Home / AZJA / Tajlandia / Wat Pa Tam Wua – medytacji nauka trudna

Wat Pa Tam Wua – medytacji nauka trudna

 

Ciąg dalszy – poprzedni wpis znajdziesz TU.

 

– Córeczko, kończ śniadanko. Zaraz zacznie się medytacja. – mówię, zerkając na zegarek. Jedzenie któregokolwiek posiłku od zawsze rozciągało nam się w godzinny proces. Kilka pierwszych kęsów szło sprawnie, a potem jedzenie schodziło na plan dalszy. Złapałam więc za łyżkę i włączyłam wspomaganie.

Gdy skończyłyśmy, miejsce medytacji było juz pełne. Zajęłyśmy dwie poduszki na samym końcu, bo zakładałam, że Gaja, znudzona procesem, będzie chciała wstać i porobić coś innego. 

– Gajenko.. – wyszeptałam, gdy z podwiniętymi nogami usiadłyśmy na poduszkach – jeśli będziesz chciała pobawić się w dormi, albo iść na spacerek, albo pozbierać listki – powiedz mi, dobrze? To wtedy sobie pojdziesz, a jak będziesz chciała, to znów do mnie przyjdziesz.

– A mamusia? – zatroszczyło się dziecko.

– A mamusia będzie sobie tu medytować i pilnować Twojej poduszki.

Mnisi siedzieli już na podwyższeniach. Jeszcze przez moment panowała cisza, po czym popłynęły słowa modlitwy. Gaja słuchała w skupieniu. Śpiewny, łagodny głos uspakajał i koił. Przymknęłam oczy, zapadając się w sobie. Modlitwa otoczyła nas, mruczała niezrozumiałymi głoskami, łagodną wibracją wypełniała przestrzeń, po czym – wybrzmiawszy resztą tonów – rozpłynęła się gdzieś pod zasnutym chmurami nieboskłonem, ustępując miejsca ciszy.

 

medytacja 4

 

Wdech- wydech.

Wdech – wydech.

Wdech – wydech.

Kątem oka zerknęłam na Gaję. Mała siedziała nieruchomo jak statuła, co jakiś czas zaginając paluszek. Przyglądałam się jej przez chwilę z podziwem. Początki medytacji są trudne. Samo siedzenie w miejscu i „nicnierobienie’ do najłatwiejszych nie należy. Tu bolą plecy, tam drętwieje noga. Myśli niespokojne skaczą jak pchły. A Gaja? Przecież to dzieciak mały, który cały dzień tańczy i śpiewa. A tu nagle – unieruchomienie, pozycja i zadanie – medytacja. Jaką dyscyplinę wewnętrzną musi Gaj uruchamiać w sobie, jakie pokłady cierpliwości i motywacji!

 

 

Mijają minuty. Czas rozmywa się w mglistym poranku, nie wiem już ile tak siedzimy.

Wdech- wydech.

Wdech – wydech.

Wdech – wydech.

Nie mogę się powstrzymać i znów zerkam na malucha. Siedzi wyprostowana, przygląda się sali.

Wdech- wydech.

Wdech – wydech.

Wdech – wydech.

Przymykam oczy. Mysli niesforne biegają po głowie. 

– Cicho! – dyscyplinuję je stanowczo – Jestem tu i teraz. Wdech. Wydech.

Obserwuję jak napełnia się moja klatka piersiowa, jak unosi się brzuch. Słucham szmeru powietrza. Czuję jak życionośny tlen wpływa we mnie, napełniając płuca.

Odech.

Świadomość.

Tu i teraz.

Czas biegnie. Słyszę jak Gaja kręci się na poduszce, poprawia pozycję. Nie reaguję, nie pomagam. Jeśli będzie coś chciała – przecież poprosi.

Wdech- wydech.

Wdech – wydech.

Wdech – wydech.

Delikatne „bam” przerywa ciszę.

Patrzę na Gaję, Gaja patrzy na mnie.

– Co teraz mamo?..

– Bedziemy medytować na leżąco. Ułóż sobie z poduszek materacyk i przykryj się kocykiem, a potem możesz znów liczyc oddechy.

