nie przegap
Home / AZJA / Tajlandia / Co zobaczyć w Chiang Mai z dzieckiem – bardzo subiektywny wybór atrakcji

Co zobaczyć w Chiang Mai z dzieckiem – bardzo subiektywny wybór atrakcji

Wybór bedzie bardzo subiektywny, bo nas Chiang Mai nie zachwycil. Wyciorane autostopem i dosc intensywnymi podrózniczo kilkoma dniami marzylysmy o niewielkiej górskiej miejscowosci, gdzie polazimy po cichych i pieknych uliczkach, wyskoczymy na spacer wokól miasteczka, nabierzemy sil i odpoczniemy cialo i glowe. Glównie ja – bo zmeczenie jakie mnie dopadlo bylo ogromne.

Jakiez bylo moje zdziwienie, gdy okazalo sie, ze Chiang Mai, to calkiem pokazne miasto z zapchanym, smierdzacym spalinami, halasliwym centrum. Spaliny z ulicy czulam nawet w naszym dormitorium, halas przemykajacych pod oknem tuktuków i motorów rozdzieral wzgledna cisze 24h/dobe, a noca, jak to bywa w takich  miejscowosciach zaczynal sie jazgot dyskotek. Z dziecmi – polecam srednio, bo oprócz wspomnianych „atrakcji” dolacza sie do tego bezchodnikowosc historycznego centrum. Wszyscy ida bokami niewielkich ulic, po których pedza skutery prowadzone czesto (szczególnie wieczór) przez osoby po alkoholu (wiem bo rozmawialam z ludzmi, widzialam). Do tego taksówki, songteawy, busy itp. A ze widzialam tez wypadki, osoby po wypadkach oraz osoby potracone na ulicy, to temat bezpieczenstwa na drodze stal sie moja kolejna schiza.

Kazdy spacer po centrum byl dla mnie powodem do stresu – Gajka musiala isc za raczke, a jak chciala sobie pobiegac na gdzieniegdzie pojawiajacym sie i nie zastawionym reklamami chodniczku – krzyczalam od niej z daleka, gdy tylko dobiegala do jego konca – bo z bramy wyskakiwaly szalone motocykle, a na skrzyzowaniu – wiadomo. I choc Gaja ma swoje kilkuletnie doswiadczenie w poruszaniu sie po takowych drogach, ciagle mam swiadomosc, ze jest malym dzieckiem, które moze zagapic sie, zafascynowac czyms po drugiej stronie, zamyslic –  i wypadek gotowy. My, dorosli popelniamy tez takie bledy i czasem placimy za to najwyzsza cene, prawda Wujku?..

Wujka Kazka od lat nie ma z nami, ale pamiec o tym jak odszedl tkwi we mnie i zostanie tam na zawsze. Kiedy zginal, mial tyle samo lat, co ja teraz. Jak zwykle pojechal do miasta i chcial przejsc na druga strone ulicy. A ze wychodzil zza autobusu – zamyslony, zafascynowany czyms, a moze roztargniony – nie zauwazyl samochodu jadacego z drugiej strony..

 

 

1.Stare Miasto

Swietne do poplatania sie po uliczkach zarówno w ciagu dnia, gdy ciekawie prezentuja sie tutejsze swiatynie (mnóstwo ich), jak i wieczorem, gdy miasto wybucha kolorami, smakami i zapachami. W weekendy, na glównej ulicy Starówki odbywa sie targ – a tam faktycznie – jak na targu, mozna dostac wyroby widziane w sklepach nieco taniej. Targ jest tloczny, miejscami trzeba sie przepychac, a jak to w tloku bywa, dziecko jest przepychane, szarpane, potracane i szturchane. Problem rozwiazalam biorac Gajke kilkukrotnie na barana. Dla mlodszych dzieci dobrym rozwiazaniem bedzie nosidlo. Wózka nie polecam ze wzgledu na tysiac dziur lakomie czajacych sie na kola. Takze trzeba pamietac o braku chodników oraz o tloku pieszo-samochodowo-motorowo-tuktukowo na uliczkach oraz wszystkim co taka sytuacja implikuje (smród spalin, przejezdzajace z róznymi predkosciami motory itp)

