Home / AZJA / Malezja / U babci muzułmanki

U babci muzułmanki

 

Poprzedni fragment tej historii kryje się tu.

Do babci, na drugi koniec Malezji wyjeżdżaliśmy w strugach tropikalnego deszczu.

 

 

 

To co dla mnie było totalnym oberwaniem chmury, kiedy to wycieraczki nie nadążają odprowadzać wodę, dla Ainu i jej rodziny było czymś zupełnie normalnym. Deszcz uśpił mnie szybko i gdy otworzyłam oczy, pełna winy, iż zostawiłam Ainu sama z dwójką dzieci, zobaczyłam piękny obraz. Deszcz zniknął, gdzieniegdzie plątały się jeszcze jakieś obłoczki, natomiast Baseit i Gaja pokładali się ze śmiechu.

 

 

 

Droga w całości zajęła nam 8 godzin. Nie chcę myśleć, ile zajęłaby nam autobusem. Gdy wjeżdżałyśmy na babcine podwórko, robiło się już ciemno.

– Selamat malak! Selamat malak! – przywitałyśmy się z rodziną jak przystoi.

Rodzina zrobiła wielkie oczy, ale zachowała kamienną twarz. Dopiero potem, zaglądając do moich notatek zorientowałam się, że wraz z Gają, na przywitanie, wykrzykiwałyśmy pełne radości: „Dobranoc! Dobranoc!”

– O matko, Ainu, nie rozbawiło Was to? – zapytałam moją hostkę nieco później

– Jasne, że rozbawiło, w duszy turlaliśmy się ze śmiechu!

– Ale nic nie było po Was widać!

– Bo po pierwsze nie chciałyśmy Was urazić, a po drugie – nie chciałyśmy Was zniechęcać do malajskiego. To na prawdę miłe, że próbujecie mówić po naszemu. – odpowiedziała moja hostka – Smakowała Wam kolacja?

 

 

 

Smakować, to mało powiedziane. Kolacja była pyszna i tak inna od znanych mi smaków, że nie śmiem ich opisywać. Babcia, specjalnie dla Gai zrobiła jedna potrawę niepikantną, co i tak Gajce wydawało się być pikantne, ale gdy wymieszało się ją z ryżem, stawała się możliwa do zjedzenia dla malucha. Ja też czułam dodatek chili, ale dzielnie jadłam i faktycznie, po chwili uczucie pikantności jakby spadało. 

– To nasze tradycyjne potrawy na Eidul Adha. Normalnie nie jemy ich na codzień. Ale wiesz, to jak z zupą w Europie – w każdym kraju i w każdym domu jest troche inna. To samo jadłaś dziś u mnie, a tu wydaje Ci się, że jest to coś zupełnie innego, prawda?

Fakt. Te same potrawy uczynione reką innej gospodyni smakowały inaczej. Najpiękniejszy w tym jednak był sam ceremoniał jedzienia. Siedzielismy wszyscy przy stole do wieczora – dorośli rozmawiali, maluchy urządziły sobie domowe kino. Tak więc poszliśmy spać późno, a wstać trzeba było wcześnie, bo nadchodzący dzień był pełen atrakcji.

A więc po pierwsze – pojechaliśmy nad morze.

 

 

 

 

By tam się dostać, trzeba przejechać kilka kilometrów plątaniną wąskich, asfaltowych uliczek, rozciągających się między ryżowymi polami i rozrzuconymi gdzieniegdzie, na palach stojących domami.

– O, tu mieszka moj uczen – wskazuje co chwile jakis z domków Ainu – I tu, i tu..

