Home / Ameryka / Meksyk

Meksyk

Róża

Maj dwa lata temu był dla nas feralny. Zaczął się od fali 46 stopniowych upałów, kiedy żar lał się z nieba, parząc świat swym piekielnym dotykiem. Na nasze szczęście trafiłyśmy na hosta, który udostępnił nam pokój z wiatrakiem, ale ów wiatrak nie miał nic do powiedzenia w starciu z produkowaną przez rozgrzane do białości betony temperaturą. W tej to właśnie Meridzie, pięknym i antycznym mieście dopadła Gaję gorączka, przenosząca ją w świat majaków, ogromnych robali i wybiegających z dziur karaluchów. ...

Czytaj całość »

¡Cuánto echo de menos Latinoamérica!

¡Cuánto echo de menos Latinoamérica! Os echo de menos a todos vosotros, a todos los que os habéis quedado allí, a todos los que os habéis convertido en nuestros amigos. También os echo de menos a todos los que fuisteis como meteoritos en nuestras vidas, hablando con nosotras de manera amistosa en las calles, en los mercados, en los comedores, a todos vosotros que nos llevasteis a diferentes lugares durante nuestro viaje, que nos aconsejabais, cuidabais de nosotras. Os echo ...

Czytaj całość »

Wycieszać życie

Nie zawsze wszystko układa się tak jak chcemy. Dlatego tak wzdrygam się na pytania o plany, o tym co jutro, po jutrze, za rok, za pięc lat. Skąd ja mam wiedzieć, skoro w zasadzie nie wiem co sie wydarzy za moment?.. Przecież gdy wychodziliśmy z couchsuferowego mieszkanka w Guaymas byłyśmy pewne, że to będą nasze ostatnie chwile na latynoskiej ziemi. A tu, jak się wkrótce miało okazać – nie były. Bo przecież, gdy już jechałyśmy na dworzec, by wskoczyć do ...

Czytaj całość »

Andy

– Słuchaj, Asia. Musze wpaść do domu po drodze. Do Mazatlan. Zmienić rzeczy, wykąpać się, zjeść coś. Zajmie mi to jakieś trzy godziny. Wy możecie wtedy też coś zdjeść czy pospacerować. Niestety nie mogę zaprosić Was do domu, bo to na bank nie spodobałoby się mojej żonie. To znaczy, że ja jakieś dziewczyny wożę. Zazdrosna jest strasznie o mnie. Od razu zapaliła mi się lampka. Z reguły żony nie bywają zazdrosne bez powodów. Ale względem mnie, po tych kilku godzinach ...

Czytaj całość »

Tepic

  U Christiana, wesołego studenta tepickiej stomatologii spędziłyśmy cztery dni, ostatecznie przygotowując się do skoku do Stanów. W planach miałam jeszcze dwa przystanki – w Mazatlan i Guaymas, tak by Gaja mogła rozprostować nogi i byśmy obie mogły jeszcze nacieszyć się błękitem oceanu. W Tepic więc dokupywałam ostatnie drobiazgi oraz – a może przede wszystkim szukałam moich ukochanych Huicholi, czując, że to ostatnie nasze spotkanie z kulturą, która zafascynowała mnie zupełnie. Gdy tylko widzialam Indian przy pracy, od razu przystawalam. ...

Czytaj całość »

Ku granicy

Z Collibri Litibu, malulśkiego pola namiotowego, położonego obok odludnej, małej wioseczki o nijakiej nazwie Higuera Blanca trudno nam było wyjechać. Związaliśmy się z Gerardo i Abdlem przyjaźnią silną i błyskawiczną, a urokliwe, odludne miejsce zaczarowało nas zupełnie. – Ah, gdyby nie ta wiza, zostałybyśmy tutaj z miesiąc – myślałam smutno, przeliczając po raz kolejny dni. Nie było ich wiele. Nasz czas w Meksyku nieubłaganie zbliżał się do końca, a do granicy wciąż był kawał drogi, który dorosła osoba mogła przeskoczyć na ...

Czytaj całość »

Dziadek Sary, czyli o tym, kogo spotkałyśmy w Sayulita

Po długim czasie na śródlądziu coraz bardziej chciało nam się na plażę. Załatwiłyśmy w mieście wszystko co należało, albo to co się po prostu dało i ruszyliśmy wreszcie do Sayulity, od której słyszałyśmy wiele pełnych entuzjazmu słów od naszego hosta i jego przyjaciół. A że z dużego miasta wyjeżdża się paskudnie – złapałyśmy najtańszy autobus, który zawiózł nas prosto do Sayulity. Tam już czekał na nas nowy host, hmm, miły, owszem, jakoś od początku nieco zbyt dotykalski, nawet jak na Latynosa. Gdy więc jeszcze ...

Czytaj całość »

Rok trzeci

Trzy lata temu, 6 maja, wstawałam w podbalickim hoteliku blada i trzesąca się jak galareta. Bałam się okropnie. Zostawiałam całą swoją niekomfortową bardzo, ale wciąż znaną strefę komfortu, wydeptane ścieżki, nasze cztery sciany, wspierajacych mnie z całej siły rodziców i wraz z moja malutka córeczką ruszałyśmy w nieznane. Co nas tam czekać będzie? Czy damy sobie radę? Jak poradzę sobie sama na obcym kontynencie, wśrod ludzi, z których mowy znam raptem parę słów? Jak tam się obie odnajdziemy?     ...

Czytaj całość »

Lody

Pani z naroznego sklepu szybko stala sie nasza znajomą. Bardzo rozmowna i wesoła zdobyła nasze serca od przysłowiowego pierwszego wejrzenia. Zachodziłyśmy do niej na zakupy, ale także – tak po prostu, gdy ten sklep mijałysmy – by zamienić dwa słowa, czy krzyknąć tylko „dzień dobry”. Czasem też w sklepie czekaliśmy na naszego hosta, ktory nie zawsze mogł dotrzeć do domu na czas, prowadząc długie pogawędki o życiu, klientach, podróży i dzieciakach. Podczas jednego z takich wieczorów Gaj niesmiało zaproponował pani ...

Czytaj całość »

Mam w sobie coś z kota, czyli krótka opowieść o Guanajuato

Guanajuato to bezdyskusyjnie najpiekniejsze miasto znanych mi Ameryk. Ma w sobie dużo z Krakowa – radosną hałaśliwość studentów, czar wąskich przesmyków, tętniące życie kulturalne, tysiące malutkich kafejek i cafe-restauracji, ma tez strome zbocza, na których jak ptaki przycupnęło tysiące domków, rozległe widoki, po które wystarczy wspiąć się parę metrów w górę i kolory, od których aż mieni się w oczach – i to wszystko do społu i jeszcze więcej czynią Guanajuato bajkowe.     A że Guanajuato studentami stoi – ...

Czytaj całość »