Stałyśmy przed hostelem spoglądając to na budynek, to na siebie. „Purple House”. Niski, niewielki domek w kolorze zakładu pogrzebowego i niewiele mówiącej nazwie. Przed nim, stolik, krzesło i wpatrzony w ekran komputera dziadek. -Pewnie jest inżynierem, albo tłumaczem – powiedziałam do Gajki – popatrz, pracuje przez internet i tak zarabia na życie -I może kupić lody?-zapytało moje dziecię, dając wyraz swej najważniejszej potrzebie -Nie wiem tego kochanie. Być może tak. Dziadek był tyczkowaty, pomarszczony, z pożółkłą od papierosów brodą ...
Czytaj całość »Najnowsze
Jest taki dzień..
Kochani, Święta.. Jakże się cieszę, ze są palmy i jest gorąco. Cieszę się, bo tu świąteczny nastrój nie jest taki jak w Polsce. Bo dzięki tym palmom i tropikalnemu słońcu cierpię trochę mniej. Tęsknię za moimi Rodzicami, Ciotkami, Wujkami, cała moja Rodzina, która spotyka się zawsze przy wigilijnym stole. Tęsknię za naszymi małymi i dużymi tradycjami, za zapachem domu i wzruszeniem ściskającym za gardło. I wybuchami śmiechu przy odpakowywaniu prezentów. Tęsknie za Domem moim. Mam nadzieje, ze Wy kochani – ...
Czytaj całość »Morfo
Widzieliście kiedyś latający skrawek błękitnego nieba? Tu niebo lata. Trzepocząc, przysiada na kwiat i wtedy przemienia się w kruchego motyla. Potem rozkłada skrzydła i znów staje się błękitnym skrawkiem życia ulatującym ku słońcu. Zródło:http://es.forwallpaper.com/wallpaper/morpho-duet-179077.html Ja niestety nie zdążyłam uchwycić..
Czytaj całość »Cud podróży
– Nie, nie, ona naprawdę nie jest zmęczona, to tylko 3 quadry* przecież – uspokajałam czekającą na przystanku autobusu dziewczynę – Po prostu zasnęła biedaczka w samochodzie i teraz jeszcze jest pomiędzy światami. Gaj, maluszku – zwróciłam się do mojej córki skrzywionej grymasie niechęci – kochana, odpoczniemy jeszcze troszkę tutaj i zaraz ruszamy do hostelu. To już bliziutko, tylko trzy quadry.. -Aaaaaaaaaaaaaaaa!!!! – rozdarł się mój dziec w proteście. Siedziałam wiec i czekałam wiedząc, że na histerie najlepiej robi kombinacja ...
Czytaj całość »Mikołaj
Dni podróży mijały. Niektóre szybciej, niektóre wolniej, pełne chwil pięknych i chwil trudnych. Skupiona na teraźniejszości, zanurzona we własnych myślach i tutejszym świecie kompletnie straciłam poczucie czasu, zapominając który jest dzień, jak się zwie i jaki numerek ma przyporządkowany. I te dni tak sobie mijały, aż do trzech dni temu, gdy zorientowałam się, ze.. przegapiłam Mikołaja! I smutno mi się zrobiło, bo Mikołaj to fantastyczny dzień, wyczekiwany przeze mnie od czasów kiedy byłam dziewczynką. Do dziś zresztą lubię tego jowalnego ...
Czytaj całość »Przed-świątecznie..
Grażynka z Maćkiem mieszkają na wiosce. Nie jest prosto do nich trafić, od głównej drogi trzeba iść prawie godzinę, potem jeszcze wiedzieć gdzie skręcić, by w końcu trafić na osiedle kilku domków zgrupowanych wokół niewielkiego basenu. Mieszkaj a tam sobie spokojnie wraz z kilkoma kanadyjskimi rodzinami i na dobrą sprawę mogliby nic nie widzieć i nie słyszeć, tym bardziej, ze jak to tutaj bywa, od reszty świata odgradza ich siatka i solidna brama. Jednak chcą widzieć i słyszeć i wybierają ...
Czytaj całość »Nie żegnając dawnych dróg (…) sen odnaleźć..
Wciąż nie mogę przestawić się na pisanie na blogu. Byc może to kwestia nawyku, ale lubię tą fejsbukową, niezobowiazującą formę przekazywania wiadomości. Krotką, slowną migaweczkę popartą gorącym jeszcze zdjęciem. A tu blog mam. Odpowiedzialność. No bo jak tu wrzucić muzyke, która cały dzień kołacze się po głowie?.. Jak tu skreślić parę zdań bez fotki, lub wrzucić same fotki, bez opisu.. Jak tu połączyć moje ulubione krótkie formy z dlugą wordpressowską białą kartką?.. Nie wiem. Nie mam doświadczenia. Nie mam ...