Ainu już jako dorosła dziewczyna wróciła do swej babci na wieś. Odpowiadało jej wolne, wiejskie życie, wśród pól ryżowych i palmowych zagajników, w miejscu, gdzie wszyscy się znaja i pozdrawiają. Zaczęła pracę w szkole, odnowiła znajomości z dzieciństwa, zyskała prywatnych uczniów. Ta wieś stała się też jej sanatorium. Tu leczyła obolałe po rozstaniu serce, tu zastanowiała się nad sensem swojego życia, tu przyglądała się czego chce i czego wolalaby unikać. Proces trwał długo, bo aż cztery lata spędziła Ainu w Kota. Na swe lekcje w małej wiejskiej szkółce zapraszała odwiedzających ją couchsurferów, zaszczepiając w swoich uczniach ciekawość świata i świadomość niezbędności języka angielskiego, który był drogą do tego świata prowadzącą. Jej mały, wiejski pokoik, w którym nocowałysmy wraz z Gajką i Basetem, był niemym się swiadkiem jej rozterek, rozpaczy, jej łez i tęsknoty. Jego ściany, pełne motywujących napisów próbowały przyjść jej z pomocą, ale cierpienia nie umiały skrócić. Musiał upłynąć przypisany mu czas, którego nikt nie mógł przyspieszyć. Ale ściany starały się jak mogły, bo ich ceglane serca przepełniał smutek na widok łez w oczach tej pięknej, wrażliwej Malajki.

Więc gdy zapadał zmrok, strzegły jej smutnego serketu, a gdy wstawało słońce, świeciły całą mocą napisami po angielsku, malajsku i arabsku, tak by słowa na nich nakreślone wsiąkały w Ainu i prowadziły ją przez życie. Na ścianie, ręką Ainu wymalowana była też i wielka mapa, a na niej zaznaczonych było kilka flag.

 

 

sciana

 

 

– O! – zauważyłam ze zdziwieniem – Polska! Jak to się stało, że narysowałaś flagę Polski?

– Nie wiem, wiesz?.. Zawsze chciałam zobaczyć tamten zakątek świata.. – odrzekła Ainu – Studiowałam we Francji, ale Francja chyba jest inna, niż Polska, prawda?

– O tak – pomyslałam smutno, mając na myśli nie tylko naszą sytuacje ekonomiczną, ale i nasz obecny lęk przed muzułmanami. – Jeśli będziesz kiedyś w Europie, daj znać. Mój dom jest już Twoim domem! – powiedziałam z serca, mając też nadzieję, że nim Aniu przyjedzie, nie będe musiała się już bać o jej bezpieczeństwo. Biała skóra i brak nakrycia głowy wyróżnia nas tutaj, ale tu nikt nam nie czyni z tego powodu przykrości, ale w Polsce? Jej orientalne rysy i hijab czynią ją widoczną na naszych ulicach na przysłowiowy kilometr. Czy będę jej w stanie zapewnić bezpieczeństwo? Czy uda mi się ochronić ją nawet przed złym słowem? Nienawistnym spojrzeniem? Przed agresją? Przed zdarciem chusty z głowy? 

– Nie przęsądzajmy sprawy.. – pomyślałam z nadzieją – Może jakiś dobry wiatr dotrze do nas i gdy Ainu przyjedzie do Krakowa, już nie będę bała się chodzić z nią po ulicach mojego ukochanego miasta..

Ciąg dalszy historii kryje się tu.

 

 

 

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

13 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Inkaa
Inkaa
3 lat temu

Oczywiscie statystyki wygladaja tak a nie inaczej. Ale nie wiem jak statystyki maja sie do ilosci odwiedzajach Polske egzotycznych gosci. Czy rosnie to po prostu proporcjonalnie? Bardzo uderzylo mnie to co Pani napisala bo hinduska rodzina mojej bratowej jak i jej znajomi naprawde spotkali sie w Polsce z niezmierna goscinnoscia i ciesze sie ze taki obraz naszego kraju zaniesli w swiat. Sama pochodze z Krakowa i z radoscia zwiadzalam z nimi wielokrotnie nasze miasto i naprawde do glowy mi nie przyszlo to czego Pani sie tak bardzo obawia. Moja babcia staruszeczka 98 lat zawsze mi mowi dziecko jesli szukasz zla to zawsze je znajdziesz.

