Home / AZJA / Filipiny / Jak zbierać pieniądze?

Jak zbierać pieniądze?

Poprzednia część historii schowana jest TU.

 

Ranek wstał senny i zachmurzony. Siostry już dawno były po pierwszej i drugiej kawie, choć siedziały jeszcze na podwórku, rajcując jak zwykle. Na widok mojej zaspanej twarzy wybuchnęły śmiechem.

– Kawy? – zaproponowała Sheryl i nie czekając nawet na odpowiedź zniknęła za drzwiami.

 

morning coffee

Poranne pogaduchy. Puerto Galera, Filipiny.

 

Usiadłam obok Ire  z parującym kubkiem w ręku. Sheryl na szczęście nie dosładzała 3 w 1, co wcale nie było takie oczywiste. Zamiłowanie do cukru w niektórych tropikalnych krajach jest tak duże, że czasami mam problem z przełknięciem słodkiego ulepka.

– Dziewczyny, idę na drogę. – odmeldowałam się po chwili, odstawiając kubek. Poranek, kiedy Gaja jeszcze spała był niezwykle cenny. Z dziewczynami mogę posiedzieć potem, gdy maluch sie obudzi. Wówczas na internet i twórczą pracę nie będzie i tak już szans.

Gdy otworzyłam komunikator, by szybko odpowiedzieć na wiadomości, osłupiałam.

„Czy ta zbiórka na pewno jest legalna?..  – wołały litery – Chętnie dołączę moją wpłatę, tyle że nie wiem, czy to faktycznie Pani za wszystkim stoi..”

Jakim wszystkim? Jaka zbiórka? Jaka wpłata?

Rany Boskie, co się przez noc wydarzyło?..

 

 child, Phiilippines

Na porannej kawce spotykali się i dorośli, i dzieci. Puerto Galera, Filipiny.

 

Otwarłam więc fejsbuka.

Wpisów było całe mnóstwo, a wszystkie mówiły to samo.

„Zróbmy zbiórkę. Pomóżmy Ire. 1,5 tysiąca złotych dla 12 tysięcy osób to pikuś. Spełnijmy ich marzenia.”

I jeszcze:

„Pozwoliłam sobie otworzyć zbiórkę w Twoim imieniu. Raz dwa zbierzemy pieniądze i Ire będzie miala sklep!”

Ucieszyłam się i przeraziłam jednocześnie. Przecież ja nic o publicznych zbiórkach nie wiedziałam. Zostawiłam postawiona przed faktem, a tu tyle rzeczy jest nieprzemyślanych! Jak wygląda sprawa podatku? Jak wygląda przekazanie pieniędzy? Najłatwiej by było, gdyby Ire otworzyła taką zbiórkę sama, ale czy i na jakim portalu będzie to możliwe? Jakie są koszty zbiórki? No i – jakie są koszty faktyczne tego sklepu? Przecież wcale nie miałam pewności czy rzeczywiście policzyła realne koszty za pomocą ołówka, papieru i kalkulatora czy wyciągnela ta kwotę z rękawa. A co, jak braknie? A co, jak będzie za dużo?

Zlikwiduj zbiórkę, błagam! – napisałam do pomysłodawczyni – Zbyt wiele niewiadomych jeszcze! – po czym odłożyłam laptop i zamyśliłam się głęboko.

Zakładając, że zbierzemy tą kwotę – a w to już nie wątpiłam – to na mnie przecież spadnie odpowiedzialność za całą akcję. Muszę być fizycznie obecna przez cały czas trwania projektu. Wiedziałam, że nie mogę tych pieniędzy dać Irene tak po prostu, do ręki, bo miałam graniczące z pewnością przeczucie, że ona je zwyczajnie zdefrauduje. No bo jak dzieciak głodny – to co – jedzenia nie kupi? A jak dach cieknie – to co, nie załata go? A jak ma dług – to go nie spłaci? A przy okazji kieckę sobie kupi, bo w sumie niedroga. I tak rozejdą się pieniądze, a sklep dalej zostanie w strefie marzeń.

