Home / Tag Archives: podroz z dzieckiem (page 4)

Tag Archives: podroz z dzieckiem

Nola Guesthouse – w przyszywanej rodzinie Alejandro

Nola Guesthouse - wspólny wieczór

Poprzedni wpis o Nola Guesthouse znajdziesz TU. Alejandro przydziela nam malutką, bambusową chatką, z wielką, królewskich rozmiarów mosquitierą. To chateczka dla wolontariuszy pracujących w Nola Guesthouse, nie dla turystów. Jest akurat wolna, bo chwilowo nie ma nikogo do pomocy.  Zagniazdowujemy się momentalnie, po czym Gaja łapie walizeczkę z zabawkami i leci do dzieci. Ja staję na werandzie naszego nowego domu  i przyglądam się światu. – Me Gaja!.. (mama Gai!..) – dobiega mnie wołanie – Kin khao!.. (dosł. jedz ryż, fraza ...

Czytaj całość »

Nola Guesthouse – laotański raj

– Wiesz Gaja – mówiłam siedząc z moją kruszyną na skałach na przeciwko luangprabangckiej starówki – wiesz Gaja, czuję się jak turystka, jak wczasowicz. Strasznie brakuje mi normalnego życia, kontaktu ze zwykłymi ludzimi, takiej laotańskiej codzienności. Przecież jesteśmy tu, a na prawdę to nic o tym Laosie nie wiemy. Mieszkamy w hostelach, chodzimy po atrakcjach turystycznych, a to nic z prawdziwym Laosem nie ma wspólnego. A ja chciałabym do ludzi.. – zadumałam sie patrząc przed siebie – Patrz, tu za ...

Czytaj całość »

Awaria silnika – koszmaru na Mekongu odsłona nowa

W drodze do Luang Prabang - awaria silnika

Ciąg dalszy – poprzedni wpis znajdziesz TU.   Laotańczycy usiedli na swych posłaniach równie zaniepokojeni jak ja. Nie mineła sekunda, jak wpadł mechanik. Błyskawicznie zsunął się do maszynowni, mamrocząc coś pod nosem. Szarpnął za jakąś linkę – nic. Szarpnął po raz drugi – silnik kwiknał, jeknął, po czym zgasł. Laotańczycy byli już na równych nogach. Jeden przez drugiego zalądali w dół, wymieniając krótkie zdania. Za chwilę wpadł drugi gość z obsługi. Stanęłam z tył na burcie. Sternik był prawdziwym mistrzem. ...

Czytaj całość »

Laotańska rodzinka

Ciąg dalszy – poprzedni wpis znajdziesz TU.   Trudno. Zdecydowałam się zaryzykować. Możliwe, że będzie to lepszym rozwiązanie, niż wystawianie się na tnące podmuchy zimna w turystycznej klasie. A jak okaże się, że będzie nam tu źle – będziemy szukać kolejnych opcji. – Gaja! Przenosimy się! Do super miejsca! Bierz dzieckiaki i chodz za mną! – Z ciężkim plecakiem, kołysząc się jak kaczka, depcząc po palcach i bagażach zaczęłam przepychać się do tył. – Oooo!!! – powitali mnie Laotańczycy – OOOO! – zdziwili ...

Czytaj całość »

Spływ łódką po Mekongu – koszmaru ciąg dalszy

Ciąg dalszy – poprzedni wpis znajdziesz TU. Dziś robię sobie wolne od bloga. Jest tak zimno, że ani mi się sni wstawać „za ćmoka” i wyciągać komputer. Choć internet nawet jest i o dziwo całkiem sprawnie otwiera poszczególne strony. Ale dziś nic z tego. Nie mam ochoty wystawiać nawet czubka nosa poza mój górski śpiwór – no chyba że miałąbym gorącą kawkę na rozgrzewkę. Z mlekiem oczywiście. Kawkę mam, jasne, nawet mleko przezornie kupiłam jeszcze w Tajlandii, tylko skąd tu wziąść ...