Paweł
Paweł
3 lat temu

Przed chwilą wysłałem komentarz błędnie wpisując adres mailowy. Właściwy jest ten z tej wiadomości. Przepraszam, pizdrawiam.

Paweł
Paweł
3 lat temu

Pani Joanno, drodzy Komentujący. Niemądrzy, okrutni i podli ludzie są wszędzie, niezależnie od narodowości i koloru skóry. Stosunek Polaków do cudzoziemców nie radykalizuje się bez przyczyny. Grupa polityczna bazująca na wygrywaniu przez kłamstwo i szczucie ludzi ludźmi nakręca niebezpieczne nastroje z partykularnych żądz. Dzieje się tak na całym świecie. W muzułmańskich regionach Świata w których obecnie przebywa pani Joanna, w Indonezji na przykład, zdarzają się co jakiś czas pogromy Chińczyków, będące skutkiem wyrachowanej polityki odwracania uwagi od faktycznych problemów państwa. W dalekiej Azji, Europejczyk nie jest zagrożeniem, nie szuka tam raczej pracy i w większości przypadków budzi nadzieję na zarobek i poprawę życia. Mimo tego, zdarzało mi się być prowokowanym przez muzułmanów nawet w stosunkowo liberalnych prowincjach Indonezji. Nie byłem w Aceh i raczej się tam nie wybieram. Konkurentem do lepszego życia, do miejsca pracy albo zawodowego sukcesu bywa właśnie Chińczyk, który w tamtym rejonie świata ma podobne obawy, jak ciemnoskórzy przybysze w Polsce. Warto więc pamiętać, że podłość i agresja przeciw inności mają swoje praprzyczyny w małej albo dużej polityce i w ortodoksyjnych religiach oraz ich pasterzach. A ludzie? Wszędzie są podobni.

Janek Lenard
3 lat temu

Niestety masz słuszne obawy…Polacy są jak naziści obecnie..Też bym się bał o nią.Ja moim kolegą ,,ciemnym” odradzam nawet Kraków już…Córki męża Szweda pobili bo nie mówi po polsku…szkoda słów

Magda Broniatowska
3 lat temu
Reply to  Janek Lenard

Tak, wielu Polaków charakteryzuje się obecnie nietolerancją, antysemizmem, rasizmem i islamofobią. Niestety to wszystko „wylazło” z ludzi, odkąd PiS jest u władzy. Zły przykład idzie zawsze z góry… Jeśli nie piętnuje się pewnych nagannych zachowań, to powszednieją. Ale ja też jestem Polką i nie jestem „jak nazista”. I wielu moich znajomych ma poglądy zbliżone do moich. Nie pobijemy muzułmanki, jeśli znajdzie się na naszej drodze. Raczej uśmiechniemy się do niej. W Krakowie, w którym mieszkam, jest masa obcokrajowców. W mojej okolicy, gdzie jest dużo międzynarodowych korporacji, mieszkają ludzie o różnych kolorach skóry, mówiący różnymi językami. Spotykam ich na placu zabaw, kiedy idę tam z moimi dziećmi albo w osiedlowym hipermarkecie. Nikt nikogo nie bije…

Inkaa
Inkaa
3 lat temu

Troszke Pani dramatyzuje. Moj brat ma zone z Indii i jeszcze nigdy, w mieszka juz w Polsce 6 lat, nie spotkalo ja nic nieprzyjemnego. Wrecz przeciwnie ludzie sie ciesza ze mowi ladnie po polsku i po cichu smieja z popelnianych przez nia bledow gramatycznych. Jasne spotykaja obcokrajowcow nieprzyjemnosci tak samo jak polakow na przyklad we Francji. Troszke wiecej wiary w ludzi

