Home / Ameryka / Meksyk (page 5)

Meksyk

Strzelanina

Asia, która przygarnęła nas na samym początku naszego pobytu w Queretaro, mieszkała na obrzeżach miasta. Aby stamtąd dojechać do części historycznej, należało złapać autobus i 40 minut poźniej wysiąść pod mercado, a potem iść jeszcze całkiem dobrą chwilę. Ale ze w miłym towarzystwie poranek przeciągnął nam się aż do południa, przystanek na mercado (targ), gdzie można kupic obiad w nienachalnej cenie był nam bardzo na rękę. Tak więc wysiadłyśmy w opisanym przez Asię miejscu i stojąc na chodniku rozglądałyśmy się ...

Czytaj całość »

Metro – kalejdoskop zdziwień i radości

– Mama! MAMA! Mira! Payaco!!! Rozgladam sie wokol. Zmeczona, przysiadlam na podlodze, a z perspektywy podlogi niewiele przeciez widac. – MAMA!!! TU!!! Moj dziec sprawnym ruchem reki nakierowuje moja glowe w pożądaną stronę. – O rany! Faktycznie!   Gaj uwielbia klaunow. Klauni sa wyczuleni na dzieci. Ten z metra od razu dostrzegl bałwochwalczy wzrok Gai.   – O! Kogo my tu mamy! Guera! (Biała! – sposób określania białych kobiet przez Latynosów, określenie pozytywne) Skad jestes? – De Polonia – odpowiada ...

Czytaj całość »

Ostatnie taco

Z Muzeum Templo Mayor, które mieści się przy Zocalo (Rynek) wyszłyśmy wykończone i wściekle głodne. – Mama, jeeeeść! – co rusz dolatywał mnie cienki pisk Gajenki. Stałam na Zocalo i rozglądałam się w koło, rozpaczliwie kombinując, gdzie tu zdobyć choć trochę jedzenia. Zocalo jak Zocalo – budynki rządu na jednym boku, na drugim gigantyczna katedra, sklepy i – jasne, restauracje – ale za ciężkie pieniadze. Ale Meksyk to Meksyk, w odróżnieniu od miast Europy tu ZAWSZE jest ktoś, kto po ...

Czytaj całość »

The Hunger Games

  Nowy Rok. Wszyscy śpią, zmordowani trudem pożegnania i powitania. Miasto jak wymarle, sklepy zamkniete, comedory zamkniete. My głodne jak wilki. Tu gdzie mieszkamy kuchni nie ma, jest tylko jedna, ledwo rzężąca mikrofala, ot na podgrzanie wody w sam raz. Robimy sobie śniadanko z zapasów, ale po południu burczący brzuch wygania nas na poszukiwanie obiadu. Takiego normalnego, gorącego, z fasolą, ryżem, jajkiem i czymkolwiek innym. Miasto jak wymarłe, ale wierzę, że coś upolujemy. W końcu to Latinoamerica, a utrzymanie się ...

Czytaj całość »

Życzenia

    Ranek.   Ostatni dzień roku.   Gaj śpi, mama już nie.   Mama siedzi i sobie duma, jak zmienialy sie jej noworoczne życzenia i jak bardzo odzwierciedlały one to, co w jej życiu, głowie i sercu sie wydarzało.   W jakiejś tam nieokreślonej przeszłości życzyłam wszystkim szczęścia i radości. Potem minął czas – i życzyłam miłości. Trochę potem – dystansu do życia i odnajdywania słońca nawet w deszczowe dni. Jeszcze potem – zdrowia i odwagi w spełnianiu marzeń. ...

Czytaj całość »

Dobro

Dziś w comedorze spotkała nas wzruszająca sytuacja. Otóż siedziałyśmy sobie w takim bardzo zwyczajnym miejscu, gdzie trzy stoliki i dwie panie kucharki, gdzies w małej uliczce zupelnie nieturystycznej części Mexico Ciudad, obie w wysłużonych już polarkach i wycioranych drogą getrach. Przed nami leżała empanada. Jedna, bo stres, w którym żyję od jakiegoś czasu jedzeniu nie służy. Siedziałyśmy więc sobie z Gajonem, pogadując o tym i owym, a empanadka pomału wędrowała do małego brzuszka. Gdy skończyłyśmy, podeszłam do jednej z pań, ...

Czytaj całość »

Oczy

    Przeprawa przez góry. Wysokie, chmurne. Coraz chmurniejsze. Zaczyna padać. Po chwili leje. Jedziemy wolno, bardzo wolno. Siedzę z głową przycisniętą do szyby. Gaja śpi na moich kolanach. W koncu, w tych stugach deszczu zatrzymujemy sie. Ktoś wysiada. Ktoś wsiada. Przy drodze trzy domki. Stare, niziutkie, murowane. Ciężkimi kratami zabezpieczające maleńki dobytek. W ramie okna, okrytego woalem firanki, widzę twarz kobiety. Ma gorzko zacisnięte usta i bialutkie włosy. W pooranej górami twarzy wielkie, zmęczone oczy. Na chwilę spotykamy sie ...

Czytaj całość »

Szpital

No właśnie, nigdy nie wiadomo, jaki nam numer wytnie życie. Innymi słowy – my możemy mieć swoje plany, a życie i tak przeprowadzi na nas swój własny, bez oglądania się na nasze potrzeby, ustalenia czy chęci. Dokładnie jutro o 10 rano miałam wysiadać na terminalu autobusowym w pewnym miasteczku kawał drogi stad – taki był mój plan. Jaki plan natomiast miało życie? Otóż jutro o godzinie 10 bedę leżała na stole operacyjnym, a pewien Bardzo Miły Chirurg będzie odprawiał obrzęd ...

Czytaj całość »

Żmija

    Przy framudze, przylepiona do ciemnego drewna leżała sobie żmija. Leżała sobie spokojnie, cieniutka, może 30  centymetrowy, brazowosrebrny kształt, strażnik domu, pani życia i śmierci. Była jak z Małego Księcia – dluga i chuda jak palec. Nie wiemy kiedy się pojawiła, ani jakie intencje miała, co za szaleństwo zaprowadziło ją na próg naszego domu. Nie zdążyłam z nią porozmawiać, nawet jej nie zauważyłam, przechodząc koło niej kilkukrotnie. Realny byt, okryty niewidzialnością.     Zauważył ją Piotr, atawistycznym krzykiem dając znać stadu o ...

Czytaj całość »

Bańkę łap

– Bańkę łap, bańkę łap, bańkę, bańkę, bańkę łap!.. – śpiewamy z Gajenką nasz ostatni hit. Nagle maluch przerywa w środku wersu, skupia się i zadaje pytanie: – Mamo, a dlaczego się śpiewa „Banke WHAT”? No tak, jako że przez ostatnie kilka dni Gaj bawi sie z chłopcem z Kanady, pojawił się  nam więc na wokandzie język angielski. Oprócz polskiego i hiszpańskiego oczywiscie, którymi Gaj posługuję się sprawnie, z wdziękiem mieszając je w jednym zdaniu. A teraz do kotła językowego zaczęły ...

Czytaj całość »