Home / AZJA / Filipiny / Jak mówic do dziecka?

Jak mówic do dziecka?

Jak mówić do dziecka? Wiele o tym już stron napisano, ale i tak pytanie to powraca do mnie jak bumerang. Jak mówić? Co mówić? By wspierać? By uniknąć choć niektórych błędów?

Dawno temu zakodowałam sobie „pozytywne formułowanie zdań”. Nie mówię więc: „Nie rób tego”, ale „bądź uważna”, albo „rób ostrożnie”. W efekcie widzę, jak Gaj przekracza granice niedostępne dla części filipińskich dzieci – tych, których strzegą mamy lub nianie oczywiście, bo pozostałe dzieci dawno przekroczyły progi, których nawet nie potrafię dotknąć myślą.
 
Zapraszam Was na krótki wpis do kawy, który wyskoczył ze mnie po kolejnym upomnieniu przez otoczenie – że moja córka robi rzeczy, których nie powinna.
 
Właśnie.
 
Faktycznie nie powinna?
 

***

 

– Proszę Pani! PROSZĘ PANI!!!  Pani dziecko ma ostry nóż w ręku i nie pozwala go sobie zabrać!!!

– Tak, wiem Ate. – odrywam wzrok od komputera i uśmiecham się miło – Robi sobie kolację.

– Ale jak to? – wykrzykuje Filipinka – przecież zaraz się skaleczy!

– Jak się skaleczy, to się skaleczy – odpowiadam filozoficznie, wciąż z uspokajającym uśmiechem – Każdy z nas się kiedyś skaleczyło. Ja wiem o tym nożu Ate, proszę się nie martwić, wszystko jest w porządku. – ucinam rozmowę i wsadzam nos w komputer. Tyle jeszcze do ogarnięcia mam, a czas się kurczy. Po chwili jednak wstaję i idę na górę, rzucić okiem na to, co się dzieje.

Gaję akurat jest w połowie własnoręcznie zrobionej kanapki.

– Mamo, była tutaj ta Ate i chciała mi zabrać nóż! – zaczyna z pełną buzią – A ja jej nie chciałam dać, bo śniadanie przecież robiłam! Ciągle mówiła, że się skaleczę!

– Wiem, córeczko, wiem.. – kiwam głową – Przyszła mi o tym powiedzieć.

– No i?

– No i ona przecież nie wie, że używasz noża od dawna. Powiedziałam wiec jej, że masz moją zgodę i już. Ale widziałam, że nie była przekonana. No nic, zjedz maluchu, a potem pójdziemy do miasta. Tylko nie zapomnij o patce przeciwkomarowej.

W działanie patki przeciwkomarowej, czyli naturalnego środka odstraszającego komary raczej nie wierzę, natomiast ma ona tą niewątpliwą zaletę, że jest śliczna i miło pachnie. Jest więc dodatkiem repelentu oraz do naszych długich rękawów i nogawek, a pamiętanie o niej leży w obowiązkach Gai.

Usiadłam znów do komputera, po kolejną garść ważnych informacji. Gdzie jechać? Jakie są ceny? Jakie zagrożenia? Do tego zakupy przez internet. Ogarnianie mangyańskich toreb. Blog. Socialmedia. Loty. Wizy. Aaaaaa!..

 

gaja szyje

Gaja doszywa sobie patkę antykomarową.

 

– Przepraszam, że przeszkadzam – znajomy, starszy głos dobiega zza moich pleców. Odwracam się. Nasz sąsiad z dormi, leciwy już mężczyzna, mieszkający w tym  hostelu od długiego czasu, przestępując z nogi na nogę miętosi coś w rękach– Pani córka ma w rękach IGŁĘ!

– Tak, to możliwe. – odpowiadam miło – Pewnie przyszywa sobie antykomarową patkę.

– Ale dlaczego Pani taka spokojna? – oburza się mężczyzna – Przecież ona używa IGŁY! I to blisko twarzy!

– Tak, wiem. – odpowiadam tym razem stanowczo, ucinając dalszą wymianę myśli – Robi to, bo ją o to poprosiłam.

Mężczyzna oddala się, mrucząc coś o nieodpowiedzialności, a ja odkładam na chwilę komputer. 

– Jak to jest? – zastanowiam się – Czy to ja mam wyluzowane granice bezpieczeństwa, czy granice tych ludzi są w nieodpowiednim miejscu? A może to jest tak, że dorośli w dzieciach widzą nierozumne stworzenia, zdolne do nieprzewidywalnych czynów? A może przemawiają przez nich jakieś własne doświadczenia? A może to część kultury, która traktuje dzieci bardzo przedmiotowo, w myśl zasady „dzieci i ryby głosu nie mają” podporządkowując je zupełnie woli dorosłych, jasno rozdzielającej role dużym i małym?

