Our little home, our little room, full of life. Bats, ants, cockroaches, mice, scuirrels, ok, it is normal. But today something strange came out from our wooden wall. Came out and flew or maybe crawled away, Im not sure as I couldnt see it properly. Mosquitiera prevent me from it. Well, our little home is really full of life..
Czytaj całość »Najnowsze
El mar hambioso
Durante la noche habia la tormenta. Las hoyas estaban comiendo la playa. Cuanto se desperte – la parte grande de la playa desaparesco. No puedo imaginarme que pasa acca durante la temporada de monsun.
Czytaj całość »Hungry sea
We had strong winds last night. When I got up to see what was going on, I saw agressive waves eating up our beach. In the morning I couldnt believed what I saw. A good part of our beach was gone. I cannot imagine what goes on here during the monsun time.
Czytaj całość »Droga
Tukłyśmy się wolno podmiejskim autobusem, smutno wyglądając przez okno. Przyroda krzyczała radosnymi kolorami po naszej lewej stronie, po prawej natomiast zbierało sie na mordor. – A w Mari-Mari teraz słonko świeci – powiedziała Gajenka smętnie po dłuższym milczeniu.– Acha. – przytaknęłam, także w minorowym nastroju – Eddy pewnie płynie do wsi po zapasy. – Acha – pokiwała głową Gaja – Komu on teraz chipsy kupi?.. – Pewnie nikomu – odpowiedziałam smutno. Czarna chmura po prawej stronie zjadała coraz wiecej nieba. ...
Czytaj całość »Nasz czas się dokonał
*** Nasz czas się dokonał. Wykrawcowałam zasłonę do prysznica. Pożegnałam się ze wszystkimi naszymi przyjaciółmi. Wymalowałysmy z Gajka piękne „Witajcie w Mari – Mari”. Więc witajcie. Zawsze, o każdej porze roku i dnia, będziecie tam mile widziani, a powita Was Zack Eddy i napis skreślony moją i Gajki ręką. Witajcie w Mari – Mari. My się już żegnamy. Do zobaczenia. Kiedyś. Wierzę w to głęboko.
Czytaj całość »Ostatni poranek
Tym razem dzień wstał przepiękny, krzyczący intensywnościa barw i wyrazistością kształtów. Na drugim brzegu widziałam wyraznie różnoniebieskie łancuchy górskie, olśniewającą biel zabudowań wioski, obłą kopułę meczetu i wystrzeliwujący ku niebu minaret. Daleka i czesto niewidoczna Pulau Rawa wyrastała wyraźnie z morza, a garść innych wysepek malowniczo odcinała się od lazurowego nieba. Sprzątałam po raz ostatni plaże, łakomie spoglądając w kierunku naszej rafy. Temperatura rosła, turkusowe morze szumiało odpływem, wabiąc mnie obietnicą rozkosznego chłodu i obietnicą spotkania z moimi podwodnymi przyjaciółmi. To ...
Czytaj całość »Pożegnanie
Mari – Mari żegnało nas pięknie. Niebo ozdobiło się wszystkimi kolorami zachodu, rozpalając oddalającym się słońcem paletę złocistości, pomarańczy i czerwieni. Kto żyw wybiegał na plażę, a potem zastygał w niemym podziwie, urzeczony soczystością barw, żarliwie malowanych na puchowej kanwie miękkokształtnych chmurek. Nawet morze zastygło w zachwycie, odcinając się ostro od smolistej czerni brzegu, za to miękko odbijając ulotne tony rozpłomienionego nieba. Spektakl trwał, kierowany niewidzialną ręką oddalającego się słońca, a ja, z zachwytem przyglądając się trwającej ferii myślałam sobie, ...
Czytaj całość »Hawajski kokos
Demon nie doszedl do nas. Postraszył, zatrzymał nas na Perhentianie i poszedł bokiem. Nie mieliśmy do niego wielkiego o to żalu. Siedzieliśmy sobie wszyscy w sercu Mari-Mari, szczęśliwi z darowanego nam czasu. Nagle Eddy zerwał się i gdzieś poleciał. -Aaaa! On wlazi na palmę! ON WLAZŁ NA PALMĘ!!! – usłyszałysmy piski młodych Angielek. Zerwałam się na równe nogi. Na nasze palmy od dawna spoglądałam łakomym okiem. Kiście orzechow kusiły i rozmiarem, i kolorem, ale kiedy wspomniałam Eddemu o ewentualnym strąceniu tychże, ...
Czytaj całość »Uważaj o czym mówisz
Kula żalu stała mi w gardle od południa. Plecak leżał spakowany, ale czułam, że to jednak wciąż nie ten moment. Nie uszyłam jeszcze obiecanej zasłony na prysznic, nie zrobiłam polskiego, powitalnego napisu, ledwo zdążyłyśmy zaznaczyć się w Księdze Gości, a całe to pakowanie na wariackich papierach było. Przyszedł Willy z recepcjonistką z Alunanu, Eddy zrobił pożegnalną, fantastyczną malajską kawę, a ja czułam się jakoś tak dziwnie, niekompletnie, niekomfortowo, jakbym coś za soba zostawiała niedokończonego, rozgrzebanego, niezamkniętego. Coś we mnie szeptało: ...
Czytaj całość »Szu – szu
Szuszuszu i szuszuszu. Szuszuszu i szuszuszu. I szuszuszuszuszu… – Co to może być?! – zachodzę w głowę, leżąc już sobie pod moskitierą w egipsko panujących ciemnościach. – Co się w tym kącie dzieje? Co one znów znalazły?! – Zostawiłam cukierki. – spod lewego ramienia dochodzi mnie skruszony głos Gai – COOO? GDZIE?! – W kącie.. – To już po nich. Wiewióry już je jedzą, a czego nie zjedzą, dokończą mrówki i karaluchy. Oj, przecież tyle już przemieszkałyśmy w dżungli, przecież ...
