Home / Ameryka / Meksyk (page 4)

Meksyk

Noc na pustyni

Z tą nocą na pustyni wcale nie była prosta sprawa. Gdy tylko zachodziło słońce, temperatura spadała na łeb i na szyje, błyskawicznie wbijając nas w polary, czapki i długie spodnie. By posiedzieć razem rozpalaliśmy na hostelowym podwórku ogień i tam, zakutani w koce spędzaliśmy jeszcze długą chwilę gwarząc i wpatrując się w ognisko, a gdy już senność sklejała nam powieki, wciąż zakutani w owe koce waliliśmy się do oddalonych o 20 metrów łóżek. Tam już żaden chłód nie był nam straszny, ...

Czytaj całość »

Pustynia

Wadley bez wątpienia był bardzo specyficznym miejscem. Pustynne zycie toczylo sie tu wolno, przerywane tylko glosnym swistem miedzynarodowych pociagow i lomotem dzisiatek wagonow. Od czasu do czasu przejezdzal zakurzony samochod, czasem przechodzil rownie zakurzony czlowiek, bo pustynny kurz byl bez watpienia panem tego swiata. Szybko pokrył nasze włosy, twarze, śpiwory, wdzierał się do garnków i rozpuszczalnej kawy, drapał pod soczewkami, wykasływał się z wyschniętego gardła. Był władcą pustyni, dyktatorem, z którego mocą można jedynie było się pogodzić, próbując zobojętnieć lub dostosować ...

Czytaj całość »

Wadley

Wylądowaliśmy w malutkiej, sennej wioseczce w sympatycznym, sennym hosteliku. Oprócz Włocha Enzo oraz zamkniętego w sobie Anglika nie było nikogo. Hostel swiecił pustką. – Mamy pokoje w różnym standardzie – zachwalał gospodarz – jaki Pani sobie życzy? – Najtańszy – skwitowałam. – No tenemos plata (nie mamy kasy).  Właściciel rzucił na mnie okiem, podrapał się po głowie, po czym poprowadził mnie na drugi koniec rozległego placu, komentując: – Nie jest on najtańszy, ale obecnie nie mamy ruchu, więc dam go ...

Czytaj całość »

Z Real na pustynię

Na pustynię było jednocześnie blisko i daleko. Piechur mogł się pokusić o wędrówkę, zaopatrzając się w hektolitry wody i conieco do jedzenia, piechur z dzieckiem, plecakiem i nosidłem – już nie za bardzo. Opcja, którą ostatecznie wybrałyśmy nazwyała się „Willy” i była samochodem terenowym ze zgrabnym napędem 4by4. Willy należał do skąpej, ale nieźle działającej sieci transportu oplatającego zimne góry, zwane kiedyś Sierra del Astillero.  Godziny odjazdu Willich byly dość niekonkretne, więc gdy około południa stawiłyśmy się w punkcie odjazdu – ...

Czytaj całość »

Na Cerro Quemado

cd W drogę wyruszyłyśmy późnym popołudniem, w ostatnim zdaje się, do tego stosownym momencie. Słońce przetoczyło się już na drugą stronę nieba, zalewając świat ciepłym, miękkim światłem. Z nosidłem na plecach, uzbrojona w kijki, ciepłe ubrania, wodę i banany szłam ostatnia, goniąc wędrujące do góry dziewczyny.  Dlaczego ostatnia? Bo w połowie pierwszego podejścia zorientowałam się, że nie wzięłam czołówki. Nie było na co czekać, należało zawrócić i przeskakujac z kamienia na kamień błyskawicznie lecieć do domu. Na szczęście Gajka postanowiła ...

Czytaj całość »

Cerro Quemado

      „Dawno, dawno temu, tak dawno, że najstarsi huicholscy maraka’ame (szamani) tego nie pamiętają, Ziemia była spowita mrokiem. Nie istniało ani Ciepło, ani Światło, pomijając światło Księżyca, który litościwie odsłaniał przed huicholskim ludem conieco kształtów Ziemi. Huicholom żyło się ciężko, z trudem zdobywali pokarm, marznąc przy tym przeraźliwie. Tak więc któregoś dnia bogowie zlitowali się nad ich cierpieniem i postanowili spotkać się gdzieś, gdzie będzie dużo miejsca i spokoju, by bez pośpiechu i z namaszczeniem rozważyć sytuację. – ...

Czytaj całość »

Szyb

Zagrzebanej w śpiworze, przykrytej dwoma kocami ani chce się wstawać. Jest jeszcze ciemnawo na zewnątrz, musi być wciąż przed siódmą. Leżę więc sobie pod piernatami, dogrzewana wciąż ciepłą butelką z wrzątkiem, który jeszcze nie zdążył wystygnąć. Jest zimno, przez dużą, zaparowaną szybę nie widać nic. Gema i Simone jeszcze śpią, ale mój budzik odtrąbił już pobudkę. Internetu co prawda nie ma, ale jest laptop i Gaja uśpiona, więc chcę wykorzystać ten czas na kolejną migaweczkę. Rozglądam się wokół. No tak, ...

Czytaj całość »

Real de Catorce. Po drugiej stronie lustra.

Po drugiej stronie lustra wita nas stary kamieniołom, olbrzymi parking i ruiny zabudowań. Pomiędzy nimi, gdzieniegdzie widać życie, ale trudno jest nam na pierwszy rzut oka rozróżnic, gdzie to życie trwa, a gdzie dawno umarło. Autobus ustawił się koło wjazdu do tunelu i zapadł w drzemkę, my zaś stałyśmy na środku gigantycznego, wyłożonego kamieniami parkingu, zastanowiając się co dalej.     – Mama, jeść – zaanonsowało moje dziecko, określając nasz kolejny cel. Weszłyśmy w uliczkę koło parkingu, zapomnianą i sennie ...

Czytaj całość »

Tam, gdzie gwizda wiatr

Do Real de Catorce ostatecznie postanowiłam nie jechać. Zostały nam raptem 2 miesiące wizy, a w tej części meksykańskiej ziemi miejsc do zobaczenia jest mnóstwo, należało więc coś wybrać. O Real de Catroce, oprócz tego, że to święte miejsce Indian Huicholes, słyszam także, że to kultowe miejsce hippisów, backpeakersów tudzież wszelkiej maści turystów. Nie brzmiało to dobrze. W wyobraźni widziałam wysokie ceny i przechadzających się wśród straganów gringos, fotografujących się ze specjalnie do zdjęć wystrojonymi Indianami. Tandeta i cyrk w ...

Czytaj całość »