Przyznam, że gdy wyłączyłam live i spróbowałam go zapisać, mróz przeszedł mi po plecach.
– O nie… – jęknęłam – Taki fajny live! Tyle się działo tutaj! I stragany, i spacer, i tyle życia wokół! Wszystko w piach! Przecież to jest nie do powtórzenia!
Nie chciało być inaczej. Pomimo mego zaklinania rzeczywistości, zapisany w pamięci telefonu film wyrzucał błąd.
– Od początku było coś nie tak z tym livem – narzekałam, a Gaj spoglądał mi przez ramię – Pamiętasz, ile razy się łączyłyśmy? A potem nie mogłyśmy się rozłączyć! O nie, jaka strata…
Nie był to koniec świata oczywiście, chociaż to był pierwszy live, w którego włączyła się Gaja. Do tego na gwarnym Zocalo (rynek) kolorowej, meksykańskiej Oaxaca działo się tak dużo, że musiałam się dobrze pilnować, by się nie rozpraszać. Było więc i o coronovirusie, i o mieście, było o piniacie i wigilijnej kolacji, zagłuszały nas uliczne zespoły, a straganiarze zachęcali do zakupu rękodzieł.
Szkoda było nam faktycznie tego live.
Gdy więc Gaja podsunęła mi jeszcze inny sposób jego zapamiętania, a telefon nie zaprotestował, aż podskoczyłam z radości. Live się zapisał, a my pobiegłyśmy czym prędzej na rodzinny, świąteczno-meksykański obiad, by potem spokojnie materiał na bloga i podzielić się tą opowieścią z Wami.
Tak więc – zapraszamy – dziś na oaxaceńskie Zocalo!
Poniżej link do Wirtualnej Kawiarni, gdzie można nam postawić małą lub większą kawkę, którą z radością z Wami wypijemy!
By otworzyć drzwi, kliknijcie tu: buycoffee.to/somosdos
Zapraszam także do wspierania nas przez Patronite: patronite.pl/SomosDos
Somos Dos Fotoreportażowy blog podróżniczy mamy z dzieckiem
