Home / Inspiracje / Mariola i Sofii

Mariola i Sofii

Dziękuję Asiu za zaproszenie do napisania tego artykułu.

Chciałabym, aby był on inspiracją nie tylko dla samodzielnych mam/ojców, lecz dla wszystkich wahających się nad tym czy wziąć graty, zostawić kredyt mieszkanie i sru… Ponoć „zostawić korporacje i zmienić swoje życie, spełniać marzenia” jest teraz w modzie.

Moda, nie moda – w moim przypadku, zawsze miałam to we krwi. Od zawsze byłam typem buntownika, robiłam to na co miałam ochotę nie zwracając uwagi na „to niebezpiecznie”. Mam taką duszę, której ufam. Nauczyłam się słuchać innych, brać pod uwagę rady mądrych ludzi, konsultować z nimi wątpliwości. Nie mniej jednak od zawsze kieruję się moją niezawodną kobiecą intuicją. Nigdy mnie nie zawiodła. Jeśli macie w sobie taką siłę, proponuje kilka razy wystawić na próbę i finalnie zaufać sobie. Zanim przejdę do szczegółów chciałabym zaprosić na mojego jeszcze dziewiczego bloga, którego ufam, iż rozwinę i uzupełnię o zaległe wpisy. Link na końcu.

Jestem Mariola, pochodzę z Polski – podróżuje od kilku miesięcy z moją 4 letnią córką Sofia, która ma korzenie kubańskie. Naszą obecną podróż rozpoczęłyśmy właśnie na Kubie 01.09.2019 roku. Następnie Meksyk… pół roku. W marcu 2020 udało nam się przedostać w ostatnim dniu przed zamknięciem granic na Kostarykę, gdzie właśnie w ciszy, spokoju i słońcu przeczekujemy cięższe czasy. Mamy w planach zobaczyć jeszcze Kolumbię, Dominikanę, Puerto Rico, Jamajkę, Ekwador, Peru, Argentynę…. i co nam wiatr przyniesie. Wyznacznikiem jest tylko ukończenie 7 lat Sofii – Szkoła. Do tego momentu mamy czas (czy się będę trzymać planu… tego też nie wiem.

Poniżej odpowiedź na najczęściej zadawane mi pytanie.

Mariola i Sofi.

Mariola i Sofii.

„Jak to się stało, co Cię do wyjazdu skłoniło? Dlaczego wyjechałaś sama, jaka jest Twoja historia?”

Od momentu kiedy skończyłam 18 lat co roku w przerwach wakacyjnych wyjeżdżałam za granicę do pracy. Najpierw jako baby-sitter we Włoszech, potem Majorka. Następnie poleciałam na Grecką wyspę Kos aby pracować jako kelnerka. Potem znowu Majorka i tak co roku do momentu ukończenia studiów.

Na 4 roku studiów (1szy magisterki) pojechałam do Hiszpanii na wymianę Erasmus. Spędziłam piękne pół roku w nieziemskiej i tajemniczej Sevilli. Na ostatnim roku studiów popłynęłam… a raczej poleciałam do Kolumbii. Wróciłam do kraju, broniłam się. Poszłam do pracy. Na szczęście kilka lat wcześniej pracowałam jako instruktorka Zumby i z tej dodatkowej pracy nie zrezygnowałam. Utrzymywała mnie przy życiu po 8 godzinnej pracy biurowej. Nie mniej jednak po kilku miesiącach przygwożdżenia w biurze myślałam o tym, żeby wyjechać za granicę pracować. Nie wiem dlaczego ale myślałam wtedy o Brazylii.

Zaszłam w ciążę. Moja auto-edukacja rozpoczęła się w momencie kiedy urodziła się Sofia.

Od początku byłam samodzielna z dzieckiem. Z perspektywy czasu uważam, że dobrze jest zrobić 3 kroki w tył i spaść w dół, aby powoli się z niego wydostać na powierzchnię… tam gdzie świeci słońce.

 

Mariola 2

Mariola i Sofii.

