I malec z reguły wstaje wyspany i zadowolony – gorzej z mamą. Dla mnie jest to stres – śpię czujnie, po kilka razy budząc się i sprawdzając, czy jest Gajce wystarczająco ciepło, czy się nie spociła, czy wiatr nie zmienił kierunku i czy nie dmucha prosto na nią, no i czy mój stwór przypadkiem nie wypełzł ze śpiwora, jak to miewa czasem w zwyczaju.

 

 

Tym razem obudziłam się bez piasku w oczach, wyspana, w niezlym komforcie cieplnym. Tuż obok prężył się maluch, z podwórka dochodziły wesołe głosy. Z jednej strony nie chciało mi się jeszcze wstawać, ale z drugiej strony – czekał dzień! Nie było więc wyjścia. Podniosłam się z łóżka i stanęłam w drzwiach prowadzących na podwórko. Tak jak przeczuwałam – zostałam niezauważona, wiec tak przez moment przygladałam się rozgrywającym się przede mną scenom.

 

P1240200 edited

 

W kącie podwórka płonął ogień. Na nim stały dwa olbrzymie gary, a para z nich ulatująca mieszała się z dymem ogniska i ulatywała ku niebu. Ostre poranne słońce odbijało się od bieli poustawianych gęsto brudnych stolików, na których czerwieniały stosy mięsa. Indianie siedzieli przy nich, krojąc, tnąc, skrobiąc, rwąc i siekając, a krwiste kawałki lądowały w równie brudnych, kolorowych wiaderkach. Co jakiś czas, zwabiony zapachem krwi przyplątywał się bezpański pies, wówczas któryś z nich unosił rękę i zwierzę, nie sprawdzając nawet czy jest w niej faktycznie kamień, uciekało z podkulonym ogonem, tracąc nadzieję na śniadanie.

 

P1240180 editedP1240181 editedP1240221 edited

 

Indianie natomiast, popijając kolejne piwa wciąż rżnęli, siekali, kroili i miażdżyli, a kobiety odbierając od nich kolejne wiaderka wieszały paski antrykotu, rosbratela, karkówki i łopatki na rozciągniętych nad całym podwórkiem sznurach, które na codzień prawdopodobnie służyły do prozaicznego suszenia bielizny.

– Buenas dias (Dzień dobry)– powiedziałam na cały głos.

Podwórko zamarło. Wszystkie oczy spojrzały w moim kierunku. Poczułam, że się czerwienie. 

 

P1240188 edited

 

– Soy Asia (Jestem Asia) – powtórzyłam wczorajszą formuę – Esto es mi hijita Gaja (To jest moja córeczka Gaja). jesteśmy znajomymi marakame Rogelio.

Indianie zlustrowali mnie od stóp do głów i wrócili do swoich zajęc. Odetchnęłam. Pierwsze koty za płoty. 

Wróciłam więc do pokoju, ubrałam, a raczej rozebrałam Gajona, bo dzień był cieplutki i złapawszy reklamówkę z jedzeniem poszłyśmy do kuchni. 

 

 

Kuchnia była w osobnym budyneczku, tuż obok miejsca w którym płonął ogień. W środku krzątało się kilka kobiet, przygotowując tortille. Przez moment obserwowałam ile rzeczy trzeba zrobić, by przejść od stadium kukurydzy do leżącego na stole płaskiego kukurydzianego placka. Tortilla w Meksyku jest tak popularna jak chleb w Polsce – je się je na śniadania, obiady i kolacje w najprzeróżniejszych kombinacjach. Ale by ją przygotować – najpierw należy obrać kukurydzę, potem jej ziarna obgotować w wodzie z dodatkiem wapna – na ognisku oczywiście, bo taniej niż na gazie, a gdy skórki zaczną wreszcie odpadać – trzeba je sitkiem wybrać, potem odlać wodę i tak przygotowane ziarno dopiero mleć, rozcierać, potem zagniatać z wodą i solą, tak, by powstały małe, okrągłe kuleczki. Takie kulki wkłada się dopiero do prasy, bądź, tak jak to widziałyśmy na granicy Hondurasu i Salwadoru – rozgniata w rękach, charakterystycznym, klaskającym ruchem – aż przybiorą formę cieniutkich placuszków, które potem piecze się na blaszce – na ogniu lub gazie. Taką blaszka – mniejsza lub wieksza, jest w każdym meksykańskim domu, bo tortilla to tutejszy chleb powszedni. Ale, uwierzcie mi, dopóki się nie zobaczyłam całego procesu przygotowywania tortilli, nie zdawałam sobie sprawy, ile czasu tenże zabiera i ile czynności różnych wykonać trzeba, by taką prawdziwą tortillę zjeść. Albo by nakarmić kilkuosobową rodzinę. 

