Home / AZJA / Filipiny / Pobieranie krwi u dziecka – jak to zrobić bez bólu

Pobieranie krwi u dziecka – jak to zrobić bez bólu

Pobieranie krwi to jeden z koszmarnych lęków Gai. 

Nie zdarza nam się to często, ot, w ciągu ostatnich 3 lat miało to miejsce może 2 razy. Jednak oba te zdarzenia były tak traumatyzujące, że teraz, gdy Gaja zrozumiała, że czeka ją „krewka”, to prawie osunęła mi się z lęku na ziemię.

Gdy więc szłyśmy długimi korytarzami w kierunku punktu pobrań, Gajon trząsł się jak osinowy listek.

Jej zachowanie było jak najbardziej zrozumiałe.

Nigdy nie zapomnę, jak pobierano jej krew w Kolumbii. Pielęgniarz na jej oczach wyciągnął strzykawkę, igłę i z namaszczeniem, w tempie żółwia zaczął przygotowywać zestaw do pobrania. Gaja na sam widok igły zareagowała atakiem paniki, który próbowałam bezskutecznie uspokoić. Gdy wreszcie strzykawka była gotowa, w małe ciałko Gai wstąpiły takie siły, że nie byłam w stanie utrzymać jej nieruchomo sama. 

Poprosiłam więc o przerwę, próbowałam uspokoić malucha, zmotywować do dzielności, ale pobudzenie było już tak olbrzymie, że nic nie docierało do małej główki. W efekcie trzech facetów trzymało rozciągniętą na kozetce Gaję, by trzeci mógł spokojnie pobrać krew. Gaja śmiertelnie przerażona, odchodziła od zmysłów z bólu i z tego gwałtu, który zadawano jej małemu ciału. Bo czymże jest takie pobieranie krwi? Bezwzględnym gwałtem na dziecku, które nie rozumie związku przyczynowo-skutkowego między zabiegiem, diagnozą i dobrym samopoczuciem za kilka dni. To trauma bólu, ubezwłasnowolnienia, uprzedmiotowienia wręcz jego ciała, która ryje psychikę, zapisując się w niej na zawsze.

Czy  mogłam temu zapobiec? 

Wtedy nie.

Dopiero teraz, zdobywając kolejną odrobinkę wiedzy i doświadczenia, jestem absolutnie pewna, że ta masakra była do uniknięcia.

 

Miejsca w których pobiera się krew wyglądają różnie, ale z reguły budzą one w dzieciach panikę.

 

– Raaapidoo.. – syczałam wtedy przez zaciśniete zęby – Hombre, mas rapido.. (Szybciej.. Człowieku, szybciej..) – bo operacja pobrania trwała i trwała – Na Boga, pospiesz się..  – a on szukał i szukał tej małej żyłki, a przerażona jak małe zwierzątko Gaja chrypła od krzyku tak przeraźliwego, że chciałam przywalić temu pielęgniarzowi, i tym trzymającym ją osiłkom, a najbardziej chciałam przywalić temu systemowi nieludzkiemu, które dzieci torturuje w tak głupi i niepotrzebny sposób.

Gaja długo płakała w moich ramionach nie mogąc się uspokoić, a ja płakałam razem z nią, kołysałam i głaskałam po pleckach. Poziom adrenaliny i innych hormonów strachu wyrzuconych do krwi był tak wysoki, że wyciszenie malucha zabrało mi dużo czasu. Ale miałyśmy ten czas, więc siedziałyśmy sobie w ciemnym kącie, z Gajonkiem przylepionym do mnie jak koala, już nie płaczącym, ale wciąż podrywanym przez nagły szloch czy westchnienie.

Dopiero gdy Gaj był gotowy, wstałyśmy i poszłyśmy w kierunku domu. I dopiero w domu odkryłam siniaki na jej ciele, które zostawili trzymający ją mężczyźni.

Po drodze była jeszcze jedna morfologia. Wówczas już czteroletnia Gaja, płacząc i trzęsąc się jak osika, pozwoliła sobie pobrać krew siedząc u mnie na kolanach – tylko ze mną, jako osobą unieruchamiającą jej rękę. Pani pielęgniarka wbiła się sprawnie, szybko pobrała próbkę i nakleiła plasterek w biedronki, wychwalając Gai dzielność pod niebiosa.