Gaja posługuje się nożem od 3 roku życia. Wiadomo, na początku to był nóż z zastawy stołowej, a do krojenia miała najczęściej ogórki. Z czasem pozwalałam jej korzystać z mojego noża podróżnego, bardzo ostrego oczywiście i pod moim nadzorem, ale też z czasem (próbuję sobie uświadomić od kiedy) dawałam jej w tym coraz więcej swobody. Dziś już, jeśli chodzi o śniadania czy kolację, gdy tylko nie trzeba kroić chleba, Gaaj jest w tym samodzielna.

 

Somos Dos: Nasze ciuszki

Gaj zaszywa dziurki w swych ubrankach.

 

Igła? Też od dawna obecna w Gajkowych rączkach. Od samego początku maluch pomagał mi w cerowaniu dziurek w naszych spranych ubraniach. Gaj łatał swoje, a mama swoje. Maluch zszywał z takim zaangażowaniem, że podkoszulki pod koniec jej pracy zaczynały przypominać szmaciane piłeczki. Tak więc – gdy Gaj już zasnął – mama musiała spruwać dzieła Gajkowe, po czym raz jeszcze przystępować do łatania tego, co czas i droga wygryzły.

 

rys. Anna Tulczyńska

rys. Anna Tulczyńska

 

Jakiś czas temu usłuży fejsbuczek wyrzucił mi powyższy rysunek autorstwa Anny Tulczyńskiej.

Popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się z radością. Bo Gaja wspina się na murki, schody, kanapy i drzewa. Bo ona chce eksplorować świat, włazić w miejsca, które w teorii mogą być niebezpieczne, robić to, co robią dorośli. Widzę to bardzo wyraźnie od zawsze, te aspiracje do następnego kroku wtajemniczenia, do kolejnego wyzwania. A ja zachęcam ją do tego, ale zawsze mówię: „Bądź uważna” i „Zrób/zróbmy to bezpiecznie”.

Fin del mundo.  Czolgamy się na krawędz wodospadu.

„Fin del mundo”. Czołgamy się na krawędź wodospadu.

Więc robimy. Czołgamy się do krawędzi wodospadów /klik/ (to był pierwszy taki mój wyczyn z dzieckiem, sama w związku z tym pietra miałam), rozdmuchujemy ogień, machamy rozżarzonymi kijkami ale tak, by nikogo nie skrzywdzić, przechodzimy uważnie przez jezdnię, skaczemy do wody, ale tam, gdzie jest bezpiecznie/klik/. Gaja szyje, posługuje się nożem, robi zakupy w przydomowych sklepikach, pyta się, jeśli czegoś nie wie, lub nie rozumie. Zachęcam ją do mierzenia się z nowym, jeśli tylko ma ochotę. Jeśli widzę, że czegoś się obawia i chce zrezygnować, także ją w tym wspieram.

 

 

Tak przebiegała jej samodzielna nauka pływania. Od 2 letniej dziewczynki, z lękiem przed wodą (przewróciła ja fala oceaniczna) do 4 letniej dziewczynki, która pierwszy raz popłynęła sama. Myślę, że sukcesem tutaj było nieforsowanie jej granic oraz bardzo częsty kontakt z morzem i basenami – bardzo popularnymi zresztą w tropikach. Gaja próbowała swych sił, wchodziła do wody tam, gdzie czuła się bezpiecznie i gdy w eksploracji docierała do miejsca, gdzie zaczynał się lęk, bez nacisków i komentarzy pozwalałam jej się wycofać.

 

snorkling kapas

Pomimo niewątpliwych umiejętności pływackich Gajki w oceanie, do snorklingu w miejscach oddalonych od brzegu wciąż używałyśmy skrzydełek. Bezpieczeństwo przede wszystkim. Malezja. Pulau Kapas. 2017 r.

 

– Jasne Gajusiu, ja rozumiem, że się obawiasz. To zupełnie normalne. Nie musimy tego robić, jeśli nie chcesz. Może jutro zechcesz, albo za jakiś czas, a na razie możemy pobawić się inaczej – mówiłam, a moja dziewczynka faktycznie dojrzewała do kolejnych kroków. W efekcie, jako czterolatka nauczyła się sama pływać, a obecnie, jako sześciolatka w wodzie czuje się jak ryba, bez lęku, ale olbrzymim dla niej respektem.

Gdy spoglądam na ten rysunek Anny, myślę sobie, jak ważne są komunikaty, które dajemy dziecku. Jak dużo zależy od nas, jak bardzo możemy go w tych małych – dużych wyzwaniach wspierać. Więc wspierajmy z całych sił, bo i tak nie unikniemy błędów i niechcącego przycinania skrzydeł. Bo jesteśmy rodzicami, ludźmi i – chcąc nie chcąc – błędy popełniamy. Więc wspierajmy nasze dzieci w każdej chwili, tak by rachunek wychodził nam na plus.

idziemy plażą

Marinduque Island, Filipiny. White Beach.