 

ire czesze siostrę, fryzjerstwo w domu

Poranna kawa i nowa fryzura.

 

Ileż ja już takich historii słyszałam. O iluż takich czytałam. Ot, choćby w pochłoniętej przeze mnie książce Wojtka Tochmana, opowiadającej właśnie o Filipinach, („Eli, Eli” – polecam!), gdzie wraz z fotografem zostawiają bezrobotnemu pieniądze na odnowienie licencji. Ta licencja to miał być bilet do legalnej pracy, skok w normalne życie. W zamian za wsparcie Wojtek i Grzegorz chcieli tylko, by ów mężczyzna zajął się bezdomnym chłopcem, stworzył mu dom, wysłał do szkoły. Na to też zostawili pieniądze. Gdy czytałam ten fragment, tłukąc się lokalnym autobusem przez uśpioną, indonezyjską Sumbawę, wszystko we mnie krzyczało „NIEEEEEEEE!.. NIE RÓBCIE TEGO!!! Idzcie z nim do urzędu, odnówcie razem licencję!!! Nie dawajcie mu pieniędzy do ręki!!! ON JE PRZEJE!!!”

Ale  Wojtek nie słyszał tego krzyku, a nawet jak by go usłyszał, to już było dawno po fakcie. Bezdomny pieniądze przejadł, licencji nie było, chłopiec do szkoły nie trafił, a szansa, którą dało im życie – została na zawsze zmarnowana.

Nie chciałam powtórzyć tego błędu. Jeśli robimy sklep – to robimy. Muszę być obecna tu na miejscu, we wiosce, a to znaczy, że nasz kilkudniowy pobyt może przedłużyć się nawet do 3 tygodni.

Czy tego chcę?

Nie. Nie chcę spędzić tu takiego czasu. Czuję, że ciągnie mnie już dalej, do innego miejsca..  

Ale z drugiej strony – to szansa dla Irene. Życiowa szansa. Nieszybko mogą znaleść się osoby, które podarują jej 1500 PLN, ot tak, od serca, bez drakońskiego, wiszącego u szyi procentu. Zagryzam wargi. Nie jest łatwo życ z 19 osobową rodziną pod –  w sumie – jednym dachem. Choć mieszkań jest cztery, to ograniczona przestrzeń, ściany z papieru i jedna ubikacja sprawiają, że bywa bardzo trudno.

 

mycie zębów, Puerto Galera

W naszej rodzinie jedna łazienka obsługiwała 19 osób.

 

Biorę głęboki wdech i wydech.

I drugi.

I trzeci.

I choć bardzo chcę jechać, podejmuję decyzję.

Zostaję.

Zostaję bo czuję, że to mój obowiązek. Zaciągnęłam dług – olbrzymi, życiowy dług względem couchsurfingowych hostów, którzy gościli nas w obu Amerykach i w Azji, a także względem Was, moi Czytelnicy. Nie raz przecież dzieliliście się z nami dobrym słowem, wsparciem, radą a także finansami, podsyłając pieniądze to na lody dla Gajki, to na lepszy hostel z gorącą wodą, to na gwiazdkowy prezent, lub na – jak to ujmujecie „dowolne potrzeby i przyjemności”. Spłacam ten dług cały czas, wspierając rodziny u których się zatrzymuję drobiazgami, na jakie mogę sobie pozwolić. W tym przypadku jednak sprawa jest dużo poważniejsza – wszyscy razem mogliśmy zmienić los tej jednej, filipińskiej rodziny, wrzucając ich życie ładunek dobra, który – efektem motyla – mógł rozejść się po świecie.

Wzięłam głęboki oddech i sięgnęłam po laptop.

To co zobaczyłam, sprawiło że otworzyłam oczy jeszcze szerzej.