I tylko ja wiedziałam, że telepiący się ze strachu maluch zaakceptował zabieg nie dlatego, że rozumiał jego cel, ale dlatego, że pani pielęgniarka zaczęła wołać na pomoc mężczyzn. A wspomnienie pielęgniarzy, którzy przygniatali maleńką Gajenkę do kozetki, było tak przerażające, że zwyciężyło nawet strach i ból.

 

fiolki do pobierania krwi

Sam widok akcesoriów do pobierania krwi wzbudzić może u dziecka panikę.

 

Kolejne pobieranie krwi miało miejsce w Kambodży, w najdroższym i najlepszym szpitalu tego kraju.

Tam też po raz pierwszy myślałam, że faktycznie przywalę człowiekowi, który był za to odpowiedzialny. 

Scenariusz tego zabiegu był standardowy. Przerażone dziecko, które z dzielnością godną Orderu Orła Białego zgodziło sie na pobranie krwi, usiadło na mych kolanach. Pielęgniarz przygotował zestaw po czym zbliżył się do popłakującej z przerażenia Gai. Zdezynfekował dół łokciowy, po czym wbił się w żyłę.

Nie trafił.

Wbił się po raz drugi.

Nie trafił.

Wbił sie po raz trzeci.

Nie trafił, ale zaczął szukać dostępu do krwi, gmerając igłą w tkance.

Jak to okropnie boli, wie tylko ten, kto miał pobieraną krew przez niedoświadczoną osobę.

Ciało Gai wyginało się w łuk przy każdym najmiejszym drgnięciu igły.

– MAMAAAAA!… NIEEEEEEE!…. NIEEEEEEEEEE!… AAAAAAAAAAA!!!…….

W międzyczasie doskoczyło do nas dwóch facetów i scenariusz się powtórzył.  Kolejne ruchy igły sprawiały, że Gaja chrypła od zwierzęcego wycia, próbując wyrwać się oprawcom. Nie miała szans, bo siła mięśni dwóch dorosłych chłopów wręcz przyprasowała ją do mnie.

– MAMAAAAA!… NIEEEEEEE!…. AAAAAAAAAA!…  

Skowyt Gai podnosił mi włosy na głowie. Jedyne co mogłam zrobić to zacisnąć zęby, bo jakiekolwiek słowo z mojej strony mogło tylko przedłużyć tą torturę. 

Wreszcie pielęgniarz skończył.

Plaster, który przykleił na zakończenie, w momencie zrobił się czerwony.

Zamiast plastra przyłożył więc tampon z gazy, mocując go przylepcami.

Przez kolejne trzy dni Gaja nie pozwoliła sobie dotknąć ręki.

Rozprostowała ją z trudem na dzień czwarty, a jej niewielki dół łokciowy miał granatowo siny kolor.

 

pobieranie krwi

Trauma związana z pobieraniem krwi, szczepieniami i zastrzykami szybko może doprowadzić do syndromu białego fartucha.

 

Nic więc dziwnego, że gdy Gaja zorientowała się, co ją zaraz czeka, dostała ataku paniki.

– Ależ to nie będzie boleć – zapewniała pani doktor z dobroduszną miną – Nic a nic, to tylko drobne ukłucie.

W oczach Gai zobaczyłam złość na te upupiające, rzucone w kierunku myślącego i czującego człowieka słowa. 

Nie, dla niej nie było to drobne ukłucie. Owszem, to będzie boleć.

– Pani doktor – powiedziałam stanowczo, także czując złość na tę lekceważącą emocje Gajki postawę – Mamy bardzo złe doświadczenia z pobieraniem krwi. Jej strach jest uzasadniony.

– Bardzo mi przykro. – odrzekła lekarka – Badania jednak musimy zrobić.

Oczywiście to nie ulegało wątpliwości. Analiza krwi i moczu jest najprostszą metodą diagnostyczną, która bardzo może pomóc lekarzowi w ustalaniu diagnozy. Zonk w tym, że hasło „krewka” wyzwoliło w Gai atak paniki adekwatny niestety do nabytej uprzednio traumy.

