Home / AZJA / Indonesia / Wulkan Kaba

Wulkan Kaba

Wulkan Kaba to w zasadzie zespół 3 wierzchołków: Bukit Kaba, Bukit Itam (1893 m) i Bukit Malintang (1713 m) oraz trzech dużych kraterów, z których największy nosi nazwę Kawah Lama. W bliskiej okolicy znajduje się też wulkan Hitam, tyle że ten jest nieaktywny. Wulkan Kaba natomiast wybuchał kilkukrotnie w 1940 roku, natomiast w 2000 wyrzucał popiół. Tej atrakcji dodatkowo towarzyszyły wstrząsy sejsmiczne. Ostatnia aktywność wulkanu datowana jest na 2009 rok. 

 

***

 

O wulkanie Kaba, który przysnął sobie w okolicy, dowiedziałyśmy się od naszej hostki mimochodem.

– Wiesz – rzuciła – ja tam nigdy nie byłam, ale Juan, jeden z naszych couchsurferowych gości, wyszedł na niego w dwie godziny. 

Zaświeciły mi się oczy. Bo skoro Juan, zapewne młody i wysportowany mężczyzna, wspiął sie na górę tak szybko, to znaczy, że my, także wysportowane, choć nie dysponujące taką mocą jak on, powinnyśmy wspiąć sie na niego w godziny cztery.

Hostka, gdy to usłyszała, postukała się w głowę.

– A może wjedziecie na niego motorem? – zaproponowała. Indonezyjczykom z reguły nie mieści się w głowie, że komuś chce się wchodzić na górę. Tu odcinek w granicach 15 minut piechotą określany jest jako „daleko” i „weź pani taksówkę”, a pomysł wchodzenia na puncak (szczyt) spotyka się co najmniej z dziwnym spojrzeniem.

Tyle, że to nie była zwykła  góra. To był wulkan, w dodatku mający status czynnego! Miał co prawda tylko 1952 m npm, co przy naszych wyczynach jeszcze z czasów Peru było niczym (Koldyriera Blanca, Punta Union, 4 750 metrów n.p.m. z 2 letnią Gajką), ale wówczas Gaj troszkę tylko chodził, sporo wędrując na plecach mamy. Teraz wszystko się zmieniło. Po zdobyciu wulkanu San Pedro w Gwatemali (relacja tutaj oraz tutaj) i jeszcze kilku niezłych gór, w piątym roku podróży nosidło zostało pod łóżkiem Pawła w Kuala Lumpur, skazując Gaję bezpowrotnie na autonogi. Tak więc i trasy musałam już tak dobierać, by maluch bez wsparcia pleców mamy był im w stanie sprostać. 

– Może wjedziecie motorem? – powtórzyła Fitri – Szybciej będzie i łatwiej. I nie zmęczycie się tak.. – dodała spogladając w kierunku Gajki.

Tyle że ja chciałam się zmęczyć. Będąc długi czas bez wysiłku fizycznego, mój organizm rwał się w góry. Gajka być może nie miała aż takich potrzeb, ale – dysponując całkiem wysportowanym ciałkiem – mogło śmiało mamie towarzyszyć.

– No dobrze.. – westchnęła Fitri – Pozwól przynajmniej, że ktoś z Wami pójdzie. O, może syn Mumun? Co Ty na to?

Syn Mumun, przyjaciółki domu, był sympatycznym chłopakiem, który właśnie dostał się na medycynę. Mówił podstawowym angielskim, z Gajką nawiązał świetny kontakt, a przy tym dysponował samochodem i dwójką znajomych, którzy też mieli ochotę na górską przygodę. Inaczej niestety nie mogliśmy tego zorganizować – prawo islamskie jest dość stanowcze w kwestii przebywania kobiety i mężczyzny sam na sam. Potrzebowaliśmy przyzwoitki.

By zacząć wspinanie się, do początku trasy trzeba dojechać. Najwygodniej zrobić to ojkiem, czyli lokalną motocyklową taksówką. Ojki w Curup nie są jakoś specjalnie oznaczone (np. w Padang mają charakterystyczne kamizelki), ale jestem bardziej niż pewna, że każdy miejscowy pomoże takiego ojka złapać, a już napewno nie będzie problemu z transportem, gdy o pomoc poprosimy właściciela hotelu/guesthousa w którym się zatrzymamy. Cenę każdorazowo ustala się z ojkiem.

 

Vulcan Kaba Curup

Do bram Parku, skąd zaczyna się wędrówkę na Wulkan Kaba można dojechać samochodem lub ojkiem, czyli motorem wraz z kierowcą.  Curup, Sumatra, Indonezja.

 

My mieliśmy to szczęście, że z chłopakami zabraliśmy się samochodem. Dojazd zabrał nam z pół godziny, bo bramy parku umiejscowione są oczywiście poza miastem. Gurung Kaba jest jednak popularnym dość miejscem wśród miejscowej ludności, więc wystarczy zapytać się ludzi, a oni z pewnością Was pokierują. Nie sugerujcie się też faktem, że na tej mapie nie ma zaznaczonych dróg. One w rzeczywistości są, a w razie problemów najlepiej przygotować sobie gotowe pytanie po indonezyjsku treści np. Chcemy chcemy wejść na wulkan. Jak dostać się do bram Parku? (Saya mau mendaki Gunung Kaba. Bagaiman kesana?) I nawet jesli nie mamy opanowanych kierunków po indonezyjsku, międzynarodowy jezyk gestów będzie dla nas z pewnością pomocną wskazówką.

 

mapa wulkan Kaba

Mapa okolic Curup i wulkanu Kaba.