Mościmy sobie obie legowiska. W sumie cieszę się ze zmiany pozycji. Plecy bolą, nogi bolą, a poleżeć zawsze jest miło.

 

8

 

– Już. Co mam robić, mamo?

– Połóż jedną rączkę na brzuchu, drugą na klatce i patrz, jak one się ruszają. Możesz znów liczyć i odginać paluszki. A możesz też iść pobawić się do dormi, albo pooglądać klasztor. Nie musisz medytować, jeśli nie chcesz. 

– Chcę! – stanowczo oświadcza Gaja, po czym zamyka oczy.

Wdech- wydech.

Wdech – wydech.

Wdech – wydech.

Czas na leżąco leci szybciej. Jest mi wygodnie, miękkusio i cieplusio. Zapadam w letarg, a potem zaczynam zasypiać. Resztką świadomości budzę moje ciało. Przecież nie o to w Vipassanie chodzi.

Wdech – wydech.

Myśli znów odpływają w przedsenne marzenia. Ach, co za niesforny umysł.

Wdech – wydech.

Robię więc to co Gaja – kładę rękę na klatkę, drugą na brzuch. Czuję jak w górę wędruje górna część mojego tułowia, a zaraz za nią dolna.

Wdech – wydech.

„Buuum”

 

7

 

– Już koniec?  – pyta Gaja nieco zaspana. – A teraz? Co mamusiu?

Patrzę na salę. Wszyscy wstają, przeciągają się, a potem wolno ustawiają w długaśny rząd. 

– Będziemy medytowac w ruchu. – domyślam się – Pójdziemy na spacerek.

– O, spacerek! – cieszy się Gaja, choć ja domyślam się, że ten spacerek będzie wyglądał inaczej niż nasze. Nie będzie skakania, śpiewania i pokazywania sobie świata, nie będzie żadnego pola do spożytkowania rozsadzającej Gajkę energii. Będzie znów skupienie i medytacja w dawce dla dorosłego, nie dla pięcioletniego dziecka.

– Gajuś, pamiętaj, że w każdej chwili możesz iść do dormi porysować, albo poczytać książeczkę – przypominam maluchowi, mając świadomość jak męczące może byc dla niej zadanie, którego się podjęła.

– Chcę iść medytować z Tobą! – oświadczył stanowczo Gaj, ustawiając się w kolejce za ostanią dziewczyną. Mnisi właśnie szli na czoło biało ubranego, ludzkiego węża.

– O! – Opat zatrzymał się przy Gai. – Jaki młody uczeń! Dzień dobry, dziewczynko. Jak masz na imię?

Gaj zawstydzony wyszeptał swoje imię.

– Kaja?

– Gaja! – poprawiła Gaja z naciskiem

– Gaja! – zachwycił się Opat – Whats a beautiful name! (Jakie piękne imię!). Are you going to meditate with us? (Czy będziesz z nami medytować?)

– Yes – odpowiedziała Gaja, zawstydzona, znów spuszczając oczy.

Good! Very good! VERY GOOD! (Dobrze! Bardzo dobrze! BARDZO DOBRZE!) – ucieszył się mnich – Bądź koniecznie na ofiarowaniu! – dorzucił, po czym ruszył na początek kolumny.

 

 

Rząd ludzkich postaci ruszył wolno, uważnie stawiając krok za krokiem. Bo i o to w tej medytacji chodziło, by skupić się na swoim ciele, czuć twardość ziemi dotykanej piętą, jej szorstkość w trakcie przetaczania stopy, sprężystość podczas odbijania sie do nowego kroku, by czuć jej chłód, wilgoć, śliskość, zauważyć moment połączenia się i oderwania od niej, by być tu i teraz, uważnym, świadomym swego ciała, wsłuchanym we własny oddech.

– Mamo, jaki piekny kwiat! – nie wytrzymała Gaja – No popatrz sama!

Faktycznie piękny. Jak magnes przyciągał wzrok, płonąc czerwienią w monochromie zgaszonej chmurami zieleni.