– Nie chcę krewki!… NIE CHCĘ KREEEEWKI!!!.. – łkał Gaj z przerażoną miną, gdy wyszłyśmy od lekarza – Mamo, proszę.. Boli brzuuuuszeeeek..

– Choć maluszku, przytul się.. – wzięłam Gajenkę na kolana  – Musimy te badania zrobić, bo one powiedzą nam, dlaczego jesteś chora. I wtedy pani doktor będzie wiedziała, jakie lekarstwa Ci zapisać..

– NIGDY!!! PRZENIGDY!!!!  – płakał przerażony Maluch.

– Gajonku, spokojnie.. – powiedziałam, spodziewałam się takiego obrotu wydarzeń. Tyle, że od ostatniego pobierania krwi dużo się zmieniło. Dzięki mojemu ukochanemu P., lekarzowi poznanemu przez bloga, z którym wiodłam długie, internetowe dyskusje, wiedziałam już że zabieg pobierania krwi wcale nie musi kończyć się traumą – Wiem, że się boisz. To zupełnie normalne, dużo dzieci się boi i nawet niektórzy dorośli. Musimy poprosić o znieczulenie. Pani pielęgniarka nałoży Ci kremik, pójdziemy pooglądać film, potem drugi raz nałoży kremik, znów pooglądamy film, a potem już nic nie będzie Cie bolało.

Po oczach Gai widziałam, że nie wierzyła w żadne moje słowo. No bo jak ma teraz nie boleć, skoro ZAWSZE boli?

– Naprawdę kochanie. Wiem, ze się ogromnie boisz. Ale nie martw się, na razie nie będziemy nic pobierać, pójdziemy tylko znieczulić rękę kremikiem, i na film, dobrze? Nic nie zrobimy bez Twojej zgody.

Gaj wiedział, że nie ma wyjścia. Z bólem patrzyłam jak dzielnie wstaje i z przerażoną miną bierze mnie za rękę. Kucnęłam więc przy niej raz jeszcze i stanowczo powiedziałam:

– Gajusiu, tym razem NAPRAWDĘ nie będzie bolało. Obiecuję Ci! Rozmawiałam z P., on mi dokładnie wytłumaczył, jak trzeba znieczulić rączkę. I pamiętasz, co mówiłam przy zastrzykach na wściekliznę?(klik) Że nie bolą! I co, bolały?

– Troszkę bolały – mówi Gaj. – Ale nie bardzo.. – zaraz dodaje.

Faktycznie, szczepionki przeciwko wściekliźnie były chyba najbardziej lajtowymi zastrzykami, jakie miałyśmy w życiu. 

– I P. mówił, że nie będzie boleć? – upewnił się Gaj

– Mówił, że jak znieczulimy to nie będzie – potwierdziłam 

P. to lekarz, nasz dobry duch, autorytet dla mnie i dla Gajki. Od kilku lat wirtualnie towarzyszy nam w drodze, z czasem stając się naszym bliskim przyjacielem. P. już wiedział, że jesteśmy u lekarza, czekał na wiadomości. 

– Tylko pamiętaj, krem Emla to minimum dwie aplikacje po 20 minut, inaczej nie znieczuli! Sprawdziłem na sobie! – pisał właśnie przez komunikator. – Przecież takie pobranie krwi to ogromna trauma! Jak mają krem, bierz krem! Lignokaina na skórę nie ma takiej skuteczności!

Jednak mimo moich słów, doświadczenia z przeszłości podpowiadały Gajce inny scenariusz zabiegu. Gdy stanęłyśmy przed laboratorium, Gaj popłakał się okropnie.

– Gajenku – kucnęłam przed maluchem – nie będzie żadnego pobierania teraz. Obiecuję Ci. Tylko kremik na rączkę.

Z oczu malucha kapały łzy przerażenia.

– Proszę siadać – zaprosiła pielęgniarka – Nic nie będzie bolało.

Znów żachnęłam się w duchu. Co za idiotyczna fraza, gładkie słówko, w które i tak nikt nie wierzy. Oczywiście, że będzie bolało, no chyba że.. sie znieczuli!

