Nie przyjeżdżajcie nigdy do Mari. Mari to czarna dziura. Mari to bagno. Mari to zło. Bo Mari wciąga. Mari uzależnia. Mari osacza Cię po cichutku, niepostrzeżenie otacza Cię swoimi mackami, rzuca urok spod którego nie możesz uciec. My nie możemy. Przecież miałyśmy zostać tu tylko trzy dni. Potem minęły kolejne trzy i kolejne, a teraz już dwa tygodnie za nami i dalej nie chce nam się stąd jechać. Lubię bardzo takie wolne życie. Życie w którym jest czas, by popatrzyć ...
Czytaj całość »Najnowsze
Prawa fizyki
– Mamo, mamo – zapytała mnie moja córeczka, podnosząc głowę znad piaskowych budowli i skanując uważnie horyzont – dlaczego tam, w tamtych dziurach jest tak różowo? Dlaczego jest tak różowo?.. Przecież wszyscy wiemy, że to przez zachodzące słońce, prawda? Że to kąt padania promieni słonecznych wydobywa pasmo czerwieni z drobinek powietrza. Tak wymyśliłam na szybko, ale czy dobrze? Na plaży nie ma internetu, by skonsultować plątające się po głowie resztki wiedzy fizycznej z faktycznym jej stanem. – Nie jestem pewna, ...
Czytaj całość »Jesienna melancholia
Poranek wstał senny. Światło było jakieś takie przytłumione, rozproszone warstwą mlecznych chmur, a szarawe o świcie morze szumiało monotonnie. Plaża była pełna liści, które poobrywał z drzew szalejący nocą wiatr, forpoczta monsunu. Westchnęłam ciężko i w melancholijno-sennym nastroju zabrałam się do pracy. Grabiłam i grabiłam. Było chłodno, a część leżących pod nogami liści miała złoto-brązowy kolor. I chociaż później przedmonsunowe słońce przebiło się przez chmury, to październikowa melancholia zadomowiła się we mnie na dobre. Grabiłam kolejne partie mari-mariowych włości, ...
Czytaj całość »Głodne morze
Dziś w nocy obudził mnie wiatr. Wył górnym „C”, a kawałki drzew spadały mi na dach. Wyszłam zaniepokojona. Była ciepła noc, bynajmniej nie padało. Po rozgwieżdzonym nocnym niebie nie było ani śladu. Morze tańczyło, a agresywne fale zwartymi szeregami gryzły brzeg. Gdy dzisiaj wstałam, moim oczom ukazał się taki oto widok. Nie umiem wyobrazic sobie, co wstępuje w to morze podczas monsunu.
Czytaj całość »Wyrzucam jedzenie do dżungli
Wyrzucam jedzenie do dzungli. Wyrzucam też trochę do kosza, ale wciąż mam opory, by to robić. Jedzenie ma wartość, jedznie jest święte, jedzeniem się nie bawi, jedznie się szanuje. Są ludzie, którzy go nie mają. Są tacy, którzy są głodni. Sama nie raz byłam głodnawa, Gaja nigdy, mama owszem. Więc wyrzucam jedznie do dzungli, bo skoro my nie możemy – niech skorzystają inni. A jedzenia u nas pod dostatkiem, bo Eddi zawsze gotuje trochę więcej, zostawiając go sobie na noc, choć ...
Czytaj całość »Wind
Evening is comming, but is so calm and so warm. We are going to take last swim and later shower under cold water, squeaking like a crazy. And later, after a dinner I will sit down on our favourite rock and will just rest, enjoing of the gentle breeze and stars. Our time in Mari-Mari is just about to be finish..
