Home / 2016 (page 5)

Yearly Archives: 2016

Karaluchy pod poduchy

ZABILAM DZIŚ KARALUCHA!!! Własnonożnie!!! Nie jakiegoś tam karaluszka, znanego nam z Polski, ale prawdziwego, tropikalnego, wyrośniętego i napasionego KARALUCHA, wielkości mojego wskazującego palca!!! Łaził dziad jak co noc. Bo one wyłażą po zmroku, w dzień kryjąc się w mrocznych, wilgotnych i ciepłych zakamarkach. Czyli praktycznie wszedzie. Ale w dzień nie dokuczają. Są dyskretne, niewidoczne. W zasadzie w nocy także. Nie narzucają się ludziom, uprzejmie czekając, aż owi pójdą na zasłużony odpoczynek. A jak już nikt nie będzie zajmował należnej karaluchom ...

Czytaj całość »

Kultur zderzenie

Byłyśmy prawie ostatnimi ludzmi opuszczającymi ruiny Ek Balan, starego majańskiego miasta, oddalonego 40 km od Valladolid. Ceny dojazdu były horrendalnie wysokie, bo choć ruiny leżały stosunkowo blisko cywilizacji, droga do nich nie należała do uczęszczanych, a przynajmniej druga jej część.  Z google map i rad innych viajeros (podróżników) wynikało, że najpierw należy wyjść na wylotówkę, potem złapać stopa w kierunku wybrzeża, a na koniec złapać stopa, z którym można przeskoczyć 7 km pewnej dróżki przez dżunglę. Z naszych doswiadczeń wynikało ...

Czytaj całość »

Początek

Kochani, dziś minęły 2 lata, odkąd wyruszyłyśmy w podróż. Dwa lata, które minęły nie wiem kiedy, a które zaznaczyły się w naszych sercach tysiącem wspomnień. Dwa lata wspólnej podróży po podniebnych Andach, pustynnych bezdrożach, zielonych dżunglach, krzykliwych targach, opuszczonych ruinach i nadmorskich plażach. Za nami godziny w drodze – konno, autobusami, barkami, łodziami, samochodami, motorami i piechotą – do miejsc, które chciałyśmy zobaczyć, do ludzi, których chciałyśmy spotkać. To niezliczona ilość emocji, radości wybuchających jak gejzer, podskoków, zdumień, zachwytów ale ...

Czytaj całość »

Gaja

Historia zaczęła się od praKreacja.pl i porad prawnych dotyczących newslettera. Bo ja newslettera z nowinkami dla Was chciałam uruchomić – według wszelkich prawideł sztuki i zgodnie z literą prawa, tak by migawki prosto na Waszą pocztę biegły, z wyłączeniem szatańskiego fejsbuka. Z newslettera oko skoczyło mi na pouczający artykuł Wojciecha Wawrzaka, o tym jak to nasze dane osobowe dyskretnie wyciekają z facebooka. Temat gorący i ważny, więc pogrążyłam się w czytaniu, a potem – idąc za radą w artykule wpisałam w ...

Czytaj całość »

Niepamięci dzień

6.30, ranek. Zwarte i gotowe, choć mocno zaspane czekamy na autobus do Meridy. W mojej kangurce, oprócz aparatu, scyzoryka, bidonu i kilku potrzebnych drobiazgów – notesik, a w nim, czekające na poprawki migawki. Pięć prawie gotowych obrazków z ostatnich trzech tygodni i mnóstwo notatek na zaś.   Cztery godziny potem stan kangurki pomniejsza się o notesik. Wypadł. Jak i gdzie – nie wiem, bo – ściboląc na gorąco w autobusie – schowałam go na swoje miejsce, jak zawsze. Tam powinien być ...

Czytaj całość »

Moc

Siedzimy na plaży. Szopen obiera kolejnego kokosa, ja ścibię w notatniczku, a Gaj bawi się w przybrzeżnym błękicie. Nagle dobiega mnie jej śpiew.– Mam tę moc! MAM TĘ MOOOC! – wykrzykuje coraz głośniej moje dziecko – I ZAMIAST ŁEZ JEST ŚMIEEEECH!!!  OTO JA… – nagle maluch gubi tekst, wracając znów do znanej wszystkim mamom małych dziewczynek frazy z filmu „Frozen – Kraina Lodu” – MAM TĘ MOOOC!!!.. Podnoszę głowę, obserwując tą moją Iskierkę, skaczącą właśnie przez niewielkie fale Wielkiego Błękitu.– ...

Czytaj całość »

Plasterek

– Mamo! Mamo! Ci-kle-ijam Ci plaśterek – dźwięczny głos Gajki przedzierał się do mojej świadomości – I głaskałam po nóśće, jak śpiłas.. Szare oczka spogladały na mnie ciepło. Moje na pewno spoglądały nierozumiejąco. Od rana nie czułam się dobrze, a że dzień był niecodziennie deszczowy, nawet nie miałam motywacji, by mobilizować się do życia. Korzystając z obecności Wioli, Czarka i Szopena pozwoliłam sobie na zwinięcie się w kulkę i pocierpienie bez poczucia winy. A potem na sen, bo on przecież ...

Czytaj całość »

Pan

– Mamo! Cię pan! QUIERO PAN! (Mamo! Chcę chleb! CHCĘ CHLEB!) – dopominał się głodny Gaj, wracając z całodniowej wycieczki. – Nie Gaj. Na obiad pana jeść nie będziemy. Zrobię Ci ryż z jajkiem i avocado.. – odpowiedziała mama – kanibalka, dając tym samym dowód na podświadome umiłowanie wegeterianizmu i totalną nieobecność ducha. Absurd spangpolowej konwersacji przebijał się do mojej mózgownicy przez chwilę, by roztrząść przeponę dzikim śmiechem. No tak, dziś pana jeść nie będziemy.  Proszę, nie kontaktujcie się w tej sprawie ...

Czytaj całość »

Polowanie na kokosy

Niestrudzony Chopin codziennie właził na palmy i zrzucał tony kokosowych orzechów, wprawiając nas w podziw, podprawiony nutką niepokoju. No bo jak przeżyjemy bez kokosowego mleka, gdy Chopin wróci do swojego życia w Berlinie? Nie było wyjścia, musiałam po raz kolejny raz spróbować palmowej wspinaczki, bo za kokosami przepadałyśmy obie – i Mała, i Duża. To była wystarczająca motywacja, by pod okiem Chopina, Czarka i Wioli przerobić kokosowy szlak od A do Z – zaczynając od wlezienia na palmę, przez ukręcenie orzecha, oskórowanie ...

Czytaj całość »

Przepis na kawę z kokosa

Aby napić się kawy z kokosa, przede wszystkim trzeba mieć kokosowe drzewo. To w zasadzie nie jest wielkim problemem, bo w tej części świata drzewa ciężkie od kokosów rosną dosłownie wszędzie, problem pojawia się jednak, gdy chcemy po te kokosy sięgnąć. Dobrze jest mieć wówczas maczetę zamocowaną na bardzo długim kiju, bądź drabinę równą strażackiej, lub kogoś, kto na to drzewo po prostu wejdzie. Nie znam wielu ludzi, którzy potrafią tą sztukę. Pień palmy do grubych nie należy i tylko ...

Czytaj całość »