 

home village Philippines

Dom sióstr nie wyglądał dobrze ani w deszczu, ani w słońcu. Puerto Galera, Filipiny

 

„Ja sfinansuję to przedsięwzięcie. – pisał jeden z czytelników – Prowadzę biznes, stać mnie na taki gest. Ale nim zainwestuję te pieniądze, stawiam Pani warunki. Po pierwsze – chcę mieć rzetelny biznesplan, by ocenić realne koszty przedsięwzięcia oraz oszacować szanse powodzenia. Po drugie – wymagam Pani obecności na miejscu i bezpośredniego nadzoru nad inwestycją. Po trzecie – wymagam Pani powrotu do sklepu po tygodniu od założenia oraz chciałbym, by Pani zaglądneła tam jeszcze raz po miesiącu. Do tego trzeba zrobic ulotki i dopilnować, by zostały przez Ire rozniesione, zrobć stronę na fejsbuku oraz kilkukrotnie zainwestować w płatną reklamę. ”

Znów odłożyłam laptopa.

Wdech – wydech.

Wdech – wydech.

Wdech – wydech.

Sięgnełam po laptopa.

– Wchodzę w to – odpisałam krótko.

 

hula hop Philippines

Hula hop to jedna z ulubionych zabaw filipińskich dziewczynek. Gaja codziennie trenowała, by dorównać im w umiejętnościach. Puerto Galera, Filipiny

 

Gdy wróciłam na podwórko, sióstr już nie było, a resztke mojej słodkiej kawy chłeptał pies. Tupnęłam na niego nogą, po czym weszłam do domu. Ire sprzątała akurat kuchnię.

– Ire.. Wiesz co.. – zaczełam badać sprawę – Słuchaj.. Eeee.. Tak sobie myślę o tym Twoim sklepie.. Skąd wiesz, że potrzebujesz 20 tysięcy peso?.. Liczyłaś to kiedyś?..

– Nie. Ale wszyscy mówią, że tyle potrzeba, siostra także. – odpowiedziała rozbrajająco Irene

– Hmmm.. A gdyby ten Australijczyk faktycznie wysłał Ci pieniądze, to jak długo potrzebujesz, by stanął sklep?

– Kilka dni. – odpowiedziała szorując przypalony garnek – Trzeba zrobic półki do sklepu i przemeblować dom – to dzień lub dwa. Potem trzeba wszystko kupić, ustawić i już.

– A gdzie to wszytko kupisz?

– No w hipermarkecie. Wszyscy lokalni sprzedawcy tam kupują.

– Nie bierzecie towaru z hurtownii?..

– Z hurtowni? Zapomnij! Kogo stać, by jechał do miasta? Przecież to koszty ogromne! A ile przydźwigasz na własnym grzbiecie? Nie opłaca to się zupełnie. Jak masz swój samochód, to może tak, ale kto ma swój samochód tutaj?

Jej kuzyn miał, ale przemilczałam ten fakt dyskretnie. Wiedziałam, że z bogatą częścią rodziny nie żyją dobrze, choć graniczyli z ich posesją przez siatkę. Ire skarżyła się, że kuzyn traktował siostry „per noga”. Jakie było źródło konfliktu, nigdy się nie dowiedziałam, ani też tej wiedzy nie poszukiwałam. Wiadomo, że różnie bywa zarówno w rodzinach filipińskich, jak i w polskich.

– Rozumiem.. Bo widzisz Ire.. Napisał do mnie jeden z czytelników bloga, że jest w stanie pożyczyć Ci tą kwotę, ale postawił też warunki…

Ire odwróciła się do mnie gwałtownie, szmatka, którą trzymała w ręku mokro placnęła o ziemię.

– Jak?.. Co?.. Kto?.. Skąd?.. Mówisz serio?..

– Serio. Posłuchaj..

Kolejna część opowieści o Irene schowana jest we wpisie „Ile kosztuje życie na Filipinach?”.

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] Jak zbierać pieniądze? […]

x

Check Also

ate Ingan in Nipa house (1 of 1)

Betel – czwarta używka świata

Wcześniejszą część historii znaleźć możesz we wpisie pt. „U mangyańskich Staruszków”. Ze Staruszkami zaprzyjaźniałyśmy się ...