 

Ps. Właśnie przyszła pani recepcjonistka poinformować mnie, że córka przebywa na tarasie, gdzie biega w deszczu. Zaraz oszaleję.. 😀

 

 

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

12 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Ewa
Ewa
2 lat temu

Polecam „Pozytywna Dyscyplina” Jane Nelsen, ktora wlasnie zostala wydana po PL. Facebook: Pozytywna Dyscyplina, Positive Discipline. Zmienila moje zycie gdyz to dziala!

Marcin
Marcin
2 lat temu

Co to jest patka antykomarowa? Jak ładnie pachnie to może to coś dla mnie.

Monika
Monika
2 lat temu

Tak trzymaj Asiu 🙂 jesteś Gai wsparciem i podporą!!. Trochę to dziwne, że oni nie martwią się tym, że ich dzieci chodzą boso, że kąpią się w miejscach gdzie pływają łódki…. wiele jest dziwnych przykładów. U nas też są nadopiekuńczy rodzice, którzy mogą mieć pretensje tylko do siebie, że w przyszłości dzieci będę zdane na pomoc innych, że nie będą umiały sobie poradzić. Przerażające – dobrze, że ja tak nie jestem 🙂
Ściskam Was Asiu 🙂

Monika
Monika
2 lat temu

Tak trzymaj!!Bądź dla Gai taka jaka jesteś: wsparciem i podporą 🙂 Trochę dziwne mają podejście do pewnych spraw 🙂 a oni nie martwią się tym, że ich dzieci biegają na boso, że kąpią się tam gdzie pływają statki…. można by tak wiele podawać przykładów. U nas też jest wiele nadopiekuńczych rodziców, później tacy rodzice mogą mieć pretensje tylko do siebie, że ich dzieci sobie nie radzą. 🙂

Kasia
Kasia
2 lat temu

O ile świat byłby lepszy, gdyby każdy rodzic miał Twoje podejście do wychowywania dzieci, aż ciepło się robi na sercu od czytania jaką wspaniale zaradną młodą kobietą Gaja się staje. Niezmiennie pełnam podziwu dla Was dziewczyny, serdeczności z Opola! 🙂

Małgosia
Małgosia
2 lat temu

Dokładnie się z tym zgadzam. Kiedy widzę moje 5 letnie dziecko jak się wysoko wspina, dodaje tylko pięknie, trzymaj się mocno. Wspierać i wprowadzać lęków. Bez uważaj, to jest za wysoko, to jest za ostre itd. Uczyć uwaznosci bez unikania trudnych wyzwań jakie stawia przed nami życie???

Marzena
Marzena
2 lat temu

Ja również podążam za potrzebami dziecka i daję szansę na przekraczanie ich własnych małych lub większych granic i także jestem zapewne postrzegana na placach zabaw jako matka, która ma „wywalone”. Nieraz ktoś „ratował” moje dziewczyny, kiedy nie było takiej potrzeby.

Dominika
Dominika
2 lat temu

Moj syn, majac okolo 8 lat, albo juz skonczone 8, nie pamietam, prasowal sobie sam proste podkoszulki.Mysle, ze bylabym bardzo zla matka w krajach Azjatyckich, po zwalam Miichalowi na wiele rzeczy, ktore jego rowiesnikom nawet sie nie marza, robi sobie sam kanapki, podgrzewa czasami obiad, kroi jakies jedzenie, ktore wspolnie przygotowujemy.Sprzata schody, wyciaga naczynia i noze ze zmywarki i kladzie na miejsce.To sa jego obowiazki.Kiedy naprawde widze zagrozenie, ze cos moze sobie zrobic, raz przylapalam go lecacego po schodach z nozyczkami, mogl sobie je wbic w brzuch bo tak je trzymal, dostal „bure”, ale ja nie owijam w bawelne i nie mowie, bo wiesz, bedziesz miec rane i bedzie leciec krew, mowie mu wtedy o prawdziwych konsekwencjach jakie go czekaja czyli prawdopodobnie utracie zycia.A jak wiemy mamy tylko jedno.Nigdy go nie oklamuje.Tak samo beda postepowac z corka, tylko ona jest jeszcze za mala, aczkolwiek zaczne edukowac od monentu, kiedy zobacze, ze zaczyna mnie rozumiec.Michal ma teraz 10 lat, nie boje sie, ze sobie nie poradzi, gdyby mnie zabraklo kolo niego, bedzie pojedzony, ubrany, umyty etc.Tego powinnysmy uczyc naasze dzieci, a nie strachu przed kazdym krokiem, nie wychowujemy ich dla siebie, a dla swiata, z nami sa tylko ograniczony okres czasu, dlatego trzeba nauczyc ich sztuki przetrwania.Od sprzatania, przez robienie sobie jesc, po stanowcze powiedzenie NIE, jezeli pomysl lub czyn drugiej osoby nie podoba sie naszym dzieciom.Obserwujemy od dziecinstwa, ze jednym z pierwszych slow to slowo „NIE”, to reakcja naszego mozgu, ktory uczy sie odmawiac, bo nie mozna potakiwac jak ci cos nie pasuje.