Czytaj całość »

Spływ barką w dół Mekongu, czyli jak przyjemność zamieniła się w koszmar

Poranek. Ostatni nasze godziny w Tajlandii. Czekamy przed hostelem na transport do granicy z Laosem. Zimno. Wietrznie. Ponuro.     Granica przechodzi płynnie. Zdjęcie, karta arrivalowo-departurowa, paszport, kasa, wiza. Szybko i bez problemu. (Przejscie granicy krok po kroku opisane jest TUTAJ) Po schowaniu paszportu przejmują nas tuktukowi naganiacze – nawet nie ma się co wzbraniać – cena jest znana i nienegocjowalna – płacisz 100 bth od osoby, bez względu na to czy jedziesz na przystań czy na leżący bliżej dworzec. Taktycznie ...

Czytaj całość »

Co zobaczyć w Pai z dzieckiem lub bez – bardzo subiektywny wybór atrakcji

Co można robić w Pai? Niewiele. Na pewno można wypocząć po intensywnych fragmentach podróży, poszwędać się po górach, poleżeć nad rzeką. Bo Pai sama w sobie jest maluśkim, górskim miasteczkiem z ciut zatłoczonym centrum. Ale parę kroków za centrum ludzie zasypiają o zmroku i budzą się o świcie, by oddawać się zwykłym, codziennym obowiązkom. Dzielę się z Wami moim bardzo subiektywnym wyborem atrakcji wokól Pai, uprzedzając, że fajerwerków nie będzie, choć z drugiej strony – podróżując często wcale nie trzeba ...

Czytaj całość »

Wat Pa Tam Wua – magia białej szaty

  Ciąg dalszy – poprzedni wpis znajdziesz TU.   15 minut przerwy to mało czasu. Szczególnie jak jest tylko jedno źródło gorącej wody, jedno pudełeczko z herbatą i jednen słoiczek cukru. 50 osób, wciąż w medytacyjnym nastroju, spokojnie i cierpliwie czekało na swoją kolej, pozostałe zaś rozpierzchły się po klasztorze, załatwiać swoje sprawy. – Idziemy, mamuś? Idziemy? – mały bąk skakał wokół mnie jak sprężynka – Chodźmy, obiecałaś przecież!.. – Jasne, że idziemy – uspokajałam Gajonka – Ale nie wiem, ...

Czytaj całość »

Wat Pa Tam Wua – medytacji nauka trudna

  Ciąg dalszy – poprzedni wpis znajdziesz TU.   – Córeczko, kończ śniadanko. Zaraz zacznie się medytacja. – mówię, zerkając na zegarek. Jedzenie któregokolwiek posiłku od zawsze rozciągało nam się w godzinny proces. Kilka pierwszych kęsów szło sprawnie, a potem jedzenie schodziło na plan dalszy. Złapałam więc za łyżkę i włączyłam wspomaganie. Gdy skończyłyśmy, miejsce medytacji było juz pełne. Zajęłyśmy dwie poduszki na samym końcu, bo zakładałam, że Gaja, znudzona procesem, będzie chciała wstać i porobić coś innego.  – Gajenko.. – ...

Czytaj całość »

Wat Pa Tam Wua czyli jak trafiłyśmy do Klasztoru

O nauce medytacji w buddyjskim klasztorze myślałam odkąd trafiłam do Azji. Co prawda do religii wszelakich podchodzę z dystansem,  więc tutejsze wyznanie nie był wyjątkiem, tym bardziej, że jakiś czas temu Tajlandia przywitała mnie posągami Buddy dorównującymi Chrystusowi ze Świebodzina, wysterczającymi tu i ówdzie ze szczytów gór, lub mas zieleni. Do Klasztoru trafilysmy przypadkiem. Collectivo, które nas wiozło do Mae Hong Son skręciło nagle w oznaczoną żółtymi chorągwiamy dróżke, po czym zatrzymało się pomiędzy starannie wystrzyżonymi i zamiecionymi trawnikami. Z ...

Czytaj całość »