Home / AZJA / Filipiny / Budowa sklepu

Budowa sklepu

Poprzednia część opowiadająca o budowie sklepu znajdziecie we wpisie pt. Jak otworzyć sklep?

Wygladało na to, że po pozytywnej decyzji Inwestora wszystko wskoczyło na dobry tor. Ire podśpiewywała pod nosem, Boss ze szwagrem pracowali jak mrówki. Przygladałam sie temu razem z siostrami. Co prawda linie nie miały poziomu, a filary pionu, ale czy to miało jakies znaczenie? Sklep rósł w oczach, pojawiały sie nowe półki, półki zyskiwały plecy, a panowie mierzyli, cięli, dopasowywali, przybijali i wkręcali. Co pewien czas wyskakiwała nam jakaś niespodzianka – a to brakło wkrętów, a to wiertło okazało się być do drewna, a nie do betonu, a to zapodział się adapter do chińskiego przedłużacza. W ruch szły telefony i znajdowało się wiertło, adapter, albo Ire biegła do sklepu dokupić to i owo.

Krótka przerwa, Boss
Krótka przerwa w pracy.


W miedzyczasie – bo życ trzeba było, zrobilam wielkie pranie i zabrałam sie za obiad. Moja rola chwilowo była zawieszona. Wraz z siostrami – kibickami – mogłam pić kawę i obserwować, jak marzenie zamienia sie w rzeczywistość. A potem pójść na plażę i siedzieć tam z Gajenką do zmroku. Uswiadomiłam sobie wówczas, ze choć jestem tu tyle czasu, to na plaży, od której dzieli nas 5 minut wolnego spacerku, byłam raptem 3 razy. Od kiedy zaczęła się akcja sklep, nie było na to zwyczajnie czasu.

https://www.youtube.com/watch?v=Plh6JmuIejU

– Jak góralka z Zakopanego. – parsknęłam, przebierając sie w strój kąpielowy – Całe życie pod górami i nigdy na Giewoncie. – po czym mrucząc jeszcze to i owo do siebie ruszyłam w dół ścieżką do plaży.

Już będąc na drodze uderzył mnie przedziwny widok.

Kilku chłopa na komendę ciągnęło grubą linę.

– Ki pieron? – pomyślałam – wyspę chcą przyciagnać do lądu?

https://www.youtube.com/watch?v=AMigK8R7SYg
Przy miejscowej plaży zaskoczył mnie niecodzienny widok..

Gajon z koleżankami przyłączyły się do ciągnięcia, ja zaintrygowana poszłam dalej. Lina niknęła w wodzie. Sieć?..

Rozgladnęłam sie dookoła. Na plaży bylo kilku mężczyzn, kawałek dalej widziałam taka sama grupę wyciągającą coś z morza. Sieć!

https://www.youtube.com/watch?v=aku7IKkJ_Kw
I tak właśnie dowiedziałam się nowej rzeczy..

No tak, musieli wyciagać tą samą sieć!

Pierwszy raz widziałam taki połów. Pytania skakały mi po głowie. Jak się taką sieć stawia? Jakie ryby się nią łowi? Dlaczego wyciąga się ją na brzeg? Dlaczego to wszystko robi się ręcznie?

https://www.youtube.com/watch?v=v4G98ZSUAWk
Niecodzienny dla nas sposób połowu.

Choć na to ostatnie pytanie to w sumie potrafiłam sobie odpowiedzieć. Rybacy łowili w najbardziej tradycyjny sposób, przekazany im przez ojców i dziadków. Widocznie tak sobie ludzie radzili kiedyś, gdy byli skazani sami na siebie, wypracowujac system, który funkcjonował do dzis.

Podeszlam blizej. Cóż za morskie stwory kryć mogła ta sieć.

– Aaa!.. – jeknęłam z rozczarowania – Wyciągneli śmieci! Gigantyczny kawałek niebieskiego plastiku! Jakie to morze brudne, co tam na dnie jest?! – myślałam przerażona – taki kawał plastiku sieciami wytargać!.. Biedni rybacy, co oni jeść będą?..

