Home / AZJA / Filipiny / Cztery siostry

Cztery siostry

Poprzednia część tekstu ukryta jest TU.

 

„Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób.”  Lew Tołstoy

 

 

 

Siostra pierwsza

 

Ire założyła swoją rodzinę stosunkowo szybko. Miała wtedy 17 lat, gdy poznała tego ciut od niej starszego chłopaka z sąsiedztwa. Czy się faktycznie zakochała? Gdy o to pytam, uśmiecha się do siebie.

– Chyba nie, wiesz?.. Więcej było w tym ciekawości, zauroczenia niż faktycznej miłości. Poszliśmy szybko do łóżka i bach! Ciąża! Wyjść za mąż jednak nie chciałam. Wiesz, że na Filipinach nie ma rozwodów. No, w teorii są, ale są strasznie drogie, a rozprawy ciągnąć się potrafią i po pięć lat. No nie chciałam, chyba go faktycznie nie kochałam.. – zamyśla się, zapalając papierosa – Urodziłam chłopca, dałam mu na imię Deryl. Zamieszkaliśmy niedaleko jego rodziny, w malusiej nipa house. Wiesz co to jest? – rzuca i nie czekając na odpowiedz ciągnie – To te najbiedniejsze domki – platformy sklecone z bambusa. On raz miał pracę, raz nie. W końcu dostał robotę na kutrach, ale nie tych małych śmiesznych łódeczkach, tylko na tych największych, co na 2 -3 miesiące w morze płyną. No i go nie było w domu na 2 – 3 miesiące, a potem wracał..

Ire wydmuchuje wolno dym z papierosa, przyglądając się esowatym smużkom, rozpływającym się wolno w wieczornym mroku.

– Aż któregoś dnia nie wrócił – rzuca, twardo kiepując papieros na kamieniu.

– Jak to nie wrócił?

– No zwyczajnie. Nie wrócił. Nikt nie wie co się stało. Po prostu zniknął. Byłam wtedy w ciąży z Atheeną..

Mrugam oczami, próbując ogarnąć przekazaną mi informację.

– Jak to zniknął?

– Nie wiem. Nikt nie wie. On pracował jako nurek. No wiesz, chodził po dnie, zaganiał ryby do sieci, był połączony taką rurą ze statkiem i tak oddychał. No i zniknął. Utopił się. Nigdy nie odnaleziono jego ciała..

Patrzę na Ire przerażona. 

– Ire, ja nie wiedziałam, że masz taką tragedię za sobą! Boże, ogromnie mi przykro! Ogromnie! – mówię, wiedząc jak głupio brzmią moje słowa w kontekscie śmierci partnera.

– Przykro? Daj spokój. Mnie nie było w ogóle przykro.. – kolejna smużka papierosowego dymu leniwie ozdabia powietrze – W zasadzie to się cieszyłam.. – zamyśla się znowu, a mi ogromnieją oczy.

– Asia, to był agresor. Kiedy wracał z morza, moje życie zamieniało się w koszmar. Dawał nam trochę pieniędzy, owszem, ale większość przepijał, rozumiesz? Bił mnie! Byłam w ciąży, a on walił na odlew. Nie, kochana, ta śmierć to łaska boska. – mówi stanowczo, kiepując kolejną fajkę. – Nie odeszłabym sama, chyba nie miałabym sił. Moje życie już wtedy było koszmarem, kim bym była, gdyby on żył? Zniszczoną, zaszczutą kobietą, z powybijanymi zębami? Strzępkiem matki nieustannie drżącej o życie swoje i dzieci? Asia, ta śmierć, to błogosławieństwo.. – i dostrzegając zgrozę malującą się w moich oczach, wybucha śmiechem – No daj spokój, nie patrz tak na mnie! Mam już to dawno za sobą. Wiesz, bardzo długo byłam samotną matką. Jakiś czas temu poznałam Włocha. No zakochałam się, wiesz, taki uroczy chłopak z Europy, grał na gitarze. On mi pokazał couchsurfing, zabrał mnie w podróż. Dzieci zostawiłam mamie, jechaliśmy tylko po Filipinach, niedługo, ale i tak było pięknie. No i rozstaliśmy się potem, ale od tego czasu mam konto, a Ty jesteś pierwszym gościem, który do nas chciał przyjechać. Bossa znam już jakiś czas, moja najstarsza siostra pracowała w firmie ochroniarskiej, więc się tu chłopy złaziły na podwórko, paliły fajki i gadały. No to my się do nich dołączałyśmy, no i tak Bossowi wpadłam w oko. Wolno się rodziła ta relacja, razem oficjalnie jesteśmy od niedawna, a ile potrwa, zobaczymy. Wiesz, ja już za stara jestem, by wierzyć w cuda, jak się nie zgramy, to ucinam, mam dzieci, muszę o nie dbać, one są najważniejsze..