 

Będąc w 8 miesiącu ciąży, założyłam w Katowicach oddział ogólnopolskiego stowarzyszenia Klub Mamuśki , który działał już wtedy w 10 miastach Polski- z siedzibą we Wrocławiu. Polecam wejść na stronę i uczestniczyć w spotkaniach w Waszych miastach. Organizowane są one wyłącznie dla mam raz w miesiącu (bez dzieci i z dziećmi) wokół konkretnego tematu z danym ekspertem. W 7 tygodniu po cesarce zaczęłam prowadzić zajęcia salsy z dzieckiem w chuście – moja Zaplątana Cubana.

Kilka razy zostałam zaproszona do audycji radiowych jak i również dwa razy do wystąpienia w TV. Uciekało to wszystko wspaniałą edukacją, a przede wszystkim niezapomnianymi chwilami, które do dzisiaj kręcą łezkę w moim oku. Poznałam ludzi, którzy we mnie uwierzyli i docenili moje talenty i energię :D. Miałam/Mam wspaniała prace w korpo, (love IBM and my people) w której również oprócz niesamowitego stanowiska pracy, działałam jako lider w organizacji rozwojowej dla kobiet Women in Business, reprezentując również IBM na zewnątrz podczas konferencji na uniwersytetach itp. Swoją drogą wystąpiłem na jednej z nich z Sofią – moją córką uświadamiając kobietom, iż macierzyństwo szczególnie samodzielne, to nie kres rozwoju. Dla mnie była to iskierka do wewnętrznego rozwoju.

W weekendy dorabiałam udzielając korepetycji z j. hiszpańskiego, angielskiego oraz z niemieckiego. Czasami dodatkowo prowadziłam zajęcia salsy dla znajomych.

Pomoc miałam wspaniałą w postaci mamy, która zaopiekowała się Sofią w soboty (szkoda, że nie codziennie ;p). Mogłam naładować baterie, wyjść z przyjaciółmi i ogarnąć wszelaką administrację, poczytać książkę, dorobić na podróże i fryzjera.

Warto dodać, iż podróż z Sofią rozpoczęłam już w ciąży. W 4 miesiącu wyjechałam na Kubę aby spędzić tam miesiąc i poznać rodzinę Sofii. W 7 tyg po porodzie zabrałam Sofię do przepięknego Polskiego Gdańska. Pendolino, przedział dla mam prywatny, wypas.

Podróżowałam z nią już samolotem, czy to do Niemiec do rodziny, czy na Gran Canarię, Majorkę do znajomych. Kiedy Sofii miała prawie 3 lata poleciałyśmy do Aten. Obserwując ją jak świetnie sobie radzi na lotnisku i jaką zgraną parę tworzymy, uznałam, że jest już mi coraz łatwiej z Sofią. Dziewczynka jest ogarnięta, nie grymasi, kiedyś trzeba coś zrobić, np wrzucić misia pod skaner podczas kontroli na lotnisku, robi to co trzeba. Nie pozwalała sobie pomóc w podnoszeniu jej plecaczka na kółkach „ja siama”.

 

Mariola i Sofi.

Mariola i Sofii.

 

Wtedy już czułam, że to zrobię. Przeliczyłam oszczędności, możliwości. Kupiłam po prostu bilet w jedną stronę na Kubę… i voila. Następnie zdecydowałam się na szaloną podróż – w tamtej perspektywie szalona. W tydzień zwiedziłyśmy 4 miejsca… Najpierw Maroko dwa dni, potem Sevilla, potem Majorka, potem Paryż. Nie chciałam opuszczać Europy bez zwiedzenia bajecznego Marakeszu oraz Paryża. Następnie jeszcze miałam chrapkę na Cypr. Pojechałyśmy na tydzień smażingu i totalnego relaksu. Dlaczego więc wyjechałam? To wszystko co opisałam u góry dało mi takiego kopa emocjonalnego, tyle siły wewnętrznej i wiary w siebie a zarazem wykończyło fizycznie i uznałam że muszę nadać temu kres. Poza tym zaczęło mi się trochę nudzić.