– Dziękujemy. – odpowiedziałam – Ale przed zabiegiem proszę o znieczulenie dziecka. – dodałam szybko, widząc, że zaczyna łapać za igłę.

– Znieczulenie??? – zdziwiła się pielęgniarka w sposób, jakbym co najmniej do zabiegu zamawiała kawę – Ale my nie mamy znieczulenia w standardach!

– Nie znieczulacie dzieci przez pobraniem krwi??? – tym razem moje brwi podjechały pod sufit. Szpital, do którego wysłało mnie ubezpieczenie miał opinię najlepszego w mieście.

– Nie. – odpowiedziała pielęgniarka, patrząc mi prosto w oczy

– Rozumiem. To ja poproszę o tryb specjalny. Proszę znieczulic moje dziecko.

– Ale my nie mamy czym!

Nie wiem, co wyrażała moja twarz, ale pielęgniarka na wszelki wypadek zrobiła krok w tył. Na pewno było w tym niedowierzanie i zgroza. I, ekhm.. duża doza nieprzewidywalności.

– Coooo??? – powiedziałam wciąż uprzejmie, ale jakby wolniej i o ton niżej – Jestem w najdroższym szpitalu w Manili, ba – na całych Filipinach, zostawiam tu ciężkie pieniądze, a Pani mówi mi, że nie macie głupiej maści, by znieczulić rękę dziecka???..

– One moment madam, I will do my best!(Chwileczkę, postaram się Pani pomóc!) – rzuciła pielęgniarka i zniknęła za drzwiam.

Gaja trzęsła się obok.

– Gajuś spokojnie.. – kucnęłam znowu, patrząc córce głęboko w oczy – Nie będzie żadnej krewki bez znieczulenia. Nie pozwolę na to. Masz moje słowo.

– Mam znieczulenie, zapraszam na krzesło – pielęgniarka pojawiła się za nami znienacka – położymy kremik i za 15 minut proszę przyjść na pobranie.

Żeby krem Emla zadziałał znieczulająco, należy go aplikować 2 razy po 20 minut. I zabezpieczyć opatrunkiem. – powiedziałam spokojne, wyedukowana przez P. – Jeśli nie ma przeciwwskazań, nalegam na taki sposób aplikacji.

Pielęgniarka  popatrzyła na mnie zaskoczona.

– Dobrze, możemy podać znieczulenie w taki sposób. – machnęła ręką

Popatrzyłam na Gajona. Jej wielkie, szarozielone oczy były pełne ulgi.

– Proszę wyciągnąć rękę – zakomenderowała pielęgniarka

Gaj odruchowo schował rękę.

– Gaj, to tylko kremik. KREMIK! Rozglądnij się, czy widzisz tu gdzieś przygotowaną igłę?..

Gaja zerknęła podejrzliwie na boki. Igły nie było.

– No, to wyciągaj rękę. Pani szybko położy kremik i idziemy na film.

 

Gaj czeka na pobranie. Pomimo znieczulenia nie jest jej wesoło.

Gaj czeka na pobranie. Pomimo znieczulenia nie jest jej wesoło.

 

Gdy wróciłyśmy po prawie 30 minutach oglądania wesołych kreskówek, Gajonek był wyraźnie rozluźniony. Druga aplikacja i przyklejenie folii zabezpieczającej przebiegło bez problemów. Ale gdy wracałyśmy po kolejnej pół godzinie spędzonej w YouTubie, Gaj już taki wesoły nie był.

– Czółkowanie? – zaproponowałam ulubioną Gajki zabawę, pamiętając, że przed zabiegiem powinnam pobudzić jej krążenie. Równie dobrze mogłam kazać jej pobiegać po schodach, ale na taką akcję moje coraz bardziej stresujące się dziecko wyraźnie nie miało ochoty. Poruszać się jednak musiała. Przed pobraniem krwi jest to bardzo ważne, bo po pierwsze, na skutek wzrostu ciśnienia żyły się wypełnią i pielęgniarce łatwiej będzie się wkłóć, a po drugie krew będzie szybciej lecieć do próbówki, czym skróci się czas pobierania.

– Czółkowanie! – na szczęście Gaja zareagowała jak zwykle i przez moment przepychałyśmy się w szpitalnym korytarzu jak dwa, brykające koziołki, po czym weszłyśmy do sali pobrań.

