nie przegap
Home / AZJA / Malezja / Wesele w Malezji

Wesele w Malezji

Nasze życie toczyło się w pokoju jadalnym. Pokój też był po części kuchnią, po części sypialnia, a najważniejszym było to, że był wystarczająco duży, by pomieścic rodzinę i znajomych. I tenże to pokój stał się swiadkiem naszych przygotowań na ślub.

 

Zaczęłysmy oczywiście od zimnego prysznica, a potem dziewczyny wzięły nas w obroty. Ja wystroiłam się w podarowane mi na Eidul Adha tradycyjne, malezyjskie szaty, Gaja oczywiście podobnie. Jedynie małej gdzies zawieruszył się hidżab. 

– Gajka, nie martw się – uśmiechnęła się Ainu – chust mamy tysiące, zaraz coś dla Ciebie znajdziemy.

No i znalazł się hidżabik rozmiaru Gajki, będący własnością siostrzenicy Ainu.

– Ależ pięknie wygladasz – zachwycali się wszyscy. No bo faktycznie Gaj, ze swymi szaroniebieskimi oczkami i jasna buzią przypominał egzotyczny kwiat. Jednakże minka mojego malucha świadczyła o jakimś problemie. I faktycznie – nagle buźka wygięła się w podkówkę, oczka zwilgotniały i dzieciaczek w sekundzie był przy mnie.

– Chlip.. Chlip.. Mamooo..

– Co się stało? – wszyscy patrzyli  na malucha łykającego łzy.  

– Bo ja wolę różooowyyy hidżaaaabik… – wykrztusił skrępowany sytuacją Gaj, szlochając prosto do mego ucha.

– Asia, co się stało? Ukułam ją? Rany, bardzo przepraszam! – niepokoiła się Ainu

– Nie, nic takiego. – wyjaśniłam – Gajka po prostu wolałaby ubrać różowy hidżab.

Niestety, dziecinny różowy był już zajęty, a drugiego nie było. Krakowskim więc targiem został zaakceptowany czarno czerwony i po chwili wszystkie, wystrojone od stóp do głów, czym prędzej zapakowałyśmy się do rodzinnego minibusa. Wiadomo – duża rodzina – duży samochód.

 

 

Muslim wedding, Malaysia

Razem z Ainu i jej rodziną szłyśmy zobaczyć moje pierwsze wesele w Malezji.

Wówczas doceniłam zalety klimatyzacji. W muzułmańskim stroju było mi szalenie gorąco. Patrzyłam na dziewczyny, w końcu nie wytrzymałam i zapytałam Ainu, jak to jest z jej odczuwaniem temperatury. Tak, jej też było gorąco, choć bez wątpienia przyzwyczajona była do długich rękawów i chust. W samochodzie klima chłodziła przyjemnie, ale gdy tylko wysiadłyśmy, uderzyła w nas ściana gorąca.

Nim zrobiłam pierwsze trzy kroki – byłam mokrusieńka. A do wesela trzeba było jeszcze dojść. Hijab niby chronił przed słońcem, ale z drugiej strony ograniczał nieco moje pole widzenia, no i grzał – bez wątpienia grzał.

Wreszcie byliśmy na miejscu.

 

 

Pod niewielkim parasolem witał gości Pan Młody. Wyglądał pięknie w ciemnozielonych, uszytych na wzór królewski szatach i w królewskim nakryciu głowy. Uściskaliśmy mu dłonie, a potem, z rąk pomagających mu kobiet każdy z nas otrzymał malutką torebeczkę ze słodkim podarunkiem. 

Gaja aż podskakiwała z radości. Sprawa hidżabu definitywnie odeszła w niepamięć, wymazana szerokim uśmiechem Pana Młodego i malutkimi prezencikami. 

– Mamo! MAMO! A gdzie Panna Młoda? – podskakiwał mój mały brzdąc. 

Panna Młoda pojawiła się chwilką później.

 

 

 

W swej ciemnozielonej sukni ozdobionej zielonymi kamieniami, z pastelowo różowmi dodatkami wyglądała jak książniczka z baśni o tysiącu i jednej nocy. Gaj zaniemówił z zachwytu. Ja także. Reprezentowała nas Ainu, witając i w naszym imieniu Pannę Młodą.

– Ainu, kim jest dla Ciebie Młoda Para? – zapytałam potem

– Nie znam ich – uśmiechnęła się Ainu na widok mojej miny – w naszej tradycji nie musisz znać Państwa Młodych, by przyjść na wesele. Wystarczy, że mieszkasz w tej samej wsi, albo że ktoś z Twojej rodziny ich zna. Wiesz, to wesele trwa cały dzień i przede wszystkim tu się je, nic poza tym. A w ciagu takiego dnia może przewinąć się nawet ze 2 tysiace osób.

Zaniemówiłam. Wesele na 2 tysiące osób? O Matko!

– Choć, zrobimy sobie z Państwem Młodym zdjęcie! Akurat są w pokoju ceremonii – poderwała nas kuzynka Ainu.

Poszliśmy do pobliskiego domku. Faktycznie, w pokoju zrobiona była dekoracja ślubna.

– Zapraszamy, zapraszamy.. – kiwał Pan Młody ręką  – Skąd jesteście?

– Jesteśmy przyjaciółmi Ainu – odpowiedziałam – We are from Poland.

