Home / Ameryka / Kolumbia / Popayan. La Ciudad Blanca.

Popayan. La Ciudad Blanca.

Somos Dos: Popayan - La ciudad blanca Droga z San Jose de Isnos do Popayan nie jest spektakularnie dluga. Sto kilometrow, moze ciut wiecej. Natomiast jest bardzo dluga w wymiarze czasu. Sto kilometrow, zlapanym na stopa, nowiutkim jeepem pokonywalysmy 6 godzin. Wyboje przypominaly mi miejcami kratery na ksiezycu i nawet widoki, piekne, ale skaczace jak w zepsutym telewizorze nie umilaly nam drogi. Gaj taktycznie od razu zasnal. Ja zapieralam sie reka i nogami, druga reka starajac sie chronic siebie i podrzucane przez wyboje, a spiace jak zloto malenstwo. Maly czlowiek obudzil sie dopiero, gdy wyjechalismy z kosmosu na asfalt i.. bleeee.. I ja takze, bo asfalt, mimo ze skaczacej rozrywki nie dostarczal, dostarczal mnostwo ciasniutko poskrecanych serpentyn, ktore nasz kierowca bral z iscie polska fantazja. Wiec teraz, zamiast do gory, rzucalo nami na boki, a my, wprost przed siebie rzucalysmy pawia za pawiem. Gdy wreszcie dotarlysmy do Popayan pozna noca, na krawezniku siedzial i czekal na nas zastepca naszego hosta, cudowny i cieply Lokolombia Bedbet, czyli po prostu Fabio – ktory wstal, usciskal nas serdecznie, a potem otworzyl drzwi do swego domu..


Somos Dos: Popayan - La ciudad blanca Wykonczone samochodowym rollercosterem, z mety padlysmy do lozka. A rano? Obudzil nas zapach parzonej kawy i.. pierwszy w Gajki zyciu, specjalnie dla niej przeznaczony kwiat)))


Somos Dos: Popayan - La ciudad blanca

Z Lokolombia Bedbet i jego przyjaciolmi spedzilysmy trzy dni. Dobre, spokojny dni. Odpoczelysmy i nasmialysmy sie po pachy. Wymoczylysmy sie w goracych zrodlach, gdy na zewnatrz padalo i mrozilo (haha, 15 stopni to prawdziwy mroz dla nas, choc nie na minusie). Objadalysmy sie wspolnie przygotowywanymi, wegetarianskimi posilkami i opijalismy sie fantastyczna, kolumbijska kawa. I nade wszystko, korzystajac z kilku godzin slonca, wytrzebilysmy dziady, oby ostatecznie.

Cala ta operacje przyplacilysmy przeziebieniem, bo tutejsze prysznice na wolnym powietrzu sa, na podworku. A ze bylo, jak na nasze standardy zzzzimno, nawet nagrzanie wody nie pomoglo. Tym razem kupilysmy szampon typu znanego, czyli naloz środek na MOKRE wlosy, potrzymaj min 15 min, splukaj i modl sie, by dzialal. No wiec Gajki kapiel odbylysmy w kuchni, bo tam wiatr przynajmniej nie dmuchal. Dolewajac co rusz goracej wody no naszego dmuchanego wannobaseniku odczekalam rowno 15 min, po czym splukalam dziecia, wytarłam szybciutko, ubralam w polar, czapkę i ciepłe getry, i pojąc gotaca herbata, odetchnęłam z ulgą, mając nadzieję, że tym razem obejdzie się bez uszczerbku zdrowia.

Nadzieja okazała się byc płonną – juz wieczor maluch byl przeziebiony, a mama tym zmartwiona. I szczesliwa w tym samym momencie. Kto nigdy nie mial wszy, ten nie zrozumie co to znaczy slowo SWIAD. Nie moglam przestac sie drapac, to bylo nieopanowywalne, nieustajace, doprowadzajace do obłędu, gigantyczne swedzenie calej potylicy i uszu. Małżowiny od strony głowy mialam pelne malutkich punkcikow, śladow po ugryzieniach. Myslalam, ze zwariuje, ze te malzowiny sobie z glowy wydrapie. To samo z karkiem. Szalenstwo, istne szalenstwo. Ale coz, jak sie okazalo, na mnie zylo 8 duzych egzemplarzy. Co do maluchow, przestalam zliczac po 30 wyczesanym wszym trupku..

Gaj na szczescie lebek mial czysty, bo kazda wolna chwile poswiecalam na przegladanie wloska po wlosku. No i gdy skonczyłam moje obrzędy ablucji, stojąc z pieniąca się głową długo ponad zalecony czas, wreszcie ten szalenczy swiad ustapil, a ja spokojnie moglam zabrac sie do dezynfekcji rzeczy. A wiec wiaderko, goraca woda, proszek i do roboty. Ale bez spiworow.. Spiwory postanowilam zostawic nietkniete. Trudno, jakos musimy przetrwac do cieplego wybrzeza, a potem po prostu zapakujemy je w wory i na 2 tygodnie odstawimy je do kata. I blade twarze zdechna z glodu, ha!


Somos Dos: Popayan - La ciudad blanca Popayan jest nazywany Bialym Miastem. Mowi sie, ze jest druge po Cartagenie najbardziej spektakularne stare miasto. Faktycznie, musze przyznac, ze jest ladne, rzeczywiscie cale biale, z czarnymi dodatkami i pieknymi, malymi latarenkami. Milo sie po nim spaceruje, ale tylko w wknd. W dni powszednie ciasne uliczki Popayan pelne sa stojacych w korkach samochodow, ktorych spaliny smierdza niemilosiernie. Do tego dokladaja sie bardzo glosne i rownie smierdzace motory, a na to wszystko, po waziutkich chodniczkach wedruje caly tlum spieszacych sie do swoich spraw ludzi..


Somos Dos: Popayan - La ciudad blanca Trzy dni minely szybko. I choc mieszkancy namawiali nas, by zostac jeszcze moment, czulam, ze czas nam ruszac dalej. Tym bardziej, ze przed nami bylo miejsce, o ktorym czytalam od dawna i ktore wydawalo sie nie byc tak przereklamowane jak San Augustin. Nie dociera tam wielu turystow, bo wiedzie tam waska, pelna wybojow droga przez Koldyliere Centralna, bo to zona roja FARC, bo wreszcie zycie tam jest bardzo trudne, z daleka od jakichkolwiek udogodnien, jakie niesie ze soba cywilizacja.


Somos Dos: Popayan - La ciudad blanca A nam w to graj! Tak wiec wysciskalysmy ekipe z Popayan i ruszylysmy przed siebie szukac transportu na polnocny wschod..


0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

1 Komentarz
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Danka
Danka
1 rok temu

x

Check Also

Tylko jak tu pisać bloga?..

Z tym założeniem bloga wcale nie było łatwo. Gdy planowałam swą podróż, w myślach miałam ...