Czytaj całość »Odcięta od fejsbuka – odcięta od świata
Kochani, Wpis znów niechronologiczny, bo teraz o Cali miało być, ale życie jak zwykle napisało swój scenariusz.. Otóż jestem odcięta od fejsbuka, który od ponad 2 tygodni przekształca moje konto z prywatnego na publiczne. I najgorsze jest to, ze coś w tych fejsbuczkowych trybikach się poprzestawiało, bo owszem, konto się pojawiło, ale potwornie okaleczone. Nie ma tekstów, jest raptem parę pomieszanych zdjęć, o komentarzach i korespondencji nie wspomnę. Jestem załamana. Na tymże fejsbuku miałam wszystkie kontakty – panamskie i kostarykańskie, ...
Czytaj całość »Z piratami w dal
Kontynuacja tekstu http://somosdos.pl/2015/11/ustupu-epopei-ciag-dalszy/ – Asia.. – przebudza mnie z pierwszego snu wyraźny szept Danieli – Asiaaaa.. – CO? Co się dzieje??? – Asiaaa.. Przepraszam, że Cię budzę.. Ale wiesz, nie mogę spać i tak o tym wszystkim myślę.. A co jeśli ten statek wypłynie wcześniej. No wiesz, żeby nie musieć wywiązywać się z zobowiązania?.. No tak, nie tylko mnie gnębiła ta myśl. To powszechny proceder – naobiecywać, wiedząc że i tak się z tego obiecujący nie wywiąże. W ten ...
Czytaj całość »Ustupu – migawek kilka
Ustupu. Jedna z 40 zamieszkałych wysp obok 360 niezamieszkałych. Mniej więcej tak rozkłada się proporcja. Niezwykłe miejsce, dokąd trudno się dostać, a jeszcze trudniej opuścić, zahaczone gdzieś na południowym końcu archipelagu, gdzie turystom z Panamy nie chce się docierać, a turystom jadącym z Kolumbii – docierać się nie opłaca. Bo żeby tu podróżować trzeba mieć mnóstwo czasu. By móc się zatrzymać. Zaprzyjaźnić z ludźmi. Pożyć ich rytmem. Zostać zaproszonym do kilku domów. Trzeba mieć czas, by ...
Czytaj całość »Ustupu – epopei ciąg dalszy..
Kontynuacja tekstu: http://somosdos.pl/2015/11/688/ Dzień zaczynamy znów od przeprowadzki na pomost. Kupujemy sobie rozpuszczalną kawę, by uprawomocnić zajęcie restauracyjnego stolika i pogrążamy się w oczekiwaniu. Gaj bryka z dzieciakami, ja siedzę i ścibie, choć idzie mi to coraz trudniej. Pęka mi głowa. Od kilku dni boli mnie brzuch. Najpierw od czasu do czasu, potem coraz częściej. Bez związku z posiłkami. Bez związku z niczym. Podejrzewam jednak, ze w związku z amebą. Od przedwczoraj pada. W zasadzie ciurkiem, przestaje troszkę po południu, ...
Czytaj całość »Ustupu
Kontynuacja tekstu: http://somosdos.pl/2015/11/nie-sprzedawajmy-swych-marzen/ Ustupu. Plac obok molo. Siedzimy z Gajką wymęczone przeprawą, z wolna ogarniając rzeczywistość. Tuz obok mnie, niespodziewanie przysiada Indianka. Gaj natychmiast przestaje się marszczyć , małe oczka łypią z ciekawością. Po pierwsze Kuna jest ubrana po tutejszemu. Długie sznury cekinów ozdabiają smagłą przestrzeń podudzia, przykuwając nasza uwagę, podobnie jak te, które ozdabiają przedramiona. Do tego czerwono – złota chusta na głowie, czarna spódnica w zielone wzorki i bluzka z bufiastymi rękawami. I obowiązkowo naszyte mola(tradycyjny ...
Czytaj całość »Nie sprzedawajcie swych marzeń
ciąg dalszy historii, którą możecie przeczytać Tu. *** Puerto Obaldia. 4 am. Budzika nie słyszę. Na szczęście słyszy go Daniela. – Wstawaj. Asia wstawaj! Czwarta! Niechętnie otwieram oczy. Nienawidzę wstawać w nocy. Nienawidzę być niewyspana. Nienawidzę tego piasku pod powiekami, tej mgły która przysłania świat i zmysły. Nie ma wyjścia. Wypełzam spod moskitiery, dopakowuję plecaki, przytomnie przerzucając kilka cieplejszych ciuszków do nosidła. Tropiki tropikami, ale na łódce zawsze wieje. Zarzucam brązowy plecak i podpierając się kijkiem wychodzę w ...