 

 

2 Tiger Kingdom

Tak, ZDECYDOWANIE zabierzcie tam dzieciaka. Ale nie kupujcie biletu, tylko usiadzcie sobie na chwile w restauracji, albo nawet postójcie i popatrzcie, co widac przez restauracyjne okna. A widac dziki tlum ludzi i tygrysy. Piekne, pasiaste, futrzane olbrzymy stojace, siedzace, lezace , a czasem wrecz rozkladajace sie na plecach z lapami do góry, otoczone przez grupy ludzi, którzy je glaszcza, przytulaja sie, klada sie na nich (tak, tak!), ciagna za ogon, albo za uszy. Usluzny, usmiechniety od ucha do ucha pracownik stojacy przy kazdym z przepieknych drapiezników, odbiera wyciagane w jego strone komórki i robi tysiace zdjec owym glaszczacym/ przytulajacym sie/ ciagnacym je za-co-popadnie, usmiechnietym szeroko turystom.

 

Gaja poprzygladala sie chwile tej scenie, a potem zapytala:
– Mamo, a dlaczego je tak wszyscy dotykaja?
– Bo to niezwykle poglaskac tygrysa. I zrobic z nim zdjecie.
– A dlaczego?.. – padlo sakramentalne pytanie Gajucha
– Bo to dzike, dumne i grozne zwierze, którego na wolnosci wszycy sie boja.
– A dlaczego jest w klatce?
– Bo ludzie go zlapali i do klatki wsadzil.
– A dlaczego?..
– Zeby zarabiac pieniadze.

Gaj pomyslal chwile, popatrzyl, a potem smutno skonstatowal: – Biedy tygrys. Oni go caly czas dotykaja. Tak jak mnie. A on sie nawet nie moze bronic.

10

 

 

Wiec zabierzcie tu swoje dzieci, pozwólcie im popatrzyc na tygrysy, a potem wytlumaczcie, dlaczego nie kupicie biletów i nie wejdziecie do srodka, a tym samym polaczcie lekcje biologii, geografii i psychologii z elementami swiadomego podrózowania. A, przy okazji jeszcze pogadanke na temat narkotyków mozecie zrobic.

PC200562

Ps. Doprawdy, wzruszajace jest, jak pracownicy Tiger Kingdom dbaja o swych podopiecznych.

 

 

3. Paper Poo Factory

Ciekawy pomysl na lokalny biznes, a jednoczesnie swietne zajecia edukacyjne z recyclingu, pokazujace jak kupe slonia przeksztalcic na papier. Mozna zobaczyc i wlaczyc sie w kazdy z etapów – od wziecia w reke samej kupy (wysuszona, niesmierdzaca, nieobrzydliwa, skladajaca sie z plataniny niestrawionych czesci roslin), przez proces namaczania jej, rozdrabniania, gotowania, wylewania do form, az wreszcie suszenia. Na koniec jest miejsce warsztatowe, gdzie chetni moga zrobic/kupic sobie pamiatke z papieru zrobionego z kupy – zakladke, zeszycik, portfelik, obrazek itp itd. Do dyspozycji jest przygotowany wczesniej przez pracowników papier, nozyczki, klej oraz wyciete gotowe wzory (literki, slonie, kwiatki, serduszka itp) Niespodzianka, ktorej nie ma na stronie Paper Poo Factory polega na tym, ze za zabranie zrobionych rzeczy trzeba dodatkowo zaplacic. Nie ma tej informacji na ich internetowej stronie, wiec my zostalysmy tym faktem zaskoczone. Niemniej jednak goraco zachecam do zabawy w wycinanki, bo frajda dla dzieciaków jest wielka – z rodzina Izy, która spotkalysmy dzien wczesniej, spedzilysmy tam duzo wiecej czasu niz bylo w planach, a dzieciaki wylepialy swoje rysuneczki z wielka przy tym radoscia.

