Home / AZJA / Nasz fanpage i moje konto na Facebooku zostały zhakowane! (ALE UDAŁO SIE JE ODZYSKAĆ!)

Nasz fanpage i moje konto na Facebooku zostały zhakowane! (ALE UDAŁO SIE JE ODZYSKAĆ!)

Nasz fanpage i moje konto na Facebooku zostały zhakowane, choć po tygodniu walki udało się je odzyskać. 

A jak to się stało, że zostało zhakowane?

Nie pytajcie. Sama wciąż jestem w szoku, a oczywiście nic nie zapowiadało takich wydarzeń…

 

***

 

Ranek wstał dziś piękny. Po wczorajszych chmurach nie było ani śladu, z okna uśmiechało się do mnie czyste, błękitne niebo!

– Juhu! – aż podskoczyłam w łóżku z radości. Po tygodniu przesiedzianym w domu szykował się wreszcie dzień, który będę mogła spędzić na zewnątrz. W cichości ducha planowałam z Gajką wycieczkę do Buczynowego Lasu, w którym – choć mieszkam niedaleko – nigdy nie byłam. Było chłodno, ale wreszcie jaśniało słońce, to znajome i wesołe, które od zawsze wyciąga mnie z czterech ścian domu.

Przeciągnęłam się w łóżku i sięgnęłam po telefon. Jak zwykle rano chciałam sprawdzić pocztę, przejrzeć szybko nagłówki internetowych gazet, rzucić okiem na Messenger i Instagram.

No więc umościłam się wygodniej, cmoknęłam śpiącą obok Gajkę w czółko  i – nomen omen otworzyłam właśnie messenger.

Zamiast znajomej listy kontaktów, niespodziewanie rozwinął się komunikat : „Wydaje nam się, że jesteś nieletnia – potrzebujemy od Ciebie dokumentu w celu weryfikacji Twoich danych” – czy coś w tym stylu. Nawet nie pamiętam dokładnie, bo tak mi się roztrzęsły i ręce, i myśli.

– NIE! – zaprzeczyłam w pierwszym odruchu – TO NIEMOŻLIWE! TO NIE ATAK HAKERA!

– A dlaczego nie? – odezwał się głos w mojej głowie – Masz tak samo dobre konto do zhakowania, jak każde inne!

Ta myśl sprawiła, że wyskoczyłam z łóżka jak sprężyna, odpaliłam kompa.

Jak się domyślacie – to samo.

„Potrzebujemy od Ciebie dokumentu, aby zweryfikować Twój wiek” – upierał się fejsbuk

Dokumentu, czyli paszportu, dowodu lub prawa jazdy.

Wysłać?

Nie wysłać?

A jak tylko ułatwię hakerowi robotę, jeśli faktycznie wyślę dokument? Jak sprawdzić, na jakim etapie jest to zhakowane konto i kto tak na prawdę wyświetla mi ten komunikat?

Nagle mnie oświeciło! Przecież wszystkie zmiany konta dokonane na facebooku anonsowane są przez email!

Z duszą na ramieniu otworzyłam więc mail, który mam przypisany do konta, wpisałam hasło, wcisnełam etner…

Działało!

Haker nie zdążył się tu włamać!

Spojrzałam więc w powiadomienia, a tam dwa maile od fejsbuczka, potwierdzające moje przypuszczenie:

 

facebook info

 

 No nie, zdecydowanie nie prosiłam o tę zmianę. 

 

informacja od FB

No nie, to nie ja, nie moje kliki i nie moje pomysły. To jakiś dziad – boot, bądź też prawdziwy człowiek, dobrał się do mojego konta. Natychmiast więc kliknęłam w „zabezpiecz moje konto” i pojawił się formularz do wpisania nowego hasła. Przyglądałam mu się podejrzliwie. Dziwny jakiś był. Nie trzeba było wpisywać starego hasła, a nowe wpisywało się tylko raz. Nie miałam jednak lepszego pomysłu. Wpisałam nowe hasło, zacisnęłam zęby…

Enter!

I bum.

Przede mną pojawiło się to samo żądanie, które wyciągnęło mnie z łóżka. Facebook nie odpuszczał, wciąż domagając się ode mnie dokumentów potwierdzających pełnoletniość, a ja nadal nie wiedziałam, czy mam do czynienia z autentyczną, czy przerobioną witryną. A od tego przecież zależało, czy wyślę skan mojego paszportu.

Zadzwoniłam więc do Bartka, mojego guru od IT. Bart przyjrzał się stronie, po czym zawyrokował:

– Autentyczna. Ślij.

No więc wysłałam. I czekam, co z tego wyniknie. Nie znam się na tym wszystkim, nie wiem, jak daleko haker zaszedł w swych działaniach, ani co dokładnie zrobił, ale wiem, że czuję się naga i słaba. Nie dlatego, że na fejsie miałam nie wiadomo jakie tajemnice, ale dlatego, że haker zabrał mi to, co w nim jest najcenniejsze – dostęp do Was.