Czytaj całość »Kierunek – Panama
Puerto Obaldio, granica. Przygnębiające wrażenie. Mur jednostki wojskowej, śmieci, szarobure kolory, których nie równoważy nawet wyglądające zza chmur słońce. Góry wokół przepięknie zielone, morze turkusowe, Puerto Obaldia smutne, szare i betonowe. Siedzimy z Daniela na pomoście. Na łódce, maleńkiej motoróweczce także siedziałyśmy razem. Dokładnie siedziała za mną, niska, uśmiechnięta dziewczyna w okularach. Wyglądała na Francuzkę, a duży plecak i konkretne buty mówiły, ze w podróży już od jakiegoś czas. Zagadałam do niej po angielsku, ona odpowiedziała po angielsku ...
Czytaj całość »Granica Kolumbia – Panama. Puerto Obaldia. Kubańczycy – post scriptum.
Granica Kolumbia – Panama. Puerto Obaldia. Tydzień później. – Jak to nie dadzą nam wizy, powariowali chyba – komentowałam zaogniona ostatnie wydarzenia w Migración do idącej obok mnie Argentynki – bo co, bo nie mam biletu do Polski?! Powaliło ich?! Normalnie nie wierze!!! To co, oszukiwać ich mam?! Stworzyć bilet w photoshopie?! Co za debilizm, co za debilne prawo!!! – ASIA??? – w tym samym momencie jakaś ręka zatrzymała mnie gwałtownie w miejscu – ASIA??? TO TY??? ASIA???ASIA!!! UDAŁO SIĘ!!! Odwróciłam się ...
Czytaj całość »Kubańczycy
Necocli. Pewna ciepła, październikowa noc. – Wiesz Asia – powiedział Walter, w którego namiocie przyszło nam nocować – gdybyś widziała ludzi idacych w nocy plaza, wiesz duzo ludzi, nie przejmuj sie, tylko spij. To Kubańczycy, oni nic Ci nie zrobia. – Kubańczycy? – zainteresowalam sie szybko – czekaj, jak to Kubańczycy? – No.. Kubańczycy. Nielegalni imigranci. Uciekaja z Kuby i tedy noca ida do portu. Mnóstwo ludzi. Tak kolo 3-4 nad ranem. Wiec nie przejmuj sie, jak ...
Czytaj całość »Wyprzedzajac nieco czas..
31 listopada. Fiesta de Halloween. Gaj w swojej ulubionej, rozowej sukieneczce i zmajstrowanej przez mame koronie. Rozowej oczywiscie – jakikolwiek inny kolor nie wchodzil nawet w gre. We wiosce szal. Wszystkie dzieciaki biegaja poprzebierane. Te bogate maja disfrasas (przebrania) ze sklepu, te ubozsze poprzebierane sa domowymi sposobami. Patrze z zachwytem na kreatywnosc rodzicow. Gumka wciagnieta w nogawki dresowych spodni – bach – sa pumpy. Do tego pas z szala mamy i z drugiego szala turban. I bach – mamy Sindbada. Czarne ...
Czytaj całość »…
Kolumbia to kraj latynoamerykańskiego kochanka i olbrzymiej pruderii. Wciąż nie ogarniam tego zjawiska, o które potykam się na każdym kroku. Na kontynencie, gdzie pod ciepłym dachem nieba kochanków zmienia się ja rękawiczki, gdzie jest mnóstwo nastoletnich matek, a kobiety maja po piątce dzieci, każde z innym mężczyzną – pod spódnicą nosi się spodenki, na plaży jest mi zwracana uwaga, ze należy Gajce ubrać majtki. Sklepy dla maluchów są pełne kompletów z biustonoszami, które zakładają mamy już 2-3letnim dzieciom, ...
Czytaj całość »Podniosłam z ziemi gumkę
Podniosłam z ziemi gumkę. Leżała sobie brudna, zagrzebana w pyle drogi. Ot, taka zwykła recepturka. Podniosłam z ziemi gumkę i pomyślałam – o, przyda się – po czym schowałam ja do kangurki. Refleksja przyszła po paru krokach. O tym, jak mało rzeczy mamy. O tym, ile maja dziur, zaszytych rożnymi kolorami nitek. O tym, jak niewiele potrzeba nam do życia i jak cieszymy się z rozmaitych drobiazgów – ot, chociażby z napotkanej na drodze gumki – recepturki.
Czytaj całość »Początek bloga – backstage
Nie pojechalysmy dzisiaj. Po kolejnej nocy z 4 godzinami snu wstalam o swicie, by nas spakowac i prawie przewrocilam sie ze zmeczenia. Bo moje zycie w podrozy biegnie liniowo, nie rownolegle. Poza podroza zeszta tez, jak wszystkich rodzicow, ktorzy sa sami. Co to znaczy? To znaczy, ze trzeba wszystko zrobic osobiscie. Chcemy jesc – musze isc do sklepu, przygotowac skladniki, ugotowac obiad, zjesc go z Jej Malenkoscia, potem pozmywac naczynia i dopiero uznac etap za zmkniety. Zapomnialam kupic ...
Czytaj całość »
Somos Dos Fotoreportażowy blog podróżniczy mamy z dzieckiem