Home / AZJA / Malezja / Jesienna melancholia

Jesienna melancholia

burza idzie 1

 

Poranek wstał senny. Światło było jakieś takie przytłumione, rozproszone warstwą mlecznych chmur, a szarawe o świcie morze szumiało monotonnie. Plaża była pełna liści, które poobrywał z drzew szalejący nocą wiatr, forpoczta monsunu. Westchnęłam ciężko i w melancholijno-sennym nastroju zabrałam się do pracy. Grabiłam i grabiłam. Było chłodno, a część leżących pod nogami liści miała złoto-brązowy kolor.

I chociaż później przedmonsunowe słońce przebiło się przez chmury, to październikowa melancholia zadomowiła się we mnie na dobre. Grabiłam kolejne partie mari-mariowych włości, a Eddi ładował kopki liści na taczki i dowoził do wielkiego ognicha, z którego waliły kłęby dymu.

Powietrze całe przesiąknięte było jego zapachem, tak jak w Polsce, w październikowe wieczory, kiedy to babcia paliła liście zagrabiane z ogródka i drogi. Kiedy to i sąsiedzi, i sądziedzi sąsiadów porządkowali podwórka, przygotowując się do zimy. Pamiętam ten zapach z dzieciństwa i pamiętam, jak wówczas ulatujacy do nieba dym tańczył w gałęziach czerwonozłotych drzew. Tu też tańczył podobnie, tylko drzewa były soczystozielone, strzelające ku słońcu, porośniete stuletnimi mchami i drapieżnie wijącymi się lianami.

Zamknąłam na chwilę oczy, wciągnełam ten dym i poczułam, jakbym wolno zapadała w letarg, przygotowywując moje ciało do zimy, do snu, do nadchodzącej zmiany.

Tak, niewątpliwie monsun był już blisko.

 

grabienie lisci

 

 

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
x

Check Also

muesli breakfast

Muesli

Kuala Lumpur. Poranek. – Mamo?..  Co dziś zjemy?..  – pyta zaspanym głosem Gaj, wtaczając się ...