Historia zaczęła się od praKreacja.pl i porad prawnych dotyczących newslettera. Bo ja newslettera z nowinkami dla Was chciałam uruchomić – według wszelkich prawideł sztuki i zgodnie z literą prawa, tak by migawki prosto na Waszą pocztę biegły, z wyłączeniem szatańskiego fejsbuka. Z newslettera oko skoczyło mi na pouczający artykuł Wojciecha Wawrzaka, o tym jak to nasze dane osobowe dyskretnie wyciekają z facebooka. Temat gorący i ważny, więc pogrążyłam się w czytaniu, a potem – idąc za radą w artykule wpisałam w wyszukiwarkę najpierw swoje dane osobowe, a potem Gajeczki. Gdy zaczęłam przeglądać rezultaty, oniemiałam..
Link do tego zdjęcia pojawił się jako pierwszy, a zaraz za nim link do pewnego fejsbukowego profilu. Otworzyłam i zatopiłam się w czytaniu. A potem tekst zaczął rozmazywać się przed oczami. Nie myśląc wiele, napisałam do autorki profilu, mamy Ani, której imię różniło się od mojego tylko dwoma literkami. Ania odpowiedziała. I z jej słów, i z postów na fejsbukowej stronce zaczęła składać się historia, w której, jak w krzywym zwierciadle zobaczyłam odbicie swojej.
Mama Joanna i mama Anna. I jedna i druga czekała na córeczkę. Obydwie dziewczynki miały nosić dumne imię Matki Ziemi. Tyle że Gajka-fasolka tej pierwszej mamy rozwijała się bardzo źle. Badania wskazywały na poważna wadę genetyczną. I nie był to błąd czy zaniedbanie lekarzy. Mama Asia widziała badania i rozumiała je. Nie rozumiała tylko, dlaczego trafiło na jej małą córeczkę, być może jedyne dziecko, jakie będzie miała. I na nią. Mama Asia płakała dzień i noc. Do końca 6 tego miesiąca, gdy okazało się nagle, że dziewczynka jest zdrowa.
Mama Ania cieszyła się z rosnącego brzuszka jak nikt w okolicy. Rósł pięknie, po siedmiu latach oczekiwania, podlewany oceanem rodzicielskiej miłości. A gdy wyrósł odpowiednio – wyskoczyła z niego mała, piękna i zdrowa dziewczynka.
Magia trwała do 4 miesiąca. A potem przyszedł pierwszy napad i rozpaczliwe poszukiwanie pomocy, dni niepewności i duszącego w gardle lęku. Wreszcie przyszło rozpoznanie. Zespól Westa. Na dokładkę, 3 miesiące później rozpoznano schizencefalię. Zaczął się kierat codziennej rehabilitacji, rozpacz pogorszeń i radość postępów, dni w szpitalach i przeczesywanie świata w poszukiwaniu pomocy. I zmiana diagnozy. Na Zespół Lennox – Gastaut. Nieważne zresztą. Przecież i tak nic już nigdy nie będzie takie samo. Oprócz oceanu rodzicielskiej miłości, który szumi maleństwu piosenki do snu..
Poznajcie więc Gaję Nowak. Małą dziewczynkę z Lubina. Rok starszą od mojej Gajki. Też ma blond kręcone włoski i niebieskoszare oczy. Nawet płaszczyk ma w tym samym odcieniu zieleni, co Gajki podróżny polar. Jedyne, czego jej brakuje to zdrowie.
Kochani, ten bieg to już przeszłość. Rozliczenia podatkowe niestety też. Ale problemy zdrowotne malej Gajki z Lubina pod Legnicą to ciągle teraźniejszość. A problemy finansowe jej rodziców są jak wyrok.
Pomóżmy.
Prosze.
***
Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”
nr konta 15106000760000331000182615
Tytuł wpłaty: 19662 Gaja Nowak
***
1% KRS 00 0003 7904
Nr Ew 19 622 GAJA NOWAK
***
Kontakt z rodzicami:
Paweł: nowakpawel1@onet.eu
Ania: anianowak7@vp.pl
Somos Dos Fotoreportażowy blog podróżniczy mamy z dzieckiem



U mnie jeszcze nie za pozno na jeden procent, pojdzie wiec na Gaje 🙂
Powodzenia w dalszej podróży – podziwiam.