Home / AZJA / Malezja / Mari-Mari – zostajemy dłużej

Mari-Mari – zostajemy dłużej

Ach, rafa koralowa! Ach Mari-Mari! Ach nasze zycie spokojne, tutejsze, w rytmie fal, w zgodzie ze sloncem..

Zostajemy jeszcze chwil kilka.

 

gaj w turkusie1

 

 

Mialysmy dzis juz wyjezdzac, ale jak tu wkładać rzeczy do plecaka, gdy poranne słonce sie do nas usmiecha, blekitne niebo obiecuje piękną pogodę, turkusowa woda wciaz jest przyjemnie ciepla, a piasek dwa kroki od naszego domu sprawia, ze gdy mowie o dalszej drodze, to usteczka Gajki wyginaja sie w podkowke.

Wczoraj byl nasz pierwszy dzien bez turystów. Wszyscy wyjechali, kolejni przyjada dopiero po jutrze. Szef Eddy zabral nas wiec na kolacje do Alunan, sasiedniego resortu, w ktorych on zna wszystkich, a my prawie wszystkich. Co chwile ktos z obslugi sie dosiadal, wiec byly momenty, ze przy stole byla nas szostka – siodemka. Rozmowy toczyly sie badz po malajsku, badz po angielsku, w zaleznosci od aktualnego skladu stolika. Gdy toczyly sie po angielsku, tlumaczylam Gajce ich tresc.

 

 

kolacja

 

 

W ktoryms momencie przysiadł sie glowny manager Alunanu, Jeff.

– Panie sa wolontariuszkami, prawda?

Kiwam głową potwierdzająco.

– Panie zostają na monsun w Mari-Mari?

Znów kręcę głową, tym razem przecząco.

– Eddy, nie potrzebujesz kogos do pomocy? – Jeff zwrócił się więc do naszego szefa – redukujemy obsluge na okres monsunu, dziewczyna z recepcji chcialaby zostac na wyspie i szuka pracy.

Eddy przeszedl na malajski i cos przez moment wyjasnial. Moglam sie tylko domyslic, ze nie ma zamiaru placic nikomu – no bo i po co, gdy roboty nie ma duzo, a w monsunie to juz wcale. Poza tym zawsze zdarzyc sie moze jakis wolontariusz, ktorego pomoc dla Mari-Mari zupelnie wystarcza, a przecież maluski pokoik na zapleczu, jedzenie i piękne życie na Perhentianach to wystarczajaca zaplata, przynajmniej dla podróżnika.

– Co powiedzial mamo? Co powiedzial? – dopytywala sie Gaja

– Pyta sie Eddiego, czy potrzebuje kogos do pracy w Mari-Mari.

– Do pracy??? – marszczy nosek moja corka – Jak to? Po co do pracy?! Przeciez MY tam pracujemy!

Gdy tlumacze nasza konwersacje na angielski, chlopaki turlaja sie ze smiechu. Tak, Mari-Mari jest nasze. I choc kiedys przyjdzie nam stąd wyjechać, zostaniemy w pamięci tych przyjaznych ludzi, a na pewno Gaja, która tańczy na plaży, tanczy na skałach, tanczy w morzu i tańczy między restauracyjnymi stolikami, wprawiajac wszystkich w zachwyt nad jej roztańczoną duszą.

Musze poprosic Konrada, by zmontował Wam o tym krótki filmik. Bo Gaja tańczy ciągle i na prawdę nie ma znacznia dla niej, czy ktoś ją widzi, czy nie. A ja przecież od czasu do czasu obserwuję ją przez oko naszej kamery.

 

 

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

2 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Magdalena Kamińska
3 lat temu

Ach te PerhentianIslands❤

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej

Dokładnie ..

x

Check Also

muesli breakfast

Muesli

Kuala Lumpur. Poranek. – Mamo?..  Co dziś zjemy?..  – pyta zaspanym głosem Gaj, wtaczając się ...