Czytaj całość »Niewidoczne życie
Nasza chatka. Malutki pokoik, który zasiedlamy wraz z jego regularnymi mieszkańcami. Bo że karaluchy od czasu do czasu, że wiewiórki, że myszy czy komary, to normalne. Ale ile jest tu takiego życia, z którego nie zdajemy sobie sprawy? Gdy kreśliłam szybkie notatki, schowana pod moskitierą, usłyszałam brzęk. – Mucha – pomyślałam. Ale brzęk trwał chwilę dłużej i był taki trochę inny. Oderwałam oczy od kartki papieru. Brzęk dochodził ze sklejkowej ścianki, oddzielający nasz pokoj od warsztatu Eddiego. Popatrzyłam zdziwiona, po ...
Czytaj całość »Dawn
Quiet dawn. Its hard to believe that yesterday there was such a storm. First beams of sun, first water- taxists carrying tourist to Perhentian paradise.. Good morning!..
Czytaj całość »Nie pamiętam, kiedy jadłyśmy tak dobrze
Nie pamiętam, kiedy jadłysmy tak dobrze, jak u Eddiego. Mając dostęp do kuchni, obsłużywszy gości, smażę nam wielgachne jajecznice na masełku i mleczku, tostuję tony chleba, wyciskam sok ze świeżych pomarańczy i zalewam mlekiem moja ukochaną Nescafe. Albo smażę naleśniczki, wkładając do środka połówki bananów. Albo kładę ser żółty na tosta i tak go zapiekałam, a maluch aż piszczy z radości. Przyzwyczajona do polskiego sposobu jedzenia, popołudniem robię nam obiadki – proste, po mamowemu – to ziemniaczki z ...
Czytaj całość »Storm
We went snorkling and we got cought in a pretty heavy storm. It hit us suddenly. There was no other option than to go forward. Waves were too big to do anything else. It was so cold, windy and scary. We hide ourself behind a flat, rocky island, but still it was so terryfying. We didnt know how long we would have to stay there – minuets, hours, all night? We were freezing, some of us almost naked. At the ...
Czytaj całość »Wiatr
Zbliża sie wieczór. Jest cieplutko, choć na horyzoncie kłębią się już wieczorne chmury. Zaraz będzie lało – na lądzie oczywiście, bo w Mari-Mari być może padać będzie dopiero w nocy. Więc my jeszcze popływamy w krystalicznej, cieplutkiej wodzie, po czym popiszczymy, spłukując się w zimnej. A potem Gaj będzie bawił się na plaży, bo tam wieczorne komary nie dolatują, a Eddy rozdymi pudełka po jajkach, by nas do szczętu w tej naszej kuchni nie zjadły. A gdy już z talerzy ...
Czytaj całość »Świt
Nie spałam dobrze tej nocy. Najpierw wybudziły mnie szelesty foliowych worków. Nie pierwszy raz słyszałam ten hałas, ale tym razem miarka sie przebrała. I tak mi do snu nie było, więc wylazłam spod mosikitiery i poświeciłam w kąt pokoju. Od czasów ataków wiewiórek cale nasze jedzenie wynioslam do pojemnikow w kuchni. – Co to za licho? – myslalam – Myszy? Ale czego chca myszy u mnie? Jeszcze przegryza mi plecak! Walnęłam ręką w ścianę, robiąc trochę huku. Hałas ustał na ...
Czytaj całość »Sztorm
Miało być dziś o naszej wycieczce do Fish Garden. Miało byc o tęczowych rybach, żółwiu, który pływał koło Gajki i o tym, że w ciepłej i krystalicznie przejrzystej wodzie można się unosić godzinami, podglądając sekretne życie toczące się na rafie. Miało byc o zachwycie Dużej i Małej nad wodnym światem. Miało byc, ale bedzie o czymś innym. Bedzie o tym, ze cieszę się, że Gaj żyje. I że ja żyję. Ze żyjemy wciąż obie. Dzis znow plynelyśmy na snorkling. ...