 

Czółkowanie

Czółkowanie – czyli przepychanie się wyłącznie czołami na wzór baranów czy koziołków znakomicie ożywiło krążenie Gajki przed pobraniem krwi, a przy okazji rozluźniło malucha i odrwóciło na moment uwagę od przerażającego ją zabiegu.

 

– A jak będzie boleć? – pytał nagle Gaj drżącym głosem. 

– Nie będzie, jestem pewna – odpowiedziałam stanowczo.  – Po to tyle czasu miałaś położone znieczulenie. P. też mówi, że nawet nie poczujesz. – wsparłam się wspólnym autorytetem.

Widziałam, że Gaja bardzo starała się mi wierzyć, jednak mózg gadzi wziął górę, i gdy pielęgniarka zbliżyła się z błyszczącą igłą, Gaj spanikował.

– AAAAAAA!!!! NIEEEEE!!!! NIE CHCEEEEEEEEEEEE!!! 

– Gajuś, spokojnie. Masz przecież znieczulenie. Spokojnie. Zakryję Ci oczka, dobrze?

Ale Gaja już sama sobie oczy zakryła, więc ja tylko dla pewności położyłam na jej łapkę moją, w drugiej unieruchomiłam jej niewielki staw łokciowy i..

– AAAAAAAAAaaaaaaaaa… – Gaj wyprężył się cały i nagle zwiotczał.

Igła w najlepsze tkwiła w żyle.

– I co? Nie boli? – zapytałam z rozbawieniem. Pielęgniarka też się uśmiechnęła, łapiąc strumyczek krwi w kolejną fiolkę.

– No.. nie! Jejku, mamo! Zupełnie nie boli! Może tylko troszkę na początku. – dodał maluch dyplomatycznie.

Trauma została oswojona.

 

po pobraniu krwi

Po pierwszym w życiu, bezbolesnym pobraniu krwi.

 

 

Post scriptum

– No widzisz, Asia – mówił P, gdy rozmawiałam z nim o tym później – Szkoda, że od początku wszystkich wkłuć nie robiłaś na Emli. Wiesz, ile cierpienia by Gajon uniknął?

– Gdybym wiedziała, że tak można, to bym tak zrobiła. Nikt nigdy nie poinformował mnie o takiej możliwości. Nie zaproponował znieczulenia. Przecież każdy rodzic zrobiłby wszystko, by oszczędzić dziecku bólu. No cholera mnie bierze, jak myślę ile niepotrzebnego cierpienia jest przy takim głupim zabiegu.

– Zawsze proś o krem Emla! Pamiętaj – dwie aplikacje po minimum 20 minut. Albo kup plastry Emla w aptece. Naklejasz na rękę przed szczepieniem i dziecko bez stresu wieziesz na zastrzyk. W naszym szpitalu krem Emla jest standardem, proponujemy go każdemu rodzicowi, który przychodzi z dzieckiem na kłucie, obojętnie co to jest – szczepienie, pobranie czy zastrzyk. Ale wiesz co? Mało kto z tego korzysta! Jak sie dowiadują, że trzeba w przychodni dodatkowe 40 minut posiedzieć, to odmawiają! Rozumiesz? Mnie się to w głowie nie mieści! Szkoda im poświęcić 40 minut, wybierają, żeby dziecko cierpiało. A potem dziwią się, że dziecko ma syndrom białego fartucha i na widok lekarza ucieka..

 

Gaja spi z Renim

Pobieranie krwi przestało być traumą. Gaj już śpi spokojnie..

 

***

 

Kochani, a jak wyglądały Wasze doświadczenia z pobieraniem krwi u Waszych pociech? Czy uważacie, że Wasze dzieci rozwinęły traumę po pobraniu? Czy proponowano Wam znieczulenie? A gdyby Wam zaproponowano – mając w pamięci całą procedurę (aplikacja, min. 20 min oczekiwania, ponowna aplikacja, kolejne min. 20 minut oczekiwania, kilka ćwiczeń ogólnoruchowych w celu poprawienia krążenia krwi), czy byście się na to zdecydowali?

Napiszcie proszę. Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii.