 

Everyday life Philippines

Poranek u Irene.

 

 

Siostra druga

Meriam jako jedyna z sióstr jest oficjalnie mężatką. To jej drugi mąż, tata najmłodszego synka, także ochroniarz. Z pierwszym ma dwójkę dzieci – starszego chłopca, już poważnego nastolatka i 10 letnią dziewczynkę. To ona przygarnęła nas, jako że dysponowała ciut większym pokojem, niż Ire. Meriam, jak wszystkie siostry jest bardzo pracowita. Jeśli nie zarabia właśnie masażami, to całe dnie pierze (jest pralka, ale płuka się w rękach, by oszczędzić wodę i proszek. Na jednej wodzie można zrobić ze trzy prania), gotuje lub sprząta. W jej ubożuchnym domku, podobnie jak u sióstr, lśni czystością. Jedyna ubikacja na 19 osób jest co drugi dzień porządnie szorowana. Nie tylko muszlę, ale i betonową podłogę posypuje Meriam żrącym proszkiem, który wytrawia zapach moczu i choć ściany straszą surowością, na tych dwóch metrach kwadratowych jest czysto i pachnąco.

 

Meriam była w drugim miesiącu ciąży, gdy umarł jej mąż. To małżeństwo akurat było dobre, kochali się, żyli zgodnie, mąża wszyscy lubili. Pracował też ciężko i nim odkryto, że ma raka, nowotwór był już w czwartym stopniu zaawansowania. Przez moment Meriam i siostry walczyły o jego życie, chodząc po sąsiadach, zbierając pieniądze i zaciągając długi na jego leczenie. Na Filipinach ubezpieczenie mają tylko najbogatsi, za pomoc medyczną biedota płaci, jak się coś dzieje. A jak sie dzieje poważnie, to rodzina wpada w długi. Kasy jednak wciąż było za mało. Mąż Meriam skonał w samochodzie, gdy wiezli go do szpitala.

Niedługo potem Meriam urodziła.

Odkąd poznała Raymonda, życie zrobiło się akceptowalne. Oboje pracują, ona zarabia nieźle na masażach, Raymond przynosi całe 6 tysięcy peso. Luksusów nie ma, trójka dzieci w rozpadającym się domu, ale jest co jeść i w co sie ubrać. Praca w ochronie jest stabilna, firma rzetelna. Tyle, że pracuje się na noce. Ma to dobre strony, bo jak Raymond rano wróci, to jeszcze coś w domu zrobi, pobawi się z synkiem. Potem idzie spać, a wieczorem wstaje i tak zaczyna się jego dzień.

Meriam, jako jedyna z sióstr jest głęboko wierząca. Ją jako jedyną widzę wyelegantowaną, gdy w sukience, z ułożoną przez siostrę fryzurą i z pełnym makijażem wsiada na motor, by jechac do oddalonego o pół godziny drogi  kościoła. Jako baptystka jest w mniejszości religijnej Puerto Galera, więc albo wsiada do organizowanego przez kościół transportu, albo – jeśli Raymont akurat nie pracuje – na motor i całą rodziną mkną oddać hołd boskim siłom, co to ich razem poznały i przez życie szczęśliwie prowadzą.

Jeno siniaki pojawiające się czasem na jej śniadych ramionach świadczą, że to życie to jednak nie taka sielanka.

 

Evening at home in Philippines

W domu u Meriam wieczorami rodzice pracują, a dzieci kładą się spać same.