Czytaj całość »Niebo
– Mamo, mamo! Pokażę Ci coś – złapała mnie za rękę Gaja – Co? – No chodź, chodź! – zawołała, ciągąc mnie za sobą. Biegnę razem z nią. Gaj wpada na plażę, celuje palcem w niebo i szepta z przejeciem: – P-a-t-rz!.. Podnoszę głowę i zamieram oszołomiona. Niebo całe jest wygwieżdżone, przeciętne Mleczną Drogą. Nie ma ani jednej, przysłaniającej go chmurki, ani cienia zbliżającego się monsunu, widoczność jest znakomita. Tysiące drobinek gwiezdnego pyłu lśni wyraznie z góry, ciągnąc się az ...
Czytaj całość »Monsoons inhale
This morning was very quiet. Sunlight was foggy, sky milky and sea kind of grey. On the beach was a lot of leaves with goldish reddish colours. I was cleaning it, feeling pretty blue, like in Poland during October.. And although midday sun went through milky clouds, and smog was dancing in beams through a vividly green tropical forest, still I felt pretty blue. I was raking colorful leaves with a feeling of inevitable change approching the world. Monsoon was ...
Czytaj całość »Matka Ziemia
Gaja siedzi na piasku i buduje. Wokół niej kopczyki, dołki, kanaliki. – Co robisz córeczko? – Stwarzam świat. – A czy mogłabym stwarzać go z Tobą? – Nie. – mówi stanowczo moje dziecko – Nie możesz. To ja jestem Matka Ziemia.
Czytaj całość »Wolontariat w Mari-Mari
To jest właśnie wolontariat w Mari-Mari. Tu pracujemy wraz z Gają, która dzielnie pomaga mi w obowiązkach. A więc razem grabimy plażę, wieszamy wypraną pościel, wycieramy z piachu stoły. Do tego jeszcze mamy w obowiązku przygotowanie domków i napojów z malajską kawą włącznie, choć to już działka wyłącznie mamy. Cisza, spokoj, wielkie jaszczury (warany?) biegają po podwórku, a wiewiórki – złodziejaszki co rusz zaglądają mi do kuchni. Ostatnio zapędzają się do naszej chateńki, zjadając płatki owisiane Gai ...
Czytaj całość »Mari-Mari. Raj na Perhentian Islas.
Spóźniliśmy się na prom szptetnie. Wszystko przeze mnie, bo uparłam się na makrolid. Niestety noc w klimatyzacji jakiś czas temu, a potem dwie nocki w zimnych jak styczniowa noc malajskich autobusach zrobiły swoje. Kasłałysmy obie od dłuższego czasu, a domowe środki lecznicze ewidentnie nie prowadziły nas ku wyzdrowieniu. Okazało się jednak, że makrolid w Kota Bharu jest ewenementem, a upolowanie probiotyku graniczy wręcz z cudem. Nasz host, Wan, jezdził więc z nami od apteki do apteki i gdy wreszcie udało ...
Czytaj całość »Our volunteer work in Mari-Mari, Perhentian Islands
Here is Mari-Mari, our quiet, green and turquoise heaven, where we are living, doing volunteer work. We are working bit by bit and taking breaks for snorkling or playing on the beach. In spare time we also do homeschooling. From Sara, our Penang host, we got great children’s pre-school books with quizes. Gaja loves to working on them. In Mari-Mari there is neither electricity nor telephone signal. Of course ...
Czytaj całość »Mari-Mari, Perhentian Islas, Malaysia – nuestro trabajo voluntario
Esto es Mari-Mari, un paraiso tranquilo, verde y turquesa, donde vivimos, haciendo trabajo voluntario. Estamos trabajando poco a poco, tomando descansos para bucear o jugar en la playa. En el tiempo libre también hacemos un poco de trabajo escolar . Obtuvimos de Sara, nuestra presentadora de Penang , excelentes libros preescolares para niños con acertijos. A Gaja le encanta trabajar con eso. En Mari-Mari no hay electricidad ni ...
Czytaj całość »
Somos Dos Fotoreportażowy blog podróżniczy mamy z dzieckiem