Haker zabrał mi Wioskę Mocy – miejsce w wirtualnym świecie, które budowaliśmy wszyscy razem, pomalutku, każdego dnia. Cegiełka po cegiełce, profil po profilu, powstawała ona wokół tego bloga, wokół historii naszego życia i podróży, wokół wspólnych przygód, problemów, dylemaów. Blog ściągał do siebie Was – ludzi otwartych, ciekawych świata, ciepłych i empatycznych, którzy zaglądając tu coraz częściej, zostali w kontakcie przez fanpage, bo blog bardzo długo nie miał newslettera.

I dla mnie to było wygodne, bo cokolwiek się u nas działo – przez fejsbukowy fanpage mogłam się z Wami dzielić radością, smutkiem, zadziwieniem i zgryzotą – a jednocześnie mogłam czerpać z Waszej Zbiorowej Mądrości. 

Ile razy służyliście nam radą, wsparciem, wskazówką, pośrednią i bardzo bezpośrednią pomocą we wszystkim – od poszukiwania informacji, przez kontakty z odpowiednimi ludźmi, po fizycznie udzielaną nam pomoc! A ile pięknych znajomości się przez ten czas wywiązało. Ile z nich przeszło poza wirtualny świat!

Dlatego czuję się naga i krucha. Bo straciłam do Was dostęp. Bo zostałam naprawdę sama. Bo – jeśli cokolwiek się teraz stanie – nie będę mogła zwrócić się do Was o pomoc. Bo – gdy komuś będzie taka pomoc potrzebna – i ja jej nie udzielę.

Straciłam okno na świat, moją Wioskę, źródło wiedzy i mocy. Straciłam kontakt z moimi hostami, kierowcami, którzy podrzucali nas kawałek dalej, poznanymi ludźmi mieszkającymi w różnych zakątkach naszego pięknego globu. Mogę ich wymieniać bez końca: Alicia – pierwsza nauczycielka tańca Gajki, Ileana, z którą uczyłam na wolontariacie, mój ukochany Szaman z Ekwadoru, Tita Maya – staruszka, która zabrała nas z drogi, gdy wieczorem bezradnie szukałyśmy miejsca na nocleg, Rickey Cowboy – nasz gospodarz, z którym jedliśmy rosół na grobie jego mamy, we wiosce na indonezyjskim Flores, Ate Eping…

Właśnie, Ate Eping… Jej rodzina będzie skazana już tylko na siebie, a Ate będzie analizować każde słowo w ostatnich wiadomościach, zastanowiając się, czym mogła mnie urazić… Albo pomyśli, że już mnie nie ma na tym łez padole, bo przecież nie zostawiłabym ich tak nagle… Tyle ludzi ten facebook zgromadził, tyle pięknych, niezapomnianych osób, którzy wryli się w nasze serca na zawsze – i z którymi chcieliśmy być w kontakcie zawsze… Czuję sie, jakby nagle w mym sercu powstała wielka wyrwa, jakbym bezpowrotnie straciła naszych przyjaciół…

Przedziwne, co się we mnie wydarza, gdy uświadomiłam sobie, że zhakowano mi konto. 

I tak – zapewniam tych, którzy zaraz przypomną mi usłużnie, że są większe tragedie w życiu. Uspokajam – doceniam to i pamiętam o tym doskonale. Żyję, jestem zdrowa, moi najbliżsi także. Nie ma wojny, nikt do nas nie strzela, nie muszę się bać przemocy na ulicy. Mam co jeść, mam gdzie spać. Wujek, który od 3 tygodni leżał na oddziale covidowym wrócił do domu. Ciocia pomału zdrowieje. Dziś zaświeciło piękne słońce i było tak cudownie ciepło.

Życie jest dobre.

Pamiętam o tym.

Tylko tak zwyczajnie boli, że zniknęliście Wy, moja ukochana Wioska Wsparcia, bez której czuję się tak strasznie słaba i osamotniona.

 

***

 

Uważajcie proszę. Zhakowane konto może być wykorzystane od rozsyłania spamu, oszustw, wyłudzeń.

 

***

Kochani. Uruchomiłam newsletter. Chcę się uniezależnić od FB na przyszłość i być z Wami w kontakcie bezpośrednim. Niestety zanosi się, że przez jakiś czas blog i newsletter będą jedyną dostępną dla mnie drogą komunikacji z Wami. Zapraszam Was więc do dzielenia się adresami email, a ja pomału biorę się za rozgryzanie programu do wysyłania newsletterów..

 

blog i newsletter

Jeśli klikniecie na ten samolocik, otworzy Wam się okno, w którym proszę Was o pozostawienie swojego maila.

blog i newsletter 2

Otworzone okienko wygląda tak jak na zdjęciu. By wrócić do czytania bloga, wystarczy na niego kliknąć.

 

Do zobaczenia w newsletterze!

 

 

 

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o
x

Check Also

Pigeon Island. Shark.

Zaginął człowiek!

Poprzednią część historii znajdziecie w tekście pt. „Pigeon Island. Wyspa ze snów.” Wyspa ogromniała w ...