– Holland? Oh, great! (z Holandii? Wspaniale!)

– No, no, from Poland. Starts with P. P-O-L-A-N-D.

– Poland? – Pan Młody uśmiechnął się równie szeroko – Great! Let’s take a picture! (z Polski.. Wspaniale! Zrobmy wspolne zdjecie!)

 

P9020268

 

 

Gdy zobaczyłam Państwa Młodych – zaniemówiłam z zachwytu. /Wesele w Malezji/

 

 

Z sesji zdjęciowej wyszłyśmy obładowane kolejnymi malutkimi prezencikami – Gaj niósł kwiat z jajem, symbolem płodności, malutkie cukiereczki, ciasteczka, malajskie przysmaczki (Mama, ale posmacki pysniutkie dostałam!), a wszystko to w maciupeńkich foliowych zawiniątkach. Maluch aż podskakiwał z radości, niosąc skarby do stolika.

Była nas wcale zacna gromada. Połączyłyśmy stoliki i tak w 8 babek zajęłysmy bardzo sympatyczną przestrzeń, w której natychmiast zrobiło się wesoło. Przyniosłyśmy sobie jedzonko ze szwedzkiego stołu: dziewczyny – to najlepsze, my to niepikantne – i zaczęłyśmy sie objadać malezyjskimi pysznościami.

Jedzenie było tak dobre, że nie umiałam skupić się na karmieniu Gai. 

– Trudno. – pomyślałam – Będzie maluch musiał się zatroszczyć o siebie sam.

Gdy tylko wyraziłam tą myśl głośno, usta malca wygięły się w podkówkę i gajkowy płacz przetoczył sie przez okolicę. Na nic jednak szczuczka się zdała. Byłam głodna jak wilk, od jedzenia uginały się stoły, a maluch miał dwie sprawne ręce do dyspozycji. Zresztą – tymi właśnie rękami jedliśmy. Zagarnialiśmy w palce ryż, zagniatając go z sosem i mięsem, po czym tak uformowany kęs wędrował prosto do buzi. Jedzenie palcami nie było mi obce, pierwszy raz doświadczyłam go w Turcji, potem w Maroku. Podczas marokańskiej podróży przyzwyczaiłam się do niego tak bardzo, że po powrocie przez jakiś czas jadłam tak samo, gorąco namawiając do tego rodziców. Rodzice nie ulegli, a ja z czasem porzuciłam ten sposób konsumpcji na rzecz zakorzenionych w naszej kulturze sztućców.  O jedzeniu palcami jednak nie zapommiałam. I tu, w Malezji, z radościa wróciłam do niego, włączając w posiłek – oprócz zmysłu wzroku, węchu i smaku – zmysł dotyku. Och, jak cudownie było poczuć szorstkości mięsa, obłości ryżu, temperaturę ziemniaka i delikatną kruchość sałatki. I znów przyszło mi do głowy, że wiele tracimy, przywiązani do sztućców, kontemplując kulinarnia tego świata tylko trzema zmysłami.

Ale jak tylko zjedliśmy, padło hasło do powrotu. Na szczęście dziewczyny zbierały się wolno i było odrobinkę czasu, by pogadać z tutejszymi kobietami. Wszystkie dziwowały się bardzo, jak ja tak bez męża i z dzieckiem małym do Malezji dotarłam, co normalnym zupełnie w tym świecie jest, i zresztą nie tylko w tym świecie. W Peru, za czasów „przedgajkowych”, gdy to podróżowałam sama, z namiotem i plecakiem, dokładnie takie samo zdziwienie wyrażały kobiety z tamtej strefy kulturowej. Tak to już utarło sie w świecie, że kobieta od mężczyzny jest zależna i wszelkie odstępstwa od tej reguły budzą zdziwienie. 

 

Wychodziłam z weselicha objedzona po pachy, ale z wielkim niedosytem wrażeń. Czułam, że w tej atmosferze, w tym miejscu mogłabym przesiedzieć tu cały dzień. Już nawet hijab mi nie przeszkadzał i gorąco zeszło na drugi plan, a na pierwszym bezwzględnie byli tutejsi ludzie, kolorowi, ciekawi, otwarci. 

No, ale nie mogłam liczyć na więcej czasu. Jeszcze dziś Ainu miała przed sobą 5 godzin drogi do domu, a jutro – cieżki dzień w pracy. A my? My dziś jeszcze musiałyśmy dotrzeć do George Town, gdzie miała już na nas czekać hostka Sara.

Ale o tym będzie już w następnym odcinku..

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

5
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Bestia PeludaAnetaMarzenka Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aneta
Gość
Aneta

Ws Twojego pytania: ja znacznie bardziej lubie czytac Twoje wpisy na blogu. Na FB jakos wiele umyka. Ktos wstawi filmik z kotkami, ktos zdjecie swojego sniadania, a jak wejde na blog to potrafie sie bardziej wczuwac w wasze opowiesci i bardziej one do mnie trafiaja.

Marzenka
Gość
Marzenka

Nie poznałam Was w pierwszej chwili. Cieszę się, że Gaja może doświadczać różnych kultur i dojrzewać bez uprzedzeń jako obywatel świata 😊

x

Check Also

muesli breakfast

Muesli

Kuala Lumpur. Poranek. – Mamo?..  Co dziś zjemy?..  – pyta zaspanym głosem ...