 

Za wejściem do Parku znajduje się malutka wioseczka. Być może można kupić tu wodę/zupki chinskie/ciastka, nie sprawdziłam, bo jedzenie kupiliśmy w mieście (gotowy smażony ryż zapakowany na wynos plus słodycze i woda). Napiszcie mi proszę, to chętnie ten fragment uzupełnię. Przy wejściu do Parku, którego nie przeoczycie, siedzi pan który pobiera opłatę wejściową (miejscowy 10 tyś, turysta 100 tyś rupi). Dostaniecie bilety,  po czym zostaniecie poproszeni o zapisanie się do Księgi Wyjść. 

 

wulkan Kaba the way curup

Początki drogi na wulkan Kaba. Curup, Sumatra, Indonezja.

 

 

By dostać sie na szlak należy skręcić za budynek opłat i iść w kierunku ubikacji. Potem, gdy miniecie toalety, mając je po prawej stronie, znajdziecie się na właściwej ścieżce. Z prawej strony będziecie mieć ładny widok na malutką, pełną upraw dolinkę. Dalej należy po prostu podążać szlakiem. Jest on przyzwoicie oznaczony strzałkami „PUNCAK” (szczyt). W miejscach wątpliwych należy po prostu iść szerszym, bardziej wydeptanym traktem i oczywiście – jak zawsze w górach – być uważnym. W jednym z miejsc w bok, stromo w dół odchodzi ścieżka z drogowskazem „AIR PANAS”. Jeśli nią pójdziecie, traficie do lokalnych gorących źródeł. Czas nie pozwolił nam tam się udać, ale nasi towarzysze twierdzili, że są naturalne i dużo lepsze, niż baseny termalne koło Curup. Pakując się więc na wulkan, możecie wziąść tą atrakcję pod uwagę.

 

 

 

Droga zabrała nam w sumie 6 godzin. Nie byłoby szybciej bez Gai, bo okazało się, że chłopaki, mimo swego niewątpliwe młodego wieku i czaru, kondycji fizycznej nie posiadają. 3,5 h wchodziliśmy do góry, 1,5 h schodziliśmy w dół, tempo – i tak za szybkie dla naszych towarzyszy – dyktowała Gaja. Zwróćcie też uwagę, że byłyśmy jedynymi z Gają, mającymi pełne buty i długie spodnie. Jako jedyne też miałyśmy na górze koszule, polary i po 2 bandanki na głowę i na szyję. Panowie poszli – tak jak tu zwykle ludzie chodzą – w klapkach. Nie wzięli też pod uwagę nagłego oziębienia, więc okropnie zmarzli w powrotnej drodze – kiedy naszły chmury i temperatura powietrza poleciała na łeb i na szyję. Pakując się, weźcie to pod uwagę, bo nawet nam w polarach, nim zeszliśmy na poziom tropikalnego lasu, było chłodno. Pogoda już przy wyjściu nie wygladała na obiecującą i fakt, że nie zlał nas deszcz, uważam za sukces. Płaszcz przeciwdeszczowy miałam tylko dla Gai, więc wszyscy zmoklibyśmy równo. Dodatkowo jednem z panów po drodze przyssała się pijawka, ale nie uważam to za problem szlaku. Nikt wiecej z powodu pijawek nie ucierpiał, a pozostali też przecież szli w klapkach.

 

 

Sam szczyt, pomimo że po indonezyjsku przygotowany dla miejscowych turystów (schody na sam krater, możliwość wyjazdu motorem, barierka ochronna na kraterze) jest warty zdobycia. Domyślam się też, że widoki – dla nas zasłonięte przez chmury – są przepiękne. Można też spróbować dojść do sąsiednich, niższych szczytów wulkanu Kaba, lub wejść na znajdujący się obok bliźniaczy wulkan Hiram.

 

wulkan Kaba Curup

Na szczycie wulkanu Kaba. Curup, Sumatra, Indonezja.

 

Dodam jeszcze, że jeśli nie jesteście pewni możliwości transportowych, najlepiej wulkan zdobywać w weekend. Wówczas miejscowi ludzie wchodzą lub wjeżdżają w górę, wówczas – schodząc o rozsądej porze, powinno się z łatwością złapać podwózkę, a i jeśli ktoś nie czuje się dobrze idąc na wulkan sam (bo chociażby obawia się, że się zgubi) – w weekend na bramkach Parku z pewnością znajdzie kogoś, do kogo będzie się mógł dołączyć.

Powodzenia więc. Dajcie znać, jak było.

Ps. Nie sugerujcie się też, że na booking.com w Curup nie ma żadnego noclegu. Nocleg jest – na szybko naliczyłam 17 hoteli i guesthousów. Po prostu przyjedzcie i znajdzcie sobie nocleg na miejscu. Wygoglajcie sobie chociażby: Guesthouse PenginapanHotel SyakilaHotel Bukit Kaba, czy Aman Jaya Hotel (ok 100 tys rupi za pokój). Pod tymi linkami zresztą otwiera się na tą chwilę dużo więcej miejsc noclegowych, więc wierzę, że znajdziecie coś odpowiedniego dla siebie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Somos Dos - Migawki z podróży Małej i DużejMałgosia Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Małgosia
Gość
Małgosia

Wow dla takich chwil warto żyć 😍. Brawo dziewczyny, dałyście radę się wspiąć na wulkan, a że panowie w tych japoneczkach dali radę to wielki szacun😉

x

Check Also

harau valley flowers

Harau Valley

Czasem bywa tak, że nic się nie składa. Tak też było i ...