 

***

 

I jeszcze krótka informacja dla hejterów. Nie, nie jest to artykuł sponsorowany. Nie, żadna firma produkująca krem Emla nie dołożyła nam się do podróży. Możecie spać spokojnie.

 

 

 

 

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

8
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
8 Comment authors
AsiaJulitaAgiPelagiaRenia Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Asia
Gość
Asia

To jest fajna opcja krem EMLA tylko przez czas oczekiwania i cenę nie jest standardem 🙁

Julita
Gość
Julita

Asia, a ja mam dla Ciebie dziwaczną historię z mojego dzieciństwa. Otóż było to tak: miałam ok. 5-6 lat, czyli byłam w wieku Gai; poszłam z mamą do przychodni, gdzie mieli mi pobrać krew. Ja jako dziecko krwi się nie bałam (to przyszło w wiekiem :P), za to mama ogółem nie lubi słuchać opisów chorób, pobierania krwi itd., bo prawie natychmiast robi jej się słabo. Tak więc pani w przychodni przystąpiła do pobierania krwi. Jedna ręka – nie da rady… druga ręka – też nie, bo żył nie widać. W końcu stwierdziła, że skoro nie potrafi wkłuć się do żyły,… Czytaj więcej »

Agi
Gość
Agi

Cieszę się, że odczarowałyście pobranie:) I dziękuję za ten wpis 🙂 „Kremik” leży w domu, bo też szukałam rozwiązania na nadchodzące.. Niestety ostatnio spotkałam się z opinią że Emla utrudnia pobranie. Być może chodzi właśnie o to krążenie?

Pelagia
Gość
Pelagia

Nie mam dziecka ale opowiem jak to pobieranie krwi wplynelo na mnie kiedy to ja byłam małym bezbronnym dzieckiem które nie miało za dużo do powiedzenia. Otóż ja od zawsze bałam się pobierania krwi. Ale nie oszukujmy, zawsze też musiałam być twarda. Bałam się igieł jak ognia. I też byłam mega panikarą. Nienawidziłam ludzi w kitlach bałam się chodzić do lekarza rodzinnego bo zawsze myslalam ze bedzie mnie kuł. I w sumie nie doszlabym do tego dlaczego sie tak boje gdybym nie otworzyła albumu ze zdjeciami. Taak albumu ze zdjeciami! Wyobraznia mi zaczela wariowac. Miałam ze 3 zdjecia gdy pobierano… Czytaj więcej »

Renia
Gość
Renia

Gdy moja (dziś 30 letnia) Maja miała po raz pierwszy pobieraną krew nie miała jeszcze roku. Do dziś jak sobie przypominam ten horror to miękną mi kolana. Płakałam razem z nią ze skrajnej bezradności. Twoja opowieść przeniosła mnie w tamto miejsce,kolory, zapachy. Dzięki wielkie za dr P i postęp w medycynie.

Olga
Gość
Olga

Ciekawa jestem w którym szpitalu w Polsce stosują krem przy pobieraniu. Moja córka po ciężkiej chorobie, pobycie w szpitalu powiatowym, wojewódzkim i w końcu specjalistycznym nigdy nie miała znieczulenia. A żyły ma kiepskie, po kilka podejść do założenia wenflonu bo pękają. Jest starsza od Gai ale też się boi.

Jola GC
Gość
Jola GC

Pierwszy raz słyszę o znieczuleniu przy pobieraniu krwi. Moje dzieci co prawda są super dzielne i bez paniki siedziały mi na kolanach i dały sobie zrobić co trzeba, ale też za każdym razem poszło naprawdę gładko i traumy im nikt nie zaserwował.
Z drugiej strony jeśli bym wiedziała o opcji ze znieczuleniem, to pewnie bym skorzystała. Po co ma boleć, jeśli nie musi?

Iga
Gość
Iga

U mnie bardzo podobne doświadczenia. Płacz, strach graniczacy z paniką. Nie wpadłam na pomysł, że przecież można znieczulic! Dziękuję!

x

Check Also

rysowanie kredą

Emocje dzieci

Emocje dzieci, to temat, który poruszyłam też we wpisie: „Tylko dzieci nie są w klatkach”. ...