 

 

W miastach tortille robi się maszynowo i kupuje na kilogramy. Tak oczywiście jest łatwiej i taniej, ale te ręcznie robione cieszą sie wielką estymą i gdziekolwiek je jemy, zawsze gospodyni podkreśla, że są prawdziwe.

Tak też było i tu. Indianka, widząc moje zainteresowanie zapytała:

– Jadłaś kiedyś prawdziwą tortillę?

– Myślę, że nie – odpowiedziałam trochę niezgodnie z prawdą, bo byłam prawie pewna, że w domowe tortille jadłam, ale z pewnością nigdy nie świadkowałam procesowi ich tworzenia.

– No to świetnie – stwierdziła Huicholka.- W takim razie zapraszam Was na śniadanie. Na stole jest wszystko, co potrzeba. Obsłużcie się.

Skorzystałyśmy z zaproszenia nie wahajac się ani przez moment. Byłam głodna jak wilk, zapasy przywiezione z dołu były marniutkie, należało po prostu odwiedzić sklep. Oczywiście, że lepiej byłoby to zrobić po śniadaniu. Tak więc nałożyłyśmy sobie z Gajonem zimnej jajecznicy do ciepłych, kukurydzianych placuszków i podgryzając je, przyglądałyśmy sie pracy kobiet, zagadując je o tortille, o owo mięso oprawiane na podwórku i o dziwnie pachnący alkohol, który oprócz piwa królował na zalanych krwią stołach.

Indianki odpowiadały z początku niechętnie, ale stopniowo lody topniały. Nie minęło 10 minut, jak do pracy przy tortillach stanęła Gaja, a potem ja. Nie było łatwo. Ręce mdlały, a naciskać na skadinad cieżką kamienną sztabę trzeba było mocno, bo jeśli się nacisk zwolniło – w masie pojawiały się grudki nieroztartej kukurydzy.

 

P1240216 edited

 

Indianki obserwowały nasze wysiłki, wyraźnie się z nas podśmiewując.

Miały do tego prawo. Gdy przejęły od nas sztabkę, masa znów nabrała jednolitej konsystencji, a placuszki lądujące na blaszce znów były cieniutkie i okrągłe. Patrzyłam z podziwem, znów myśląc o łatwości, z jaką zdobywamy jedzenie w mieście i o tym, jak trudno takie nawet najzwyklejsze, proste jedzenie stworzyć od podstaw.

 

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

4
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Sebastian SikoraMarta BeDeNatalia JonekJoanna Kruk Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Sebastian Sikora
Gość

Odważne jesteście, chciałbym Was kiedyś poznać 🙂

Marta BeDe
Gość

Cudowne są Twoje opowieści. Dziękuję, że się z nami dzielisz ❤️ Kobieto z Tytanu ❤️

Natalia Jonek
Gość

Asiu pozdrawiamy was i ściskamy mocno! Trzymajcie się cieplutko

Joanna Kruk
Gość

Super extra! ❤

x

Check Also

Andy

– Słuchaj, Asia. Musze wpaść do domu po drodze. Do Mazatlan. Zmienić ...