– Mogę go zerwać, mamo?

– Nie zrywaj go córeczko. – szepnęłam – Jak go zerwiesz, to on umrze.

– Ale on i tak przecież umrze. – oświadczyła stanowczo Gaja

– Tak, ale będzie żył dłużej. I dłużej będzie piękny. A jak go zerwiesz i zabierzesz stąd to umrze szybko. Kwiaty są najpiękniejsze, gdy mogą rosnąć naturalnie. – objaśniałam, mając świadomość, że przemawia przeze mnie własna, wrodzona niechęć do ciętych kwiatów. Ja wiem, że są piękne. Wiem, że ozdabiają dom, wprowadzając do niego naturalną nutę. Ale nie mogę powstrzymać się od wrażenia, że w wazonie stoją piękne, ale jednak już trupki, na które podpisano wyrok i których życie dopełnia się na moich oczach. Zawsze wolałam postawić na stole doniczke, w której rósł storczyk, tulipan czy wiosenny żonkil. Nie miałam wówczas poczucia odbierania i tak przecież efemerycznego życia kwiatom, które nie mając nóg, nie mogą zwiewać gdzie pieprz rośnie, w rozpaczliwej próbie uratowania swojego życia.

Maluch pokiwał głową i znów, krok za krokiem, świadomie i w żółwim tempie, skupione na własnym oddechu przesuwałyśmy się dalej, aż ciche „buuum” ogłosiło czas na przerwę.

Miałyśmy 15 minut dla siebie.

 

Ciąg dalszy znajdziesz TU.

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

20
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
11 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowo
Gość

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Pozdrawiamy, juz spoza klasztornych murów.. <3

Anonimowo
Gość

I ja Was cudne kobiety pozdrawiam

Anonimowo
Gość

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Walentynkowe serduszko? 😀

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Kochani – dziękujemy za lajki, komentarze i udostepnienia! Dziekujemy za cieple wiadomosci. Przede mna jeszcze jedna czesc opowiesci o klasztorze – u nas co prawda turbulencje internetowe, ale mam nadzieje, ze jeszcze w tym tygodniu uda mi sie ja skonczyc, okrasic zjeciami i filmami i wrzucic! Sciskamy Was z z Gajonem mocno! <3

Anonimowo
Gość

Jak napisałaś pięknie!!! Aśka!!!! 🙂 Jestem pewna że napiszesz książkę 🙂

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

To inna liga Elu. Moze kiedys, z czasem.. Bo widze ile rankow mi schodzi na przygotowanie takiego jednego wpisu blogowego.. <3

Anonimowo
Gość

:*

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

<3

Anonimowo
Gość

I ten niebieski parasol

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

I Opat. Hahaha, on ja jeszcze taka fajna, kolorowa czapke 😀

Anonimowo
Gość

<3

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

<3

Anonimowo
Gość

Tekst piękny jak każdy przez Ciebie napisany. Śledzimy Wasze niezwykłe losy i życie i ściskamy choć tak wirtualnie!! Dzielne kochane kobietki!!

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Kasia – dziekujemy Ci za Twoją obecnosc. Piszesz „sledzimy” – kto z Tobą?.. 🙂

Anonimowo
Gość

No przecież Zbyś Zbyszek Stefański – tylko on mniej lotny w fb yt itp no i Agatka Agata Szmigrodzka. Kibicujeny Wam od początku. Obie jesteście niezwykłymi dziewczynami.A jeszcze tyle przed Wami…..

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Katarzyna Stefańska O rany!.. – to z TYCH Stefanskich czytują moja skrobaninę?.. No to teraz zaczerwieniłam się po czubek głowy. I Agata Ludkolubowa?.. Uwielbiam! Pozdrawiam! Sciskam! <3

Anonimowo
Gość

Pięknie napisane

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Gość

Dziękujemy! <3

x

Check Also

Co zobaczyć w Pai z dzieckiem lub bez – bardzo subiektywny wybór atrakcji

Co można robić w Pai? Niewiele. Na pewno można wypocząć po intensywnych ...