Uwielbiam słońce oraz wszelkie aktywności związane ze świeżym powietrzem. Chociażby rower, rolki, bieganie z dzieckiem, spacery. Niestety w Polsce pewne dyscypliny dostępne są tylko przez kilka ciepłych miesięcy. Cieszenie się słońcem w zewnętrznych kafejkach, restauracjach w PL odpada przez większość roku. Dodatkowo częste L4 spowodowane przeziębieniami przedszkolnego dziecka w okresie od października do marca spędzały mi sen z powiek. Brak dostępnych stale świeżych owoców i warzyw wpędziło mnie w zimowe opychanie się pyszną Polską tłustą kuchnią mojej mamy.

Kolejny znany wszystkim aspekt to edukacja. Podróże kształcą. Chciałam, aby Sofii poćwiczyła sobie hiszpański z uwagi na to, iż jest dwujęzyczna od momentu narodzin. Kolejny powód, dla którego chciałam wyjechać to pasja do wcześniej wspomnianej salsy. Tańczę salsę Kubańską oraz inne rytmy latino i brakowało mi prawdziwego klimatu latynoskiego. Chciałam również codziennie budzić się w miejscu, w którym mam blisko do plaży i jest słońce. Jeżeli nie codziennie, to na pewno w miejscu, które jest blisko brzegu. Pragnęłam również więcej czasu poświęcić dziecku, pełna sił i energii.

Z perspektywy czasu po kilku miesiącach podróżowania z dzieckiem oraz pracy w domu na pytanie, czy podjęłabym się tego jeszcze raz odpowiadam: Podjęłabym się tego jeszcze milion razy. Wolność, nowe możliwości, odkrycie siebie oraz nauka przebywania z własnym dzieckiem 24/7 na dobę to cenne wartości, których nie nabyłam wcześniej w takim stopniu jak teraz. Zaufałam sobie jeszcze bardziej. Mam jeszcze więcej siły i wiary w siebie, nawet kreują mi się w głowie nowe biznesy do stworzenia.

Oczywiście brakuje mi czasu na realizację, natomiast mam głowę wolną od projektów, stresu korporacyjnego. Omijam szarość i nostalgię Polskiej jesieni i zimy. Codzienne place zabaw, wspólne wieczory salsowe z Sofią czy to na plaży czy w mini klimatycznych kubańskich miejscach rozrywki. Robię to co kocham.

Sofia bardzo otworzyła się na innych ludzi. Biegle mówi po hiszpańsku, wcześniej w Polsce rozumiała wiele, mówiła prostszymi zdaniami. Zaczyna rozumować również w języku angielskim. Czasu dla mnie mam ciut więcej, nie mniej jednak najważniejsze jest to, że ten czas jest w 100% czasem wartościowym z uwagi na to, że jestem bardziej wypoczęta i pełna sił.

 

Mariola i Sofi.2

Mariola i Sofii.

 

Oczywiście nie omijam kryzysów. To nie tak kolorowo jak się wydaje. W miarę możliwości chodzimy na place zabaw. Zwiedzając opowiadam jej historię Majów, uczę mapy. Sofia potrafi czasami mnie wybronić przed natrętnymi sprzedawcami (przecież mama mówiła że nie chce, no gracias).

Wydaje mi się, że czasami z Sofią jest mi nawet łatwiej podróżować. Sofii ma w sobie niesamowitą energię. W połączeniu z moją sprawia, że przyciągamy ludzi do siebie. Czasami chyba nawet za bardzo. Jesteśmy zmęczone pytaniami o „Polandię”. Sofią nauczyła się rozwiązywać problemy w mig. Czasami ona szybciej zaproponuje mi rozwiązanie, jeśli np jesteśmy głodne, lub ucieknie nam autobus. Przezwyciężyłam również mój wewnętrzny strach np spania na couchsurfingu. Teraz nie wyobrażam sobie innej formy podróżowania/nocowania.

Tekst jest znacznie długi. Sądzę, że na tym poprzestanę. Jeżeli masz ochotę zapytać o więcej, zapraszam Cię do kontaktu przez mojego bloga „Nomandas” lub fejsbuka.

About Somos Dos - Migawki z podróży Małej i Dużej

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o
x

Check Also

hania maroko somosdos

Elżbieta i Hania. Marokański koniec świata.

Kiedy samodzielnie wychowujesz dziecko, świat się nie kończy.  On tylko odwraca się do góry nogami. ...