 

 

Siostra trzecia

 

– Jak masz na imię? Asia? Jak kontynent? Fajnie, a gdzie masz męża? – wypaliła bezpośrednio i bardzo po filipińsku Sheryl

– Nie mam meża! – odpaliłam, robiąc błaznowatą minę

– A, to norma! – machnęła ręką – Ja też nie mam. Dużo kobiet nie ma. Nic się nie dzieje, takie życie. – westchnęła, a mi przed oczami stanęły twarde zasady islamu w liberalnej przecież Indonezji, gdzie kobieta bez męża jest uważana za gorszy sort człowieka. Zdecydowanie wolałam to podejście nieislamskie. Samo samotne macierzyństwo jest wystarczająco ciężkim i wyczerpującym emocjonalnie doświadczeniem.  Nie wyobrażałam sobie, jak dają radę kobiety, którym na to wszystko dokłada się jeszcze niechęć rodziny i wyraźny, otwarcie demonstrowany ostracyzm społeczny. W tej kulturze przynajmniej nikt nikogo nie wyrzucał z domu, nie spluwał ani nie przechodził na drugą stronę drogi na widok matki bez mężczyzny u boku.

Małżeństwo Sheryl skończyło się bezpowrotnie, gdy złapała męża w domu z kochanką. Nie było miłosierdzia. Wybaczała wiele, ale tego dnia serce drobniutkiej Sheryl stwardniało na kamień.

– Wynocha!.. – wysyczała – wynoś sie z mego życia Ty i dziwka Twoja!..

I taki był jej koniec małżeństwa, a początek samotnego macierzyństwa.

Sheryl pracowała w resortowym barze, z marnej wypłaty i lepszych napiwków utrzymując siebie i dzieci. Lubiła swoją pracę, lubiła rozmawiać z ludźmi, lubiła ruch jaki wokół niej panował. W tym samym resorcie pracował też sympatyczny instruktor nurkowania, rodem z Niemiec. Znali się już dobrą chwilę i do końca nie wiadomo, kto za kim zaczął pierwszy wodzić maślanym wzrokiem. Potem poszło jak burza – nie minęło wiele czasu, gdy zostali parą, a potem Sheryl zaczął rosnąć brzuszek. Radość ze związku i z dzieciątka mącił nieco fakt, że przystojny Niemiec lubił sięgać po kielicha. Wszystko załamało się jednak, gdy Niemca nagle złożył niespodziewany atak bólu. Potem było jak w starej, kinowej szmirze – karetka, szpital, przewóz do stolicy, tam znowu szpital.. I w tym wszystkim Sheryl, dzielnie stojąca przy boku swojego nowego partnera, pielęgnująca go i ich miłość, w ciągłych rozjazdach między manilskim szpitalem, a domem, w którym czekała na nią dwójka dzieci.

W końcu przyszły decyzje – Niemiec wraca do Niemiec.

– Sheryl, tam jest świetna służba zdrowia..- tłumaczył – Jestem ubezpieczony, dobrze mnie zdiagnozuję, pokroją, potem zrehabilitują i będe jak nowy..

Sheryl jednak się bała. Bo co będzie, jak już nie wróci? A co będzie, jak wróci i znów sięgnie po kielicha? Przecież tu, na Filipinach wszyscy piją na umór. Okazja jest co krok.

Niemiec na razie nie wraca.

Jego córeczka ma już połtora roku, jest prześliczną, jasną dziewczynką ze stanowczym charakterem i chęcią eksplorowania świata. Sheryl jest przepiękną mamą, ciepłą, pogodną, cierpliwie reagującą na potrzeby malucha. Często też mówi, że mąż to, czy maż tamto, tak jakby przydając mu oficjalny status, zaklinała nim rzeczywistość. Bo on codziennie dzwoni i mówi o tym, że nie pije. Bo troszczy się o malucha. Bo przesyła pieniądze. Bo mówi też, że ją kocha i załatwia jej pracę, a ona się cieszy, bo w Europie każdy przecież zarabia. Filigranowa Sheryl będzie pokojówką w niemieckim hotelu. Będzie nosić ciężkie odkurzacze, podnosić olbrzymie materace, ścielić tonami pościeli dziesiątki łóżek. Od powtarzalnych ruchów polerowania szybko nabawi się cieśni nadgarstka i łokcia tenisisty, kwestią czasu będzie, jak strzeli jej kręgosłup. Koleżanki z pracy przyniosą jej wtedy dopalacz i środki przeciwbólowe.

Czy skorzysta?