 

 

 

PC200492

PC200502

PC200543

 

 

 

4. Bua Thong Sticky Waterfalls

To zabawa dla duzych i dla malych, polegajaca na zejsciu w dól wodospadu sciezka, a potem wchodzeniu do góry – w wodospadzie.  Niezwyklym jest to, ze skaly, po których spada wodospad przypominaja stwardniala gabke i sa niezwykle przyczepne. Tylko na samej górze wodospadu jest kilka metrów obrosnietych glonami, gdzie trzeba na prawde uwazac. Frajde we wspinaniu sie mialy glównie dzieciaki i dla nich jest to bez watpliwosci emocjonujace przezycie, dla mnie  – jako doroslego – bylo ok, ale bez fajerwerków. No i byloby zdecydowanie sympatyczniej , gdybysmy trafili na cieply dzien – niestety to byl akruat czas „polarów i czapek” w Tajlandii.

 

 

 

 

 

Technikalia: Najlatwiej przyjechac skuterem lub samochodem. Na miejscu do dyspozycji sa sanitariaty (czyste), miejsce piknikowe (stoliki itp), oraz przekaski (szczególnie w sezonie, poza sezonem sugeruje zabrac conieco ze soba).  5 min jazdy samochodem od Waterfalls w kierunku Chiang Mai, po prawej stronie jest maluski wiejski targ – mozna tam kupic owoce w bardzo dobrych cenach (np pamelo 20 bth, olbrzymia kisc bananów – 10 bth) Jedzenia na same wodospady wnosic nie wolno, ale poza nimi oczywiscie jest dozwolone. Nie zapomnijcie takze zabrac reczników, repelentu (jesli zostajecie do wieczora, lub wchodzicie glebiej w las), filtra przeciwslonecznego oraz wodoodporej torby/plecaka, który zarzucicie na grzbiet podczas wspinaczki (chyba ze jedna osoba zostanie z rzeczami – wówczas no problem) No i cieszcie sie tym miejscem – szczególnie z Waszymi dzieciakami, bo dla nich to moze byc ekstremalne przezycie.

ps. Na 1.01.2018 wstep na wodospady wciaz wolny!

 

 

5. Słonie

No wlasnie – wokól Chiang Mai jest sporo miejsc, gdzie sa slonie. Coraz wiecej obozów ma w ofercie nieagresywne formy poznania tych pieknych olbrzymów, czyli kompiele w rzece, pielegnacja, karmienie, spacery. Mozna wykupic rózne opcje – od dziennych, lub kilkugodzinnych pobytów do tygodnia lub dwóch wolontariatu. Ten wolontariat jest slono platny, wiec – czujac w sobie bunt w kierunku takiego wykorzystywania dobrego serca ludzi – nie polecam. I nawet tlumaczenie, ze jest to donacja mnie nie przekonuje, bo donacja z zalozenia jest dobrowolna, a wolontariat – z zalozenia jest praca za wikt i opierunek. Tak wiec na pólnocy Tajlandii znajdziecie wiele wariantów przygody ze sloniami, takze w polaczeniu z raftingiem, trekkingiem, lub zwiedzaniem okolicy i wierze, ze wybierzecie cos stosownego do Waszych upodoban oraz zasobnosci portfeli. Jedyne o co Was prosze, to o uprzednie nabycie wiedzy na temat tresury i traktowania slonia. Ja nabylam ja dosc swiezo i to co przeczytalam, diametralnie zmienilo moje plany i sprawilo, ze z Gaja po prostu BYLYSMY z tymi olbrzymami, a NIE JEZDZILYSMY na nich. A gdzie? W Twins Elephant Camp, Pai która lezy na zachód od Chiang Mai w odleglosci ok.4 godzin drogi nyska. Dlaczego? Bedzie o tym w osobnym wpisie.