Dopiero po chwili zrozumiałam, ze to co wzięłam za zagarniety przez sieci plastkiowy worek, tak naprawdę był jej integralna częścia! Drugie moje zdziwienie tyczyło się zawartości. W sieci nie było w zasadzie nic, natomiast w worze.. W worze były pojedyńcze ryby i dużo szlamu..

– Co sie dzieje? – znów dziwowałam się w duchu – Jakaś rybka od czasu do czasu, a oprócz tego błoto, szlam jakis, muł.. Okropnie to przykre, tyle wysiłku i w zasadzie żadnych porządnych ryb!..

https://www.youtube.com/watch?v=fAz0R7SiGko
W worze na końcu sieci było zaledwie kilka dużych ryb.

Dopiero minęła dłuższa chwila, gdy zrozumiałam, ze ten szlam to własnie cel połowu. Ze to nie bezwartościowy muł, ale miliardy maciupenieczkich jak mój paznokieć rybeczek!

Ot, i jakiej pieknej lekcji udzieliło mi życie!..

https://www.youtube.com/watch?v=XSkbPxk0-w4
Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że w tym połowie chodziło właśnie o te malutkie rybeczki.


Gdy wróciłam, bylo już po zmroku. Dom jednak nie odpoczywał, Ire kręciła się jak fryga, czyszcząc, szorując, wnosząc, przenosząc i uśmiechając sie od ucha do ucha. Kuchnia i pokoik zarzucone były rzeczami, ale spośród tego niemożebnego bałaganu wyłaniał się nowy ład.

– Nowe życie. – cieszyła sie Ire – W nowym domu.

– I z nowym sklepem. – uśmiechałam się ja.

Boss był już prawie gotowy do drogi. Po całej nocy w pracy i całym dniu budowania sklepu szedł na kolejna nockę stróżowania. Z duszą na ramieniu, bo zaśniecie na służbie równałoby się wylotce. Przez chwilę gryzły mnie wyrzuty sumienia. Może ten sklep należało zrobić w wknd, kiedy wypadało jego wolne? Moje narastąjace lawinowo poczucie winy przerwała szybko Irene.

https://www.youtube.com/watch?v=G3Zae1F8nKo
Szał porządkowania.

– Wolne? – sarknęła – On od miesiąca nie miał wolnego! Ludzi nie ma, wiec pracuje non stop.

– Jak to ludzi nie ma? – zdziwiłam się szczerze – Co rusz słyszę, że ktoś szuka pracy.

– Takich, na których można polegać nie ma. Wiesz, nowi przychodzą na chwilę, popracują trzy dni, a potem bez słowa znikają. Albo śpią na służbie. – tlumaczyła Irene – Na grzyba taki pracownik firmie? A mało jest ludzi na których można polegać, jak na Bossie! – przeczochrała czuprynę swojego chłopaka, który właśnie nawinął się pod rękę – Trzymaj się kochany! Jak przyjedziesz rano, to nie poznasz domu! – pożegnała go krótko i znów rzuciła się w wir pracy.

Czułam bezradność. Roboty było w huk, a ja – nawet jakbym chciała – to i tak nie mogłam jej pomóc. To Ire musiała zdecydować, przenieść, ułożyć, zrobić tak, by jej odpowiadało i by się potem odnalazła, gdzie co jest. Kolacja też już była gotowa. Na stole leżały poukładane omlety z tymże rybim mułem, pracowicie wyciagniętym dziś przez rybaków. W lodówce na obróbkę czekały jeszcze trzy inne kontenery z taką samą zawartością.

Zaglądnęłam do Mariam. Właśnie smażyła takie same omlety. Zdaje się, że cała wioska jadła dziś to samo na kolację.

Przez domek Ire co rusz przewijali sie nowi ludzie.

Podchodzili, cmokali, zamieniali pare słów, kiwali głową w uznaniu i znikali w ciemnościach. Jak widać plotka, czyli osobiste polecenie, już była w robocie.

https://www.youtube.com/watch?v=Zb1mclisT9E

 

Poszłam na drogę, opowiedzieć wszystko Inwestorowi.

