Home / Ameryka / Kolumbia / Puerto Leguizamo – pożegnanie

Puerto Leguizamo – pożegnanie

Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

Yeisson zaczepil nas na ulicy.
– Wygladacie na cudzoziemki. Co tu robicie? -zapytal
Patrzylam podejrzliwie na tego kolumbijczyka w kompletnym stroju rowerowym, na wcale niezlym rowerze. Wariat albo pasjonat – pomyslalam – przeciez w Puerto Leguizamo byc moze jest ze 20 km drogi. W sumie. Reszta do selva i rzeki. I jakos tak mi sie smutno zrobilo, bo pomyslalam tez, ze jest troche takim ptakiem zamknietym w klatce selvy. Chcialby, a nie moze odleciec. Jak sie okazalo, bylam bliska prawdy. Yeisson mial roczny kontrakt pracy – uczyl muzyki w tutejszym domu kultury. A po zakonczeniu kontraktu chcial odleciec – w dluga, rowerowa podroz dookola Ameryki. Wraz ze swoja dziewczyna, tez rowerzystka. Jeno ten rok slamarzyl sie mu strasznie. Wiec postanowil nas zaczepic, a jak posluchal naszej historii, najpierw zaprosil nas na wspolny obiad, a potem.. ekhm.. do domu. Na stale, bo zapalil sie bardzo do ideii couchsurfingu, a tu mu wlasnie pierwsi goscie z nieba spadli.


Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

I tak wlasnie zamienilysmy Rezydencje Los Viajeros na maluskie mieszkanko Yeissona, ktore dzielilysmy wraz z mama i kotka. Gospodarzylysmy sie wiec we cztery, a Yeisson podejrzewam, ze czul sie jak paczek w masle, grajac nam na gitarze, czy tez uczac Gajke gry w kaniki:)))


Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

Czulam przez skore, ze nasz czas w Puerto Leguizamo dobiega konca. Piekny amazonski czas, wyznaczany rytmem selvy i biegiem Putumayo.. Codziennie wiec chodzilysmy do portu, szukajac barki, na ktorej moglybysmy opuscic ta wyspe ludzka, a tu nic. To nie ma barek, to plyna w dol, to wlasnie odplynela, bo zaladunek poszedl szybciej, to po prostu nie chca nas wziasc, grrr.. I czas lecial, a my mamione slowem – maniana – i wciaz duza nadzieja przychodzilysmy po raz kolejny i kolejny i kolejny…


Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

..zawsze po drodze mijajac domek szamana. Kazdy wiedzial, ze w domku z Papa Noel mieszka Taita, leciwy mezczyzna, ogolnie lubiany i powazany. Czasem siedzial sobie na progu i patrzyl na swiat. A czasem go nie bylo i wtedy wszyscy wiedzieli, ze szaman pracuje, odczyniajac uroki, oczyszczajac czy po prostu leczac.. Bo tu wiara, medycyna i szamanizm bracmi sa, a nie wrogami..


Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

Mijajac domek Taity zahaczalysmy o Merkado. Uwielbialam to miejsce, Gaj zreszta tez, od razu zaprzyjazniajac sie z kilkoma dzieciakami. Ja natomiast siadalam sobie w kacie i patrzylam, patrzylam i patrzylam i napatrzyc sie nie moglam na to zycie wewnetrzne, wolno sie toczace, pele obrazow i kontrastow przepieknych


Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

A potem kupowalysmy z Gajka tanie, amazonskie ryby, ryz, warzywa i owoce i tachalysmy wszystko do domku..


Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

gdzie Pani Mama wyczarowywala pyszny, prosty codzienny obiad.. A gotowac Pani Mama potrafila, ufff!:)))


Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

A potem szlysmy do Yeissona do domu kultury. Byly tam ksiazki, byly dzieci, no i byly instrumenty, na ktorych maluchy graly tak zapalczywie, ze zagluszaly proby lokalnej orkiestry, co oczywiscie nie konczylo sie dobrze..


 Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

I tak nam biegly dni.. I powoli zaczynalo do mnie docierac, ze musimy niestety poszukac bardziej pewnego srodka transportu, bo czas nasz w Kolumbii po prostu ograniczala wiza. No i – tyle jeszcze innych, pieknych miejsc do zobaczenia, przygod do przezycia, ludzi do poznania..


Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

Z bolem serca wiec wyasygnowalam kwote wielkosci naszych 4 przezyciodniowek i zakupilam bilet na lanche, czyli szybka lodz motorowa, w ktorej trase robiona barka w 4 dni robilo sie w.. 8 godzin. Za plecaki musialam oczywiscie zaplacic takze, choc po negocjacjach udalo sie nieco zbic z ceny, no i najwazniejsze – nie placilam za Gaje. Uzgodnilismy z szefostwem, ze bedzie moim.. bagazem podrecznym:)))


Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

I wtedy wlasnie dowiedzialam sie, ze w duzym plecaku mam 21 kg dobytku, ze nosidlo bez Gajki wazy 6 kg, a w podrecznej kangurce, pelniacej role damskiej torebki tacham cale 4 kg Bardzo Niezbednych Nam Rzeczy:))) Przyznam, ze czulam sie lepiej nie posiadajac powyzszej wiedzy:)))


Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

No i ruszylysmy, zryczane jak bobry, bo ciezko bylo rozstac sie z Yeissonem i jego cudowna mama.. I mknelysmy jak strzaly, z kazda sekunda oddalajac sie od starej Ceiby, ktora na zawsze zakorzenila sie w moim sercu..


Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

Pedzilysmy wiec, ogladajac znajome brzegi w odwrotnej tym razem kolejnosci. Oczywiscie nie obylo sie bez przygod, albowiem naszemu tripulantowi, pomimo wieloletniego doswiadczenia udalo sie posadzic nas na mieliznie. Tak wiec ja goraczkowo obmyslalam w glowie plan ewakuacji na wypadek niepomyslnego rozwoju sytuacji, rownoczesnie z ciekawoscia obserwujac poczynania zmierzajace do sciagniecia nas z mielizny. Mielismy o tyle szczescie, ze zarylismy nosem pod prad. Owszem, bylo przykro, ale gwaltowny prad Putumayo zdecydowanie pracowal na nasza korzysc. Natomiast nie mam pojecia, co sie robi, jesli zaryje sie na tej rzece, plynac z pradem,. Zdaje sie, ze sie szuka stosownej modlitwy, a potem wielokrotnie, glosno i dobitnie sie ja odmawia..


Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

Nasz tripulant zdecydowanie zwolnil i jeszcze uwazniej obserwowal rzeke. Ale najgorsze dopiero sie zblizalo. W postaci zamaskowanej lodki. Guerrilla, guerrilla.. – ponioslo sie po pokladze. Zmartwialam. No nie, z chlopakami z FARCu zdecydowanie nie chcialam sie spotkac. I tak juz czulam sie nieswojo, dostrzegajac na brzegu tej dzikiej przeciez rzeki cos na ksztalt bilboardow ich autorstwa i roboty. Nie byly one bynajmniej przyjazne i pokojowe. A tu biala z dzieckiem na lodce, mniam. Na szczescie skonczylo sie na strachu. Tripulant podal im jakis pakunek, chlopaki machneli reka i splyneli w dol, a ja jeszcze przez chwile prawie siedzialam pod krzeslem, udajac ze nas tu nie ma:)


 

Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

I zeby podroz przypadkiem nie stala sie nudna, przed nami juz czaila sie nowa przygoda, w postaci ulewnego deszczu.


Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

Patrzylam na swiat pelna niepokoju, kontemplujac zrodloslow slowa „ulewny”. Faktycznie, patrzac na to co sie dzialo, odnosilam wrazenie, ze niebu sie ulalo i teraz caly nadmiar wody spada wlasnie na nas. Do tego jeszcze zerwal sie wiatr i ufff – na rzece zrobila sie fala!!! Nie jakas spektakularna, malutka, ale plynelo sie bardzo, bardzo nieprzyjemnie.


Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

Nie podobalo mi sie to wszystko. Innymi slowy – zaczynalam sie bac. Mam za soba kilka baltyckich sztormow na malej lodce i dodam, ze nie przepadam za taka rozrywka. A ta lupinka przy tym wietrze, i fali, i deszczu, ktory siekal w poprzek byla taka.. krucha.. Nie myslac wiele ubralam Gajce i sobie po kapoku, zawsze bedzie latwiej utrzymac sie na powierzchni w razie jakiejs wpadki. Pozostale kilka osob szybiutko i skwapliwie podazyly za naszym przykladem.


Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

Gdy wreszcie doplynelismy do naszej Playa, bylam bez sil. Deszcz na szczescie sie skonczyl i znajome, rozgrzane powietrze rozgrzalo dwie zziebniete wedrowniczki. Oj, przepraszam – trzy:) Patrzylam z nostalgia na brzeg Putumayo, ktory jeszcze miesiac temu, na prawie 2 tygodnie stal sie naszym domem.. Ale wszystko sie zmienilo, naszej barki nie bylo, za to staly inne, nam nieznane, z nieznanymi nam ludzmi na pokladzie..
Ano, nasz czas w dzunglii sie wypelnil. Nalezalo zbierac manele i ruszac dalej – ku nowej przygodzie. A poki co – do naszej nieocenionej host Luisa Fernanda Chavez Paz🙂


Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

Tak wiec zlapalysmy jedyny sluszny transport po wertepach, czyli motoraton, co mozna z fantazja przetlumaczyc jako zmotoryzowany szczur:) Takich motocykli – taksowek jezdzi tu cale mnostwo, bo i sie swietnie sprawdzaja – sa tanie, szybkie i wjada wszedzie, gdzie potrzeba. Co wiecej, przewoza i bagaze, ekhm, gory bagazy, co najpierw mnie rozsmieszalo, potem napelnilo przerazeniem, a na koncu coz, przyzwyczalilam sie, choc wciaz patrzylam z podziwem i niepokojem na zdolnosci motoratoniarzy. I to wszystko oczywiscie bez kaskow i z iscie polska fantazja:)


Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

Tak wiec zdjecie numer dwa, by zobrazowac mozliwosci motoratoniarzy – na jednym motorku w kolenosciod przodu – 21kg duzy plecak transportowy, pan kierowca okolo 80 kg, dalej 14 kilogramowa Gaja na 4 kilogramowej kangurce, po czym mama i 6 kilo nosidla na plecach. A to wszystko przemieszcza sie po polnej, blotnistej drodze, pelnej dziur, kaluz i kamieni, w piekacym sloncu lub w kaskadach deszczu. Przyznam, ze nikt inny potem na polnocy nie powtorzyl tego wyczynu, absolutnie motoratoni z Puerto Asis sa najbardziej nieobliczalnymi i wydajnymi taksiarzami na swiecie:)


Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

Na koniec podrozy zonk. Docieramy do Luisy ublocone jak nornice, marzac o prysznicu i chwili w ciszy (8 h warkotu lodki plus motor), a tu prysznic owszem, ale w przenosni. Skrempowana Luisa przyznaje, ze pomylila dni i ze dzis wlasnie przyjezdza do niej zapowiedziana dawno kolezanka. Razem sie nie pomiescimy, to oczywiste – Luisa mieszka na 15 m3. Mieszkajac z nia spalysmy wszystkie w jednym lozku, a gdy bylysmy na nogach – nie dalo sie szpilki wcisnac, taki tlum w mieszkanku sie robil. Tak wiec nalezalo pomyslec o hostelu..
Podkusilo mnie jednak, by napisac emergency posta na CS – czasem zdarzaja sie cuda i nieocenieni CS przygarniaja niespodziewanych wedrowcow.. I cud sie wydarzyl! Poznalismy absolutnie niesamowitego Rube Naje, psychologa zaangazowanego w niestandardowe projekty, marzacego o podrozy do Australii.. Wraz z Daleja Torres przygarneli nas na 2 noce. Nie moglismy sie w trojke nagadac, wiec ruszylismy razem dalej – do Mocoa. Oni – na konferencje, my – by odwiedzic rodzine Pramy, z ktorymi 2 miesiace wczesniej przezylismy niesamowita noc, wracajac w ciemnosciach z Fin del Mundo..

Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

W Mocoa zatrzymalismy sie razem w najtanszym hosteliku swiata, placac 4 mil pesos za nocke. Cena byla absolutnie adekwatna do standardu, sciany smierdzialy zbutwiala staroscia, plesn piela sie po murach, wody w kranie nie bylo, za to bylo jej mnostwo na podlodze, bo oczywiscie w Mocoa woda lala sie z nieba strumieniami, dokladnie tak jak w selvie.. Nasz pokoik na pieterku okazal sie byc o dziwo suchy i nawet bez zapachu plesni. Prawdziwy dar od losu i to zupelnie na serio.


Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

Spotkanie z Prama bylo cudowne i smutne zarazem. Dziewczynki sie bawily, a my rozmawialysmy do switu, bo Prama wlasnie stawiala swe pierwsze kroki jako samotna mama i bylo jej z tym bardzo, bardzo trudno..


Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

Spedzilysmy razem i kolejny dzien i kolejna noc.. Dzieciaki wariowaly na miejscowym festynie, a ja staralam sie choc przez chwile zmniejszyc ta okropna samotnosc, ktora ja zabijala. Bo do Mocoa przeprowadzila sie calkiem niedawno i nie znala tu ludzi, o posiadaniu przyjaciol nie wspomne.. Wkrotce pewnie nie bedzie juz tu mieszkac. Byc moze ktoregos dnia napisze do mnie z brazylijskiej dzungli, dokad chcialaby wyjechac. Bo tam odnalazla szkole dla swojej Gopi, szkole, w ktorej przykladaja bardzo duza uwage do rozwoju duchowego, ale nie w szeroko rozumianym duchu religii katolickiej. Prama szuka. Poki co odrobine ulgi faktycznie przynosi jej wiara – zaangazowala sie ogromnie w lokalny, podupadajacy kosciol ewangelicki i tu znajduje troche wytchnienia od codziennosci. I szuka, caly czas szuka miejsca dla siebie i swojej Gopi. Wiec moze Brazylia, dzungla i powrot do korzeni?.. Kto wie gdzie wiatr przeznaczenia zaniesie ta otwarta, niestandardowo myslaca Kolumbijke.. Oby w jak najlepsze dla niej miejsca..


 

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

1 Komentarz
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Danka
Danka
1 rok temu

x

Check Also

Tylko jak tu pisać bloga?..

Z tym założeniem bloga wcale nie było łatwo. Gdy planowałam swą podróż, w myślach miałam ...