 

 

 

 

Tu kilka stron, na które ogladnelam i na które Was bardzo ZAPRASZAM, by DOWIEDZIEC SIE i BYC SWIADOMYM, jak wygladaja kulisy jazdy na sloniu:

Katarzyna Boni – „Zlamane dusze” – artykul, GW

Jak trenuje sie slonie? – material video, youtube

Nielegalny handel sloniami. – materialy video, youtube

Sprawa ze sloniami jest prosta: dopóki bedzie podaz – bedzie popyt. Na jazde, na malowane przez slonie obrazki (Slonie maluja obrazy? Maja naturalne, odkryte przez tresera taleny?), na wyroby z kosci sloniowej. Miejcie SWIADOMOSC prosze, ze WASZE WYBORY moga napedzic lub wstrzymac popyt – na jazdy, na sztuczki, na kly (ciosy) sloniowe, a w konsekwencji miec wplyw na jakosc zycia – i w ogóle na zycie sloni, bo jak nie bedzie popytu – to i podaz zaniknie.

WWF: Czy nadejdzie koniec handlu koscia sloniowa? (pol)

Guardian: Wladze Hongkongu chca zakazac handlu koscia sloniowa (eng)

South China Morning Post: Handlarze koscia sloniowa spowoduja, ze „za 10 lat sloni juz nie bedzie” (eng)

Guardian: Slonie na drodze do unicestwienia (eng)

 

 

6. Gotowanie

To bylo marzenie Gai. Odkad przez dziure w plocie podgladnelysmy zajecia w jednej z lokalnych szkól, Gaja co jakis czas wracala do tematu, mówiac: – Mamo.. Chodzmy do szkoly.. Nauczmy sie gotowac.. Zrobimy fried rice i Twojego ulubionego padthaia.. No, chodz..

Ze wszystkich szkól, których ulotki mialam pod reka,  wybralam A lot of Thai. Co mnie przekonalo? To, ze szkola prowadzona jest przez dobrze mówiaca po angielsku Tajke, w jej prywatnym domu, poza turystyczna czescia Chiang Mai, co – oprócz przyjemnosci i wiedzy dla nas – da nam mozliwosc wsparcia lokalnej rodziny.

Zajecia okazaly sie strzalem w dziesiatke, a moja 5 letnia Gaja miala mnóstwo zabawy, oprócz tego, ze takze duzo sie nauczyla. Kwan okazala sie byc wesola i cierpliwa nauczycielka z fantastycznym podejsciem do dzieci. Gaja kroila, siekala, smazyla, mieszala z wielkim zapalem i radoscia, robiac fantastycznego padthaia, kurczaka z orzechami nerkowca i pyszne curry. Te kilkugodzinne zajecia z gotowanie to kapitalne wsparcie jej rozwoju emocjonalnego, samooceny oraz wiary we wlasne mozliwosci – a przy tym mnóstwo zwyklej, wielkiej radosci z procesu tworzenia i efektów. O szkole bedzie jeszcze osobny wpis – zaanonsuje go osobno.

 

ps. Chcac zapisac sie na zajecia – skontaktujcie sie z Kwan przez FB – link TU.

 

 

1

Untitled

 

 

 

7. Masaż

Tajski masaz jest znany, jak swiat dlugi i szeroki. Mam na mysli ten zwykly, nie z happy endem. Wszyscy go chwala, wszyscy sie nim zachwycaja, choc po chwili rozmowy dopiero wychodzi, ze nie wszyscy szczerze. I teraz, dlaczego o tym pisze. Chcac zaprosic Gaje na masaz robiony przez Tajke, sama na niego sie udalam. Wybralam miejsce, które dotknelo mojego serca, odkad je zobaczylam – Women’s Massage Center.