– No świetnie, świetnie – cieszył się meżczyzna – Niech tak dalej będzie. Patrz, co wymyśliłem. Logo Irene!

Faktycznie, po chwili w komunikatorze pojawila sie zielona grafika.

– Fantastyczne! – ucieszyłam się.

– No to jeszcze zrób jutro ulotki, wydrukuj je i po jutrze przejdżcie razem po domach. Zrób tak ze sto, najwyżej bedzie na zaś. I strzalki wydrukuj i poprzyklejaj je na ścieżkach prowadzących do sklepu. Je też już przygotowałem.

Logo Irene
Logo Irene

Inwestor cieszył się tym sklepem na równi ze mną i z Ire. I z czytelnikami bloga, którzy co rusz dzielili sie swymi myślami na Insta czy Fejsbuku.

– Asia, a moze im pokój dobudować? – zaproponowała jedna z czytelniczek – wezmę koszt na siebie!

– Kochana, przesyłam parę złotych na lody dla dzieciaków. – pisała inna – Zróbmy im przyjemność!

– Oni pewnie jedzą mało owoców, a dzieci potrzebują witamin. – zastanowiała się kolejna – Słuchaj, robię przelew, nakup za to tych owoców, może w dwóch turach, tak by ich nie zawalić nimi..

Dobro zarażało kolejnych ludzi i mnożyło sie bez końca, tak jakby próbowało rozswietlić mrok, który właśnie zalał Polskę. Kilka dni temu skończyła się Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. I choć cieszyłam się wszystkim, co się wokół działo, cześć mnie trwała w skostnieniu, tak jakby rozmiar zła, który wydarzył się w Gdańsku spetryfikował moją duszę. Pomimo tego, że działałam, współtworzyłam sklepik i relacjonowałam wszystko Wam, kochani – część mnie zamarła, znieruchomiała, przestała oddychać z przerażenia. I choć czas płynał, ta skamieniała część mej duszy nie odmarzała, ale zmieniała się w sopel lodu, który dotykając mnie ostrymi, zimnymi krawędziami przypominał o tej ciemnej stronie ludzkości. O złu, jakie czai się w każdym z nas. I o tym, że musimy być go świadomi, wiedzieć, że zło jest częścią naszej natury. Po co? Po to, by w sprzyjającym mu momencie, gdy będzie próbowało zawładnąć naszą głową i sercem – zobaczyć je i – świadomie – wybrać dobro.

– Mama, mama!.. – usłyszałam nagle i małe ręce owineły mi się wokół szyi – Mama, no chodź wreszcie! Pokażę Ci jak rysuję kaczuszkę!

Czas był się zbierać. Na siedzeniu przy drodze, korespondencji i fejsbukowo-instagramowych wpisach spedziłam 2 godziny. Nagle poczułam ogarniającą mnie falę zmęczenia. Tylko – jak tu spać, gdy trwa robota!

Home Philippines
Późny wieczór.

– Ire, może ja pójdę spać do Sheryl? – zaproponowałam mojej hostce.

– Nawet się nie wygłupiaj! – odpowiedziała – Już kończę ogarniac kuchnię i idziemy spać. Dzieci muszą iść rano do szkoły!

Tyle, że dzieci już dawno spały bezładnie leżąc w poprzek wąskiego łóżka. Ire rozłożyła materac na ziemi i tak jak były – w ubraniach, przerzuciła je na nowe miejsce.

– Dobra, wy się kładzcie na łóżko. -zarządziła.

– A Ty? – zapytałam

– A ja jeszcze trochę tu posprzątam – rzuciła i mrugnęła do mnie okiem.


Ciąg dalszy nastąpi – mam nadzieję –  już wkrótce, a tymczasem zapraszam Was wszystkich na nasz FEJSBUK, YOUTUBE oraz INSTAGRAM, gdzie zdjęcia i filmy publikuję na bieżąco…

 

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o
x

Check Also

sunset mindoro philippines

Zupa z małży

Poprzednią część historii znajdziesz we wpisie pt. „Agihis – czyli zbieranie małży” ...