Hania
Hania
2 lat temu

Brawo, tak powinno się robić. Patrzę czasem na współczesne dzieci, „ofermy” chronione dosłownie przed wszystkim, i robi mi się wtedy bardzo smutno. Kiedyś podejście było chyba jednak trochę inne, rodzice bez problemu puszczali mnie na cały dzień na podwórko, gdzie robiło się różne, czasem mało mądre rzeczy. Skutkiem były zdarte kolana i łokcie, ale za to w głowie coś zostało. Teraz mamy młodych, którzy nic nie wiedzą o świecie, panikują na widok pszczoły, dostają histerii kiedy mają wejść do lasu (bo na ich życie czycha stado dzików, kleszczy i wiewiorek), brzydzą się brudnej pracy (bo wszystko za nich robią rodzice) i są bardzo słabi psychicznie. Wychowane w domu pod kloszem nie wiedzą nic o świecie…

Siedem i Trzy
Siedem i Trzy
2 lat temu

Jedna z ważniejszych „atrakcji” waszej podróży to częste przebywanie ze sobą, ta bliskość sprawia, że Mały człowiek nieustannie ma okazję do podpatrywania Ciebie w różnych sytuacjach, dzięki temu ciągle uczy sie czegoś nowego a ty mu na to pozwalasz, zachęcasz, wykazujesz się cierpliwością (to ostatnie to bardzo deficytowy towar:).
Tego często brakuje w codziennym zaganianym życiu, gdzie kontakt z dzieckiem często ogranicza się do tego by zawieźć-przywieźć, a jedyna nauka młodego człowieka ze wspólnego czasu w samochodzie jest taka, że na tego, który zajechał drogę trzeba krzyknąć „Baranie, jak jedziesz!”
Fajne jest to, że im dalej w las (życie), tym częściej dzielicie się obowiązkami: ja niosę wielki plecak, Ty malutki, Ty zrobisz sobie kanapkę a ja w tym czasie coś innego, często bywa tak, że nie daje się dziecku szansy do budowania samodzielności wykonujac za niego wszystko to, co samo mogłoby lepiej/gorzej, szybciej/wolniej zrobić, a przecież wiadomo, że to „trening czyni mistrza”:)
Gaja wydaje się dzieckiem bardzo dobrze rozwiniętym, każdy ma swoje tempo – ona ma szybkie, sprinterka:) Pomijając predyspozycje, czy jakieś jej cechy na które nie masz wpływu, to wydaje mi się, że podróż nieustannie ją stymuluje, poza tym jesteście SOMOS DOS – nie ma często taryfy ulgowej, ułatwień, innych rąk do pomocy, więc to naturalne, że zdobywa dużo umiejętności, których jej rówieśnicy nie, bo prowadzą zupełnie inny tryb życia.
Nie dziw się więc Asiu, że inni się dziwią ile ona już potrafi:) Nie irytuj, gdy biegną do Ciebie widząc ją z nożem – robią to przeważnie z troski, tak to widzę ja, patrząc z boku:)
Inna sprawa to lenistwo wielu rodziców, brak cierpliwości, brak uważności, wszelkiej maści lęki, które przelewane na dzieci co i rusz wychodzą na placu zabaw, w sklepie, na przejściu dla pieszych: „nie ruszaj”, „nie wolno”, „nie biegaj”, czy jedno z gorszych: „nie, bo nie”. (kultowe: „Nie kop pana, bo się spocisz” to juz inna kategoria:), sama nie wiem kim byłabym dziś, gdybym nie doświadczyła biegania boso po kałużach, wchodzenia na drzewa, dyndania na trzepaku, skakania z murku, przechodzenia przez płoty, nie wiem też, czy nauczyłabym się żyć, gdyby nie skaleczenia, potłuczenia, upadki i inne przypadki, które zaliczyłam w wieku dziecięcym.

Ale nigdy nie zapominaj, że to ciągle dziecko.
Sama będac mamą popełniłam masę błędów, żeby nie było, że nie:)

x

Check Also

Asia i Gaja jako palmy

Rozterki czyli kulisy podróżowania

Ile we mnie lęku, ile niepokoju… Wydaje mi sie, ze ciagle jestem spóźniona, ciągle nie ...