Nie wiem, może tak, a może nie, ale na pewno będzie próbowała zarobic jak najwięcej w jak najkrótszym czasie, by jak skończy się wiza – wrócic z kasą do swoich dzieci. Albo – oby – ściągnąć je do Niemiec.

– Wszystko to będzie możliwe, o ile mąż nie wróci do picia.. – dodaje na końcu, znów zaklinając rzeczywistość, a ja znów mam dylemat, czy opowiadać im o  tamtym zakątku świata.

 

 

 

Siostra czwarta

O Deili wiem najmiej. Jest najbardziej tajemniczą ze wszystkich sióstr, przychodzi rzadko, zawsze pyta się, czy nie jestem głodna. Ma zniszczoną twarz kobiety, z której trudno wyczytać, czy to alkohol, czy ciężkie życie tak się na niej zapisało. Ma też męża, ciągle pierwszego oraz trójke prawie dorosłych dzieci, za to już nie ma pracy. Jeszcze miesiąc temu miała, ale redukowano pozycje i w firmie ochroniarskiej zostawiono samych mężczyn. Kiedyś prowadziła też sklep, ale do końca nie wiem, co się z nim stało. Oficialnie Ire twierdzi, że Daila, mając dość siedzenia w domu chciała pracować między ludzmi, ale z różnych półsłowek zaczyna wynikać, że zwyczajnie go przejadła. Gdy brakowało jej makaronu – brała ze sklepu. Gdy brakło oleju – też brała ze sklepu. A że do kasy nic nie wsadzała, w końcu brakło też i sklepu, który podzielił los wielu małych filipińskich biznesików.

Teraz, widząc że Irene chce otworzyć sari-sari (przydomowy sklepik), przychodzi od niej po pomoc. Wspomaga ją radą, ale też mam wrażenie, że oczekuje czegoś więcej.

Ale tu Ire jest twarda.

Gdy o to pytam, mówi z goryczą:

– Wiesz, kiedyś było tak, że zupełnie nie miałam ani pracy, ani kasy. Delia pozwalała mi wtedy prać jej rzeczy, dawała mi za to parę groszy. Któregoś dnia Deryl miał gorączkę. Ja bez kasy, dziecko chore, trzeba do lekarza. Prosiłam ją, pożycz kasę, oddam, odpracuję. Wiesz, że nie pożyczyła? Taka jest! Miała kasę, wiedziałam o tym, dobrze zarabiała w ochronie, a nie pożyczyła! A ja na chore dziecko chciałam! Nie mogę jej tego zapomnieć, wiesz Asia, no nie mogę.. I nawet już się nie staram..

 

Ciąg dalszy znajdziesz TU.

 

Cztery siostry.

 

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

5
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Somos Dos - Migawki z podróży Małej i DużejMalgorzatapharlap Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Malgorzata
Gość
Malgorzata

Niesamowita opowieść, bardzo dziękuję – wzruszam się i chłonę wszystkie szczegóły – świetne filmiki, jak tylko czytałam niewiarygodne mi się wydawały pewne fragmenty – np. 10 m powierzchnia mieszkalna. Fantastycznie się tam bawią te wszystkie dzieciaki 🙂 bieda niewyobrażalna z mojej perspektywy, a jednocześnie te historie kobiet takie podobne na całym świecie – maja dzieci, więc o nie dbają jak potrafią.

pharlap
Gość
pharlap

Świetnie napisana, bardzo przejmująca relacja.
A na maginesie – dlaczego Irene zarejestrowała się na coach surfing skoro pytała czy załatwiłyscie sobie jakieś mieszkanie? Domyślam się, że liczyła na jakiś dochód, ale z drugiej strony zasadą coachsurfing jest chyba bezpłatność.

Malgorzata
Gość
Malgorzata

Zarejestrowała się, bo z chłopakiem podróżowali po Tajlandii korzystając z coachsurfingu – to było w poprzednim odcinku opowieści – chłopak był obcokrajowcem, wiec widocznie konto na nią zarejestrowali, a autorka była pierwsza osoba, która chciała przenocować u Irene, myślę, ze wzięła ja z zaskoku 🙂 w sensie Irene nie wiedziała jak odmówić 🙂

x

Check Also

Tsunami. Kiedy cofa się morze.

– Iman – zapytałam kiedyś mojego hosta mieszkającego w indonezyjskiej wiosce, na brzegu Cieśniny Sundajskiej ...