Home / Ameryka / Meksyk (page 13)

Meksyk

Moc

Siedzimy na plaży. Szopen obiera kolejnego kokosa, ja ścibię w notatniczku, a Gaj bawi się w przybrzeżnym błękicie. Nagle dobiega mnie jej śpiew.– Mam tę moc! MAM TĘ MOOOC! – wykrzykuje coraz głośniej moje dziecko – I ZAMIAST ŁEZ JEST ŚMIEEEECH!!!  OTO JA… – nagle maluch gubi tekst, wracając znów do znanej wszystkim mamom małych dziewczynek frazy z filmu „Frozen – Kraina Lodu” – MAM TĘ MOOOC!!!.. Podnoszę głowę, obserwując tą moją Iskierkę, skaczącą właśnie przez niewielkie fale Wielkiego Błękitu.– ...

Czytaj całość »

Plasterek

– Mamo! Mamo! Ci-kle-ijam Ci plaśterek – dźwięczny głos Gajki przedzierał się do mojej świadomości – I głaskałam po nóśće, jak śpiłas.. Szare oczka spogladały na mnie ciepło. Moje na pewno spoglądały nierozumiejąco. Od rana nie czułam się dobrze, a że dzień był niecodziennie deszczowy, nawet nie miałam motywacji, by mobilizować się do życia. Korzystając z obecności Wioli, Czarka i Szopena pozwoliłam sobie na zwinięcie się w kulkę i pocierpienie bez poczucia winy. A potem na sen, bo on przecież ...

Czytaj całość »

Pan

– Mamo! Cię pan! QUIERO PAN! (Mamo! Chcę chleb! CHCĘ CHLEB!) – dopominał się głodny Gaj, wracając z całodniowej wycieczki. – Nie Gaj. Na obiad pana jeść nie będziemy. Zrobię Ci ryż z jajkiem i avocado.. – odpowiedziała mama – kanibalka, dając tym samym dowód na podświadome umiłowanie wegeterianizmu i totalną nieobecność ducha. Absurd spangpolowej konwersacji przebijał się do mojej mózgownicy przez chwilę, by roztrząść przeponę dzikim śmiechem. No tak, dziś pana jeść nie będziemy.  Proszę, nie kontaktujcie się w tej sprawie ...

Czytaj całość »

Polowanie na kokosy

Niestrudzony Chopin codziennie właził na palmy i zrzucał tony kokosowych orzechów, wprawiając nas w podziw, podprawiony nutką niepokoju. No bo jak przeżyjemy bez kokosowego mleka, gdy Chopin wróci do swojego życia w Berlinie? Nie było wyjścia, musiałam po raz kolejny raz spróbować palmowej wspinaczki, bo za kokosami przepadałyśmy obie – i Mała, i Duża. To była wystarczająca motywacja, by pod okiem Chopina, Czarka i Wioli przerobić kokosowy szlak od A do Z – zaczynając od wlezienia na palmę, przez ukręcenie orzecha, oskórowanie ...

Czytaj całość »

Przepis na kawę z kokosa

Aby napić się kawy z kokosa, przede wszystkim trzeba mieć kokosowe drzewo. To w zasadzie nie jest wielkim problemem, bo w tej części świata drzewa ciężkie od kokosów rosną dosłownie wszędzie, problem pojawia się jednak, gdy chcemy po te kokosy sięgnąć. Dobrze jest mieć wówczas maczetę zamocowaną na bardzo długim kiju, bądź drabinę równą strażackiej, lub kogoś, kto na to drzewo po prostu wejdzie. Nie znam wielu ludzi, którzy potrafią tą sztukę. Pień palmy do grubych nie należy i tylko ...

Czytaj całość »

Tulum. Całe i zdrowe.

Kochani. To bylo trudne 3 tygodnie. Najpierw mojemu laptopowi peklo serce. Potem seria niespodziewanych zdarzen zatrzymala nas w Hondurasie. Potem 3 trakami i samochodzem osobowym dostalysmy sie do Flores, gdzie dokladnie o 20 czasu polskiego zjadlysmy najwieksze na swiecie lody – jako nagrode za 3 miejsce w konkursie na Blog Roku, i – zaokraglone tu i owdzie potoczylysmy sie do Remate, skad wystartowalysmy na kilkudniowa eksploracje olbrzymich majanskich ruin. O tym, ze my pierwsze a nie trzecie, dowiedzialysmy sie dobrze ...

Czytaj całość »

Drogi

 Ludzkie drogi są niezwykłe. Wiją się przez życie, zahaczają o inne, czasem zaledwie je muskając, czasem przecinając i zapisując się w pamięci serc na zawsze. Czasem owo przecięcie dróg następuje niespodziewanie, a czasem go wyglądamy, ciesząc się od dawna na przyszłe spotkanie z drugim człowiekiem.     Z Piotrem Strzeżyszem (onthebike.pl) rozmijaliśmy się wiele razy. Najpierw w Poznaniu, gdzie od czasu do czasu bywałam odwiedzając naszych wspólnych przyjaciół. Potem już tu, w Ameryce Południowej. Oboje nas przytulila Cecylia – szara ...

Czytaj całość »

Jeśli chcesz czytać blog od początku – zacznij tu

Gaja w samolocie

Blog powstał dopiero 26 października 2016 roku, prawie półtora roku od wyruszenia w podróż, na prośby (i urocze groźby) moich przyjaciół. Pierwsze wpisy powstawały na najtańszym, chińskim tablecie, który zdołałam kupić na wiejskim targu. Pisałam nad ranem, kiedy Gaja spała jeszcze, a chłód poranku i smak rozpuszczalnej kawy porządkował myśli w mojej głowie. Siadywałam wówczas na ziemi, pod domem byłych hostów, którzy wciąż użyczali mi  internetu. Gajusię, a w zasadzie namiot, w którym spała miałam w zasięgu wzroku, palmy dawały ...

Czytaj całość »