Czytaj całość »Las reglas de fisika
Mi hija me pregunto porque el cielo cambia los colores. Al principio esta amarillo, despues anaranjado y rojo.. No me recuerdo todo de mi escuela entonces queria pedir ustedes por el consejo. Porque el cielo cambia los colores? Quen sabe?..
Czytaj całość »Knowledge
My little gir has just asked me why sky changes colors during sunset? Why is firstly yellow, later orange, red and purple? I remember something from my school, but still I find it not enough to explain this beauty to my daughter. So – will you help me with your knowledge, please?..
Czytaj całość »Księżyc
Dzień dziś wstał ponury, jakby nieco obrażony, schowany pod kołdrą z chmur, gadający cicho zmartwionym poszumem fal. Grafitowe niebo zlało się z szarobłekitnym oceanem, choć ta szarość taka inna niż bałtycka była, podskórnie turkusowa, zapraszająca przejrzystością, kusząca temperaturą. W Mari-Mari cicho. Parzę więc kawę, siadam na skale. Anemiczne fale cofają się w markotnym odpływie, do głowy za to przypływa gorzkie wspomnienie wieczoru. Wczoraj w nocy, gdy byłam w kuchni przybiegło moje dziecko. – Mamo, mamo! – zawołało – KSIĘŻYC!!! Choć zobaczyć! Odmówiłam, ...
Czytaj całość »Flavours
I cannot remember time when we eat so much and had such a good, Malay food. I could cook, so I was making great, big and yummy breakfast and kind of Polish lunch, but dinner. Dinner was always made by Eddy, who is the most excellent cook ever. It was always orgia of flavours, excellent mix of malay, indian and chineese cusine, something unforgettable, something what we could experience only because of our work in Mari-Mari. Having this kind ...
Czytaj całość »Demon
Najpierw było słońce. Potem nad horyzontem pojawiła się wielka czarna chmura. Dyskretnie, po cichutku, nikomu nie przeszkadzając ropościerała swe czarne skrzydła, aż zakryła jego złocistą tarczę. Mogliśmy z daleka obserwować nadciągającego szarego demona, zjadającego najpierw odległe, a potem coraz bliższe wyspy. Demon rósł w siłę, ział forpocztami wiatru, miętoląc groźnie morski horyzont, a my z Gajuchem, obserwując go z bezpiecznej plaży skakałyśmy z radości, że tym razem jesteśmy w domu, całe i zdrowe. Za plecami jaśniało ciepłym światłem Mari-Mari, wydobywając ...
Czytaj całość »Waran
Dziś raniutko weszłam do kuchni. Na patelni, tym razem solidnie przygniecionej najwiekszym moździerzem leżał sobie zacny kawałek kurczaka, który Eddy zostawił na później, oczywiscie nie chowając go do lodówki. Co prawda nasza lodówka była w tak opłakanym stanie, że początkowo miałam wątpliwości co do jakiegokolwiek przechowywania w niej mięsa. Dopiero z czasem nabrałam zaufania do tego sprzętu działającego na lód, nie na prąd i wkładając do środka jedzenie zakładałam, że 12 h powinno ono przetrwać. Niestety, po nocy na kuchence kurczak ...
Czytaj całość »Mari-Mari es nosotras
Ayer fuimos con nuestro jeffe a comer – a Alunan, muy lindo resort que se queda cerca de Mari-Mari. Comimos con amigos que trabajan en Alunan. En la mesa donde comimos habia tambien manager del resort, preguntando Eddi sobre la chica q busca trabajo y queria hacerlo en Mari – Mari. Cuando yo tradusco esta conversation a Gaja, ella estaba bien sorprendida. – Como lo es possible??? – dicho a mi – NOSOTRAS trabajamos acca! Eddi no necessita ninguna persona ...
Czytaj całość »Mari-Mari is our
Yesterday our boss took us for a dinner to Alunan, beautiful resort at the very end of our beach. We had a nice meal and spoke with many friends who are working there. Also came general manager, who ask Eddi if he needs someone to help him during monsun season. When Gaja learn about that she was more than suprised. – Somebody new??? To work in Mari-Mari??? Why, mum??? – said to me – Mari-Mari is our place. WE are ...
Czytaj całość »Mari-Mari – zostajemy dłużej
Ach, rafa koralowa! Ach Mari-Mari! Ach nasze zycie spokojne, tutejsze, w rytmie fal, w zgodzie ze sloncem.. Zostajemy jeszcze chwil kilka. Mialysmy dzis juz wyjezdzac, ale jak tu wkładać rzeczy do plecaka, gdy poranne słonce sie do nas usmiecha, blekitne niebo obiecuje piękną pogodę, turkusowa woda wciaz jest przyjemnie ciepla, a piasek dwa kroki od naszego domu sprawia, ze gdy mowie o dalszej drodze, to usteczka Gajki wyginaja sie w podkowke. Wczoraj byl nasz pierwszy dzien bez ...
Czytaj całość »Demon
The monster is coming. How good that we are in our home, Mari-Mari. How good that we are safe, watching dark blue clouds just from the distance. Just few days ago we were in such a storm, in a tiny vessel, desperately fighting to go back home.
Czytaj całość »
Somos Dos Fotoreportażowy blog podróżniczy mamy z dzieckiem