Magda Chmura
3 lat temu

Naprawdę wierzysz w to, że ktoś w Polsce podbiegł by do niej i zdarł jej chuste z głowy? Fakt iż posiada orientalne rysy twarzy a do tego będzie ubrana w strój tradycyjny dla swojej kultury napewno sprawi, że będzie się wyróżniać na ulicy. Tak, ludzie będą na nią patrzeć ponieważ będzie dla nich czymś nowym, czego nie widują na codzień. Co w tym złego? Wyjeżdżając do obcego kraju trzeba się na to przygotować. Mnie też dzieciaki w Maroku wytykały palcami a kobiety w Chiapas w Meksyku pytały dlaczego nie mam męża. Spotkałam się też kilka razy z bardzo podłym traktowanie tylko przez mój kolor skóry i jakoś z tym żyje. Sugerowanie, że na muzulmankę w Polsce zaraz rzuci się stado agresorów przed którymi będziesz musiała ją bronić jest conajmniej śmieszne. 😉

Beata Bartoszewicz
3 lat temu
Reply to  Magda Chmura

Też tak pomyślałam. Nie róbmy z nas dzikusów.

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Reply to  Magda Chmura

Moj znajomy Japonczyk, z ktorym kiedys dzielilam mieszkanie został pobity w pierwszy dzien Swiat Bozego Narodzenia, w Krakowie, na ul. sw Jana, albo Marka, nie pamietam. Nie pamietam juz ile szwow mial, ale pamietam, ze wydarzylo sie to ok godziny 16tej i że zaczął wtedy prószyc snieg. Nie jestescie sobie Panie w stanie wyobrazic jego szoku, zalu i niezrozumienia, z ktorym dzielil sie ze mna ta historia, gdy juz wrocil z pogotowia. Szedl wowczas wraz z czarnoskorym kumplem ze studiow. Kumpel zdazyl zwiac, on nie.

Zdaje sie, ze obecnie w Polsce postawy sie raczej radykalizuja.

Marta
Marta
3 lat temu
Reply to  Magda Chmura

Tak, podrozujac zdarzalo mi sie wielokrotnie wzbudzac sensacje. Oczywiscie, ciekawosc tego, co obce jest naturalna, choc w kraju, gdzie na codzien jest dostep do informacji o innych kulturach, wytykanie palcem wydaje mi sie nie na miejscu.
Roznica miedzy krzywymi spojrzeniami, ktore ktos nam kiedys rzucil na swiecie jest taka, ze cudzoziemcy (przede wszystkim ci czarnoskorzy i w widoczny sposob pokazujacy swa przynaleznosc religijna- chustka czy jarmulka) w Europie, w Polsce spotykaja sie z takimi spojrzeniami na codzien. Krzywe spojrzenia ktorymi obdarowano nas gdzies zagranica sa wynikiem systematycznego, wieloletniego i masowego wyzysku calego swiata przez mieszkancow jego czesci okcydentalnej.Nie popieram tej nienawisci, ale rozumiem jej podloze. Natomiast wrzucanie wszystkich inaczej wygladajacych ludzi do jednego worka: zlodzei, religijnych ekstremistow i niecywilizowalnej gorszej rasy jest przerazajace. Wlasnie w tym kierunku (ZNOWU) idzie Europa. Nie wszyscy obcokrajowcy sa atakowani w Polsce. WIekszosc jest przyjmowana z ta typowa polska goscinnascia, ktora sie tak szczycimy. Gleboko w to wierze. Niestety coraz wiecej jest tez wrogosci. Coraz czesciej wszyscy muzulmanie, wszyscy czarnoskorzy itp sa traktowani jak ktos, kto tylko czyha aby dostac sie do bogatej Europy, skorzystac z tych wszystkich dobrodziejstw a pozniej wysadzic nas w powietrze… Przykre to i bardzo niepokojace…

x

Check Also

muesli breakfast

Muesli

Kuala Lumpur. Poranek. – Mamo?..  Co dziś zjemy?..  – pyta zaspanym głosem Gaj, wtaczając się ...