Centrum Masazu Kobiecego to prowadzone przez byle wiezniarki miejsce, które pozwala im zarobic pieniadze i stopniowo wracac do normalnego zycia. Wspieram ta inicjatywe z calego serca i zachecam Was do tego samego – a centrum znajdziecie tu:

 

Untitled

 

 

Moje wrażenia na temat Centrum i pracy masazystek sa bardzo pozytywne, niemniej jednak nie zdecydowalam sie zaprosic Gai na masaz.

Pamietajcie prosze, ze tajskim masazu wystepuje mnóstwo uscisków, które serwowane sa m. in. na unerwiona okostna, lub miejsca plytkiego przebiegu nerwów. Tego typu rekoczyny u mnie powoduja wielki ból. Trafilam na masaz szalenie zmeczona, ze spietymi zimnem, wysilkiem fizycznym oraz psychicznym miesniami. Masaz nie przyniósl mi upragnionego relaksu, przez wiekszosc czasu napinalam sie obronnie, poniewaz masazystka nie byla w stanie dopasowac sily nacisku do mojego bólowego progu. Dodatkowo, pod koniec masazu tajskiego wystepuja elementy manipulacji, które w Polsce potocznie zwane sa kregarstwem. Bardzo nie podobalo mi sie, iz nie zapytano mnie, czy przypadkiem nie mam problemów z kregoslupem szyjnym lub ledziwowym, tyko od razu hozo przystapiono do gwaltownych skretów moim tulowiem oraz glowa.

Ja sie obronilam i odmówilam tej czesci zabiegu, poniewaz wszelkie zabiegi na kregoslupie nie prowadzone przez wyspecjalizowanego fizjoterapeute moga skonczyc sie zle. Przecietny Kowalski jednakze tej wiedzy nie ma, natomiast ma duzo zaufania i checi doswiadczenia nowej, orientalnej terapii. Tu czuje sie w obowiazku przestrzec, iz terapeutki wyspecjalizowane w masazu tajskim to nie to samo co masazysci, z którymi spotykacie sie w polskich osrodkach zdrowia. Wiedza na temat anatomii, fizjologii czy fizjopatologii tutejszych, przeszkolonych do zawodu masazystów osób z reguly jest niewielka, w zwiazku z czym zalecam ograniczone w ich kierunku zaufanie – ale nie zniechecam.

Uzbrojeni w wiedze i pewien dystans idzcie i po prostu sprawdzcie, czy masaz tajski jest dla Was i Waszych rodzin, czy tez wolicie inne sposoby na zrelaksowanie zmeczonego ciala i ducha.

 

 

Untitled

 

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Co zobaczyć w Chiang Mai z dzieckiem – bardzo subiektywny wybór atrakcji"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marek
Gość

Subiektywny aczkolwiek bardzo merytoryczny wpis w pozytywnym sensie.

An Ja
Gość

czy widziałyście może manufakturę, gdzie ręcznie wyrabiają parasole? odkąd pamiętam mamy taki parasol w domu, który tato przywiózł, właśnie z tego miejsca (z lat 80’tych). pozdrawiam!

Gość

tygrysy słonie i rózne inne zwierzaki.. tyle sie o tym pisze w różnych językach a ciągle jest popyt na takie atrakcje 🙁 smutne i straszne

Gość

Strasznie smutne. Wiesz, slonie jeszcze rozumiem, bo jezdzi sie na koniach, woly pracuja w obejscu itd – tu moze brakowac ludziom wrażliwosci. ALE TYGRYSY??? Jakim trzeba być człowiekiem, by nie zadać sobie pytania, dlaczego te grozne drapiezniki daja glaskac sie po brzuchach??? Przeciez to az piecze w oczy!!!

x

Check Also

Wat Pa Tam Wua – magia białej szaty

15 minut przerwy to mało czasu. Szczególnie jak jest tylko jedno źródło ...